Przejdź do głównej zawartości

Co tanie, to drogie

Wspominałam już parę razy, jak bardzo zmienił się mój stosunek do zakupów. Z czego bardzo się cieszę, chociaż mój bank pewnie się już nie cieszy, bo przestał na mnie zarabiać :)
Dawniej robiłam zakupy pod wpływem chwili, często na pocieszenie lub dla rozrywki, bez zastanowienia. Najważniejszym kryterium zakupu była dla mnie cena, dlatego uwielbiałam wszelkiego rodzaju promocje i przeceny. Wydawało mi się, że najfajniej jest, kiedy wychodzisz ze sklepu z naręczem toreb i pakunków, prawie jak w jakimś amerykańskim filmie. Rzadko zastanawiałam się nad kwestią jakości kupowanych rzeczy. Ważna była niska cena. Tłumaczyłam sobie, że nie warto kupować drogich rzeczy, skoro można mieć to samo (...!) za połowę, jedną trzecią czy jedną dziesiątą ceny.

Czy warto? Czy warto kupować byle jakie rzeczy, tylko dlatego, że są tanie? I wyrzucać je niedługo po zakupie, bez żalu, bo z łatwością można kupić kolejną tak samo byle jaką, ale tanią rzecz? Czy lepiej kupić tę, która będzie trzy razy droższa, ale zostanie z Tobą co najmniej trzy razy dłużej?

Według wszechobecnej filozofii konsumpcji, oczywiście lepszy jest wariant pierwszy. Ten drugi nie jest już tak popularny. Pamiętacie, ile rzeczy mieli Wasi dziadkowie? I jak oni traktowali swoje przedmioty, ubrania? Pamiętam, że mój Dziadek często powtarzał: co tanie, to drogie. Uważał, że nie warto kupować tanich rzeczy, bo one są nietrwałe. A dla niego nietrwałość była wadą. Po co kupować co dwa miesiące czajnik elektryczny za 20 złotych, jeśli można raz wydać 200 złotych i mieć go na parę lat (przerabiałam sama ten temat...).

Nie rozumiałam takiego podejścia, bo nie mieściło mi się w głowie, że można chodzić przez dwadzieścia lat w jednym płaszczu czy garniturze i nie czuć potrzeby zmiany... Zwykle chciałam, by moje ciuszki jak najszybciej się sprały, żeby mieć pretekst do ich zmiany, do kupienia czegoś nowego.

Jednak teraz, zmęczona ciągłym wyrzucaniem, coraz bardziej cenię sobie przedmioty, które są ze mną długo. Takie, do których mam czas się przywiązać. Te, które pomimo używania, prania, noszenia, przekładania wciąż mają się dobrze. Nabierają pewnej patyny, ale wciąż mają wszystkie elementy we właściwych miejscach, kolor prawie jak nowy i nie sypią się z nich różne drobiny.

Czy koniecznie produkty dobrej jakości i trwałe muszą być drogie? To nie jest takie proste... Czasem tak, ale nie zawsze. Bardzo często ceny wielu wyrobów są sztucznie zawyżane, każdy, kto pracuje w handlu, dobrze o tym wie. Można znaleźć „ukryte perły”, które kosztują niewiele, a jakości są doskonałej.

Świadomy konsument, zanim dokona zakupu, powinien najpierw zbadać dokładnie wszystkie możliwości, korzystając na przykład z Internetu, i szukać najlepszej jakości w korzystnej cenie. I pogodzić się z tym, że czasem za jakość trzeba zapłacić więcej.

Jeszcze jedna rzecz. Im mniej posiadam, tym bardziej zależy mi na tym, żeby to, co mam, było naprawdę świetne. Piękne, trwałe, funkcjonalne.
Czasem nie stać mnie na wymarzoną rzecz, której potrzebuję. Co robię? Dawniej kupiłabym jej tańszy odpowiednik, żeby mieć go już teraz. Taki kompromis. Nie mogę mieć tego, o czym marzę, ale mogę mieć coś prawie tak samo fajnego (prawie...). Teraz wolę zaczekać, aż będzie mnie stać na obiekt marzeń. Czasem to kwestia zaledwie miesiąca, czasem o wiele dłużej.
Nieważne, wolę zaczekać, mam już dosyć kompromisów. I tańszych zamienników. Wydawać by się mogło, że w ogólnym rozrachunku wychodzi na to samo, albo kupuje się tanio i często, albo drogo i rzadko. Z doświadczenia jednak już wiem, że ten drugi wariant w perspektywie czasowej jest bardziej oszczędny.

A przyjemność z posiadania małej ilości rzeczy, ale za to świetnej jakości, jest wielokrotnie większa...

Komentarze

  1. tego, co Tobie powtarzał Dziadek, mnie nauczyła nauczycielka plastyki w liceum - mówiła, że tylko ludzi bogatych stać na tanie rzeczy. Zrozumiałam to dopiero polatach, ale tej zasady sie już trzymam. Właśnie zrobiłam przegląd szafy, część oddałam koleżance. Bo chce mieć mniej, ale żeby jak najwięcej rzeczy do siebie pasowało:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam wrażenie, że w tej notce pomieszały się dwie sprawy :) Jedna to 'mieć mniej ale lepszej jakości' i tu się zgadzam, Druga to - tanio = kiepska jakość, drogo = dobra. Być może było to prawdą za czasów naszych dziadków, ale obecnie marketingowcy żerują bezlitośnie na tym przekonaniu. Bardzo często towar 'markowy' pochodzi z tej samej fabryki w Chinach co niemarkowy, ale naszywka lub odpowiednie logo winduje cenę w kosmos. Poza tym w przedmioty wbijane są (i wliczane w cenę) coraz to wymyślniejsze funkcje, których się potem w codziennej eksploatacji nie używa...Słowem, to już nie jest takie proste jak drzewiej :)
    (Pisze jako anonimowy bo nie mam konta na żadnym z wymienionych)

    OdpowiedzUsuń
  3. @miss_crissis: widzę, że mamy podobne podejście do szafy :)

    @anonimowy: można też wybrać opcję nazwa/adres URL, nie musisz mieć żadnego specjalnego konta, wtedy wpisujesz tylko jakieś pseudo i ewentualnie, choć niekoniecznie, adres strony lub bloga :)
    A co do pomieszania się spraw, to się nie zgadzam :) Nic się nie pomieszało. Nigdzie nie napisałam, że tanio = kiepska jakość, a drogo to dobrze. Wręcz przeciwnie, zaznaczyłam, że to nie jest takie proste. Moja wina, że nie wyraziłam tego dosyć dobitnie :)
    Kilku moich znajomych pracuje w handlu, koleżanka była inżynierem produkcji w wielkim koncernie kosmetycznym. Zdaję więc sobie sprawę z rzeczywistego kosztu przedmiotów, a zwłaszcza znanych marek, oraz mechanizmów marketingu. I dlatego piszę o świadomej konsumpcji oraz poszukiwaniu najlepszej jakości w korzystnej cenie.
    Nie twierdzę, że znana marka = jakość. Ani że niska półka = tandeta. Cały wic polega na tym, żeby nie słuchać marketingowego bełkotu, tylko przed zakupami starać się zebrać jak najwięcej informacji na temat produktu, który zamierzamy nabyć. I nie wyrabiać sobie opinii na podstawie tego, co mówią nam sprzedawcy w sklepach ani laurek pisanych przez producenta na opakowaniu, tylko: czytać fora internetowe, pytać znajomych o doświadczenia, a przede wszystkim być świadomym swoich potrzeb - bo wtedy nie nabierzemy się na jakieś wymyślne funkcje, które do niczego nam nie posłużą.
    Jednak należy sobie też zdawać sprawę, że wpajanie nam przekonania, że jakość wcale nie musi kosztować więcej, też jest zabiegiem marketingowym, tyle że stosowanym przez innych producentów. Bo skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać, tak?
    Jednak trwały materiał i solidne wykonanie zwykle wiążą się z wyższą ceną, i tyle. Cudów nie ma...
    Co nie zmienia faktu, że zdarzają się również przykłady "markowego" towaru wyprodukowanego w Chinach, o naprawdę świetnej jakości. Mam takie buty pewnej marki na S..., made in china, są niezniszczalne, każdy zna pewnie takie przykłady.
    Czyli wracając do punktu wyjścia, jednak masz rację, to nie jest takie proste... Dlatego zakupy są męczące :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też miałam takie wrażenie jak Anonimowy, że uważasz, że nie warto kupować tanich rzeczy, lepiej drogie, bo dłużej służą..
    "Czy lepiej kupić tę, która będzie trzy razy droższa, ale zostanie z Tobą co najmniej trzy razy dłużej?"
    Tytuł notki też jest dość wymowny;)
    To w ogóle nie jest temat na jeden wpis. Bo ja np. mam już dość skórzanych toreb, noszonych latami, które nie chcą się rozlecieć;)
    I idę od odwrotnej strony, od mega minimalizmu (bo się przywiązywałam do ciuchów i nosiłam aż do zdarcia kilka rzeczy na krzyż, prawdziwa minimalistka), do zdecydowanie większego wyboru teraz, również pod względem kolorystycznym. Mogę sobie na to pozwolić, bo na szczęście są ciucholandy i Allegro:)I nigdy nie kupuję ciuchów, które mi nie pasują do pozostałych, tutaj nie ma znaczenia, czy ma się dużo czy mało ciuchów.
    Dzisiaj nic nie jest oczywiste, tak jak kiedyś to bywało jeśli chodzi o relację cena - jakość... Czajnik za 40 zł może grzać 5 lat, a czajnik za 200 zł wysiada po kilku użyciach...
    Piszesz o wyrabianiu sobie opinii na temat produktu. Jak się posłucha znajomych, albo poczyta fora, to można dostać zawrotu głowy, każdy ma inną opinię i co innego chwali;)
    Problemem jest za duży wybór... Jeśli mamy z 3 marek wybrać jedną jest to zdecydowanie prostsze niż wybierać z 20, 50, 100... Wpadliśmy we własne sidła...
    A poza tym to kto dzisiaj produkuje w Europie...? I znajdź prosty sprzęt bez dodatkowych funkcji... Np. pralkę z 3 programami, bo tyle zwykle się używa...
    Ehh, i to ma być wolność wyboru...

    OdpowiedzUsuń
  5. To ja, anonimowy ;-)
    No ja właśnie polemizuję ze stwierdzeniem "jednak trwały materiał i solidne wykonanie zwykle wiążą się z wyższą ceną, i tyle. " Moim zdaniem - już nie. Jeśli 'zwykle' ma oznaczać 'w przypadku większości droższych towarów dostępnych na rynku" to w obecnej chwili jest to nieprawda. Zwykle wysoka cena jest powodowana marką/modą/zabiegiem marketingowym, a czasami (zdecydowanie rzadziej) tylko jest tak jak piszesz. Na 'drugim końcu skali' czyli wśród rzeczy tanich tez oczywiście są rzeczy badziewne, ale sa też, że tak je określę 'niewypromowane' i/lub nieskomplikowane. Oczywiście czasem na pierwszy rzut oka trudno ocenić z czym mamy do czynienia, ale przy cenach typu 6,99 budzi się we mnie żyłka hazardzisty - tyle mogę odżałować na ew 'wypadek przy pracy' który może (choć nie musi)okazać się badziewiem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To ja pociągnę temat dalej, bo myślę, ze z całym szacunkiem dla Ciebie Ajka, wg mnie jest za bardzo czarno - biały.
    Co to znaczy, że dobre czyli drogie ciuchy nabierają patyny? One się stają po prostu niemodne;) Dopiero po 30-40 latach są vintage... To samo z meblami, samochodami i wieloma rzeczami. Auto 20-letnie to stary grat, 40 -letnie to zabytek;)
    Nie wiem czy ktoś dzisiaj chciałby nosić latami te same rzeczy. Nasz wizerunek też się zmienia tak, jak my się zmieniamy; czy wszyscy mamy się ubierać klasycznie, bo to w jakimś sensie jest trwałe, choc tez niekoniecznie... klasyka dzisiaj to jednak coś innego niż 20 lat temu...
    Co do cen: mam opinię taką jak Anonimowy. Testuję na różnych produktach i na szczęście okazuje się, że można tanio kupić dobre rzeczy, a i ryzyko niewielkie. Ważne, żeby nie popaść w przesadę i kupowac tylko dlatego, że tanio i nas stać. Brak wyraźnej zależności cena - jakość widać bardzo dobrze na kosmetykach. Czy krem za 500 zł spowoduje, że będziemy 10 razy wolniej się starzeć niż po kremie za 50 zł, a 100 razy niż po tym za 10 zł...? Oczywiście, jak w to wierzymy, to tak się stanie;)
    To samo jest w kosmetyce kolorowej, płacimy za markę i marketing.
    Minimalizm ma różne oblicza, dla mnie to jest niezagracanie domu i niekupowanie rzeczy bez zastanowienia i rzeczywistej potrzeby.
    Ale, i ten temat już tutaj poruszałam, co się stanie z gospodarkami, gdy wszyscy przestaniemy kupować? Gdy zadowolimy się jednym płaszczem i torebką raz na 10 lat...? Niestety, ale konsumpcja napędza gospodarkę... nie zapominajmy o tym , gdy sami chcemy dobrze zarabiać i mieć pewność pracy... Gdy pracujemy w fabryce szklanek, to w naszym interesie jest, żeby ludzie tych szklanek kupowali jak najwięcej. Po czym sami kupujemy tylko jeden talerzyk w imię minimalizmu... coś tu nie gra...

    OdpowiedzUsuń
  7. Akurat (hm, tez zresztą to wcześniej pisałam) o gospodarkę się nie martwię, jeśli sektor produkcji i związany z nim wciskania ludziom kitu przejdzie do defensywy, to rozwiną się inne. Obecnie np brakuje personelu technicznego, inżynierów, wykwalifikowanych urzędników - długo by można wymieniać. Generalnie 'w plecy' mają takie dziedziny, które są niejako 'trudniejsze', wymagają większej wiedzy i nie dają szybkich efektów które ładnie wyglądają na słupkowych wykresikach :) Z drugiej strony - mniejsze szaleństwo konsumpcyjne to mniej śmieci, mniej obciążone środowisko, mniej chorób cywilizacyjnych typu uzaleznienie od kupowania. Słowem, temat na osobną notkę ;-)

    ps. Może się wkońcu uda nie-Anonimowo

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się, że to temat na osobną notkę. Niemniej jednak ciekawy, ja dzisiaj sporo o tym rozmyślałam i ciekawe wnioski mi przyszły do głowy na temat tego w jakim kierunku zmierzamy. Takie projekcje przyszłości, całkiem zresztą optymistyczne:)
    Pozdrawiam Was Dziewczyny:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawe, że akurat ten temat wzbudził ożywioną dyskusję :) Ale to świetnie, polemika pobudza do dalszej analizy. Próbowałam Wam wczoraj odpowiedzieć, pisząc komentarz, ale temat jest faktycznie zbyt szeroki na tak wąskie ramy. Ulęgły mi się co najmniej dwie notki :) Postaram się coś napisać jeszcze dzisiaj.

    @dzierzba: witam nie-anonimowo :)
    @sowa_nie_sowa: odzieżowo poruszamy się w zupełnie przeciwnych kierunkach.
    A co do kosmetyków... fakt, że akurat w tej branży cena ma się nijak do jakości. Dlaczego? Większość naprawdę dobrych kosmetyków jest całkiem niedroga, a w pozostałych przypadkach płacimy za marzenia o młodości i urodzie zamknięte w luksusowo wyglądających słoiczkach. Przeciętny konsument nie zadaje sobie pytania, co takiego miałoby być w kremie, żeby miał on kosztować 500 złotych? Inteligentne molekuły z jąder łosia? Czy inny równie "zaawansowany technologicznie" i egzotyczny składnik... Dlatego właśnie sporą część kosmetyków robię sobie sama (oprócz kolorówki i perfum rzecz jasna). I tak miałam zamiar o tym napisać w najbliższym czasie, może uda się jeszcze w tym tygodniu.
    Pozdrawiam Was serdecznie i do miłego czytania :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam buty za 39zł, skórka na zewnątrz i w środku. Noszę ze 2-3 razy w tygodniu (od wiosny do jesieni, w zimie do pracy). Sa super, ponoszę je jeszcze z 2 lata na pewno a kupiłam je w 2007r. na wiosnę.
    Nie zgadzam się, że co tanie to jest byle co a co drogie to super jest.

    A co do gospodarki itd. to można konsumować USŁUGI! Spektakle, kino, pokazy festiwalowe, koncerty itd. To tez nakręca gospodarkę a nie wytwarza sie w taki sposób dóbr materialnych...

    OdpowiedzUsuń
  11. Ależ ja wcale nie twierdzę, że ZAWSZE tanie jest złe, a drogie super, tylko, że: „Czy koniecznie produkty dobrej jakości i trwałe muszą być drogie? To nie jest takie proste... Czasem tak, ale nie zawsze. (...) Można znaleźć „ukryte perły”, które kosztują niewiele, a jakości są doskonałej." Najwyraźniej Twoje buty do tej kategorii należą. I 40 złotych za trwałe skórzane buty?! Pogratulować zakupu! Możesz podać, co to za marka?
    Niestety na podstawie własnych doświadczeń mogę tylko stwierdzić, że w 90% przypadków zakup taniego obuwia, odzieży, często także sprzętu agd kończył się rozczarowaniem, usterkami, awariami itd. Wyjątki od tej reguły niestety były rzadkie. Może nie miałam szczęścia...
    Polecam ciekawą dyskusję o zależnościach między minimalizmem a gospodarką:
    http://neominimalizm.pl/minimalizm-kontra-gospodarka/

    OdpowiedzUsuń
  12. W zasadzie to bedzie bardziej komentarz do komentarza, a nie do notki..
    "Dzisiaj nic nie jest oczywiste, tak jak kiedyś to bywało jeśli chodzi o relację cena - jakość... Czajnik za 40 zł może grzać 5 lat, a czajnik za 200 zł wysiada po kilku użyciach..."
    Zgadzam sie, teraz nic nie jest pewne, mialem podobne doswiadczenia z obuwiem - nosze zwykle adidasy, takie bezmarkowe, za paredziesiat zlotych, ktore zwykle sluza mi dobrych pare lat, kiedys zachcialo mi sie jednak kupic cos lepszego, co moze byc jeszcze trwalsze.. buty firmy Heavy Duty - byc moze mialem straszliwego pecha, ale wytrzymaly tylko pare miesiecy >.< Nie moge robic z tego reguly.. ale bardzo zniechecilo mnie to do wszelkich prob kupna butow nieco drozszych ;) Na pewno latwiej jest badac cos trwalszego i drozszego (pierwsze co mi przychodzi na mysl, to samochody - np. na podstawie raportow TUV mozna przyjac, ze przecietny Japonczyk bedzie trwalszy od przecietnej Dacii, itd.).
    Mysle, ze czasami dobra alternatywa dla zakupu taniej rzeczy, acz niepewnej jakosci, jest jednak kupno tej drozszej... ale za to uzywanej! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hmm, no właśnie, najgorsza jest ta niepewność i dlatego kupowanie rzeczy droższych lecz używanych może nam oszczędzić tego ryzyka.
    Akurat z butami Heavy Duty jest coś na rzeczy i nie mogą służyć do ustanowienia reguły, moja koleżanka wymieniała chyba z cztery razy jeden model, potem wymieniono je na inny model, aż wreszcie zwrócono jej pieniądze, bo buty rozpadały się niemal od razu...
    U mnie było odwrotnie, przez lata kupowałam takie najtańsze i najzwyklejsze i zazwyczaj musiałam obuwie wyrzucać już po jednym sezonie, dopiero gdy zmieniłam podejście i zaczęłam rozważnie kupować buty droższych, ale cieszących się renomą marek, noszę je calymi latami (buty trekingowe, dość intensywnie użytkowane w różnych warunkach właśnie szósty rok i wytrzymają pewnie i siódmy...).
    Jak widać z komentarzy, to naprawdę bardzo indywidualna sprawa, wszystko zależy od doświadczeń danej osoby.

    OdpowiedzUsuń
  14. Tamaris te buty - kupiłam na wyprzedaży. Taki "ponadczasowy" model co to nie jest ani modny, ani niemodny (pewnie wiesz, o co chodzi).

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo dziękuję Ci za tę informację, nigdy nie miałam butów tej marki, może spróbuję? Bo jeśli są tak trwałe, to na pewno warto. Lubię ponadczasowe modele (klasyczne, proste), a modą jakoś szczególnie się nie przejmuję, zachęciłaś mnie tą opinią.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie wszytskie Tamarisy sa takie właśnie, niestety. Mma tez inna parę, "kozaczków", kupione za 400 chyba zł, jak dla mnie to całkiem przyzwoita suma i oczekiwałam, że będą trwałe itd. A przetarły się, brzydko się starzeją. Więc to chyba, jak z wieloma innymi firmami, zależy, jak się trafi.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Bezdzietna z wyboru

Noszę ten temat w sobie już od dawna, a zabieram się do wpisu od dobrych paru miesięcy. Wprawdzie w głowie jest gotowy, ale trudno mi się przełamać, by go napisać. Sami zobaczycie dlaczego. 
W pierwszej chwili może wydać się Wam, że sprawy, o których będę pisać w tym i kolejnych wpisach, niezbyt są związane z ogólną tematyką bloga, ale tak jest, moim zdaniem, tylko pozornie. Wszak i tutaj, i w swoich książkach dużo mówię o odwadze życia po swojemu oraz o świadomym podejmowaniu decyzji w każdej dziedzinie. 
Po raz pierwszy poproszono mnie o wypowiedź na temat bycia bezdzietną z wyboru kilka lat temu, do jakiegoś materiału prasowego. Nie czułam się jednak na siłach. Wydawało mi się to sprawą zbyt intymną. Nie chciałam też wciągać w to mojego partnera życiowego. Ma prawo do prywatności i nie musi chcieć dzielić się swoimi osobistymi decyzjami z połową internetu, jedynie dlatego, że jego żona jest blogerką i jak na blogerkę przystało, czasem psychicznie oraz emocjonalnie obnaża się w sie…

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Na rozstaju

Wróćmy do tematu niechcenia dzieci. Obiecałam wyjaśnić Wam, czym kierowałam się w procesie podejmowania ostatecznej decyzji w tej kwestii. Nie traktuję tego jako tłumaczenia się, nie widzę powodu, by się tłumaczyć. Uważam jednak, że za rzadko rozmawia się na ten temat, a Wasze pozytywne reakcje pod ostatnim wpisem potwierdzają, że jest taka potrzeba. Może gdybyśmy częściej mówili o tym, dlaczego jedne osoby pragną mieć dzieci, a inne nie, mniej emocji budziłby ten temat? Może łatwiej byłoby o tym mówić? 
Właściwie nie pamiętam, czy ktoś kiedyś pytał mnie CZY chcę mieć dzieci albo DLACZEGO nie chcę. Bywałam za to strofowana za to, że tak z tym zwlekam, nazywana egoistką, straszona starością w samotności (dzieci jako polisa na starość to mój ulubiony motyw). Pamiętam, jak kiedyś zbeształa mnie lekarka przy okazji badań okresowych, coś w tonie „najpierw czekają nie wiadomo na co, a potem mają pretensje, że nie mogą zajść w ciążę”. Dodam, że wypaliła z tym tekstem ni stąd, ni zowąd, niep…