wtorek, 15 lipca 2014

Bez mapy i GPS

Przy okazji trójkowej audycji poświęconej minimalizmowi i książeczce Lea Babauty znowu zajrzałam na blogi Lea, bardzo dawno nie czytane.

Mam wobec niego dług wdzięczności. W 2009 r. właśnie od lektury zenhabits, a potem również mnmlist, zaczęły się zmiany w moim życiu. To one w końcu doprowadziły do pisania Prostego blogu i powstania Minimalizmu po polsku, który za nieco ponad miesiąc trafi do księgarń.
Być może i bez pomocy Lea prędzej czy później doszłabym do podobnych wniosków, a może dalej miotałabym się i kręciła w kółko, nie wiedząc i nie rozumiejąc, dlaczego jest mi źle. Nie dowiem się tego nigdy, ale nie ma to większego znaczenia. Ważne, że jego teksty pojawiły się w odpowiednim czasie i trafiły na podatny grunt. Chłonęłam je jak sucha gąbka i pod ich wpływem uczyłam świadomego życia. Nabrałam odwagi, by samodzielnie je kształtować.

czwartek, 10 lipca 2014

Minimalizm w radiowym Klubie Trójki

Dzisiaj wieczorem, między godz. 21:00 a 22:00, wezmę udział w dyskusji na temat książki Lea Babauty Książeczka minimalisty. Prosty przewodnik szczęśliwego człowieka (polskie wydanie The Simple Guide to a Minimalist Life) w audycji Klub Trójki w III programie Polskiego Radia. Jeśli znajdziecie czas, aby posłuchać, zapraszam!

niedziela, 6 lipca 2014

Dogoniło mnie życie

Dzisiejszy tekst również nie będzie recenzją, lecz cytatem z interesującej książki: Stąpając mocno po Ziemi. Ekozofia zwykłego życia Ryszarda Kulika. Dostałam ją od autora jeszcze w zeszłym roku, przy okazji spotkania Klubu Myśli Ekologicznej w katowickim Kinoteatrze Rialto, gdzie opowiadałam o tym, czym jest minimalizm.

Nie sądziłam, że znajdę w tej książce coś dla siebie. Na stronie Pracowni na rzecz wszystkich istot można przeczytać, że publikacja ta jest zbiorem felietonów pisanych dla miesięcznika Dzikie Życie, poświęconych szeroko pojmowanej problematyce ekologicznej. Autor jest psychologiem, ekologiem, wegetarianinem. Nie powiem, że sama nigdy o ekologii nie myślę, ale nie uważam, że moje życie jest jakieś szczególnie ekologiczne. Staram się nadmiernie nie obciążać swoją osobą naszej planety, ale i mięso jem, i samolotem latam, samochodem czasem jeżdżę (a właściwie daję się wozić), kupuję egzotyczne produkty - olej kokosowy, kawę, zieloną herbatę, używam detergentów. Wiele można by zmienić, gdybym miała bardziej radykalne podejście. 

Wydawało mi się więc, że to nie dla mnie lektura. A jednak tak, i to bardzo.

sobota, 28 czerwca 2014

Krytycznym okiem stylisty

Być może z ostatniego wpisu można by wywnioskować, że nie kupuję ani nie czytuję już książek. Nie. Czasem dawkuję sobie przyjemności, i tyle. Ale kupuję, pożyczam, czytam. Bez książek życie straciłoby smak. 

Po tę, o której chciałabym dzisiaj napisać, na pewno nie sięgnęłabym, gdyby nie dwie recenzje u zaprzyjaźnionych blogerek: Pani la Mome (obecnie Miło) oraz u Minimal PlanO elegancji i obciachu Polek i Polaków. Od stóp do głów Tomasza Jacykowa. Przed przeczytaniem tych recenzji oraz samej książki nie przepadałam szczególnie za panem Tomaszem ani też szczególnie nie interesowałam się jego osobą. Jednak lektura ta bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. 

piątek, 13 czerwca 2014

Im dłużej, tym bardziej

Spotkałam się z dawno niewidzianą koleżanką. Gdy zapytała: a jak tam u ciebie z tym twoim minimalizmem?, spodziewała się, że zasypię ją opowieściami o liczeniu rzeczy i pozbywaniu się nadmiaru. Ku jej wielkiemu zdziwieniu zamiast o szafie i porządkach, opowiedziałam jej o tym, jaką radość sprawia mi ostatnio stawianie sobie różnych ograniczeń i wyznaczanie limitów. 

Chociażby opóźnianie mentalnych przyjemności.

środa, 11 czerwca 2014

Minimalizm po polsku - zapowiedź

Z przyjemnością mogę Wam zaprezentować wreszcie oficjalną zapowiedź premiery mojej książki Minimalizm po polsku, która ukaże się nakładem wydawnictwa Black Publishing 27 sierpnia 2014 r.

Łącze do zapowiedzi na stronie wydawnictwa - poniżej:




środa, 4 czerwca 2014

Luzik

Niedawno z fejsbukowej czeluści wyskoczyła na mnie taka tabelka:


Gdy podzieliłam się nią ze znajomymi, w odpowiedzi koleżanka podesłała mi wersję angielską, zapewne pierwowzór powyższej, z jednym punktem więcej (7. Uśmiechnij się, wszystkie problemy świata nie spoczywają na Twoich barkach). Polska wersja jest dość swobodną wersją angielskiej, ale powiedzmy, że zasadnicze znaczenie nie uciekło:


Pomyślałam, że wprawdzie ten zestaw kilku rozsądnych zasad zaiste może posłużyć do uproszczenia życia, jednak szkopuł w tym, że nie da się ich traktować jako instrukcji obsługi. Aczkolwiek może i warto powiesić je sobie na lodówce czy w innym widocznym miejscu, jeśli ma się poczucie, że sporo w tej dziedzinie jest jeszcze do zrobienia, ale żadnej z tych wskazówek nie da się wprowadzić w życie z dnia na dzień, za jednym pstryknięciem palcami. 

Dla mnie te siedem zasad składa się na takie ogólne wyluzowanie, odpuszczenie sobie, ludziom i światu. Zrozumienie, że wiele jest spraw, nad którymi nie warto się zastanawiać ani zadręczać się nimi. Szkoda sił i czasu. 

Patrząc na tę minilistę, pomyślałam, że do dopracowania mam jeszcze tylko jeden punkt: zdarza mi się przejmować tym, co inni myślą o mnie. Jednak i z tym jest coraz lepiej.