Przejdź do głównej zawartości

Tajfun w szafie

Dzisiaj przez moją szafę przeleciał tajfun.
To nie była pierwsza czystka, regularny przegląd odzieży robiłam jeszcze w czasach rozpasanego zakupoholizmu (z zupełnie innych przyczyn). Teraz zaś pozbyłam się wreszcie wszystkich tych rzeczy, co do których jakoś wcześniej brakowało mi rozpędu i odwagi.

Skłonił mnie do tego impuls zewnętrzny, różne okoliczności rodzinne sprawiają, że będę mogła w krótkim czasie przekazać niepotrzebne ubrania osobom, które z nich chętnie skorzystają. Była to więc dobra okazja do ostatecznego rozprawienia się z Panią Szafą.

Było ostro, powiadam Wam. Zostało sporo pustych wieszaków, a na półkach szaleją przeciągi. Gok Wan byłby ze mnie dumny :)

Już od dłuższego czasu właściwie nie kupuję ubrań. Przestałam bezmyślnie kupować fatałaszki po kilku takich seansach sprzątania. To lepsze niż wszystkie terapie świata razem wzięte. Nigdy więcej nie sięgnę do portfela bez zastanowienia.

I co teraz? Czy będę chodzić w worku po ziemniakach lub jednych dżinsach i polarku? Hmmm, jest takie ryzyko ;) Ale tak poważnie mówiąc, to nie, mam w czym chodzić, zostało mi słynne 20%...

Miałam dzisiaj opisać szczegółowo swoją koncepcję szafy minimalistki, ale z powyższych powodów (sprzątanie) nie zdążę. Co się odwlecze, to nie uciecze, jak mówi przysłowie.

Popularne posty z tego bloga

Ajka Minimalistka - kolejny rozdział

Zgodnie z zapowiedzią rozpoczynam kolejny rozdział. Prosty blog - czyli to miejsce, niestety nie odpowiada już moim potrzebom. To znaczy nie odpowiada mi ta platforma, na której go piszę, blogspot. Jej niedostosowanie do moich obecnych wymagań nie tłumaczy oczywiście rzadkiej publikacji tekstów w ostatnich latach, ale prawdą jest, że na pewno nie pomagało w pisaniu. Nie ma co jednak szukać wymówek czy wytłumaczeń.  Prosty blog pozostaje tutaj, nie znika. Wiem, że są wśród Was osoby, które wciąż lubią wracać do starych wpisów. Jednak od teraz nowe treści będę publikować w nowym miejscu, do którego serdecznie Was zapraszam. Moje nowe blogowe gospodarstwo nazywa się Ajka Minimalistka i znajdziecie go pod tym adresem . Będą się tam pojawiać nie tylko wpisy, ale również w osobnej zakładce można znaleźć wszystkie odcinki podcastu, który nagrywam od kilku miesięcy.  Zapraszam, do poczytania, posłuchania i zobaczenia! 

Uniform minimalistki

Temat osobistego uniformu obracam w głowie już od kilku lat, co najmniej. Jednak jeszcze do niedawna nie czułam się gotowa na to, by ostatecznie zdefiniować go dla siebie. Owszem, wiedziałam, że ciągnie mnie w tym kierunku i że coraz bardziej zbliżam się do wprowadzenia go w życie na co dzień. Jednak jeśli obserwowaliście, być może, moje materiały o kolorowej szafie minimalistki na YouTube , w cyklu, w ramach którego zaprezentowałam całą swoją kapsułową garderobę na wszystkie pory roku, mogliście zauważyć, że wprawdzie mój styl i zestawy ubraniowe były już dość wyraziste i powtarzalne, trudno było by nazwać je uniformem.  Tak jednak się złożyło, że w międzyczasie zmieniłam tryb życia poprzez powrót do oprowadzania po Krakowie (już nie tylko po Wawelu, jak było parę lat temu), więc o wiele częściej wychodzę pracować poza dom. Oczywiście wymusiło to dostosowanie zawartości szafy i pewne jej uzupełnienia. A jednocześnie kilka ubrań z niej wywędrowało. Z powodu zużycia, ale też zmian

Za komuny to dopiero był minimalizm

Pod jednym z niedawnych wpisów Czytelniczka i blogerka My Slow Nice Life napisała w komentarzu, że „ s woją drogą, jak sobie przypomnę moje życie z rodzicami za komuny, to widzę, jak bardzo minimalistyczne i jak bardzo slow było. Wszystko poukładane. W głowie i w życiu. ” Uśmiechnęłam się do siebie, czytając te słowa, bo często o tym myślę, zresztą w książce też będzie o tym mowa.  Jak najdalsza jestem od gloryfikowania tego, jak żyło się za Polski Ludowej. Pamiętam to dobrze, w chwili przemian ustrojowych byłam dorastającą panienką, nie jest mi trudno przywołać wspomnienia tamtych czasów, zresztą rozmawiamy o nich nieraz z rodziną i znajomymi, myślę, że większość z nas ma dość wyważony stosunek do okresu PRL-u. Nikt z nas nie wzdycha z tęsknotą, nie twierdzi, że za komuny żyło się lepiej. Pewnie, że nie. Trzeba mieć coś nie tak z pamięcią, żeby tak twierdzić.  Jednak faktem jest, że tamte siermiężne realia wymuszały proste życie, bardzo slow. Warto o tym porozmawiać.