Przejdź do głównej zawartości

Tajfun w szafie

Dzisiaj przez moją szafę przeleciał tajfun.
To nie była pierwsza czystka, regularny przegląd odzieży robiłam jeszcze w czasach rozpasanego zakupoholizmu (z zupełnie innych przyczyn). Teraz zaś pozbyłam się wreszcie wszystkich tych rzeczy, co do których jakoś wcześniej brakowało mi rozpędu i odwagi.

Skłonił mnie do tego impuls zewnętrzny, różne okoliczności rodzinne sprawiają, że będę mogła w krótkim czasie przekazać niepotrzebne ubrania osobom, które z nich chętnie skorzystają. Była to więc dobra okazja do ostatecznego rozprawienia się z Panią Szafą.

Było ostro, powiadam Wam. Zostało sporo pustych wieszaków, a na półkach szaleją przeciągi. Gok Wan byłby ze mnie dumny :)

Już od dłuższego czasu właściwie nie kupuję ubrań. Przestałam bezmyślnie kupować fatałaszki po kilku takich seansach sprzątania. To lepsze niż wszystkie terapie świata razem wzięte. Nigdy więcej nie sięgnę do portfela bez zastanowienia.

I co teraz? Czy będę chodzić w worku po ziemniakach lub jednych dżinsach i polarku? Hmmm, jest takie ryzyko ;) Ale tak poważnie mówiąc, to nie, mam w czym chodzić, zostało mi słynne 20%...

Miałam dzisiaj opisać szczegółowo swoją koncepcję szafy minimalistki, ale z powyższych powodów (sprzątanie) nie zdążę. Co się odwlecze, to nie uciecze, jak mówi przysłowie.

Popularne posty z tego bloga

Uniform minimalistki

Temat osobistego uniformu obracam w głowie już od kilku lat, co najmniej. Jednak jeszcze do niedawna nie czułam się gotowa na to, by ostatecznie zdefiniować go dla siebie. Owszem, wiedziałam, że ciągnie mnie w tym kierunku i że coraz bardziej zbliżam się do wprowadzenia go w życie na co dzień. Jednak jeśli obserwowaliście, być może, moje materiały o kolorowej szafie minimalistki na YouTube, w cyklu, w ramach którego zaprezentowałam całą swoją kapsułową garderobę na wszystkie pory roku, mogliście zauważyć, że wprawdzie mój styl i zestawy ubraniowe były już dość wyraziste i powtarzalne, trudno było by nazwać je uniformem. 
Tak jednak się złożyło, że w międzyczasie zmieniłam tryb życia poprzez powrót do oprowadzania po Krakowie (już nie tylko po Wawelu, jak było parę lat temu), więc o wiele częściej wychodzę pracować poza dom. Oczywiście wymusiło to dostosowanie zawartości szafy i pewne jej uzupełnienia. A jednocześnie kilka ubrań z niej wywędrowało. Z powodu zużycia, ale też zmian w mo…

Minimalizm na Nowy Rok - postanowienia

Nie podejmuję noworocznych postanowień, mówiłam już o tym wielokrotnie. Wolę wprowadzać zmiany wtedy, gdy czuję się do nich gotowa, w dowolnym momencie roku. Nie czekam ze swoimi osobistymi zobowiązaniami do poniedziałku czy pierwszego dnia miesiąca. Od dawna uważam, że początek stycznia jest nienajlepszym momentem na takie działania, bo to czas zimowej ciemnicy, często depresyjnej aury i innych nieprzyjemnych okoliczności. Nie znaczy to jednak, że nie kibicuję osobom, które podejmują noworoczne próby zmiany nawyków. Zawsze warto pracować nad sobą i ulepszaniem swojej codzienności. 
Oto więc kilka moich propozycji na plan zmian/postanowienia noworoczne. Oczywiście można je wykorzystać także w innym czasie, ale można też wdrożyć je, czyniąc użytek z energii, jaką daje ten symboliczny nowy początek, jakim jest pierwszy dzień roku. 
Ważna uwaga na początek: moim zdaniem lepiej jest nie stawiać sobie zbyt ambitnych celów i wprowadzać jednocześnie ostrych restrykcji w wielu dziedzinach ży…

Dziesięć lat z minimalizmem

Za długo mnie tutaj, na blogu, nie było. Powodów ku temu było wiele, nie będę po raz kolejny się tłumaczyć. Jeśli czytasz te słowa, prawdopodobnie chociaż trochę mnie lubisz, więc po prostu przepraszam cię za tę ciszę. Trudno wrócić po tak długiej przerwie, ale jest tylko jeden sposób, by tę trudność przełamać. Usiąść i napisać. 
Mija 10 lat od mojego pierwszego zetknięcia się z koncepcją minimalizmu. Nie sądziłam wtedy, że dekadę później będę go nadal stosować. Co więcej, nawet nie wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek poczuję się minimalistką. Od tamtego czasu bardzo wiele w moim życiu się zmieniło. Właściwie pod każdym względem na lepsze. Jeśli śledzisz mojego bloga lub kanał, znasz już dobrze historię tych zmian, nie będę więc tym razem opowiadać tej historii po raz kolejny. 
Nie zastanawiam się, co będzie za kolejne 10 lat. Jaka będę, gdzie i jak będę żyć? Tego nie wie nikt. Być może nie będzie mnie już wśród żywych. Tego też nie wiadomo. Nie ma to zresztą żadnego znaczenia dla teg…