Przejdź do głównej zawartości

O tym, jak obrastałam...

Niektórzy rodzą się minimalistami. Nie lubią gromadzić rzeczy, zakupy robią niechętnie i rzadko. Wolą mieć mniej przedmiotów, ale lepszej jakości. Jednak wydaje się, że takie osoby są w zdecydowanej mniejszości. O wiele częściej spotykam ludzi, którzy lubią gromadzić rozmaite dobra.

Jak to się stało, że stałam się zakupoholiczką i chomikiem? Na pewno nie od razu. Muszę mieć do tego skłonności, ale okoliczności zewnętrzne znacznie mi w tym pomogły.
Dorastałam w czasach kryzysu. Moim Rodzicom nie powodziło się najlepiej (zresztą wtedy mało komu się dobrze powodziło). W sklepach niemal nic nie było, wszystko trzeba było „załatwiać” i zdobywać. Dlatego z zasady prawie niczego się nie wyrzucało, bo każda rzecz mogła się jeszcze do czegoś przydać. Zawsze można było spruć sweter i przerobić go na kolejny, z bluzki uszyć gorset, tenisówki przerobić na pantofle wizytowe. Poza tym byłam przyzwyczajona do noszenia używanych rzeczy, z paczek i darów, albo odziedziczonych po rodzinie.
Jednak potem przyszło Nowe. Powoli sklepy zapełniały się pięknymi, kolorowymi przedmiotami. Reklamy, wszędzie reklamy. Zdjęcia w prasie, filmy.

No i w międzyczasie zaczęłam zarabiać. I odkryłam nową przyjemność: kupowanie nowego. Wreszcie mogłam mieć dowolną ilość ubrań i kosmetyków. Mogłam kupować wspaniałe książki, kolorowe czasopisma. Jeszcze później kupiliśmy mieszkanie – to dopiero był festiwal zakupów. Tyle pięknych i użytecznych rzeczy… Pojawiła się karta kredytowa i kredyt odnawialny (w promocji z kartą, wtedy nie rozumiałam, czemu bank tak ochoczo zaproponował to rozwiązanie). Domyślacie się, co było dalej? Tego mi tylko było potrzeba!

Obrosłam rzeczami. Dlaczego? Bo takich nabrałam przyzwyczajeń, takie nawyki wyniosłam z domu, a sama nigdy nie zastanawiałam się, kiedy powinnam powiedzieć sobie dość. Chyba wydawało mi się, że rzeczy kupuje się i kupuje, aż zabraknie Ci na nie miejsca. Wtedy kupujesz większą szafę, większe mieszkanie, budujesz dom (i chyba magazyn…). Bo przecież posiadanie i kupowanie daje przyjemność. Często zakupy były sposobem spędzania czasu lub lekarstwem na smutki i stresy. Powtarzałam sobie: „ciężko pracujesz, zasługujesz na to”. Często kupowałam pod wpływem impulsu, bo dana rzecz wpadła mi w oko, bo „na pewno mi się przyda”. Wydawało mi się, że jeśli mam mnóstwo ładnych ubrań, kosmetyków, bibelotów, ciekawych książek, na pewno jestem szczęśliwa.

Nie muszę chyba pisać, że to tak nie działa… Wcale nie czułam się lepiej w miarę zapełniania się szafy. Zakupy dawały przyjemność tylko przez chwilę.
Żeby z tym skończyć, musiałam zrozumieć absurdalność sytuacji. Popatrzeć na siebie z dystansu. Nauczyć się nowego słowa: „WYSTARCZY!”

Od czego zacząć minimalizowanie? Od powiedzenia sobie, że masz już dosyć. Że to, co masz, wystarczy. Nie potrzebujesz więcej. I jak? Trochę dziwne uczucie, prawda? Jak to, naprawdę mam już dość? Nie muszę więcej kupować? Nie powinnam nawet? Hmmm… Ja poczułam ulgę, jakby ktoś mi zdjął wielki ciężar z ramion (i z karty kredytowej).

Co potem? W wielkim skrócie mówiąc, potem stopniowo pozbywaj się nadmiaru rzeczy. Nie oznacza to, że masz wszystko wyrzucić na śmietnik, o nie. Dla każdej rzeczy, której nie potrzebujesz, musisz znaleźć odpowiednie miejsce (czasem będzie to śmietnik) lub nowego właściciela.

Zapewniam, że pod koniec procesu minimalizowania stanu posiadania nie będziesz już tak ochoczo sięgać po kartę kredytową ani tak często chodzić na zakupy.

A o technicznych aspektach minimalizowania opowiem wkrótce.

Popularne posty z tego bloga

Generalne porządki metodą minimalistki

Chciałabym, żeby blog i kanał na YouTube przestały być odrębnymi bytami i zaczęły wzajemnie się uzupełniać. Będę starać się, by każdemu opublikowanemu materiałowi wideo towarzyszył tekst, który będzie jego dopełnieniem. 
Dzisiejszy wpis jest dodatkiem do materiału pod tym samym tytułem, który możecie obejrzeć tutaj:

Opowiadam w nim o moim pomyśle na uproszczenie generalnych porządków. Uważam, że raz na jakiś czas dobrze jest zrobić taki pełen przegląd domu lub mieszkania, zajrzeć w każdy zakamarek, sprawdzić stan posiadania. Jednak trudno byłoby mi wygospodarować cały weekend czy kilka dni, a przecież takie bardzo dokładne porządki wymagają sporo czasu. Są też dość wymagającym procesem pod względem psychicznym, emocjonalnym, bo porządkując, trzeba podejmować szereg mniejszych i większych decyzji. Czego się pozbyć, w jaki sposób, co zostawić, jak zorganizować i poukładać te rzeczy, które zdecydowaliśmy się zatrzymać. 
Pomyślałam więc, że najłatwiej będzie to duże zadanie podzielić na …

Metoda Konmari to nie minimalizm

Wpis jest uzupełnieniem materiału wideo zamieszczonego w serwisie YouTube, który można obejrzeć tutaj: 

Książkę Magia sprzątania Marie Kondo przeczytałam cztery lata temu, o moich wrażeniach możecie przeczytać we wpisie pod tym samym tytułem. Odebrałam ją pozytywnie, ale samej metody nigdy nie stosowałam, bo nie miałam takiej potrzeby, o czym zresztą pisałam w tamtej recenzji. Na dobre w głowie z tej lektury pozostała mi jej myśl przewodnia: poszukiwanie radości w rzeczach i eliminowanie zbędnych przedmiotów w oparciu o kryterium: co chcę zostawić, zamiast stosowanego zwykle przez minimalistów: czego nie potrzebuję i czego chcę się pozbyć. Książki szybko się pozbyłam i nie myślałam o niej więcej.
Dopiero niedawno, gdy coraz częściej docierały do mnie opinie na temat wyprodukowanego przez Netflix serialu Sprzątanie z Marie Kondo(dostępny z polskimi napisami), pomyślałam, że warto byłoby sobie wyrobić własne zdanie na temat tej serii programów, nawet jeśli sama metoda sprzątania Konmari…

Kolorowa szafa minimalistki - także na wakacjach

Ostatni wpis z połowy czerwca. Aż trudno uwierzyć. Jednak to prawda. Nie chcę Was zamęczać tłumaczeniami, dlaczego tak długo milczałam. Niedługo minie pół roku od śmierci Taty. Ostatnie miesiące wbrew pozorom były nie tylko czasem smutku, ale przede wszystkim czasem ważnych zmian w życiu naszej rodziny, częściowo wymuszonych przez odejście Taty, a częściowo przez nią sprowokowanych (?), a może tylko przyspieszonych. Kilka z tych zmian jest naprawdę pozytywnych, dotyczą głównie życia mojej Siostry. W skrócie napiszę tylko, dla tych z Was, którzy zawsze trzymali za nią kciuki (wiecie, że Ula jest osobą niesłyszącą), że Sister zmieniła pracę i na razie jest bardzo zadowolona. A my cieszymy się, że jest doceniana i że ma szanse na rozwój i lepszą jakość życia.
Bałam się, że nie będę umiała już pisać tutaj. Jednak z tym jest chyba jak z jazdą na rowerze. Wystarczy usiąść i zacząć, a reszta idzie już sama...
Oprócz tego, że dużo działo się różnych rzeczy, które wymagały mojej uwagi czy wsp…