Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2010

Cyfrowe szaleństwo

Nikogo do zalet fotografii cyfrowej przekonywać chyba nie trzeba. Z mojego minimalistycznego punktu widzenia ma jednak jedną sporą wadę: ilość powstających fotografii. Nie wnikam tu w kwestię ewentualnych innych wad i zalet technicznych, sama zdjęcia robię rzadko i moje fotki mają zwykle charakter czysto dokumentacyjny.
Z każdego dłuższego wyjazdu, a czasem i ze spaceru po mieście, wraca się z pokaźną porcją nowych obrazków. Sami wiecie, teraz nikogo już nie dziwi, że niektórym osobom zdarza się wracać z wakacji z kilkoma tysiącami (!!!) fotografii. Nam nigdy taki wynik się nie zdarzył, ale znam takie przypadki z otoczenia. Potem następuje wstępna selekcja, często zapraszanie znajomych „na oglądanie”. Różne formy publikacji w sieci, na serwisach społecznościowych. Wszystko to na pewno jest bardzo przyjemne, czasem pouczające, jednak prędzej czy później okazuje się, że zamiast kilku czy kilkunastu albumów ze zdjęciami, jak to drzewiej bywało, mamy jakieś tysiące fotek.

Niekończąca się historia

Dotychczas zaobserwowałam istnienie dwóch rodzajów minimalistów. Pierwsza grupa to minimaliści od urodzenia, osoby, które nigdy nie odczuwały pragnienia posiadania wielu rzeczy, poprzestają na małym i prostym i dzielnie opierają się pokusom konsumpcji. Nawet jeśli gdzieś na swojej drodze życiowej zdarzyło się im obrosnąć w dobra, to przy pierwszej lepszej stosownej okazji, typu przeprowadzka, pozbywają się czego tylko mogą. Jednak zwykle na tyle dobrze znają swoje potrzeby, że po prostu nie pozwalają na to, żeby mieć więcej, niż im potrzeba. I dlatego nie muszą przeprowadzać wielkich rewolucji w swoich domach i szafach, akcji redukowania garderoby, biblioteki, kolekcji, zapasów, kosmetyków itd.

Le relookage. Podstawy szafy.

Jak pisałam wcześniej, pracuję nad koncepcją własnej „garderoby w pigułce”. Potrzebuję szafy składającej się z rozsądnej ilości doskonale dobranych do siebie ubrań, które będzie można z łatwością i szybko komponować w eleganckie zestawy. Pozbyłam się już wszystkich nienoszonych ubrań, źle dobranych, za małych, za dużych, różnych szalonych i nieprzemyślanych do końca zakupów, zajmujących jedynie cenne miejsce na wieszaku. Teraz czeka mnie praca u podstaw.
Kilka części mojej garderoby ma się bardzo dobrze: dział sportowo-turystyczny jest świetnie zaopatrzony, głównie dlatego, że zakupy do niego robiłam w ciągu kilku ostatnich lat, czyli już  w czasach po zmianie filozofii zakupów. Sekcja bielizny wręcz modelowa (z tych samych powodów). Odzież wierzchnia też całkiem sensowna, być może dlatego, że to zwykle bardziej kosztowne zakupy, wymagają więc dłuższego zastanowienia. Pozostała do uzupełnienia sekcja ubrań na co dzień (do pracy) i od święta.

Le relookage. Metamorfoza domowej roboty.

Poison. by [George's Secret Dreamworld] featuring a silk shawl
Francuzi mają taki neologizm, relookage albo relooking (o angielskim pochodzeniu, od „look”, wygląd), czyli po polsku według tej samej logiki przelookowanie. Można również „se faire relooker” czyli „poddać się przelookowaniu”. Bardzo to zabawne zważywszy na ich rzekomą dbałość o czystość języka... Jednak nie o stronę lingwistyczną mi chodzi, lecz o praktyczną. Relooking to angielski „makeover”, czyli metamorfoza.
Fascynują mnie wszelkie programy i akcje medialne pokazujące, jak z Kopciuszka można stać się Księżniczką. Wzrusza mnie głęboko, gdy niepozorna, zakompleksiona i lekko lub bardzo zaniedbana kobieta pod wpływem działań fachowców, stylistów, kosmetyczki i fryzjera, rozkwita jak kwiat. Wiele kobiet nie potrzebuje pomocy fachowców, bo same potrafią znaleźć swój styl, wyeksponować walory swojej urody, mają dobrego fryzjera, umieją dobrze się umalować i wiedzą, co powinno znaleźć się w ich szafie. A co z tymi, które…

Reset

I oto jestem z powrotem. Wypoczęta, wręcz jak nowa. W tym roku postanowiliśmy przełamać dotychczasowy schemat wakacyjny i zamiast na plażę na ukochanej Wyspie wybraliśmy się w Tatry. Pogoda trochę nas zaskoczyła, bo spadło dość sporo śniegu i dostęp do wyższych partii gór był nieco utrudniony, a miejscami prawie niemożliwy, więc trzeba było zmodyfikować ambitne plany i dostosować je do warunków, ale za to...