Procesy w tle, 19.08.2015

Praca nad książką, która powoli dobiega końca, pomogła mi uświadomić sobie, że pewien etap życia mam już za sobą. 

Mniej więcej sześć lat temu, prawie siedem, przeczytałam po raz pierwszy o koncepcji minimalizmu. Byłam wtedy zagubioną i sfrustrowaną osobą, pogrążoną w kompleksach i uzależnioną od zakupów. Niezbyt szczęśliwą, właściwie nie wiadomo dlaczego. 

Stopniowo zaczęłam wprowadzać zmiany w swoim życiu, najpierw małe, potem większe. Zyskiwałam doświadczenie i wiedzę o sobie. Zaczęłam pisać bloga, co bardzo pomogło w tym procesie, nabierającym coraz większego rozpędu.

Upraszczałam, eliminowałam. Najpierw w sensie materialnym, a potem coraz bardziej także w innych wymiarach. Porzuciłam mnóstwo fałszywych wyobrażeń o sobie, życiu i świecie. Różne blokujące mnie przekonania i lęki. Dzięki minimalizmowi przebudowałam swój mikrokosmos, zrobiłam porządki nie tylko w szafach, ale przede wszystkim w niegdyś pogrążonej w chaosie głowie. 

Skazane na stosik, 08.08.2015

Zapytała jedna z czytelniczek, w jaki sposób przeprowadzam selekcję książek, bo, jak twierdzi, w jej przypadku metoda z wyrzucaniem na środek pokoju  nie działa, wszystkie wróciły na regał.

Od dłuższego czasu stosuję metodę stosikową. Wiem, że stosiki książek kojarzą się raczej z blogami bibliofilskimi, gdzie symbolizują pozycje oczekujące na przeczytanie. Moje układanie poziomo książek w kupkę ma jednak zupełnie inną funkcję. Podczas porządkowania regału ustawiam pionowo (czyli normalnie) te pozycje, co do których nie mam żadnych wątpliwości, że zostają.

Natomiast wszystkie te, które budzą wątpliwości lub na pewno są przeznaczone do wydania bądź sprzedania, kładę na wyznaczonej półce na płask, ułożone jedna na drugiej. I tak sobie leżą przez pewien czas, do momentu, gdy będzie okazja coś z nimi zrobić: sprzedać, przekazać do biblioteki, dać komuś w prezencie. W tym okresie mogę oczywiście zmienić zdanie, ale bardzo rzadko się to zdarza.

Ora et labora, ale mniej, 29.07.2015

Za dużo pracuję, do takiego wniosku doszłam ostatnio. A stanowczo za wiele, jak na minimalistkę (tu puszczam oko). 

Tym materialnym minimalizmem, rzeczowym, czuję się już przesiąknięta na wylot. Jak zwierzałam się ostatnio, znowu poczyniłam postępy, pozbyłam się kolejnej porcji tego, co raczej niepotrzebne, ale wcześniej wydawało się prawie niezbędne. Książki wyprzedaję na allegro. Różnych gadżecików i szpejów trochę po raz kolejny wywędrowało, szafa przewietrzona. Dobrze jest. Widzę jeszcze pewien potencjał i jestem przekonana, że to nie koniec tej drogi (a przecież to już szósty rok mojej wielkiej minimalistycznej przygody...). 

Jednakowoż (uwielbiam to słowo!) wciąż jeszcze sporo mam do zrobienia pod względem robienia mniej. Z natury jestem osobą pracowitą. Lubię być aktywna. Nie to, żebym nie potrafiła wypoczywać. Umiem się wyluzować, nie myśleć o pracy po jej zakończeniu. Ale zbyt rzadko pozwalam sobie na bezczynność. Kilka dni temu położyłam się na chwilę, by odpocząć, lecz bez zamiaru drzemki. Zdziwiło to męża, który chyba odzwyczaił się od widoku mnie niczego konkretnego nierobiącej. Co Ty tak, nic nie robisz?! Bo jak nie tłumaczenie, to książkę piszę. A czasem bloga. Gdy nie tłumaczę i nie tworzę, to gotuję, sprzątam, piorę, robię zakupy. Albo relaksuję się, malując puszki pod decoupage albo dziergając pledzik na drutach. Czytam, gadam przez telefon, odpowiadam na e-maile, spotykam się ze znajomymi, z rodziną albo z różnymi osobami w związku z blogowaniem albo pisaniem książki. Czasem Facebooka odwiedzam, blogi zaprzyjaźnione (coraz rzadziej). Albo Polskę i świat zwiedzam i swoje miasto. Śpię, wino piję, i takie tam inne. Koty głaszczę albo służę im za podkładkę do spania. 

Wyprzedaż książek na allegro, 20.07.2015

Podaję Wam łącze do moich aukcji w serwisie allegro, sprzedaję parę książek po sprzątaniu biblioteczki domowej. Kilka już się sprzedało - co mnie cieszy, bo myślałam, że gorzej z tym będzie. Znajdziecie je tutaj (tak, Piglet_2004 to ja, niech żyją lekko obciachowe nazwy użytkownika). Zapraszam! Za jakiś czas dodam jeszcze parę, to raczej nie koniec sprzątania. 

Ciężar względny artefaktu, 15.07.2015

Złapałam ostatnio taką dobrą fazę minimalistyczną. Bardzo łatwo idzie mi odpuszczanie i żegnanie się z rzeczami - materialnymi - z którymi wcześniej jakoś pożegnać się nie byłam w stanie. Szafki pustoszeją coraz bardziej. 

Niektóre drobiazgi oddaję za darmo, inne sprzedaję za drobne kwoty. Głównie przez OLX (wciąż nie mogę nadziwić się tej kuriozalnej zmianie nazwy, co było złego w Tablicy?!). Suknia ślubna w komisie (chyba, może się już sprzedała), inne ciuchy poszły do Siostry i dalej jeszcze w świat. Książki czekają na wystawienie na allegro (dam Wam znać, może coś komuś wpadnie w oko). Biżuteria przejrzana. Wczoraj sprzedałam kilka monet w sklepie numizmatycznym. Chyba to jeszcze nie koniec w tym rzucie oczyszczania. 

Mikrozmiany, 08.07.2015

Tak Was podpytywałam o to, co konkretnie Was uwiera czy blokuje, udzieliliście wiele ciekawych odpowiedzi, więc czas zacząć odpowiadać na zadane pytania. Pod wpisem Gdzie zaczynają się schody Makate zadała takie pytanie:
Kolejna rzecz, która wydaje mi się trudna, to opis procesu, kolejnych kroków, może rady odnośnie tego od czego zaczynać, kiedy ma się poczucie że wszystkie aspekty życia są zbyt "fast"? Dla mnie ogromna trudność polega na tym, że nie mogę wziąć urlopu na dwa tygodnie, by dokonać w trakcie nich radykalnej zmiany - muszę wciąż rano ubrać się, umalować, spędzić osiem godzin w pracy, itd. A na zmianę życia znaleźć czas "gdzieś pomiędzy" - czyli gdzie? Oczywiście zdaję sobie sprawę, że takie mityczne dni wolne od wszystkiego, przeznaczone tylko na zmianę, niekoniecznie rozwiązałyby problem - przecież zmiany, które będę wdrażać, mają dotyczyć codzienności, więc muszą się też w niej zadziać. Ale jest dla mnie trudną rzeczą znalezienie na to wszystko czasu.
Ważna to kwestia. Ludzka natura jest taka, że chcemy szybko widzieć efekty podejmowanych wysiłków. Jeśli coś nam doskwiera, chciałoby się od razu móc zrzucić ciężar z barków. Zacząć wszystko od nowa, z czystą kartą. Czasem, bardzo rzadko, jest to możliwe, ale to naprawdę wyjątkowe sytuacje. 

Ogólnopolskie wietrzenie szaf, 29.06.2015

Przepraszam za niezaplanowaną przerwę w pisaniu. Kilka dni temu zastrajkował mój komputer, czym niemal przyprawił mnie o atak serca, bo postanowił zrobić to akurat wtedy, gdy zapomniałam zapisać kopię zapasową książki, a właśnie udało się napisać całkiem spory fragment, z którego byłam szczególnie zadowolona. Na szczęście sprzęt udało się reanimować, skopiować wszystkie konieczne dane i znaleźć rozwiązanie problemu, ale trochę czasu nam to zajęło. 

Jednocześnie dziękuję Wam jeszcze raz za odpowiedzi w ankiecie i przysłane e-maile, bardzo ciekawe są Wasze wypowiedzi i dały mi do myślenia pod wieloma względami. Cieszę się, że daliście się namówić na podzielenie się spostrzeżeniami. Z pewnością je wykorzystam.

Awaria komputera przeszkodziła mi w podzieleniu się opinią na temat książki, które ukazania się wyczekiwałam od czasu, gdy dowiedziałam się o projekcie jej wydania. Wiedziałam, że spod ręki tej autorki nie może wyjść pozycja niewarta przeczytania. I nie zawiodłam się, a wręcz przeciwnie, lektura ta przerosła moje oczekiwania. 

Slow fasion. Modowa rewolucja Joanny Glogazy, autorki bloga Style Digger, trafiła na pierwsze miejsce listy bestsellerów strony empik.com jeszcze przed oficjalną premierą. Na krakowskim spotkaniu autorskim, w którym miałam okazję uczestniczyć, było tłoczno, niewielki lokal Slow Fashion Cafe nie pomieścił wszystkich zainteresowanych czytelników. Spotkanie było zresztą bardzo udane, dzięki szczerym, rzeczowym i pełnym humoru wypowiedziom Joanny, a także prowadzącej, Ryfce, znanej jako autorka bloga Szafa Sztywniary. Tak duże zainteresowanie książką i tematem jest moim zdaniem najlepszym dowodem na to, jak bardzo tego rodzaju publikacje są potrzebne.