sobota, 25 maja 2013

Mamo, gdy będę duża, zostanę świnką morską!


Gdy zastanawiałam się nad tym, co minimalista/osoba żyjąca prostym życiem mogłaby przekazać swoim dzieciom, przyszło mi do głowy, że należałby raczej zacząć od tego, czego dorośli mogą nauczyć się od dzieci. Sporo jest przecież takich cech i zachowań, które są całkowicie naturalne w dzieciństwie, a z czasem i wpływem otoczenia łatwo się je traci. 

W komentarzu Synafia napisała tak: minimalizm czyli życie proste i sycące samym faktem istnienia (czy dobrze rozumiem?), ten minimalizm przyszedł do mnie sam razem z dziećmi właśnie. To one uczą mnie bycia tu i teraz. To z nimi odkryłam radość z leżenia na podłodze i machania nogami, z patrzenia przez okno, z siedzenia na trawie, z sycenia się samą obecnością kochanych osób. W tym sensie ja sama nie mogłabym zbliżyć się nawet do minimalizmu, gdyby nie dzieci.

środa, 22 maja 2013

Minimalistów znajduje się w kapuście

Zaczęliśmy ostatnio rozmowę o tym, co oznacza minimalizm w wychowaniu dzieci i czy można pogodzić to podejście z życiem licznej rodziny. Wasze reakcje na wpis potwierdziły moje wcześniejsze przekonanie, że jedno drugiemu wcale nie przeszkadza. Myślę, że często spotykana opinia, jakoby tak było, wynika z zastosowania skrótu myślowego, który stawia minimalizm w opozycji do przedmiotów i tendencji do ich chomikowania, nadmiernego gromadzenia. A przecież rezygnacja z kumulowania zbędnych rzeczy wokół siebie to tylko jeden z przejawów tego sposobu myślenia. 

czwartek, 16 maja 2013

Minimalista z szóstką dzieci

Pisałam już kiedyś, że jako osoba bezdzietna nie chcę wypowiadać się na temat aspektów minimalizmu w życiu rodziny z dziećmi. Wczorajsza lektura skłoniła mnie do zmiany zdania. Jednak zanim przejdziemy do meritum małe wprowadzenie.

Jakaż to książka? Książka - to za dużo powiedziane. Książeczka Lea Babauty Minimalizm. Żyj zgodnie z filozofią minimalistyczną, przetłumaczył ją na polski Paweł Kata, wydało w wersji papierowej, audio i cyfrowej wydawnictwo Złote myśli. Nazywam ją książeczką, bo jej przeczytanie nie zajęło mi nawet godziny. Dostałam ją w prezencie od pewnej bardzo życzliwej osoby, więc dlatego też postanowiłam się z nią zapoznać, pomimo tego, że od dawna nie czytam blogów Lea ani jego książek. 

sobota, 11 maja 2013

Pisze się

Nieco rzadziej pojawiam się tu ostatnio. Nie dlatego, że nie mam weny ani chęci (jedno i drugie jest, w odpowiedniej ilości), lecz z powodu pochłaniającej mnie pracy nad książką o minimalizmie. Wiele osób pyta mnie o postępy, więc zdam Wam relację ze stanu zaawansowania robót. I przecież obiecałam w styczniu, że powiem Wam, z jakim wydawnictwem podjęłam współpracę. 

środa, 1 maja 2013

Bimbam sobie, bim bam

Pytałam Was niedawno o ideał prostego życia. W rewanżu winna Wam jestem moją definicję tego ideału. Właściwie można go ująć w jednym krótkim zdaniu:

NIC NIE MUSZĘ. 

Taka jest moja codzienność. Naprawdę nic nie muszę. Wyeliminowałam ze swojego życia wszelkie musy. Bo szkoda mi na nie czasu i sił. 

niedziela, 28 kwietnia 2013

Lekcja

Jestem z powrotem w domu. Wyjazd trwał zaledwie parę dni, ale był bardzo znaczący. 

Niby tylko spotkanie rodzinne, kilka wizyt, parę spacerów, odwiedziny na cmentarzu, mnóstwo przegadanych godzin z krewnymi, bliższymi i dalszymi. Analizowanie drzewa genealogicznego, stare fotografie, pożółkłe i wyblakłe, wycinki z gazet i postrzępione dokumenty, a jednocześnie teraźniejszość, tu i teraz, historia i współczesność ramię w ramię. Powstania, wojny, wysiedlenia, cudowne uratowania od śmierci i młode życie poświęcone dla innych. Ułani, mezalianse, szalone miłości i dramaty, konflikty, nieszczęścia. Nieślubne dzieci, notoryczni kłamcy, ale też bohaterowie. Parę historii zupełnie jak z filmu czy kart romantycznej powieści. 

Poznając rodzinną historię, jednocześnie poznawaliśmy siebie samych i siebie nawzajem. Odnajdując w sobie zarówno słabości naszych przodków, jak i ich przymioty, zmieszane w niezwykłym koktajlu. Zaśmiewając się z opowieści o dawno zmarłych krewnych, a czasem ocierając łzę wzruszenia nad ich losem, zobaczyliśmy siebie na nowo. Kuzyni, ciotki, wujowie i my sami, moi najbliżsi i ja.

Dzielę się z Wami tym doświadczeniem, bo to ważny dla mnie moment. Kolejny duży krok na drodze poznawania siebie, zrozumienia kim jestem i dlaczego jestem, jaka jestem. Przez pryzmat przeszłości wyraźniej zobaczyłam teraźniejszość i siebie w niej. A przede wszystkim tych, którzy żyją i też są częścią tego skomplikowanego systemu, jakim jest rodzina. Systemu, który może być oparciem i dawać siłę, ale może też osłabiać i niszczyć, ciągnąć w dół, wytrącać z równowagi.

Ten rozdział na szczęście opowiadał o sile, radości i wsparciu. Nawet jego bolesne fragmenty mają sens, bo są źródłem wiedzy, a czasem ostrzeżeniem, ważną wskazówką, czerwonym światełkiem alarmowym. Bardzo fajna i ciekawa lekcja, kolejna lekcja życia.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Ideał prostego życia

W tym tygodniu korzystam z uroków życia wolnego strzelca i odwiedzam bardzo kochaną Rodzinę na drugim końcu Polski, więc nowy pełnowymiarowy wpis napiszę dopiero po powrocie do domu.

Zadam więc Wam na poczekaniu pytanie, może znajdziecie chwilę na odpowiedź. Jak jest Wasz ideał prostego życia? Co dzieli Was na co dzień od tego ideału? A może ideał stał się rzeczywistością?

Pozdrawiam słonecznie!