Przejdź do głównej zawartości

Woda i szare mydło

Prawdopodobnie pierwsze skojarzenie z hasłem „minimalizm w kosmetyce” to właśnie taka zgrzebna wizja: pielęgnacja ograniczona do wody i mydła oraz brak makijażu. Cóż, to raczej skrajne podejście, możliwe do zastosowania, ale niezbyt kuszące. 

Jak wiadomo, w minimalizmie nie chodzi o to, żeby nie mieć nic, tylko o to, żeby mieć tyle, ile potrzeba. Ani więcej, ani mniej. Co w praktyce oznacza, że w przypadku każdej kobiety ilość zabiegów i produktów kosmetycznych koniecznych do uzyskania zadowalającego efektu higieniczno-estetycznego będzie inna.


Jedno jest pewne: większość znanych mi kobiet ma za dużo kosmetyków, gadżetów, smarowideł i innych upiększaczy. „Za dużo” czyli więcej, niż jest w stanie zużyć w okresie ich ważności oraz w czasie, którym dysponuje na pielęgnację.

Inne częste grzechy: kupowanie kolejnych kosmetycznych nowinek reklamowanych w telewizji, na billboardach i w prasie kobiecej, w nadziei, że dzięki nowemu cudotwórczemu specyfikowi zniknie wreszcie cellulit, przebarwienia, łupież, a włosy staną się gładkie, gęste i lśniące (po jednym umyciu…).
Często te trofea okazują się nie być aż tak fantastyczne, jak zapowiadano i po trzech użyciach lądują na półce, gdzie pokrywają się kurzem.
Oprócz tego dość częstą praktyką jest kupowanie sobie kolejnej szminki czy błyszczyka, czasem nawet w bardzo zbliżonym kolorze, gdy tymczasem w kosmetyczce zalega już kilka ledwo napoczętych sztuk.
Proponuję więc, analogicznie do niegdysiejszych „tajfunów w szafie”, wielkie sprzątanie w kosmetyczce, łazience oraz na toaletce.

Zasady są takie same, jak zawsze. Po pierwsze szczerość wobec siebie. Podejmuj decyzję szybko i pewnie.
Jeśli danego kosmetyku nie używasz, możesz ewentualnie oddać go komuś z rodziny czy znajomych, lecz tylko pod warunkiem, że nie będzie to wbrew zasadom higieny (szampon tak, ale używany tusz do rzęs już niekoniecznie...).


Czego należy się pozbyć? Wszystkiego, co przeterminowane, nietrafione, co się powtarza, zapach lub konsystencja irytuje, czego nie używamy.

Wyrzucamy, zużywamy, rozdajemy (ekstremaliści sprzedają na allegro...).

Redukujemy liczbę powtarzających się, niemal identycznych cieni do powiek, błyszczyków do ust i szminek. Wybieramy najładniejsze i najświeższe. A co z resztą? Cóż, nie trzeba było kupować.

Jeśli jesteś szczęśliwą posiadaczką dziesięciu szamponów i piętnastu uroczo pachnących żeli pod prysznic, schowaj część z nich do szafki, zostaw na wierzchu, powiedzmy po dwa rodzaje (żeby uniknąć nudy) i przede wszystkim nie kupuj kolejnych, dopóki nie zużyjesz zapasów.

Przy okazji porządków zastanów się, co faktycznie robisz dla swojej urody, a ile razy uspokajasz sumienie, kupując kolejny odmładzający, wypiękniający i wygładzający specyfik? Bo nie wierzysz chyba w to, że same smarowidła wystarczą do dbania o urodę?

P.S. A szare mydło wbrew pozorom jest bardzo przyzwoitym kosmetykiem... 

Komentarze

  1. Większa liczba kosmetyków- nie oznacza lepszej pielęgnacji. Od kiedy moja skóra powiedziała dość kolorowym, mocno zapachowym kosmet.,to zaczął się minimalizm i w tym przypadku.Teraz kupuję mało ale świadomie.Wszystko mieści się w jednej, małej kosmetyczce,którą to zgarniam także na wyjazdy. Duża wygoda. A na reklamy jestem głucha i ślepa. Ann

    OdpowiedzUsuń
  2. Ps.Bardzo poodoba mi się strona po przebudowie:) Estetycznie,klarownie, super...Ann

    OdpowiedzUsuń
  3. zrobilam tak pare miesiecy temu, kiedy bylo wiadomo ze raczej bede sie przeprowadzac przed koncem roku (na drugi koniec swiata). Przegladnelam cala zawartosc kosmetyczki. Pare rzeczy wyladowalo w koszu (o dziwo, niewiele!! wiekszosc kosmetykow wiadacych firm... szczypie mnie. wiec nie kupuje. a jesli juz chce to najpierw prosze o probke - jesli kosmetyk sie sprawdzi to kupie po wykonczeniu obecnego). Reszta siedzi w szafce i powoli sie zuzywa. Znikna w sam raz tuz przed przeprowadzka ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. @Ann: cieszę się, że efekty przebudowy Ci się podobają :)
    To prawda, że skóra sama w pewnym momencie buntuje się (tak było i w moim przypadku), a potem okazuje się, że i tu działa zasada, że mniej znaczy lepiej.
    Przeprowadzki zawsze pomagają :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ajka, zachęcam Cię do informowania na fejsbukowej grupie o nowych wpisach u siebie :-) A tak poza tym, to fajowy artykuł :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobnie jak pisze Anonimowy, przeprowadzka to najlepszy sposób na pozbycie się zbędnych rzeczy. Działa oczyszczająco pod każdym względem:) Ann

    OdpowiedzUsuń
  7. no to ja zawsze byłam pod tym względem inna- i mnie się nigdy nie chciało bawić w kosmetyki...
    i od lat miewam tylko pomadkę ochronną , żel pod prysznic slużący jako szampon oraz jakiś dedozorant.
    lakiery do paznkoci mam słownie dwa od dwóch lat...

    mydło: najczęściej oliwka, ostatnio konwalia.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Verónica: no widzisz, moja skóra niestety nigdy nie pozwalała mi na taki całkowity minimalizm. A w kosmetyki lubię się bawić, to duża przyjemność jest.
    Ciekawią mnie takie osoby jak Ty, które nie mają takich potrzeb. Może jesteś bardziej skupiona na swojej duchowości, a ja jednak bliższa swojej naturze cielesno-zmysłowej? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. @ajka
    u mnie to jeden z przejawów lenistwa...
    szkoda mi czasu na bawienie się w takie rzeczy.

    nie wiem tak do końca na jakim poziomie jest moja duchowość, ale mam dzięki temu więcej czasu na interesujące mnie rzeczy ( choćby książki )

    OdpowiedzUsuń
  10. Dostałam pod choinkę fajne mydło i przypomniałam sobie ten wpis.

    Nazywa się mydło z Alep (powinno być chyba z Aleppo, ale co tam, spece dystrybutorzy widać na geografię nie chodzili zbyt często), zrobione jest z oliwy i wawrzynu, bardzo fajne, można nim myć również twarz, nic nie swędzi. Ponieważ nie przepadam w ogóle za smarowidłami do ciała, to zimą, gdy jest suche powietrze, to dla mnie strzał w dziesiątkę. Nie jest perfumowane, co dla mnie akurat jest zaletą.

    Nie daję linka, bo można je kupić w co najmniej kilku sklepach w sieci.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…

Lepiej

Przed urlopem pisałam o bezdzietności z wyboru. Mam jeszcze parę refleksji, które nie dotyczą istoty sprawy (mienia/niemienia dzieci), ale są z nią powiązane. 
Ludzie często lubią formułować różne złote rady czy ogólne stwierdzenia, które wydają się im słuszne i cenne: lepiej mieszkać na wsi. Lepiej mieszkać w mieście. Lepiej mieć samochód/jeździć na rowerze/poruszać się piechotą. Lepiej jeść mięso/być wegetarianinem/weganinem. Lepiej jeść gluten/nie jeść glutenu. Mieć mieć wiele dzieci/mieć dwoje dzieci/jedno dziecko/nie mieć dzieci. Lepiej biegać/ chodzić na siłownię/ćwiczyć jogę/gimnastykować się w domu. Być minimalistą/tarzać się w konsumpcji. Można by tak wymieniać w nieskończoność, wymieniłam tylko kilka dziedzin, które akurat wydają mi się częstym przedmiotem tego rodzaju sądów.
Zazwyczaj uważa się, że „lepiej” jest robić tak, jak się samemu wybrało. Często dlatego, że jest się ze swojego wyboru zadowolonym i wydaje się, że skoro nam jest z tym dobrze, to innym też pewnie będz…