Przejdź do głównej zawartości

KISS czyli BUZI

Dzisiaj będzie krótko. Zgodnie z zasadą KISS. Nie chodzi bynajmniej o to, że domagam się całusów. KISS wprawdzie oznacza po angielsku pocałunek, jednak w tym wypadku chodzi o łatwą do zapamiętania i żartobliwie sformułowaną regułę: Keep it simple, stupid (co możnaby przetłumaczyć „Nie komplikuj, głupku”). 

Podobno jest często używana w środowisku twórców programów komputerowych, moim jednak, i nie tylko moim zdaniem, należałoby stosować ją we wszystkich dziedzinach życia. Jej sensem jest utrzymanie prostoty i unikanie zbędnych udziwnień i ozdóbek.


Doczekała się także zgrabnego polskiego odpowiednika: BUZI czyli Bez udziwnień i zdobień, idioto! Zresztą zarówno w wersji angielskiej, jak i polskiej można spotkać niezliczoną ilość jej wariantów. Często przykładowo omija się nieco obraźliwe stupid (głupku). Rozwinięciem skrótu może być więc na przykład Keep it small and simple lub Keep it short and simple. Ta ostatnia wersja jest moją ulubioną. Niech to będzie krótkie i proste. Zgodnie z tą zasadą nie będę więc dzisiaj się rozpisywać ani nadmiernie dekorować tego wpisu.

Warto wyryć sobie tę regułę na jakiejś mentalnej tabliczce i zerkać na nią przy każdej okazji. Cokolwiek robisz, pamiętaj o prostocie. Nie ozdabiaj ponad potrzebę, nie dekoruj, daruj sobie zawijaski. Im prościej, tym lepiej. W większości przypadków.

Więc BUZI.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…

Lepiej

Przed urlopem pisałam o bezdzietności z wyboru. Mam jeszcze parę refleksji, które nie dotyczą istoty sprawy (mienia/niemienia dzieci), ale są z nią powiązane. 
Ludzie często lubią formułować różne złote rady czy ogólne stwierdzenia, które wydają się im słuszne i cenne: lepiej mieszkać na wsi. Lepiej mieszkać w mieście. Lepiej mieć samochód/jeździć na rowerze/poruszać się piechotą. Lepiej jeść mięso/być wegetarianinem/weganinem. Lepiej jeść gluten/nie jeść glutenu. Mieć mieć wiele dzieci/mieć dwoje dzieci/jedno dziecko/nie mieć dzieci. Lepiej biegać/ chodzić na siłownię/ćwiczyć jogę/gimnastykować się w domu. Być minimalistą/tarzać się w konsumpcji. Można by tak wymieniać w nieskończoność, wymieniłam tylko kilka dziedzin, które akurat wydają mi się częstym przedmiotem tego rodzaju sądów.
Zazwyczaj uważa się, że „lepiej” jest robić tak, jak się samemu wybrało. Często dlatego, że jest się ze swojego wyboru zadowolonym i wydaje się, że skoro nam jest z tym dobrze, to innym też pewnie będz…