Przejdź do głównej zawartości

Minimalistyczne wnętrza - inspiracje. Część II.

Na zakończenie minicyklu wnętrzarskiego jeszcze jedna obrazkowa notka. Ciąg dalszy wybranych przez mnie ze strony http://freshome.com/ zdjęć minimalistycznie urządzonych mieszkań i domów. Tym razem pokoje dzienne, kuchnie, sypialnie i łazienki.
Zdaję sobie sprawę, że przedstawione na zdjęciach wnętrza są luksusowe i trudno mówić o przeniesieniu takich pomysłów do naszych niejednokrotnie o wiele ciaśniejszych i skromniejszych M-ileś. Lecz nie o to chodzi, by cokolwiek kopiować, bardziej o inspirację.


Ja osobiście nie chcę osiągać takiego efektu we własnym mieszkaniu, ponieważ przede wszystkim zbytnio lubię mocne, nasycone barwy, a po drugie dekoracje na ścianach (obrazy, zdjęcia). I wprawdzie staram się ograniczać ich ilość, jednak nie widzę powodu, by z nich rezygnować. Pod względem estetycznym nie jestem taką zupełną minimalistką :)

Z nadejściem wiosny przychodzi jednak ochota na wprowadzanie zmian i wielkie porządki. Na pewno znajdę jeszcze sporo miejsc w moim otoczeniu, w których można dokonać uproszczeń i eliminacji. O czym będę na bieżąco informować. W pierwszej kolejności nastąpi mrożąca krew w żyłach straszna historia czystki na parapetach :)




















Komentarze

  1. o!
    no to mnię się podoba, minimalnie, acz pięknie.
    i kolorowo.

    OdpowiedzUsuń
  2. I mnie też! Zwłaszcza sypialnia z półeczkami na książki - trzecia od dołu, mogłabym taką mieć:)
    Natomiast dalej nie mogę zrozumieć tych pustych kuchni i łazienek. To dla mnie najbardziej "żywe" miejsca, a tu odwrotnie;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że Wam się podoba :)
    A co do łazienek i kuchni, akurat te dwa miejsca w moim domu uważam za w pełni minimalistyczne (jak to ujęłaś Sowo: „puste”), chociaż z obu korzystamy intensywnie. Lubię gotować i codziennie jadamy w domu, także w łazience oboje bywamy często. Może właśnie dlatego szczególnie zależy nam na funkcjonalności i estetyce tych dwóch pomieszczeń. Jedno co mnie zawsze irytowało, to trzymanie wszystkiego w kuchniach i łazienkach „na wierzchu”. Kosmetyki i chemię w łazience mam pochowane w szafkach, w kuchni ideałem jest prawie pusty blat (wciąż pracuję nad tym, ale już jest nieźle), na nim pozostają tylko urządzenia, z których korzysta się na co dzień (toster, ekspres do kawy, czajnik elektryczny). Reszta schowana przez wzrokiem. Owszem, pewne elementy dekoracyjne są, ale niewiele. Już same pojemniki na przyprawy są całkiem przyjemną ozdobą.
    W kuchni i łazience takie maksymalne opróżnienie powierzchni ma dla mnie sporo sensu, łatwiej utrzymać czystość. A do gotowania czy zabiegów pielęgnacyjnych wyjmuje się tylko to, co potrzebne w danej chwili, a potem chowa z powrotem na miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ajka, ale w tej kuchni nie ma nic!
    Jeżeli u Ciebie są sprzęty, przyprawy i coś tam jeszcze dekoracyjnego to nie jest pusto:)
    U mnie trochę więcej tego, ale też nie ma jakiegoś przeładowania.
    Piszesz, że szczególnie zależy Wam na funkcjonalności kuchni i łazienki. Z tego samego powodu ja właśnie mam więcej rzeczy na wierzchu;)
    Generalnie myślę sobie, że najważniejsze, żeby nam to służyło i było zgodne z naszymi upodobaniami, potrzebami i czym tam jeszcze.
    A to też się zmienia:)

    OdpowiedzUsuń
  5. @ajka
    u mnie jest niewiele w łazience, bo ja nie używam żadnych (słownie: żadnych) kosmetyków.
    stoi raptem 1 żel do kąpieli, i jakiś stary tonik.
    reszta: suszarka, jakieś chusteczki itp: są schowane w skrzyni. (bo nie mam też szafek)

    za to kuchnia u mnie jest że tak powiem minimalna inaczej ;-)
    nie znaczy: że jest masę różności, tylko ni9e jest tak pusto jak w łazience.
    o tym napiszę u siebie na dniach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Może właśnie chodzi tu o to "czymś tam jeszcze"...A to "nic" w kuchni to jednak bardzo wiele...:)
    Zakładam, że tak jak nikt (chyba do końca mojego życia!) nie przekona mnie do do stylu rustykalnego, tak dla kogoś mało zrozumiały (bądź wogóle) będzie styl zwany- minimalizmem. Ale chyba nie chodzi tu o przekonywanie kogoś do czegoś lecz o inspirację tak jak słusznie napisała Ajka. Konsekwencja w budowaniu własnego świata, takiego jaki chcemy by był polega właśnie na wyłapywaniu pewnych elementów z pośród tysiąca. Nie zastanawiam się dlaczego ktoś uwielbia w wystroju falbanki i koronki (jak świat wielki tak różne gusta) ale potrafię docenić fantazję i kratywnośc ludzi, którzy mnie otaczają. A z drugiej strony gdyby każdy z nas tak samo się ubierał, tak samo poruszał, miał tak samo urządzone mieszkanie czy dom, to zapewne trudno by stwierdzić czy to co widzimy jest dla nas piękne czy może nie...:))

    OdpowiedzUsuń
  7. A jeśli chodzi o funkcjonalność w mieszkaniu to uważam, że można ją wspaniale połączyć z estetyką. Poprostu po zakończeniu odkładać wszystko na swoje miejsce. To chyba trochę jak ze ścieleniem łóżka. Chyba większość z nas ścieli łóżko rano ale można też uznać to za mało funkcjonalne skoro w sumie za parę godzin i tak w to samo miejsce się położymy. Chowanie rzeczy do szafek, nie trzymanie ich na wierzchu- dokładnie taką samą metodę stosuję u siebie i sprawdza się znakomicie:))

    OdpowiedzUsuń
  8. Inaczej się kładzie do pościelonego wcześniej łóżka;)
    A "swoje miejsce", gdzie odkłada się po użyciu przedmioty może być właśnie tym miejscem na wierzchu, a nie w szafce, to przecież kwestia naszego wyboru:)
    Chyba najistotniejsze jest aby dobrać się z partnerem w tych upodobaniach, tak mi teraz przyszło do głowy. A przynajmniej żeby nie były z dwóch biegunów;)

    OdpowiedzUsuń
  9. A no właśnie...;) Tak jak i lepiej wyprać, wyprasować i włożyć koszulę do szafy a potem wyjąć gotową do założenia. To znacznie przyjemniejsze niż wyjmowanie gnieciuchów- zwłaszcza gdy się śpieszymy. Oczywiście, tak jak już wspominałam, to co oznacza LEPIEJ dla mnie nie musi oznaczać LEPIEJ dla kogoś.
    Fajnie Sowo, że wspomniałaś o partnerze jeśli chodzi o te nasze upodobania.To faktycznie niezwykle ważna sprawa bo jakoś sobie nie wyobrażam żeby jedno miało rozstawiać a drugie wszystko chować,hahaha No to by było..

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowa, niestety tak często jest... wojna o przysłowiowe skarpetki;)
    Nasze preferencje w tym temacie są związane (głównie?) z tym czy jesteśmy wzrokowcem, słuchowcem czy kinestetykiem.
    Jeśli naszą dominantą jest wzrok to najważniejsza będzie harmonia i wygląd pomieszczeń, dla kinestetyka (ja) wygoda i dobre samopoczucie, dla słuchowca żeby np. kanapa nie skrzypiała;)
    Dlatego dla mnie, kinestetyka, pusta kuchnia jest "nieżywa", haha, a dla wzrokowca to piękna czystość formy itp.
    Temat odkryłam kilka lat temu i było to dla wtedy objawienie i teraz sobie o tym przypomniałam, przy okazji naszej dyskusji, bo u mnie w domu sami kinestetycy, więc nie ma raczej tarć;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Popełniłam wpis na moim blogu na temat właśnie naszych preferencji zmysłowych.
    Jeśli ktoś ma ochotę poczytać to zapraszam, na razie jedna część:
    http://zyciejakiejest.blox.pl/2010/03/Widzisz-slyszysz-czy-czujesz.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Z pewnością istnieje podział o jakim piszesz wyżej i tu się zgadzam,tylko należy pamiętać,że nie zawsze jest tak -jest definicja a do niej konkretny przypadek w 100 procentach. Widzisz, mój minimalizm wynika w dużej mierze właśnie z potrzeby funkcjonalnosci. Ja nie cierpię niczego szukać jak i za stratę czasu uważam ciągłe czyszczenie z kurzu rzeczy, których wcale nie są mi niezbędne do szczęscia. Ja właśnie tak rozumiem funkcjonalność. A kiedy chcę zrobić sobie w kuchni kanapkę to nie muszę wszystkiego odsuwać na około. Przyjemność za to sprawia mi błyszczący, pusty blat, od którego odbija się światło dając efekt jasności, świeżości, nieskazitelnej czystości...Co by tak naprawdę nie pisać pewne jest jedno- znowu Ajka zainspirowała nas do dyskusji:)))

    OdpowiedzUsuń
  13. Nikt nigdy nie pasuje do niczego w 100%;)
    Jeśli chodzi o ten podział, to jesteśmy mieszanką typów, nigdy nie czystym typem, bo to by znaczyło, że kto jest wzrokowcem ten nic nie słyszy, nic nie czuje i jest sztywny jak kołek w płocie;)
    Ja jestem kinestetykiem, a zauważ, że jestem od początku tego bloga stałym gościem tutaj - szukam tutaj inspiracji do zmian, które chcę robić w moim otoczeniu. Szukam "mojego" minimalizmu, który mnie odpowiada, bo też dążę do uproszczenia i odgracenia mojego otoczenia.
    I właśnie dobrze, że możemy się wymienić uwagami, co komu pasuje i z czym się dobrze czuje, a z czym nie, bo dzięki temu powstają różne pomysły, którymi można się inspirować. Jak się wszystkim to samo podoba, to mało to jest twórcze.
    Pytanie mam nie na temat: nie ma jakiejś opcji, żebyś nie występowała jako Anonimowa...? Chyba, ze to celowy Twój wybór... Ja wolałabym rozmawiać z kimś o imieniu, nicku itp;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Przy dodaniu komentarza najłatwiej mi było zaznaczyć- anonim. Nawet się nad tym nie zastanawiałam. A widziałam, że już kilka anonimowych się tu wypowiadało więc się trochę zasugerowałam. Ale mogę się podpisywać jeśli to ma znaczenie:) Czyli będzie anonimowy z podpisem;)) Ann

    OdpowiedzUsuń
  15. Dzięki, dla mnie ma znaczenie:)
    U Ajki nie jest miejsce gdzie się wpadnie, zostawi komentarz w biegu i wypadnie;) Tutaj chyba czujemy się w jakimś sensie znajomymi, więc ja chciałabym wiedzieć czy rozmawiam z jedną osobą czy za każdym razem z innym Anonimowym:)
    I skoro dla Ciebie to też nie problem, to jest teraz OK:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…

Jeszcze prościej

To, że ostatnio rzadko poruszam na blogu temat minimalizmu, nie znaczy, że przestał być dla mnie ważny. Jest nadal istotny, ale w inny sposób niż wtedy, gdy wprowadzałam największe zmiany w swoim życiu i przestrzeni osobistej. Pisałam o tym we wpisie Procesy w tle
Po ośmiu latach mówienia i pisania o nim czuję przesyt. Nie mam już ochoty czytać książek ani blogów związanych z tym tematem. Nie twierdzę, że nie warto, bo wiele mądrych treści wciąż powstaje, jedynie ja nie mam już potrzeby dalej drążyć tych kwestii.

Nadal bardzo istotna jest dla mnie prostota, coraz ważniejsza. To raczej już nie ulegnie zmianie, bo zawsze ją lubiłam, a z czasem stała się dla mnie myślą przewodnią. W każdej dziedzinie życia. Prostota wypowiedzi, przekazu, formy i treści. W estetyce i ubiorze. W wystroju mieszkania. Na talerzu - bardzo istotna. Prostota i skuteczność rozwiązań - w pracy, nauce, komunikacji. Nie zajmują mnie natomiast zbytnio sprawy ilości rzeczy i zajęć, które na pewnym etapie były tak …

Jak żyć?

Gdy wydawnictwo Otwarte zaproponowało mi przesłanie do zrecenzowania książki Matsa i Susan Billmarków „Naucz się żyć”, poczułam się zaintrygowana z kilku powodów. Po pierwsze: tytuł. Pomyślałam, że to odważne przedsięwzięcie, próba napisania poradnika odpowiadającego na słynne pytanie „Jak żyć?”. Po drugie: informacja o tym, że pozycja ta jest w Szwecji bestsellerem, sprzedała się w ponad 500 tys. egzemplarzy. A trzecim powodem, dla której chciałam ją przeczytać, była bardzo wesoła i kolorowa okładka. Wiadomo, nie ocenia się książki po okładce, ale ta bardzo zachęcała do lektury.

Obiecałam sobie, że nie przeczytam niczego na temat słynnego duńskiego hygge, wystarczył mi jeden artykuł w jakimś kolorowym magazynie przejrzany u fryzjera, ale poradnik „Naucz się żyć” wydawał się nie mieć na szczęście nic wspólnego ze wspomnianym zjawiskiem, oprócz skandynawskiej proweniencji. 
Lektura okazała się satysfakcjonująca. Książka objętościowo niewielka, ale skoncentrowana treściowo. Myślałam, ż…