Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2010

Życie bez samochodu

I żółty rower powrócił...
Prawo jazdy posiadam już od wielu lat, lecz kierowcą nie jestem ani nie mam najmniejszej ochoty być. Niestety coraz częściej nachodzi mnie myśl, że w ciągu najbliższych paru lat będę musiała się do tego przekonać.
Nie mamy samochodu. Na co dzień nie odczuwam jego braku. Znajomi postrzegają to jako dziwactwo, jakiś rodzaj niepełnosprawności niemal, no bo jak można żyć bez samochodu?

Żyć po swojemu

W komentarzu do notki o śmierci sowa zadała takie pytanie: dlaczego wielu z nas musi przeżyć takie traumatyczne doświadczenia, żeby coś zmienić w swoim życiu...? Dlaczego coś musi nas mocno puknąć w głowę, żebyśmy zaczęli żyć po swojemu i docenili proste wartości...? Zresztą są tacy, którym nawet puknięcie niczego nie mówi...  Tak, to prawda, że wiele osób zaczyna naprawdę świadomie żyć dopiero po traumatycznych przeżyciach. Niektórym trzeba do tego przejścia przez śmierć kliniczną, innym śmierci kogoś bliskiego. A niektórzy nawet mocno walnięci przez los obuchem w głowę dalej robią swoje i gonią w kółko za swoim ogonem. Dlaczego tak jest? I co to znaczy, żyć po swojemu? Zgodnie ze swoim systemem wartości, rozwijając siebie, realizując siebie. Tak to rozumiem.

Zapraszam na kawę

Przeprowadzka zakończona. Nie było tak strasznie. Poszło całkiem szybko i sprawnie, lepiej niż myślałam. Czas teraz odpocząć,  dzisiaj nie będzie już nowej notki.

Zapraszam więc na kawę i rogaliki :)

memento mori/carpe diem

Dużo było ostatnio o szmatkach i sprawach przyziemnych. Dzisiaj chciałam z Wami porozmawiać na zupełnie inny temat. Jak każdy, mam parę ulubionych sentencji. Dwie najważniejsze:
memento mori (albo wspaniałe „pamiętaj człowiecze na śmierć”) oraz carpe diem
Na pewno prawdziwy filozof miałby tu wiele do powiedzenia i zapewne rozśmieszyłyby go moje dywagacje.  Ja jednak nie chcę patrzeć na te słowa z punktu widzenia historii i filozofii. Jestem prostą dziewczyną, powiem więc tylko, co dla mnie osobiście znaczą te dwa wezwania.
Ludzie nie lubią mówić o śmierci, to naturalne. Unikamy nawet tego słowa. Nie chcemy pamiętać o jej nieuchronności. Gdy umiera ktoś nam znany, oprócz poczucia straty tej osoby, czujemy jeszcze strach, że na nas także przyjdzie czas.

Zakupy - kilka prostych zasad

Mam na imię Ajka i jestem zaleczoną zakupoholiczką... Tak mogłaby zacząć się moja sesja terapeutyczna. Nie jest tak źle, mój zakupoholizm nigdy nie sięgnął groźnych ekstremów, jednak przyznaję, że chwilami nie panowałam nad impulsem kupowania. Tak, chyba lepszym określeniem byłyby tutaj kompulsywne zakupy. Jak zwał, tak zwał, ważne, że często kupowałam w sposób spontaniczny i nieprzemyślany, co owocowało nadmiarem dóbr wszelakich.
Jednak udało się zapanować nad tym szaleństwem i nie traktuję już chodzenia po sklepach jako leku na całe zło oraz najlepszego sposobu spędzania wolnego czasu. Oto kilka wniosków z moich doświadczeń. Może niektóre wydadzą się Wam banalne, lecz chociaż proste, zastosowanie ich w praktyce trochę czasu i wysiłku mi zajęło. Aha, wprawdzie piszę tę notkę, myśląc przede wszystkim o zakupach odzieżowych, zasady te z całą pewnością mogą mieć zastosowanie do dowolnych innych produktów przemysłowych.

Krótko

L'eau Ambrèe. przez [George's Secret Dreamworld] z wykorzystaniem christian louboutin boots
Dzisiaj będzie krótko. Muszę ćwiczyć skracanie notek, bo coś mi nie idzie z zasadą KISS ;) Wydaje mi się, że nie wyjaśniłam, dlaczego właściwie tak bardzo zależy mi na uproszczeniu garderoby. Być może zastanawiacie się, czemu pozbywam się połowy ubrań z szafy.
Sęk w tym, że aktualnie nie jestem zbyt zadowolona ze swojego stylu. Wydaje mi się niedopracowany i w znacznej części przypadkowy. Chwilami wyglądam jak jakaś uboga krewna...
Dążę zatem do tego, żeby moja szafa stanowiła przemyślaną i spójną całość. Zależy mi na tym, żeby móc bez wielkiego wysiłku na co dzień wyglądać po prostu świetnie.
Uświadomiłam sobie, że do tej pory więcej starań wkładałam w staranny dobór zastawy stołowej niż w skomponowanie garderoby. Zmieniam to więc. I zastanawiam się nad każdą sztuką, każdym ciuszkiem. Zastanawiam się teraz, żeby potem nie musieć o tym myśleć. I po prostu sięgać do szafy, by łatwo i szy…

Szafa minimalistki

... czyli cyklu odzieżowego ciąg dalszy. Pamiętam, że gdy zaczynałam zastanawiać się nad kwestią minimalizmu w ubieraniu się, odrzuciłam tę koncepcję, bo pierwszym skojarzeniem była NUDA. Wydało mi się, że ograniczenie liczby odzieży oraz ujednolicenie jej kolorystyki prowadzi do powtarzalności, bezbarwności, nijakości. Niektóre osoby, mówiąc o upraszczaniu szafy, nakazują rezygnację z akcesoriów, biżuterii i dodatków, ponieważ nie są one potrzebne, a przecież mamy pozbyć się wszystkiego, co nie jest niezbędne.

Tajfun w szafie

Dzisiaj przez moją szafę przeleciał tajfun. To nie była pierwsza czystka, regularny przegląd odzieży robiłam jeszcze w czasach rozpasanego zakupoholizmu (z zupełnie innych przyczyn). Teraz zaś pozbyłam się wreszcie wszystkich tych rzeczy, co do których jakoś wcześniej brakowało mi rozpędu i odwagi.
Skłonił mnie do tego impuls zewnętrzny, różne okoliczności rodzinne sprawiają, że będę mogła w krótkim czasie przekazać niepotrzebne ubrania osobom, które z nich chętnie skorzystają. Była to więc dobra okazja do ostatecznego rozprawienia się z Panią Szafą.
Było ostro, powiadam Wam. Zostało sporo pustych wieszaków, a na półkach szaleją przeciągi. Gok Wan byłby ze mnie dumny :)
Już od dłuższego czasu właściwie nie kupuję ubrań. Przestałam bezmyślnie kupować fatałaszki po kilku takich seansach sprzątania. To lepsze niż wszystkie terapie świata razem wzięte. Nigdy więcej nie sięgnę do portfela bez zastanowienia.
I co teraz? Czy będę chodzić w worku po ziemniakach lub jednych dżinsach i polarku…

Kupuj mniej, noś więcej

Wracajmy do naszych baranów. Wiemy już, jak chcemy wyglądać i które części ciała eksponować. Trzeba także zastanowić się, jak dostosować ubranie do naszego stylu życia i pracy, wiadomo, że inaczej ubieramy się, pracując np. w banku, a inaczej w domu, inaczej ubiera się młoda mama, której dziecko uczy się chodzić, a inaczej pani prezes. Jeśli jesteśmy aktywne fizycznie, potrzebujemy też oczywiście strojów, w których można na przykład biegać czy ćwiczyć.

Minimalistka wchodzi do szafy

Ale za to dzisiaj będą dwa wpisy, a co tam :) Czas zająć się tematem szafowo-odzieżowym. Z całą pewnością będzie to cykl notek, a nie tylko jedna. Cóż, co jak co, ale o szmatkach można gadać godzinami, jak wiadomo... Modne jest z szafy wychodzenie, my za to do niej na jakiś czas wejdziemy. Wioleta pytała o „must have'y” . Być może Was rozczaruję, lecz nie mam zamiaru podawać tu żadnych gotowych recept. Owszem, napiszę, czym kierować się przy sprzątaniu w garderobie i doborze odzieży, lecz do właściwych rozwiązań każdy musi dochodzić sam. Sposób ubierania się jest tak indywidualną sprawą, że nie ma mowy o jednym uniwersalnym rozwiązaniu, dobrym dla wszystkich. Oczywiście podzielę się swoim pomysłem na minimalistyczną szafę, jeśli ktoś się nim zainspiruje, będzie mi bardzo miło. Zacznijmy jednak od podstaw.

Czas cenniejszy od pieniądza

Nie jest to żadna prawda objawiona, wszyscy odczuwamy na własnej skórze, że czas stał się najcenniejszym dobrem. I nieźle trzeba się nieraz gimnastykować, żeby go starczyło na wszystko, co dla nas ważne. Dużo dzisiaj myślałam o wczorajszych dylematach - co zrobić, żeby: a) wysypiać się; b) mieć czas na pisanie bloga. Oto wnioski:

Zarządzanie czasem i moje noworoczne postanowienie

Nawet całkiem już zaprawiona w bojach minimalistka napotyka czasem przeszkody. Bardzo polubiłam pisanie blogu, miło mi widzieć, że coraz więcej osób tu zagląda i cieszę się, że mogę dzielić się swoimi myślami. Chciałam dzisiaj napisać trochę dłuższą notkę, która już od pewnego czasu chodzi mi po głowie, jednak rozbiłam się o własne noworoczne postanowienie. Chodzi o wysypianie się.
Na pewnym etapie życia odkryłam, że o wiele bardziej produktywna jestem wcześnie rano, niż późnym wieczorem. Nie zachwyciło mnie to, bo z drugiej strony wolałabym sypiać trochę więcej, niż mi się zwykle udaje. Jednak nie chcę, by dzień mi uciekał i od dawna już chodzę do pracy na siódmą, siódmą trzydzieści (mamy elastyczny czas pracy, tzn. jak przyjdziesz, tak wyjdziesz). Na dojazd potrzebuję około 45 minut (do godziny), na poranny rozruch potrzebuję godziny. Wstaję zatem około piątej z minutami.
Do tej pory chodziłam spać około 23. Dla niektórych to pewnie wcześnie, ale przecież śpię tylko sześć godzin, c…

W 2010 będę piękna (i bogata)

No i jestem z powrotem. Wypoczęta, wyspana, z nowym zapasem energii. Widzę już pewne zniecierpliwienie wśród PT Czytelników, proszę się nie niecierpliwić, czasem trzeba podładować akumulatory, żeby potem móc pracować ze zdwojoną mocą :) Dzisiejsza notka miała być prostym podsumowaniem minionego roku i spisem postanowień noworocznych, ale coś mi się wydaje, że to będzie zaledwie punkt wyjścia. Zeszły rok był dla mnie bardzo udany w kategoriach rozwoju osobistego. Po kolei, spróbuję zrobić listę (podobno Czytelnicy blogów lubią posty z wypunktowanymi listami...).

Wigilijnie

Czego może Wam życzyć Minimalistka z okazji Świąt Bożego Narodzenia?
Miłości, zdrowia i radości. Umiaru przede wszystkim.
I żebyście nie dali się zwariować w tych szalonych czasach.
A poza tym, bardzo klasycznie, wesołych Świąt!!!

Diety są tuczące

Zapewne podsumujecie ten wpis komentarzem: "zwariowała baba! O dietach pisać przed Świętami?!! Bez sensu". Pozwolę sobie się nie zgodzić. Dużo pojawia się w ostatnich dniach ciekawych wpisów na różnych „frugalistycznych” blogach na temat wstrzemięźliwości finansowej przed Świętami, o tym, że wydatki grudniowe trzeba planować dużo wcześniej, a nawet już teraz zacząć oszczędzać na przyszłe Boże Narodzenie :) I bardzo słusznie. Zamiast za parę miesięcy zastanawiać się, jak się wydostać z finansowej czarnej dziury, lepiej zawczasu pomyśleć, co zrobić, żeby się w niej nie znaleźć.
Co to ma do diet i odchudzania? Oj, wiele. Moim zdaniem analogicznie, zamiast na wiosnę zastanawiać się jak schudnąć, lepiej w zimie uważać, by za bardzo nie przytyć. Naturalne jest, że w zimie mamy większy apetyt, bo organizm, broniąc się przed zimnem, domaga się paliwa, więc potem na wiosnę zwykle mamy parę kilo na plusie. Można spróbować jednak temu zapobiec.

Wdzięczność

Zima przypomniała o sobie, całkiem mroźno się zrobiło. Świat w bieli, śnieg przykrył wiele brzydkich miejsc, których wolelibyśmy nie widzieć. Gdy robi się zimno, myślę o tych wszystkich ludziach, którym w życiu się nie wiedzie. O tych, którzy są głodni i marzną. I dziękuję Bogu (życiu, światu...) za to, że jest mi ciepło i nie muszę się martwić, za co ogrzeję mieszkanie ani czy stać mnie na buty zimowe dla dzieci.
Znam skromne życie, wiem, jak to jest mieć mało i martwić się o przyszłość. Byłam bezrobotna, pracowałam też na własną rękę (paradoksalnie wtedy, gdy prawie nie zarabiałam lub też miałam nieregularne dochody, o wiele lepiej zarządzałam swoimi finansami niż teraz, gdy zarabiam regularnie i całkiem przyzwoicie - to tak na marginesie).
Moje dążenie do minimalizmu jest wyborem, a nie przymusem. Żyje nam się całkiem wygodnie i niczego mi nie brakuje, poza czasem. Staram się mieć mniej, bo uważam, że tak jest wygodniej i prościej, a nie dlatego, że mnie na coś nie stać. Dziękuję …

Książki na śmietnik?

Zdecydowanie nie. Chociaż jestem już naprawdę dobra w eliminowaniu zbędnych rzeczy, nigdy nie posunęłabym się do wyrzucenia książek na śmietnik. Zdarzyło mi się oddanie paru zdezaktualizowanych podręczników na makulaturę, owszem, ale nawet z tym nie czułam się najlepiej.
Uporządkowanie księgozbioru było dla mnie największym wyzwaniem pod względem emocjonalnym. Często spotykam osoby, które nie mają problemów z pozbywaniem się rzeczy jako takich, ale nie wyobrażają sobie, że miałyby oddać choć jedną książkę. Bo książki nie są zwykłymi przedmiotami. Mają „wartość dodaną”. Słowa, historie, inne światy. Potrafią wywołać śmiech i łzy. Czasem książka może odmienić czyjeś życie. Dlatego tak ciężko pozwolić jej odejść.

Krótko o inspiracjach

Z wielką przyjemnością przeczytałam wczorajszy wpis nieocenionego Frugala. W krótkich, żołnierskich słowach nawołuje do prostoty i niekomplikowania. Gorąco polecam. Cieszę się bardzo, że ktoś jeszcze zaczytuje się blogiem Lea Babauty Zen Habits. Moja przygoda z minimalizmem zaczęła się właśnie od czytania porad Lea. Ten człowiek wykonał naprawdę wielką pracę, by uporządkować swoje życie i finanse. Coraz dalej posuwa się w minimalizowaniu, chwilami jest dość radykalny w swoich poglądach, lecz naprawdę wiele można się od niego nauczyć.
Znalazłam też inny blog inspirowany Zen Habits, niestety opuszczony już przez zapracowanego właściciela. Zawiera jednak kilka dobrze opracowanych po polsku artykułów na podstawie porad Lea na temat minimalizmu, a przede wszystkim bardzo przydatny dla początkującego minimalisty  Poradnik, jak stworzyć minimalistyczny dom.
Ostatnio delektuję się za to książką „Sztuka prostoty” Dominique Loreau. Autorką jest Francuzka mieszkająca w Japonii, która pokazuje z…

Małe zmiany

Lubię zmiany. Dlatego na pewno od czasu do czasu będę zmieniać wygląd blogu (szablon), to mała rzecz, a cieszy. To tak, jakbym wkładała bluzkę w innym kolorze... I postanowiłam zrezygnować z pełnej anonimowości. Danych personalnych nie będę podawać, bo nie są do niczego potrzebne w tym miejscu, ale jeśli ktoś chce wiedzieć, jak wyglądam i gdzie mieszkam, nie widzę problemu :) Jeśli Czytelniku lub Czytelniczko spotkasz mnie kiedyś w tramwaju, możesz do mnie zagadać, będzie miło. Pełna anonimowość w sieci nie istnieje, nie łudźmy się. Skoro ujawniam informacje o sobie w serwisach społecznościowych, czemu miałabym stosować pełną konspirę na blogu, gdzie przecież prezentuję swoje poglądy, których się nie wstydzę. I nie mam zamiaru nikogo tu obgadywać ani obrażać. Uchylam więc rąbka tajemnicy :) Ale tylko rąbka...

Czy minimalizm jest na topie?

Spotkałam się ostatnio z opinią, że „minimalizm jest na topie”. Bardzo mnie to spostrzeżenie zaskoczyło, bo szczerze mówiąc nic takiego nie zauważyłam. A na pewno nie w najbliższym otoczeniu. Cóż, na pewno jest na topie na moich 39 metrach kwadratowych, ale to już wiecie... :) Z zasady unikam jak ognia odwiedzin w centrach handlowych w weekendy, dzisiaj jednak potrzeba chwili mnie do tego zmusiła. I po raz kolejny zadziwiłam się niezmiernie. Dzikie dzikie, kłębiące się tłumy. A przecież do Świąt jeszcze duuuużo czasu. Kosze wypchane towarami, kolejki przy kasach. Na parkingu jak zwykle walka o ogień (czytaj o miejsce jak najbliżej wejścia, bo przecież Obywatel nóg używa już tylko w sytuacjach awaryjnych). Oczęta otwarły mi się szeroko ze zdumienia. Gdzież ten osławiony kryzys? Czy wszyscy może ciągną na szybkich pożyczkach oraz powiększają zadłużenie na karcie kredytowej? Czy też aż taki dobrobyt już mamy, tylko ja jeszcze nie zauważyłam?

Sentymenty i prezenty

Chwilę mnie nie było, chociaż bardzo chciałam być. Na blogu. Wciągnęły mnie inne sprawy, niezbyt minimalistyczne niestety. I w międzyczasie zrobiło się przedświątecznie. W centrach handlowych cały ten kołowrót marketingowy toczył się już prawie od początku listopada, ale teraz faktycznie można mówić o przygotowaniach do Świąt.
No i już jest po Mikołaju. Święta i Mikołaj to w przeważającej większości domów prezenty. Jeśli obdarowujący trafia w nasze oczekiwania, zna nasze upodobania, marzenia, albo, co jeszcze lepsze, wcześniej delikatnie sonduje teren lub wręcz pyta nas wprost o to, co byśmy chcieli dostać - wspaniale. Oznacza to, że małe jest prawdopodobieństwo otrzymania czegoś, co nam się zupełnie nie podoba, nie jest nam potrzebne albo wręcz jest po prostu ... co tu dużo mówić, okropne.
Ja mam szczęście. Moja Rodzina i Przyjaciele dają mi przemyślane prezenty. A jeśli nie mają pomysłu, to czasem po prostu pytają, czego mogłabym potrzebować. Ale mimo wszystko nieraz zostałam obdar…

Do roboty!

Czas przejść do konkretów. Jak właściwie zabrać się do porządkowania i minimalizowania? Cóż, zasady są proste. W teorii. W praktyce, przynajmniej na początku, może nie być łatwo, ale jeśli podejdziesz do sprawy z odpowiednim nastawieniem, szybko pokonasz wszelkie przeszkody.
Podstawa to konsekwencja. Czasem trzeba być bezlitosnym, podejmując decyzje o wyrzucaniu. Jeśli wydaje Ci się, że nie podołasz temu zadaniu sam, poproś o pomoc kogoś znajomego, kto jest mniej przywiązany do rzeczy niż Ty. I kto w chwilach zwątpienia będzie powtarzał Ci jak mantrę: „Wyrzuć to! Nie potrzebujesz tego!”.

KISS czyli BUZI

Dzisiaj będzie krótko. Zgodnie z zasadą KISS. Nie chodzi bynajmniej o to, że domagam się całusów. KISS wprawdzie oznacza po angielsku pocałunek, jednak w tym wypadku chodzi o łatwą do zapamiętania i żartobliwie sformułowaną regułę: Keep it simple, stupid (co możnaby przetłumaczyć „Nie komplikuj, głupku”). 
Podobno jest często używana w środowisku twórców programów komputerowych, moim jednak, i nie tylko moim zdaniem, należałoby stosować ją we wszystkich dziedzinach życia. Jej sensem jest utrzymanie prostoty i unikanie zbędnych udziwnień i ozdóbek.

Dlaczego minimalizm?

„Marnotrawstwem jest posiadanie rzeczy, z których nie korzystamy” Dominique Loreau
Dlaczego minimalizm tak mi się podoba? Powodów jest wiele. Myślę, że upodobanie do prostoty jest kwestią gustu i wrodzonych skłonności. Jedni lubią wzory i ozdóbki, barokowe przeładowanie, inni preferują gładkie powierzchnie, proste linie.

O tym, jak obrastałam...

Niektórzy rodzą się minimalistami. Nie lubią gromadzić rzeczy, zakupy robią niechętnie i rzadko. Wolą mieć mniej przedmiotów, ale lepszej jakości. Jednak wydaje się, że takie osoby są w zdecydowanej mniejszości. O wiele częściej spotykam ludzi, którzy lubią gromadzić rozmaite dobra.
Jak to się stało, że stałam się zakupoholiczką i chomikiem? Na pewno nie od razu. Muszę mieć do tego skłonności, ale okoliczności zewnętrzne znacznie mi w tym pomogły.

Trudne początki

Tytuł blogu jest nieco na wyrost. Nie jestem minimalistką. Może kiedyś będę. Staram się ograniczać liczbę posiadanych rzeczy, upraszczać swoje życie i otaczającą mnie przestrzeń, uczę się świadomie kupować. Dążę do wyeliminowania tego, co zbędne. Walczę z tendencją do gromadzenia przedmiotów i kupowania wciąż nowych rzeczy.

Przeprowadzka

W listopadzie ubiegłego roku zaczęłam pisać blog „Minimalistka” w innym serwisie. Z kilku względów (praktycznych) postanowiłam się jednak przenieść na Bloggera. Wolę to zrobić teraz, póki jeszcze blog nie rozrósł się bardzo. Na razie nie wymaga to wiele pracy, a na przykład za rok już bardzo by bolało. Zacznę od przeniesienia wpisów z poprzedniego bloga. Nie chciałabym „istnieć” w dwóch miejscach w sieci jednocześnie. To takie nie minimalistyczne :) Zarówno nowych Czytelników i Czytelniczki, jak i tych bardziej zasiedziałych, witam i serdecznie zapraszam. Mam nadzieję, że wszystkim będzie nam tu dobrze.