Przejdź do głównej zawartości

Posty

Bez Taty. Pocieszenie.

Minęło trzy tygodnie od śmierci Taty. Przez ten czas nie myślałam nawet o blogowaniu, oprócz krótkiego komunikatu opublikowanego tutaj, zamieściłam jedynie materiał na kanale YT, by również widzom wyjaśnić moje czasowe zniknięcie. 
Tata zmarł nagle i niespodziewanie, na rozległy zawał serca. Źle się poczuł i pogotowie zabrało go bardzo szybko do szpitala, ale nie udało się go odratować. Gdy nas do niego wpuszczono, żegnaliśmy się jedynie z ciałem, za które jeszcze oddychała maszyna, ale życia już w nim nie było. 
Te pierwsze dni były bardzo trudne, bo nie mogliśmy uwierzyć w to, co się stało. Tak to już jest ze śmiercią, nie da się na nią przygotować. Tata miał problemy z sercem od dawna, ale był pod stałą kontrolą kardiologa, wydawało się, że wszystko jest w porządku. Do ostatniej chwili był aktywny, pełen energii i humoru. Tym większym zaskoczeniem było jego odejście.
W kolejnych wpisach wrócę do zapowiadanych tematów, ale pozwólcie, że dzisiaj jeszcze podzielę się z Wami tym, co m…
Najnowsze posty

Nieuniknione

Piszę bardzo krótko, bo nie chcę Was zostawiać w takiej ciszy. Przez moment nie będę publikować. Przedwczoraj nagle zmarł na serce mój Tata. Na razie jestem skupiona na innych sprawach. Wrócę do Was niedługo, bo żałoba, jak i śmierć, jest nieunikniona, ale życie musi toczyć się dalej i trzeba się czymś zająć, chociażby po to, by było choć odrobinę lżej. W tej chwili jednak moje myśli i emocje są zupełnie gdzie indziej.
Dziękuję tym wszystkim osobom, które już przekazały mi bardzo wiele dobrych słów wsparcia i pocieszenia. 

Pięciominutowe małże i kuchenne objawienia

Objawienia tego, co dla mnie w gotowaniu najważniejsze, doznałam dobrych parę lat temu na warsztatach kulinarnych. Wtedy jeszcze wydawało mi się, że gotowanie mogę uważać za swoją pasję, dużo czytałam na ten temat, często oglądałam programy kulinarne i filmy o kulturze gastronomicznej. W warsztatach uczestniczyłam dwa razy, nauczyłam się paru ciekawych rzeczy i poznałam kilka przepisów, z których dwa wykorzystuję do tej pory, ale najlepszy wniosek, jaki wyniosłam, był zupełnie nieoczywisty i niezamierzony przez prowadzącego zajęcia kucharza. 
Otóż na przystawkę mieliśmy przygotować zapiekane mule (małże). Najpierw napociliśmy się straszliwie, bo trzeba je było otworzyć na surowo, a to nie jest proste i trzeba bardzo uważać, żeby się nie pokaleczyć. Potem z wyjętej z muszli i posiekanej zawartości przygotowywaliśmy nadzienie i w pocie czoła wkładaliśmy je z powrotem do muszelek. To małe stworzonka, więc muszle niewielkie. Znów więc dziubdzianie (dziub, dziub) małą łyżeczką. I do pieca…

Kuchenna prostota

Nie sposób mówić o upraszczaniu i pozbywaniu się nadmiaru, pomijając temat tego, co dzieje się w naszych kuchniach.  Gdy zastanawiam się nad kwestią prostoty w tej dziedzinie, przychodzą mi na myśl takie zagadnienia, które obecnie uważam za ważne:
1. prostota składników i metod przygotowania posiłków; 2. czas przygotowania oraz ewentualnej obróbki termicznej potrawy; 3. ergonomia i planowanie pracy; 4. racjonalne wykorzystanie zasobów i ograniczenie marnotrawstwa; 5. funkcjonalność i estetyka wyposażenia kuchni oraz naczyń do serwowania.
Jakość jedzenia była dla mnie zawsze ważną kwestią. Zostałam wychowana w przekonaniu, że „jesteś tym, co jesz”, czyli że to, co zjadasz, bezpośrednio przekłada się na Twoje samopoczucie i stan zdrowia. Z czasem takie podejście tylko się utrwaliło. 
Jednak zanim zainteresowałam się minimalizmem, przekładało się to na zaopatrywanie się w niezliczoną ilość rzeczy i materiałów, które miały uczynić ze mnie kucharkę idealną. Książki kucharskie, czasopisma …

Potrzeba lekkości

Tym, co obecnie najmocniej motywuje mnie do upraszczania, jest potrzeba lekkości. I fizycznej, i mentalnej. Od zawartości kieszeni i torebki, przez kuchenne szafki, walizkę w podróży, na bagażu wspomnień kończąc. 
Z jednej strony unikam ciężaru, który mógłby mnie spowolnić lub męczyć. Z drugiej strony chcę żyć pełnią życia. Mam poczucie, że tak żyję. A do tego jednak potrzebne są rzeczy. Narzędzia, surowce, produkty. Gotuję, bo ważne jest dla nas obojga, by odżywiać się z sensem. Lubię dbać o swój wygląd, lubię makijaż od czasu do czasu. Lubię ładne ubrania, buty i dodatki. Jeździmy w góry, uprawiamy sport, podróżujemy. Spotykamy się z ludźmi, bo jesteśmy dość towarzyskimi osobami. Lubimy czytać, słuchać muzyki, oglądać filmy, seriale i materiały kręcone przez ciekawych ludzi na YouTube. Wielką przyjemność sprawia mi nauka języków. Nagrywam filmy na kanał na YT. Wszystkie te zajęcia i zainteresowania wymagają narzędzi. Czasem więcej niż kilku.

Podróż bez końca

Chyba najbardziej lubię pisać i nagrywać w odpowiedzi na Wasze konkretne problemy lub zapytania. Bardzo inspirujące bywają komentarze, które zamieszczacie pod wpisami i materiałami wideo. Ewa pod wczorajszym filmem pt. Minimalizm a pamiątki i nietrafione prezentypisze tak: Mam chwilowy zastój. Chyba muszę trochę odpocząć, jest mi trochę ciężko. Tak naprawdę nie spodziewałam się, że będzie tak trudno. Dużo za mną, ale chyba jeszcze więcej do pozbycia się.
To, co spotkało Ewę, czyli zastój i zmęczenie pozbywaniem się nadmiaru, jest zupełnie naturalne i czasem nieuniknione. Tym bardziej prawdopodobne, im większy chaos i natłok niepotrzebnych rzeczy panował w naszym otoczeniu na początku drogi. Nie da się przecież zmienić nawyków w kilka dni. Odwrócenie skutków wieloletnich procesów czy zaniedbań też wymaga czasu. Miesięcy, lat nawet. 
Zupełnie inaczej gospodaruje się siłami, mając do pokonania krótki dystans, a inaczej, gdy przed nami bardzo daleka droga do pokonania. A w tym przypadku …

Kompas, filtr i skaner w jednym

Pisałam ostatnio o podejściu do sprzątania i o tym, że łatwiej jest, jeśli traktuje się go jako konieczną czynność higieniczną, nie zastanawiając się nad tym, czy lubi się sprzątać, czy też nie. Dzisiaj natomiast chciałabym namówić Was do tego, byście w ramach przedwiosennego ogarniania przestrzeni życiowej spróbowali zmienić Wasz sposób myślenia jeszcze w jednej kwestii. Oczywiście jeśli nie stało się to już wcześniej. 
Chodzi o nauczenie się patrzenia na swoje otoczenie i wszystko to, co się robi, przez pryzmat minimalizmu. Identyfikacji nadmiaru, po to, by go wyeliminować. 
Gdy się jest na samym początku tej drogi, wydaje się, że to bardzo trudna umiejętność. Wszystko wydaje się człowiekowi potrzebne i ważne. Rezygnacja z czegokolwiek przychodzi z oporem. Jednak z czasem staje się to coraz łatwiejsze. Najpierw trzeba nad tym świadomie pracować. Kontrolować się i narzucać sobie reżim. Aż w końcu dostrzeganie tego, co zbędne, staje się automatycznym mechanizmem. Jak każda inna zdolność…