Ciało zdecydowanie obce

Brak komentarzy

20.05.2016

Dzisiaj moja wesoła rozgłośnia nadaje z Warszawy, gdzie przebywam jeszcze do niedzieli. Jutro spotkanie w Królikarnia Cafe o godz. 18:30, a w niedzielę podpisuję swoje książki na Targach Książki (na Stadionie Narodowym) o 14:00 na stoisku motyleksiazkowe.pl, 28/D3.

Tyle spraw organizacyjnych. Wróćmy do tematu mojego godzenia się z fizycznością. Bardzo długi to proces, wieloletni i wielopoziomowy. Zastanawiając się, jak o nim opowiedzieć, by doświadczenie to mogło być przydatnym dla innych osób, stwierdziłam, że chyba najważniejszym jego elementem było nauczenie się słuchania swojego ciała, zaufanie mu i docenienie jego mądrości. 

Jako młoda osoba patrzyłam na swoją fizyczną powłokę jak na element obcy, dany mi wbrew mojej woli. Byłam zirytowana tym, że nie odpowiada ona moim wyobrażeniom o pięknie. Niska, drobna i z tendencją do tycia w dolnej połowie ciała, włosy właściwie nie wiadomo w jakim kolorze, bo płowiejące pod wpływem światła słonecznego, a po obcięciu ciemne, niemal jak u brunetki. Nos perkaty. A ja chciałam być wysoka, strzelista, smukła, z włosem najlepiej platynowy blond. I jakkolwiek farbować się można, to całej reszty dostosować do swoich imaginacji nie byłam w stanie.

Warszawski tydzień z czytelnikami

Brak komentarzy

14.05.2016

Dzisiaj zaczynam swój warszawski tydzień spotkań z czytelnikami. Okazje do porozmawiania będą aż trzy. Dzisiaj wieczorem o godzinie 20:00 będziemy mówić o minimalizmie w ramach Nocy Muzeów w galerii Akademii Sztuk Pięknych. Za tydzień w sobotę w Królikarnia Cafe spotkanie autorskie (nie znam jeszcze dokładnej godziny). A w niedzielę na Targach Książki będę podpisywać swoje książki na stoisku motyleksiazkowe.pl [28/D3]. Zapraszam serdecznie! 

Natomiast w połowie czerwca szykuje się spotkanie w Gdańsku, szczegóły wkrótce. 

Długa droga do domu

Brak komentarzy

09.05.2016

Mentalnie nadal przebywam w innej galaktyce, ale zaganiam się do napisania nowego wpisu, bo wiem, że jeśli tego nie zrobię, z każdym dniem będzie mi coraz trudniej się zmobilizować. Obiecałam Wam temat diety, odchudzania i odżywiania, który zresztą nieraz już gościł na blogu. Nie zmieszczę się na pewno w jednym wpisie, tym bardziej, że różne aspekty i wymiary chciałabym uwzględnić.

Wydaje mi się, że w życiu każdego z nas jest jakiś temat przewodni, jakaś jedna duża sprawa do „rozkminy”, od której zależy szereg innych, mniejszych, ale też istotnych. Moim węzłem do rozsupłania okazał się być stosunek do ciała. Z miliona różnych przyczyn. Przede wszystkim z powodu różnych przekonań, nawyków i wyobrażeń, które odziedziczyłam po przodkach. Z obu stron rodziny właściwie chyba nie było w historii kilku ostatnich pokoleń kobiety, która nie miałaby jakiegoś „problemu ze sobą”, ze swoją fizycznością. Nie chcę tu wywlekać prywatnych spraw mojej rodziny, zresztą do niczego potrzebne to nie jest. Istotnym jest, że już jako nastolatka czułam się bardzo źle w swoim ciele, a co za tym idzie ogółem ze sobą. Przez lata uważałam się za osobę ekstremalnie brzydką, niezgrabną, pozbawioną wdzięku. Byłam bardzo obrażona na swoje ciało, na naturę, która w moim odczuciu niesprawiedliwie mnie potraktowała, obdarzając akurat takim zestawem genów. Nie jest dziwnym, że zaczęłam tak negatywnie postrzegać siebie właśnie w tamtym czasie, bo hormonalne piekło dorastania i naturalne dla tego wieku zmiany sylwetki tylko pogorszyły sprawę. 

Wiosenne przesilenie

Brak komentarzy

01.05.2016

Czas przerwać to milczenie, bo czytelnicy pytają, czy jeszcze żyję ;-) Żyję, nie samą miłością, ale prawie. Pracy też było więcej w ostatnich dniach, jako wolny strzelec musiałam nieco przysiąść, żeby móc sobie pozwolić na długi weekend majowy. Udało się. 

Pytacie mnie w korespondencji e-mailowej o różne sprawy i tematy, które poruszałam w książkach lub na blogu. Często pojawiają się zapytania o odżywianie, bo kwestie te często pojawiały się dawniej we wpisach i sporo pisałam o nich w „Minimalizmie dla zaawansowanych”. Dopytujecie o to, ile ważę, ile mam wzrostu, jak wyglądają moje posiłki na co dzień, czy liczę kalorie. Wiecie, że schudłam, więc pytacie, jak dużo i w jakim czasie. Z jednej strony rozumiem tę ciekawość, bo prawie każdy szuka skutecznego sposobu na utratę i utrzymanie wagi, z drugiej jednak strony pytania takie wprawiają mnie w pewne zakłopotanie. Z wiekiem i nabywanym doświadczeniem przestałam bowiem wierzyć w uniwersalne metody odchudzania. Jestem absolutnie przekonana, że nie istnieje coś takiego, jak sposób odżywania odpowiedni i zdrowy dla każdego. Wśród moich znajomych są wegetarianie, weganie i „mięsożercy”, osoby jedzące mało i często lub większe porcje w większych odstępach czasu. Różne są ich poziomy aktywności i sposoby uprawiania ruchu. Ich stan zdrowia, waga i samopoczucie są bardzo rozmaite i trudno byłoby sformułować jakieś ogólne prawidło na podstawie ich obserwacji. 

Jednak wierzę w to, że warto dzielić się doświadczeniami i obserwacjami dotyczącymi związku pomiędzy sposobem żywienia i trybem życia a samopoczuciem, zwłaszcza w czasach, gdy tak wielu osobom trudno jest utrzymać wagę czy zrzucić nadmiar zapasów tłuszczu. A że wiosna to taki czas, gdy diety i dbanie o sylwetkę są jednymi z tematów przewodnich, postaram się opowiedzieć Wam więcej o swojej dietetycznej drodze, wzlotach i upadkach. Także o autorytetach i inspiracjach, sposobach na utrzymanie konsekwencji w podjętych wyborach. A przede wszystkim o tym, czy i jak pomaga mi w tym wszystkim upraszczanie i minimalizm. Dzisiejszy wpis to tylko zapowiedź, bo chciałam przełamać rozleniwienie pisarskie, w które zapadłam ostatnio. Pozdrawiam Was majowo i życzę wszystkim miłego, słodkiego wiosennego lenistwa! 

Zdjęcie: Sambazon

Trzy metry ponad ziemią

Brak komentarzy

20.04.2016

Chyba nie da się ukryć, że ostatnio jestem nieco, że tak powiem, oddalona mentalnie od bloga. Nie mam zbyt wiele na swoje wytłumaczenie. Pochłonęło mnie cieszenie się życiem. Poza tym... zakochałam się. Po raz kolejny - w tym samym mężczyźnie, z którym jestem od lat kilkunastu, a przyjaźnimy się od dwudziestu już sześciu. Wiem, że wydaje się to Wam pewnie całkowicie abstrakcyjnym zjawiskiem, ale cóż poradzić, tak właśnie jest. 

Wiosna, radość, miłość... ciężko mi zasiadać do komputera, nawet w celach zarobkowych. W wolnych chwilach chodzę na spacery, ćwiczę, z wiosennym przypływem energii każda forma ruchu sprawia o wiele więcej przyjemności.

Trudno mi na razie napisać coś, co mogłoby być dla Was ciekawym, bo pisanie o tym, że mi dobrze i że chodzę trzy metry ponad ziemią chyba dla nikogo, poza samą zainteresowaną, szczególnie porywające nie jest. Ale to stan przejściowy, kwietniowa euforia z czasem przeminie. Zatem póki wiosenne rozanielenie trwa, cieszę się nim. 

Natomiast w najbliższą sobotę będę gościem radiowej Jedynki, w audycji „Damska torebka” od godz. 11:00 będziemy rozmawiać na temat minimalizmu. 

Na razie życzę Wam równie radosnej wiosny jak moja! 

Foto: Ales Krives

Gdzie mieszka szczęście - podcast

Brak komentarzy

12.04.2016

Dzisiaj proponuję Wam odsłuchanie podcastu pod tytułem Gdzie mieszka szczęście?, który nagraliśmy z Maćkiem Sobolem z bloga narower.com w cyklu „Koło roweru”. Bardzo lubię rozmawiać z Maćkiem, to bystry i dowcipny chłopak, z którym zawsze mamy mnóstwo tematów do omówienia. Posłuchać możecie poniżej lub na blogu Maćka, pod tym łączem. To już drugi podcast nagrany przez nas, ten pierwszy był bardzo długi, prawie dwugodzinny (też go tam znajdziecie), tym razem nie znęcamy się nad słuchaczami i zmieściliśmy się w 40 minutach, co jest świetnym wynikiem, gdy spotykają się takie dwie gaduły jak my. Poza tym było dość zabawnie, jak sami usłyszycie.

A oto pytania, na które odpowiadam w rozmowie:

  • Czy ze względu na długie godziny pracy i tanią rozrywkę dojrzewamy psychicznie coraz później?
  • Kiedy ostatnio się uśmiechnęłaś?
  • Jaki jest twój sposób na indukowanie uśmiechu?
  • Czy wierzysz we wpływ otoczenia?
  • Pewność siebie potrafi zdziałać cuda. Wie o tym każdy, kto choć raz odczuwał pozytywny nastrój i spokój podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Dlaczego więc jesteśmy często wychowywani na smutnych, zastraszonych i niepewnych ludzi? Czy to dlatego, że takimi ludźmi łatwiej sterować?
  • Jakie efekty daje wyłamanie się z cudzych oczekiwań ?
  • Czemu wybrałaś taki, a nie inny kierunek studiów i kariery?
  • Jak zmieniło się Twoje życie, gdy zaczęłaś regularnie sypiać?
  • W ostatnich latach bardzo dużo słyszy się o trenerach interpersonalnych oraz wychodzeniu ze strefy komfortu. Co zauważyłaś, gdy zaczęłaś robić nowe rzeczy?
  • Później trzeba o tym pamiętać, czy wchodzi to w krew?
  • Na co kładziesz największy nacisk w życiu?
  • Gdybyś miała udzielić tylko jednej porady osobie, która chce odmienić swoje życie, to jak ona by brzmiała?

Smok minimalista w podróży

Brak komentarzy

04.04.2016

Dzisiaj kolejna historia z konkursowego cyklu, nadesłana przez autorkę bloga Czautari. Podróż z biletem w jedną stronę. A zanim ją przeczytacie, przepraszam za chwilowe zakłócenia w działaniu bloga, trwają prace techniczne nad nowym szablonem, wkrótce dobiegną końca. Tymczasem oddaję głos Smokowi Laurentemu:

Moja historia ma na razie nieco ekstremalne zakończenie i, dzieląc się nią, bynajmniej nie mam zamiaru nikogo namawiać, by szedł w moje ślady. Natomiast mój przykład może pokazać, że w większości przypadków w życiu mamy wiele możliwości, by zmienić to co nam nie odpowiada, przeszkodą jest brak odwagi i szczerości ze samym sobą.
Moje życie jest i było przeciętne, bez wielkich wzlotów ale też bez spektakularnych upadków. Chwile radości mieszały się z chwilami goryczy - banał. Jestem dzieckiem wychowanym jeszcze w PRL, kiedy brak wielu produktów dawał mocno w kość, aczkolwiek uruchamiał nieskończone pokłady kreatywności. Pamiętam zachłyśnięcie się  kolorowymi reklamami RAI UNO - kanale dostępnym w Krakowie pod koniec lat osiemdziesiątych XX w.; nic z tego nie rozumiałam, ale te soczyste kolory, piękni ludzie, widoki - zachwycały w porównaniu z zgrzebnością PRL-owską. Do dzisiaj pamiętam smak pierwszego zagranicznego jogurtu, który można było kupić w sklepach, wiśniowego lub gruszkowego Bauera, mały kubek kosztował jak na studencką kieszeń majątek, a smakował jak ambrozja. 
Góra