Ogólnopolskie wietrzenie szaf, 29.06.2015

Przepraszam za niezaplanowaną przerwę w pisaniu. Kilka dni temu zastrajkował mój komputer, czym niemal przyprawił mnie o atak serca, bo postanowił zrobić to akurat wtedy, gdy zapomniałam zapisać kopię zapasową książki, a właśnie udało się napisać całkiem spory fragment, z którego byłam szczególnie zadowolona. Na szczęście sprzęt udało się reanimować, skopiować wszystkie konieczne dane i znaleźć rozwiązanie problemu, ale trochę czasu nam to zajęło. 

Jednocześnie dziękuję Wam jeszcze raz za odpowiedzi w ankiecie i przysłane e-maile, bardzo ciekawe są Wasze wypowiedzi i dały mi do myślenia pod wieloma względami. Cieszę się, że daliście się namówić na podzielenie się spostrzeżeniami. Z pewnością je wykorzystam.

Awaria komputera przeszkodziła mi w podzieleniu się opinią na temat książki, które ukazania się wyczekiwałam od czasu, gdy dowiedziałam się o projekcie jej wydania. Wiedziałam, że spod ręki tej autorki nie może wyjść pozycja niewarta przeczytania. I nie zawiodłam się, a wręcz przeciwnie, lektura ta przerosła moje oczekiwania. 

Slow fasion. Modowa rewolucja Joanny Glogazy, autorki bloga Style Digger, trafiła na pierwsze miejsce listy bestsellerów strony empik.com jeszcze przed oficjalną premierą. Na krakowskim spotkaniu autorskim, w którym miałam okazję uczestniczyć, było tłoczno, niewielki lokal Slow Fashion Cafe nie pomieścił wszystkich zainteresowanych czytelników. Spotkanie było zresztą bardzo udane, dzięki szczerym, rzeczowym i pełnym humoru wypowiedziom Joanny, a także prowadzącej, Ryfce, znanej jako autorka bloga Szafa Sztywniary. Tak duże zainteresowanie książką i tematem jest moim zdaniem najlepszym dowodem na to, jak bardzo tego rodzaju publikacje są potrzebne.

Gdzie zaczynają się schody, 21.06.2015

Z wielkim zaciekawieniem przyglądam się na bieżąco wynikom ankiety poświęconej Waszym ulubionym tematom wpisów na blogu. Przyznaję, że mnie zaskoczyły. Nie spodziewałam się, że pierwsze miejsce z tak dużą przewagą zajmie temat „Porządkowanie, pozbywanie się przedmiotów”, a za nim uplasuje się „Oszczędzanie”. Wydawało mi się, że są to kwestie już do bólu przegadane na wszystkie strony, nie tylko na tym blogu, tak wiele jest przecież poradników czy wpisów w internecie, artykułów prasowych. 

Rozmawiałam o tym z kilkoma osobami, napisała do mnie też jedna czytelniczek, że „potrzebuje porządnego kopa, bo wolno jej idzie to porządkowanie”. Z tych rozmów wynikło, że chociaż wiele napisano i powiedziano na wspomniane tematy, brakuje chyba takiego głębszego przeanalizowania psychicznych i emocjonalnych uwarunkowań tych procesów, podpowiedzi, jak radzić sobie z blokadami, zahamowaniami czy lękami. Wiele mówi się o tym, co trzeba zrobić (pozbyć się nadmiaru, zaprowadzić porządek, mniej kupować), ale mniej uwagi poświęca temu, co jednocześnie musi zmienić się w naszym sposobie myślenia, aby procesy te przychodziły w sposób niewymuszony. 

Źródło zdjęcia
Zastanawiam się, co mogłoby być tym „kopem”, którego potrzebujecie. Co Was blokuje, gdzie utknęliście w procesie porządkowania swojej przestrzeni/życia? Czy macie problemy z racjonalnymi zakupami? Z pozbywaniem się rzeczy? Ze znalezieniem czasu i energii do porządkowania lub segregacji? Z sentymentami i pozbywaniem się pamiątek? Zarządzaniem finansami? Wydaje mi się, że większość osób, które tu zaglądają, sympatyzuje z koncepcjami minimalizmu/prostoty/slow life  i mniej lub bardziej chciałaby je wdrażać w życie, ale czasem w ogólnym życiowym zabieganiu i zamieszaniu gdzieś się gubi i potrzebuje impulsu lub propozycji innego spojrzenia na swoje problemy. Jeśli znajdziecie czas, napiszcie mi proszę w komentarzach, dlaczego potrzebujecie wciąż czytać o porządkowaniu, pozbywaniu się i oszczędzaniu. Jakie są Wasze konkretne problemy, pytania, na które nie możecie znaleźć odpowiedzi. Z czym (i ewentualnie dlaczego) nie możecie sobie poradzić. Odniosę się do nich w przyszłych wpisach, ale nie ukrywam, że na pewno znajdą swoje miejsce także w książce. 

Jeśli ktoś woli bardziej prywatną drogę komunikacji, znacie mój adres e-mailowy: ajka@prostyblog.com

I jeszcze raz dziękuję za Wasze zaangażowanie i współpracę!

Miniankieta - tematyka bloga, 16.06.2015

Zastanawiam się ostatnio, w jakim kierunku poprowadzić bloga, mam swoje pomysły, ale chciałabym także poznać Wasze zdanie. Czasem docierają do mnie głosy, że brakuje Wam takich bardziej praktycznych wpisów, jakich sporo było na początku mojego blogowania, tej czysto materialno-fizycznej strony życia.

Na dole strony znajdziecie małą ankietkę z kilkoma propozycjami tematyki wpisów, można odpowiadać przez najbliższy tydzień, ciekawa jestem, jakie wpisy czytacie najczęściej. Można zaznaczyć kilka odpowiedzi. Jeśli macie jakieś inne propozycje tematów, które uważacie za ważne i potrzebne akurat na tym blogu, wpisujcie proszę w komentarzu pod tym wpisem. Co lubicie, a co zupełnie Was nie interesuje?

Co do częstotliwości wpisów - do czasu, gdy skończę książkę, raczej trudno będzie mi publikować częściej niż raz w tygodniu, ale dzisiejszy wpis się nie liczy, w tym tygodniu jeszcze napiszę :) 

I pytania czysto hipotetyczne: czy chcielibyście czasem zobaczyć mnie w krótkim filmiku (chociaż na youtuberkę raczej się nie nadaję)? Czy interesowałby Was profil bloga na Instagramie? 

Dziękuję od razu za poświęcony czas i pomysły, każdy się przyda. 

W cudzych butach, 09.06.2015

Pisałam kiedyś o tym, że nie należy porównywać się do innych. Jesteśmy niepowtarzalni i w tym tkwi piękno człowieka - każdy jest odmienny. Nikt nie jest lepszy ani gorszy. 

Porównywanie się nie ma sensu z wielu względów, ale wiem, że trudno się od niego odzwyczaić. Od dzieciństwa jesteśmy w nim ćwiczeni, ale przede wszystkim tkwi w naszej naturze, wychowanie i kultura jedynie wzmacniają tę tendencję. Można jednak starać się nad nią panować i pamiętać o tym, że nie służy rozwojowi.

Myślałam sobie o tym ostatnio, że warto go unikać jeszcze z jednego ważnego powodu. Podstawą do porównania jest dokonanie oceny człowieka, do którego się przymierzamy, a nasze postrzeganie innych ludzi jest przecież bardzo fragmentaryczne, nigdy nie znamy całości obrazu. Nie siedzimy innym w głowach, nie znamy dokładnie ich historii, nie wiemy, co ich gryzie po nocach. Ktoś, kto wydaje się nam uosobieniem sukcesu, może w zaciszu domowym wypłakiwać sobie oczy z samotności albo upijać się do lustra. Śmierdzący moczem kloszard śpiący na kartonach pod mostem może być całkiem zadowolonym z życia gościem. Uwielbiana przez tłumy medalistka przyznaje się do ciężkiej depresji. Piękna kobieta, której zazdrościmy sylwetki i powodzenia, nie potrafi cieszyć się życiem, bo w dzieciństwie padła ofiarą molestowania. Pozornie kochające się małżeństwo za zamkniętymi drzwiami okazuje się być związkiem kata i ofiary. Przykłady, realne i hipotetyczne, można by mnożyć bez końca.

Nie wiesz, doprawdy nie masz bladego pojęcia, co dokucza twojemu bliźniemu, nie wiesz, przez co przeszedł, zanim znalazł się tam, gdzie jesteś. Bardzo lubię to angielskie powiedzenie, że nie należy oceniać ani krytykować innego człowieka, zanim nie przejdzie się mili w jego butach. Rzecz jednak w tym, że nawet próbując postawić się w sytuacji innego człowieka, wyobrazić sobie, co on czuje i czego doświadczył, nadal mamy tylko pewne pojęcie, wyobrażenie, wciąż widzimy tylko fragment rzeczywistości, na dodatek zniekształcony przez nasze własne postrzeganie, przefiltrowany przez naszą osobistą historię i sposób patrzenia na świat. 

Porównując się z innymi, porównujesz się wyłącznie do swojej wizji tych osób, czyli torturujesz się (albo łechcesz swoją próżność) obrazem, który istnieje tylko w twojej głowie. Nie porównuj się więc z nikim ani nie oceniaj ludzi, nic dobrego z tego nie wyniknie.

Zdjęcie z banku zdjęć Jest Rudo


Skupiona, 01.06.2015

Wpadam na chwilę, by Was przeprosić za milczenie, wiem, że stali Czytelnicy niepokoją się, gdy przez dłuższy czas nie pojawiają się nowe wpisy. Będę szczera - sporo mam ostatnio tłumaczeń (nowy klient), a w zeszłym tygodniu na kilka dni wyjechałam z siostrą, aby nieco odpocząć i nabrać sił przed kolejnymi pracowitymi tygodniami. Jednak przede wszystkim skupiam się teraz na drugiej książce i podobnie jak przy poprzedniej, trudno mi odrywać myśli od wątków rozwijanych w książce. Nie chcę zamieszczać byle jakich wpisów, żeby tylko opublikować cokolwiek. 

Od samego początku istnienia bloga tak było - okresowo miałam dla niego więcej czasu, okresowo zdecydowanie mniej, a jednak przetrwał, więc przeżyje i obecne lekkie zaniedbanie. Wpisy na pewno będą się pojawiały, z tym, że czasem rzadko i nieregularnie. Pozdrawiam Was serdecznie, do poczytania wkrótce!

Newsweek Psychologia, 20.05.2015

Dzisiejszym wpisem chciałam zaanonsować małą przerwę w pisaniu - wyjeżdżam na tydzień, kolejnej notki możecie się spodziewać pod koniec przyszłego tygodnia. Natomiast w międzyczasie, gdyby komuś wpadł w ręce magazyn Newsweek Psychologia, znajdzie tam tekst mojego autorstwa Mniej znaczy pełniej. Miłej lektury i do zobaczenia wkrótce!


Coś słodkiego dla Mareczka, 18.05.2015

Wydawało mi się, że już pisałam na ten temat, ale od czasu do czasu pojawia się w rozmowach i myślę, że warto do niego wrócić, nawet, jeśli gdzieś kiedyś już się tu pojawiał. Sprawa pozornie niezwiązana z minimalizmem. Ale tylko pozornie. 

Uzależnienie od słodyczy - choroba współczesności. Najbardziej poraża mnie jego skala, gdy obserwuję znajome dzieci. Słodkie serki, deserki, jogurciki też słodzone, bułeczki, rogale z czekoladą, smarowidła z cukrem, słodzone kolorowe napoje, pseudosoczki z koncentratu, batoniki, płatki śniadaniowe - oczywiście z cukrem i syropem glukozowo-fruktozowym... i długo, długo można by jeszcze wymieniać. Nawet wodę się słodzi i zaprawia jakimś chemicznym smakiem. Trudno się dziwić, że już kilkulatki zapadają na cukrzycę typu drugiego. 

Oglądałam niedawno film o pewnym plemieniu żyjącym w dżungli (dokładnej lokalizacji nie pamiętam), wciąż jeszcze z zachowaniem tradycyjnych zwyczajów, z dala od cywilizacji. Dwóch śniadych panów szło zbierać miód. Musieli wspiąć się na wysokie 40-metrowe drzewo, używając prymitywnych, samodzielnie skręconych lin, prostej uprzęży i koszyka. Z rozmowy wynikało, że czas już nazbierać miodu, bo żona jednego z panów dawno nie jadła tego smakołyku, jest już trochę zła i suszy mu głowę. Wspiął się więc na wysokości, narażając życie (a śmiertelne wypadki przy wybieraniu miodu nie są tam rzadkością). Wypiął się z uprzęży (a właściwie splątanych sznurków) i balansując na wąskiej gałęzi, okadził dzikie pszczoły tlącymi się liśćmi, wybrał ociekające złotym płynem plastry z ula, część opuścił w koszyczku dla niecierpliwie oczekującej u stóp drzewa rodziny, a kawałkiem zajadał się na miejscu, nie czekając, aż zejdzie na dół - zresztą lepiej było najeść się od razu, na wypadek, gdyby miał nie przeżyć podróży powrotnej...