Przejdź do głównej zawartości

Zarządzanie czasem i moje noworoczne postanowienie

Nawet całkiem już zaprawiona w bojach minimalistka napotyka czasem przeszkody. Bardzo polubiłam pisanie blogu, miło mi widzieć, że coraz więcej osób tu zagląda i cieszę się, że mogę dzielić się swoimi myślami. Chciałam dzisiaj napisać trochę dłuższą notkę, która już od pewnego czasu chodzi mi po głowie, jednak rozbiłam się o własne noworoczne postanowienie. Chodzi o wysypianie się.

Na pewnym etapie życia odkryłam, że o wiele bardziej produktywna jestem wcześnie rano, niż późnym wieczorem. Nie zachwyciło mnie to, bo z drugiej strony wolałabym sypiać trochę więcej, niż mi się zwykle udaje. Jednak nie chcę, by dzień mi uciekał i od dawna już chodzę do pracy na siódmą, siódmą trzydzieści (mamy elastyczny czas pracy, tzn. jak przyjdziesz, tak wyjdziesz). Na dojazd potrzebuję około 45 minut (do godziny), na poranny rozruch potrzebuję godziny. Wstaję zatem około piątej z minutami.

Do tej pory chodziłam spać około 23. Dla niektórych to pewnie wcześnie, ale przecież śpię tylko sześć godzin, czasem mniej. A to niestety stanowczo za mało na dłuższą metę. W ciągu dnia jestem senna, cerę mam wymęczoną i ogółem czuję się niekomfortowo.

Myślę, że idealnie byłoby, gdyby udawało mi się spać około siedmiu godzin. Nie biorę na razie pod uwagę chodzenia na późniejszą godzinę do pracy, więc, chcąc nie chcąc, muszę postarać się kłaść wcześniej - około dziesiątej.

I taki miałam zamiar dzisiaj, lecz raczej mi się nie uda, jest za dziesięć dziesiąta, a mam jeszcze parę drobiazgów do zrobienia. Cóż, to, co miałam napisać dzisiaj, napiszę kiedy indziej. Muszę popracować jeszcze trochę nad organizacją swojego dnia i tygodnia. Pomyślę nad tym, jak wygospodarować czas na pisanie blogu i na sen, na pewno się uda :)

Na razie kończę, jeśli się sprężę, może chociaż częściowo zrealizuję swój plan.
Dobranoc...

Komentarze

  1. Faktycznie, najtrudniej jest się położyć spać wcześniej. Wtedy zwykle pojawia się kilka drobnych spraw do załatwienia, które w sumie pożerają godzinę albo dłużej i z planowanej 22 kładziesz się o 23...
    Znalazłem na to sposób, polegający na podziale dnia na 3 części, gdzie w ostatniej części staram się wyciszyć i dzięki temu pozbywam się tych drobiazgów na koniec dnia.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

DDTVN, Dojrzewalnia Liderek i trudny powrót do codzienności

Trudno jest mi wrócić do normalnego rytmu pisania i nagrywania. Nie mogę się przemóc, by znów pisać o zwykłych, codziennych sprawach. 
Zawsze wydawało mi się, że w żałobie po stracie jednej z najbliższych osób będę przede wszystkim płakać. A tymczasem rzadko mam na to ochotę. Smutek dotyka mnie w zupełnie inny sposób. Siedzi gdzieś głęboko i nieszczególnie mam ochotę go uwalniać. Nastrój faluje, czasem więcej we mnie gniewu na to, że Taty już nie ma, czasem więcej czułości i wdzięczności za to, że był z nami tak długo, ile było to możliwe. 
Blog i kanał na YouTube chwilowo zeszły na dalszy plan, bo moje serce i myśli są teraz gdzie indziej. Są inne ważne sprawy do załatwienia i uporządkowania, część dotyczy przeszłości, część jest istotna dla przyszłości niektórych osób z naszej rodziny, skupiam się więc na tych formalnościach, spotkaniach i załatwianiach. 
Wiem, że z czasem będę czuła coraz silniejszą potrzebę komunikowania się z Wami, czytelnikami i widzami. Z czasem też łatwiej bę…

Kolorowa szafa minimalistki - także na wakacjach

Ostatni wpis z połowy czerwca. Aż trudno uwierzyć. Jednak to prawda. Nie chcę Was zamęczać tłumaczeniami, dlaczego tak długo milczałam. Niedługo minie pół roku od śmierci Taty. Ostatnie miesiące wbrew pozorom były nie tylko czasem smutku, ale przede wszystkim czasem ważnych zmian w życiu naszej rodziny, częściowo wymuszonych przez odejście Taty, a częściowo przez nią sprowokowanych (?), a może tylko przyspieszonych. Kilka z tych zmian jest naprawdę pozytywnych, dotyczą głównie życia mojej Siostry. W skrócie napiszę tylko, dla tych z Was, którzy zawsze trzymali za nią kciuki (wiecie, że Ula jest osobą niesłyszącą), że Sister zmieniła pracę i na razie jest bardzo zadowolona. A my cieszymy się, że jest doceniana i że ma szanse na rozwój i lepszą jakość życia.
Bałam się, że nie będę umiała już pisać tutaj. Jednak z tym jest chyba jak z jazdą na rowerze. Wystarczy usiąść i zacząć, a reszta idzie już sama...
Oprócz tego, że dużo działo się różnych rzeczy, które wymagały mojej uwagi czy wsp…

Bez Taty. Pocieszenie.

Minęło trzy tygodnie od śmierci Taty. Przez ten czas nie myślałam nawet o blogowaniu, oprócz krótkiego komunikatu opublikowanego tutaj, zamieściłam jedynie materiał na kanale YT, by również widzom wyjaśnić moje czasowe zniknięcie. 
Tata zmarł nagle i niespodziewanie, na rozległy zawał serca. Źle się poczuł i pogotowie zabrało go bardzo szybko do szpitala, ale nie udało się go odratować. Gdy nas do niego wpuszczono, żegnaliśmy się jedynie z ciałem, za które jeszcze oddychała maszyna, ale życia już w nim nie było. 
Te pierwsze dni były bardzo trudne, bo nie mogliśmy uwierzyć w to, co się stało. Tak to już jest ze śmiercią, nie da się na nią przygotować. Tata miał problemy z sercem od dawna, ale był pod stałą kontrolą kardiologa, wydawało się, że wszystko jest w porządku. Do ostatniej chwili był aktywny, pełen energii i humoru. Tym większym zaskoczeniem było jego odejście.
W kolejnych wpisach wrócę do zapowiadanych tematów, ale pozwólcie, że dzisiaj jeszcze podzielę się z Wami tym, co m…