Newsweek Psychologia, 20.05.2015

Dzisiejszym wpisem chciałam zaanonsować małą przerwę w pisaniu - wyjeżdżam na tydzień, kolejnej notki możecie się spodziewać pod koniec przyszłego tygodnia. Natomiast w międzyczasie, gdyby komuś wpadł w ręce magazyn Newsweek Psychologia, znajdzie tam tekst mojego autorstwa Mniej znaczy pełniej. Miłej lektury i do zobaczenia wkrótce!


Coś słodkiego dla Mareczka, 18.05.2015

Wydawało mi się, że już pisałam na ten temat, ale od czasu do czasu pojawia się w rozmowach i myślę, że warto do niego wrócić, nawet, jeśli gdzieś kiedyś już się tu pojawiał. Sprawa pozornie niezwiązana z minimalizmem. Ale tylko pozornie. 

Uzależnienie od słodyczy - choroba współczesności. Najbardziej poraża mnie jego skala, gdy obserwuję znajome dzieci. Słodkie serki, deserki, jogurciki też słodzone, bułeczki, rogale z czekoladą, smarowidła z cukrem, słodzone kolorowe napoje, pseudosoczki z koncentratu, batoniki, płatki śniadaniowe - oczywiście z cukrem i syropem glukozowo-fruktozowym... i długo, długo można by jeszcze wymieniać. Nawet wodę się słodzi i zaprawia jakimś chemicznym smakiem. Trudno się dziwić, że już kilkulatki zapadają na cukrzycę typu drugiego. 

Oglądałam niedawno film o pewnym plemieniu żyjącym w dżungli (dokładnej lokalizacji nie pamiętam), wciąż jeszcze z zachowaniem tradycyjnych zwyczajów, z dala od cywilizacji. Dwóch śniadych panów szło zbierać miód. Musieli wspiąć się na wysokie 40-metrowe drzewo, używając prymitywnych, samodzielnie skręconych lin, prostej uprzęży i koszyka. Z rozmowy wynikało, że czas już nazbierać miodu, bo żona jednego z panów dawno nie jadła tego smakołyku, jest już trochę zła i suszy mu głowę. Wspiął się więc na wysokości, narażając życie (a śmiertelne wypadki przy wybieraniu miodu nie są tam rzadkością). Wypiął się z uprzęży (a właściwie splątanych sznurków) i balansując na wąskiej gałęzi, okadził dzikie pszczoły tlącymi się liśćmi, wybrał ociekające złotym płynem plastry z ula, część opuścił w koszyczku dla niecierpliwie oczekującej u stóp drzewa rodziny, a kawałkiem zajadał się na miejscu, nie czekając, aż zejdzie na dół - zresztą lepiej było najeść się od razu, na wypadek, gdyby miał nie przeżyć podróży powrotnej...

Mniej, 08.05.2015

To jedna z książek, których nie mogłam się doczekać. Jednak gdy się ukazała, były jakieś kłopoty z publikacją wersji cyfrowej. Wypatrywałam tego e-booka, wypatrywałam, aż pewnego wieczora zupełnie przypadkowo znalazłyśmy się w jednej przestrzeni z Adą Augustyniak, którą możecie pamiętać z tekstu sto lat temu opublikowanego w Wysokich Obcasach. Nie znałyśmy się wcześniej, więc spotkanie było dość poruszające. Wspólnie ponarzekałyśmy na ów artykuł, a potem Ada zapytała, czy czytałam Mniej Marty Sapały. Bo dostała w prezencie, a to dobra lektura. Pożyczyła mi ją więc, a ja ucieszyłam się, że nie będę musiała jej kupować, bo przecież trochę niezręcznie kupować książkę o niekupowaniu, nieprawdaż? 

Jednak nawet, gdybym ją kupiła, nie żałowałabym wydanych złotówek. 


Książka ma charakter reportażu. Dokumentuje wyniki i obserwacje z eksperymentu, w którym wzięło udział dwanaście gospodarstw domowych, łącznie z samą autorką i jej rodziną, polegającego na radykalnym ograniczeniu konsumpcji przez dwanaście miesięcy. Założeniem była maksymalna rezygnacja z zakupów i szukanie alternatywnych sposobów zdobywania potrzebnych dóbr. 

Nie wszyscy wytrwali w postanowieniu. A ci, co wytrwali, mieli lepsze i gorsze momenty. Niektóre z opisywanych osób podjęły decyzję o ograniczaniu się z ekonomicznej konieczności, a niektóre bardziej z ciekawości. Autorka opisuje ich codzienność, czasem sytuacje poważne, a czasem dylematy dotyczące drobiazgów i spraw z pozoru banalnych. 

Sprzątanie w głowie, 01.05.2015

Ostatnio od kilku osób usłyszałam podobny komunikat: że potrzebują nie tyle posprzątać swoje otoczenie, ale zrobić porządek w swojej głowie. Koleżanka stwierdziła na przykład, że panuje w niej hałas, chaos i niezrozumiały pośpiech. 

Myślę, że wiele jest możliwych metod na takie sprzątanie. Na pewno skuteczną jest medytacja - o tym opowiadała mi inna koleżanka, jak medytując, pozbywa się niepotrzebnych myśli, starych uprzedzeń, całego tego męczącego balastu. 

Mi bardzo pomaga pisanie, bo wymaga ułożenia sobie myśli, szukania powiązań, ciągów logicznych, przyczyn problemów i uzasadnień wyborów.  

Jednak moją ulubioną metodą jest porządkowanie otoczenia. Przez ostatnie lata, pozbywając się zbędnych przedmiotów i chaosu z mieszkania, uporałam się również z bałaganem umysłowym. Selekcja, segregowanie, układanie skłaniały do refleksji i pracy nad sobą. 

Nadal gdy potrzebuję przemyśleć jakieś zagadnienie albo mam jakieś poważne zadanie umysłowe, najpierw sprzątam. W szafie z ubraniami albo w papierach. Myję okna. Odkurzam. W posprzątanym i przewietrzonym mieszkaniu lepiej mi się myśli. O wiele łatwiej się skupić. Nie irytują mnie żadne pyłki, nie rozpraszają przedmioty nie na swoim miejscu. Umysł dostraja się do otoczenia, wycisza i zajmuje tym, czym powinien, zamiast nieustannie skanować bałagan. 

Macie jakieś ulubione sposoby robienia porządków w głowie?

Źródło zdjęcia
P.S. Mam dla Was dwie wiadomości:
1. Powstało forum dla miłośników minimalizmu i dobrowolnej prostoty powiązane ze znanym Wam zapewne agregatem blogów Pod Cytatem, znajdziecie go tutaj.
2. Na poświęconym tematyce harmonijnego i spokojnego życia portalu Povoli.pl możecie przeczytać rozmowę ze mną, tutaj.

Magia sprzątania, 20.04.2015

Długo przeglądałam tę książkę w księgarni i już miałam ją odłożyć, gdy wpadł mi w oko fragment, który sprawił, że postanowiłam jednak ją nabyć, chociaż, prawdę mówiąc, właściwie nie jest mi potrzebna, bo opowiada o sprawach doskonale mi znanych. 

Oto ona, wydana przez Muzę Magia sprzątania. Japońska sztuka porządkowania i organizacji. Autorką jest Japonka, Marie Kondo: 


Nie potrzebowałam tej lektury, bo od dawna w naszym domu nie ma bałaganu. Owszem, zdarza się czasem nieład, ale po niegdysiejszym chaosie nie ma już nawet śladów. A książka pani Kondo opowiada o jej metodzie sprzątania, która polega na radykalnym pozbyciu się całego nadmiaru przedmiotów z domu. Raz na zawsze i na dobre. Namawia, by zrobić to stanowczo i jednorazowo. 

Zablokowana, 13.04.2015

Skoro mówimy o wolności, warto też wspomnieć o uwalnianiu się. Często podczas spotkań lub e-mailowo pytacie mnie, jak radzić sobie z  blokadami emocjonalnymi, na które natrafiacie oczyszczając swoją przestrzeń. Wtedy, gdy jakiś przedmiot na pewno nie jest już potrzebny, ale z jakiegoś powodu nie umiecie się z nim rozstać. 

To nie jest łatwa sprawa, bo przecież nie chodzi o samą rzecz, lecz o emocje, wspomnienia lub obawy, które się z nią wiążą. Czasem łatwo je zidentyfikować, na przykład w przypadku sukni ślubnej czy innego elementu garderoby, który kojarzy się z jakimś nasyconym uczuciami momentem życia. Wydaje mi się, że najlepszym sposobem na opór, który czujemy, próbując pozbyć się takiej pamiątki, jest ... przeczekać ją. Po kilku nieudanych próbach może okazać się, że z upływem miesięcy czy lat na tyle  oswoiliśmy się z myślą o pożegnaniu, że przychodzi ono w końcu bezboleśnie. Okoliczności się zmienią, wspomnienia może ciut wyblakną albo przestaniemy przywiązywać do nich aż takie znaczenie. Można też spróbować metody polegającej na zrobieniu fotografii danego ciucha czy innego skarbu - bywa, że to wystarczy. Ale może się okazać, że nigdy nie będziemy gotowi i zdolni do żadnego z tych kroków. W porządku, przecież nic w tym strasznego, przechowywanie swojej sukni ślubnej do śmierci wydaje się być raczej romantycznym i nieszkodliwym zachowaniem.

Jednak nie zawsze jest prosto zrozumieć, co nas blokuje. A jeśli nie rozumie się, co jest przyczyną blokady, nie da się od niej uwolnić. Pokażę Wam na osobistym przykładzie, jak rozpracować taki problem, by się z nim sprawnie uporać. 

Mieć wszystko, nie mając niczego, 10.04.2015

Po świątecznej przerwie wróćmy do tematu wewnętrznej wolności. Dzisiaj chciałam trochę przekornie poczęstować Was kolejnym z ulubionych fragmentów książki Dominique Loreau Sztuka minimalizmu w codziennym życiu (przełożyła Angelina Waśko-Bongiraud, Wydawnictwo Czarna Owca 2012). Nieco przekornie, bo wielokrotnie mówiłam i pisałam o tym, że minimalizm to nie tylko rzeczy, a tu proszę. Przywołuję ten fragment, bo wiosna jest znakomitym czasem do ćwiczeń owej regularnej praktyki oczyszczania, przy okazji wietrzenia i porządków, gdy pozbywanie się tego, co zbędne, przychodzi naturalnie, lekko, niemal bez żalu.  

Nie tyle liczba i różnorodność posiadanych przez nas rzeczy stanowi problem, ile przywiązanie, które im okazujemy. Kiedy przywiązanie słabnie i zanika, odkrywamy nową wolność: nie obawiamy się już stracić tego, co, jak się nam wydawało, należało do nas.   
Przywiązani do dóbr materialnych jesteśmy nimi owładnięci i tym samym nie możemy być panami samych siebie. Zapewnienie sobie materialnego komfortu nie jest bez znaczenia, ale powinien on nam ułatwiać dostęp do innych form bogactwa, (...) Ale możemy do niego dotrzeć tylko dzięki długiej i regularnej praktyce oczyszczania, której celem nie jest wyrobienie sobie całkowitej obojętności na dobra materialne, lecz patrzenie na nie z pewnego dystansu, nie z myślą o sprawowaniu nad nimi władzy, lecz wręcz przeciwnie, oderwaniu się od nich. Kiedy nie mamy niczego, mamy wszystko. Nie przywiązuj się do niczego. Używaj rzeczy, korzystaj z nich, podziękuj im, kiedy już ci nie służą, pozwól im odejść. Jedyną ważną rzeczą jest, być może, znalezienie przyjemnego miejsca do życia, miejsca, w którym czujesz się swobodnie i bezpiecznie. Będąc niewolnikiem świata materialnego, ograniczasz swoją wolność i swój wewnętrzny rozwój. Pozbądź się wszystkiego, co niepotrzebne, a staniesz się wreszcie panem samego siebie. Będziesz umiał korzystać z rzeczy materialnych, nie przywiązując się do nich; zrozumiesz, że uwolnienie się od posiadania rzeczy jest możliwe, a to pozwoli ci żyć lepiej. Nie będziesz z tego powodu biedniejszy, brzydszy ani mniej inteligentny. Staniesz się nawet kimś lepszym: sobą. Uzyskana wolność pobudzi cię do pozbycia się jeszcze większej ilości rzeczy. (...) Jak wygląda moje życie? Dwie walizki, komputer. Więcej rzeczy zbyt obciążałoby moje dwie ręce. 

Zdjęcie Kanji Furakawa, źródło Pinterest