Przejdź do głównej zawartości

Posty

Esencja Świąt

Gdybym 10 lat temu wzięła udział w ankiecie na temat: bez czego nie wyobrażasz sobie Świąt Bożego Narodzenia, miałabym całkiem sporo do wymieniania: bez choinki, bez światełek i dekoracji, kolęd i świątecznych melodii, bez co najmniej kilku potraw na wigilijną kolację, kompotu z suszonych owoców, kilku ciast na deser, dobrych czekoladek i cukierków na choince, bez prezentów (im więcej tym lepiej!), bez przedświątecznej bieganiny i gruntownych porządków w domu. Nie celebrowaliśmy Świąt z przesadnym rozmachem, ale też nie wprowadzaliśmy dużych ograniczeń. Grudzień był więc czasem wzmożonej aktywności, zakupów, przygotowań i planowania. Właściwie do ostatniej chwili coś się załatwiało lub przygotowywało. Za każdym razem i tak czegoś się nie udało zrealizować, chociaż później okazywało się, że nikt jakoś nie poczuł różnicy. A to nie zdążyło się czegoś upiec albo ugotować, a to znowu nie było czasu na wyczyszczenie mieszkania na połysk. 
Najnowsze posty

Względność porażki i anioły w Lanckoronie

Miałam w planie kolejny wpis o ograniczaniu odpadów. I on powstanie, ale nie dzisiaj. Ostatnio coraz częściej tęsknię za pisaniem do Was, ale nie takim według planów i rozpiski tematów, lecz spontanicznym, jak na początku pisania bloga. Wtedy, gdy po prostu siadałam i pisałam, co mi w duszy grało, relacjonując na bieżąco różne wydarzenia i procesy z mojego życia. 
Wiecie, że pierwsze wpisy na blogu napisałam 8 lat temu, późną jesienią 2009 r.? Na samym początku nazywał się „Minimalistka” i prowadziłam go na platformie blox, ale szybko zorientowałam się, że nie jest ona wystarczająco funkcjonalna, jak na moje potrzeby, i przeniosłam się tutaj, na blogspot, czyli w objęcia wujka Gugla. To była dobra decyzja, bo do tej pory jest mi tu wygodnie i nie kusi mnie, by szukać innych rozwiązań. 
Wiele się wydarzyło od tamtego czasu, i w moim życiu, i tutaj, na łamach bloga. Było parę momentów zwątpienia, ostatni w tym roku, kiedy na pewien czas zawiesiłam publikowanie, nie będąc pewną, czy jes…

Jednorazowy świat. Życie „Zero waste”

Zawrotne nieraz tempo, w jakim zapełniają się nasze kosze na śmieci, od dawna mnie irytuje. Mamy dwa, jeden w łazience, w którym lądują odpady nadające się do recyklingu, a ten mniejszy w kuchni przyjmuje pozostałe śmieci oraz resztki organiczne. Poza tym przy naszym bloku jest też osobny kontener na szkło, do którego na bieżąco wynosimy butelki po winie i stłuczkę.
Jednak gdy po raz pierwszy usłyszałam o koncepcji „zero waste”, czyli życia bezodpadowego, jeszcze nie wiedząc, o co tak naprawdę chodzi, zrazu nastawiłam się do niej negatywnie. Jakie zero odpadów?! Przecież to niemożliwe, na pewno nie w obecnych warunkach. Tym bardziej, że z dzieciństwa pamiętam, jak wyglądało ówczesne życie bezodpadowe (wychowywałam się na wsi, w naszym domu właściwie nie istniało coś takiego, jak śmieci, tzn. niemal wszystkie odpady w jakiś sposób się wykorzystywało), jakie były tamte realia i z czym wiązało się takie życie (ale o tym powiem szerzej przy innej okazji). Do kompletu przyszła informacja …

Roczny post zakupowy

Bardzo potrzebowałam tak długiej przerwy w blogowaniu. Rozwijanie kanału na YouTube pochłania dużo wysiłku i uwagi, a wciąż wielu rzeczy muszę się nauczyć i nie wszystko jeszcze wychodzi mi tak, jakbym chciała. Jednak uczę się, a oglądających przybywa, od maja uzbierało się już ponad 600 subskrybentów i odbiór materiałów, które publikuję, jest pozytywny, co zachęca do dalszej pracy w tym kierunku.
Dałam sobie czas, by zdecydować, czy chcę nadal pisać bloga, a jeśli tak, jak to pisanie ma w przyszłości wyglądać. Wiem, że aby Wam czytało się dobrze to, co tworzę, nie mogę traktować blogowania jako obowiązku. Tylko wtedy, gdy będę pisać z wewnętrznej potrzeby i z przyjemnością, będzie to miało sens. 
Minęło kilka miesięcy. Wystarczająco dużo czasu, bym mogła spojrzeć z dystansem na to, w jaki sposób chcę kontynuować swoją internetową działalność. Doszłam do wniosku, że najlepiej będzie połączyć jej dwa rodzaje, tak, by się wzajemnie uzupełniały. Blog daje możliwość dokładniejszego wyjaś…

Minimalizm na YouTube i konkurs dla subskrybentów

Zapowiadałam zmiany i oto one. Mam przyjemność zaprosić Was na mój kanał na YouTube, gdzie możecie zobaczyć pierwszy materiał wideo, łącze tutaj. Tłumaczę w nim między innymi, dlaczego postanowiłam spróbować używać tego nowego dla mnie medium. Znajdziecie w nim również informację, co trzeba zrobić, żeby mieć szansę na otrzymanie kompletu moich książek, z autografem i osobistą dedykacją. 
Czy to oznacza koniec blogowania? Absolutnie nie. Potrzebowałam zmiany, ale pisać lubię i potrzebuję to robić. Myślę, że czas pokaże, w jakich proporcjach będę pisać na blogu i przygotowywać materiały wideo. Na razie jestem podekscytowana nowymi możliwościami, perspektywą nauki. Bo nagrywanie to dziedzina, której uczę się od podstaw, na szczęście mam solidne wsparcie w osobie Maćka Sobola, być może pamiętacie nasze podcasty, które nagrywaliśmy na jego blog Koło Roweru. Maciek jest również zawodowym fotografem i zgodził się pomagać mi na początku tej nowej internetowej przygody.

Dyscyplina - Wyzwanie Poliglotki na półmetku

Wiedziałam, że maj będzie dla mnie miesiącem pełnym wzywań i intensywnej pracy. Wobec tego, gdy Sandra zaproponowała mi udział w Wyzwaniu Poliglotki, miałam pewne obawy, czy podołam zadaniu i czy naprawdę będę zdolna znaleźć codziennie czas na pracę nad moim greckim. Bo dzieje się sporo: pracuję jak zawsze nad tłumaczeniami, bo to moje główne źródło zarobków. Jednocześnie kończę pisać trzecią książkę, mam jeszcze czas do końca czerwca na oddanie tekstu, ale z uwagi na planowany w drugiej połowie czerwca wyjazd na Kretę chciałabym jednak uwinąć się z pisaniem do połowy przyszłego miesiąca, by wyjechać ze swobodną głową. Poza tym przygotowuję dla Was pewną niespodziankę związaną z blogiem, jak już wspominałam. A prócz tego prowadzę życie rodzinne, towarzyskie, regularnie się gimnastykuję... 
Pisałam Wam niedawno, jak wielkie znaczenie w nauce języka obcego ma znalezienie mocnej motywacji. Jednak sama motywacja, nawet najlepsza, nie wystarczy, by wytrwać w postanowieniach w perspektywie…

Wyzwanie Poliglotki - język grecki

To, że jeszcze nie mogę przedstawić Wam swojego nowego przedsięwzięcia, nie oznacza, że nic się tu już nie będzie działo. Sandra Scholz, inaczej Madame Polyglot, zaprosiła mnie do udziału w drugiej edycji Wyzwania Poliglotki i z radością to zaproszenie przyjęłam, bo bardzo polubiłam Sandrę przy okazji naszego pierwszego kontaktu w związku z rozmową, w której opowiadałam czytelnikom jej bloga o mojej historii nauki języków obcych (możecie przeczytać ten wywiad tutaj). Mamy wiele wspólnych tematów, nie tylko pasję językową. 
Szczegółowe zasady wyzwania znajdziecie we wpisie Sandry oraz na jej kanale na YT. Mówiąc w skrócie, polega ono na intensywnej pracy nad wybranym językiem przez cały miesiąc. Codziennie należy wykonać jedno zadanie z zaproponowanej listy lub spośród tych z pierwszej edycji wyzwania. 
Powinnam była zacząć już wczoraj, ale wybrałam... wolność i odpoczynek. Spontanicznie wyjechaliśmy w Tatry, by nieco przewietrzyć mózgownice. Mam więc jeden dzień zaległości i w związk…