Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2010

Moje pudełko czekoladek

Ostatni dzień roku, wszyscy robią podsumowania i postanowienia, to całkowicie naturalne. Dobrze jest od czasu do czasu popatrzeć na swoje życie i sprawdzić, w jakim punkcie drogi jesteśmy. Czytałam sobie dzisiaj wpis z początku stycznia tego roku. Takie były moje postanowienia: „Moje postanowienia na Nowy Rok, poza kontynuacją wszystkich fajnych, pożytecznych i ciekawych działań, które podjęłam w roku 2009?
Oto i one:
1. Więcej spać (bo zdrowo i korzystnie dla cery).
2. Wykorzystywać zdobytą w zeszłym roku wiedzę i umiejętności, by doprowadzić cerę do perfekcji.
3. Ostatecznie wyrzeźbić sylwetkę i zrzucić kilka ostatnich kilogramów (przez Święta nie ćwiczyłam i ciutkę jednak ciaśniej w spodniach..., a tak się wymądrzałam na temat umiaru, hihi).
4. Zrealizować projekt Szafa Minimalistki (opiszę wkrótce, jak obiecałam).
5. Cieszyć się każdą chwilą życia.” Co mi z tego wyszło? W zasadzie wszystko, ale najlepiej punkt 5 :)

Poświątecznie

Święta minęły, wraz z całą swoją magią, i jak zawsze pozostał mi pewien niedosyt, żal, że znów trzeba czekać cały rok. „Lubię święta, choć są tylko raz do roku”. Jeden z nagrodzonych uczestników świątecznego konkursu, Bartosz, zgodnie z obietnicą nadesłał krótkie podsumowanie jego pierwszych Świąt „w duchu minimalizmu”, dzięki jego wypowiedzi jeszcze przez chwilę można pooddychać świąteczną atmosferą. Zanim przeczytacie poniższą relację, warto wrócić do konkursowej opowieści Bartosza, żeby porównać, jak wyglądały jego plany na Święta i co z tego wynikło. Dzięki konkursowi wyręczyłam się nieco Czytelnikami w pisaniu na blogu, muszę przyznać, że to świetne i bardzo dla mnie wzbogacające doświadczenie. Zawsze byłam przekonana, że gościnne wpisy od czasu do czasu są powiewem życia i świeżego powietrza dla blogu, dodają mu energii. Dlatego od czasu do czasu na pewno będą się tu jeszcze pojawiać goście. Jeśli ktoś z czytających te słowa poczuje wenę i pragnienie napisania czegoś dla mnie, …

Sol Invictus i Zbawiciel Świata

Wyciągnęłam z Was wspaniałe świąteczne historie, jestem więc Wam też winna kilka słów o tym, co dla mnie w Świętach najważniejsze. Cóż, nasze Boże Narodzenie nie różni się zbytnio atmosferą od tych, które opisywali uczestnicy świątecznego konkursu. Nie będę tu więc rozpisywać się ani o zredukowanym jadłospisie (nie lubimy się przejadać), ani o skromnie i prosto ubranej choince (ozdoby z drewna i słomy, trochę bombek, czasem czekoladki w barwnych papierkach), niewielkiej ilości ozdób w domu. Sporo myślałam ostatnio o symbolice związanej ze Świętami i o tym, że zapominamy o pogańskich korzeniach wielu z tych obrzędów. Bardzo dawno temu, w czasach przedchrześcijańskich nasi praprzodkowie także świętowali o tej porze roku. Dla nich okazją do świętowania było przesilenie zimowe, „odradzanie się Słońca”. U Słowian było to Godowe Święto, Szczodre Gody, Święto Zimowego Stania Słońca. Cieszono się wtedy ze zwycięstwa światła nad ciemnością, kończył się czas nocy i śmierci i powracała nadzieja…

Nic nadzwyczajnego... a jednak nadzwyczajnie

Dzisiaj ostatnia z konkursowych wypowiedzi. Autorka, Monika, zastanawia się, co ma oznaczać „mądre” spędzanie Świąt. Hmm, to dla mnie oczywiste - w spokoju i z radością. Podoba mi się to, co widać w Waszych opowieściach: umiejętność zachowania zdrowego rozsądku w tym szalonym i tak ostatnio skomercjalizowanym okresie, dostosowanie tradycji do siebie, a nie na odwrót. Brak przymusu, stresu, spięcia, pośpiechu. Dbałość o poszanowanie „ducha Bożego Narodzenia”, radość z dawania. Ciepło, miłość, rodzina, życzliwi ludzie na około. Czy nie o to właśnie w tym chodzi już od setek lat? Zostawiam Was z pełną ciepła opowieścią Moniki:
Zaciekawił mnie Twój wpis o tym jak "mądrze" spędzić święta.., celowo piszę w cudzysłowiu ponieważ nie jestem przekonana, czy moje spędzanie czasu świątecznego jest mądre.  Zawsze jednocześnie bawi mnie i przeraża zarazem głośne nawoływanie w gazetach, które przeglądam u fryzjera, do "porządków" przedświątecznych. Tak, jakby wcześniej nie dbało s…

Święta na luzie

Dzisiaj oddaję głos Tofalarii, której sposób na święta jest dla mnie doskonałym przykładem, że można cieszyć się nimi, nawet jeśli nie do końca nam „po drodze” z tradycją. W tym opowiadaniu widać rozsądek, spokój i brak tzw. spięcia, które niestety towarzyszy Świętom Bożego Narodzenia (i innym okazjom) w wielu domach. Dołączam się więc do życzeń Tofalarii, czyli „dużo luzu” " :)
Moją "opowieść wigilijną" zacznę może od tego, że dla mojego męża i dla mnie nie są to święta w religijnym znaczeniu. Być może dlatego jest nam łatwiej wyłamywać się z tradycji, które nie zawsze są dobre. Dla nas jest to po prostu spotkanie z bliskimi.

Nie zadręczamy się sterczeniem w kuchni godzinami (bo są potrawy, które można zrobić szybko) ani polowaniem na jakieś niesamowite prezenty. Ani tym bardziej porządkami. Wskakujemy w jakieś w miarę przyzwoite ciuszki i idziemy w gości.

Makiełki i kradzieje cukierków

Dzisiaj z cyklu naszych opowieści wigilijnych Boże Narodzenie u Veroniki Sz-D. Opis, który jest tak barwny i radosny, że poczytuję go sobie w wolnych chwilach w ramach wprowadzania się w nastrój świąteczny. Pozwoliłam sobie wytłuścić zakończenie, bo dla mnie to wspaniałe podsumowanie ducha minimalistycznych świąt, zachowam je w pamięci jako motto.

zastanawiam się od czego by tu zacząć opowiadanie o świętach w wykonaniu minimalisty - a na myśl od razy przychodzą prezenty, 12 potraw i choinka.

właściwie święta w moim domu zaczynają się dość wcześnie - bo pierwszym etapem jest przygotowanie ciasta na pierniczki, które to ciasto musi poleżeć w lodówce ok. 3-4 tygodni, zanim odpowiednio ostygnie i będzie gotowe do użycia.
ale tak naprawdę pierniczki są jedną z niewielu rzeczy, które trafiają u nas na świąteczny stół. w pewnym momencie dość radykalnie i zasadniczo trzeba było podejść do kwestii tradycji i zwyczajów na stole - wśród potraw.

Minimalistyczne święta - opowieść eski18

Opowiada eska18: Ja w zasadzie nie lubię i nie lubiłam Świat Bożego Narodzenia. Patrząc wstecz, chyba raziło mnie to, że są zbyt konsumpcyjne. Osiem lat temu postanowiłam osobiście organizować Święta dla całej rodziny - ale na swoich zasadach ( minimalistycznych oczywiście :)). O podstawowych zasadach tj. choinka "odnawialna" tj. mała, w doniczce do zasadzenia, jedzenia tyle ile faktycznie możemy zjeść itd. nie będę się rozpisywać. Ważniejsze jest dla mnie coś, co nazywam "Duchem Bożego Narodzenia " a co uosabia idea wzajemnego obdarowywania się i dzielenia ( specjalnie nie używam słowa prezenty ).

Minimalistyczne święta - opowieść Dzierzby

Opowiada Dzierzba:  Punktem centralnym, istotą i esencją świąt jest dla mnie choinka :)
Zbliżające się święta to niesamowity konglomerat wielu tradycji, zwyczajów i wierzeń, z których najbardziej przemawia do mnie żywe, zielone na przekór zimie drzewko. Święta zaczynają się dla mnie od ubierania choinki (chociaż od kilku lat doszło pieczenie pierniczków jako miła zapowiedź Że To Już Niedługo) a kończą jej rozbieraniem i wyniesieniem z domu. Czyli trwają dużo dłużej, niż te regulaminowe 2 dni + Wigilia. I, jak nietrudno się domyślić, moim ulubionym zajęciem jest kontemplacja choinki. Najpiękniejsza jest wieczorami, kiedy już pogasną wszystkie światła w domu oprócz choinkowych lampek. Bombki delikatnie się kołyszą, szklane sople lśnią się wśród gęstwiny igieł, a puchate łańcuchy skrzą się niczym śnieg. Patrzę i myślę, co przyniósł mijający rok, a czym mnie zaskoczy nadchodzący. Przygarniam bliżej dobre wspomnienia, odstawiam dalej nienajlepsze. Pomału, nieśpiesznie, przegryzając pierniczkiem lub makowc…

Minimalistyczne święta - opowieść Bartosza

Oto pierwsza z konkursowych wypowiedzi. Miłej lektury! Opowiada Bartosz:  Gdy czytałem wpis na twoim blogu, zasiałaś we mnie ziarenko niepewności. Czy jako osoba starająca się praktykować minimalistyczne podejście, jestem w stanie spędzić Święta minimalistycznie?
Napisać chciałem od razu, że nie, gdzie tam, święta to czas, w którym możemy zaszaleć zarówno z jedzeniem, zakupami, jak i odwiedzaniem znajomych. Odczekałem parę dni i przemyślałem temat. Wnioski, jakie spostrzegłem, są zdumiewające.

Opowieści wigilijne - podsumowanie konkursu

Oj, trudne zadanie sobie wyznaczyłam przez ten konkurs. Wprawdzie wpłynęło tylko sześć wypowiedzi, ale za to jakich! Jak pisałam wcześniej, najchętniej nagrodziłabym wszystkich, ale nie na tym konkursy przecież polegają... Bardzo gorąco dziękuję Uczestnikom, sprawiliście mi wielką przyjemność Waszymi relacjami. Dzięki nim poczułam się bliżej Świąt. Miło było też zobaczyć, jak różne osoby (a właściwie rodziny) znajdują własny sposób na świętowanie w zgodzie ze swoimi przekonaniami i upodobaniami. Każdy kładzie akcent w nieco innym miejscu, lecz i tak wszystkie te opowieści ułożyły się w jeden obraz: spotkania z rodziną i przyjaciółmi, mniej lub bardziej skromne, lecz przemyślane prezenty, jadłospis dostosowany do gustów i wielkości żołądków biesiadników, spokój, radość, miłość. Czyli cała to komercjalizacja, o której wspomniała jedna z Autorek, nie przeszkadza nam wcale w przeżywaniu Świąt w taki sposób, jaki nam właśnie odpowiada, a żadne, nawet najbardziej nachalne marketingowe chwy…

Świąteczny konkurs - przypomnienie i dodatkowe nagrody

Przypomniam, że na konkursowe wypowiedzi czekam do jutra włącznie, czyli w praktyce do poniedziałku, kiedy to jako szacowne jednooosobowe jury wybiorę zwycięski tekst. Ponieważ do tej pory wpłynęło zaledwie parę odpowiedzi, ale za to bardzo interesujących, na pewno zamieszczę je wszystkie w blogu.

Tytułem zachęty dla tych osób, które na przykład nie zdecydowały się wziąć udziału w konkursie, bo już czytały „Sztukę prostoty”, a także w celu ułatwienia sobie zadania (bo na razie najchętniej nagrodziłabym wszystkich autorów...), dodaję dodatkowe nagrody: audiobook „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” Stiega Larssona (czyta Krzysztof Gosztyła) oraz komplet książek Anny Ciesielskiej o kuchni (i filozofii) Pięciu Przemian „Filozofia zdrowia” i „Filozofia życia”.

Oderwijcie się na chwilę od przedświątecznych zajęć i podzielcie się swoimi myślami!

DIY. Nie święci garnki lepią.

Nastały czasy gotowców. Jeśli tylko dysponuje się odpowiednią ilością pieniędzy, kupić można sobie właściwie wszystko, nie jest już konieczne posiadanie umiejętności gotowania, pieczenia, szycia, szydełkowania, stolarstwa, uprawy roślin czy hodowli zwierząt, budowy domu, naprawy samochodu czy roweru. W każdym z tych przypadków możemy liczyć na to, że zrobią to za nas inni albo sprzedadzą nam efekt własnej pracy.
Z jednej strony to bardzo wygodne. Można wyspecjalizować się w jednej, dwóch dziedzinach i nie męczyć się zdobywaniem nieskończonej liczby umiejętności. Wszyscy cierpimy na notoryczny brak czasu, gdybyśmy mieli wszystko robić sami, nie mielibyśmy tego czasu już naprawdę na nic. Logiczne jest, że nie staramy się być mistrzami we wszystkim i w ten sposób pozwalamy innym zarabiać na tym, w czym są najlepsi. Z drugiej jednak strony wydaje się, że wiele przez to tracimy.

Idą święta, idą święta, każda buzia uśmiechnięta... Konkurs.

Mikołaja mamy już za sobą, a do Świąt Bożego Narodzenia coraz bliżej. Miałam zamiar napisać trochę o moim wyobrażeniu o świętach w duchu prostoty, lecz pomyślałam, że tym razem oddam głos Wam, moi drodzy Czytelnicy. Ogłaszam więc minikonkurs. Czekam na Wasze przemyślenia na temat sposobu spędzania Świąt Bożego Narodzenia w duchu „mniej znaczy więcej”.
Podzielcie się proszę pomysłami i patentami na to, jak mądrze spędzić Święta, jak nie dać się zwariować w tym okresie komercyjnej gorączki, jak poradzić sobie z kwestią prezentów, dekoracji, odwiedzin, gotowania, jedzenia (a czasem przejedzenia).
Nie musicie poruszać wszystkich tematów, które zaproponowałam, napiszcie po prostu o tym, co dla Was jest ważne w tym czasie. Albo z czym nie dajecie sobie rady. Albo co Was w kontekście Świąt drażni. Bez czego Święta nie byłyby dla Was prawdziwymi Świętami, a z czego z łatwością możecie zrezygnować. Pełna dowolność. Mile widziane ewentualne zdjęcia. Autor lub autorka najciekawszej wypowiedzi z…