Przejdź do głównej zawartości

Moje pudełko czekoladek

Ostatni dzień roku, wszyscy robią podsumowania i postanowienia, to całkowicie naturalne. Dobrze jest od czasu do czasu popatrzeć na swoje życie i sprawdzić, w jakim punkcie drogi jesteśmy. Czytałam sobie dzisiaj wpis z początku stycznia tego roku. Takie były moje postanowienia:
„Moje postanowienia na Nowy Rok, poza kontynuacją wszystkich fajnych, pożytecznych i ciekawych działań, które podjęłam w roku 2009?
Oto i one:
1. Więcej spać (bo zdrowo i korzystnie dla cery).
2. Wykorzystywać zdobytą w zeszłym roku wiedzę i umiejętności, by doprowadzić cerę do perfekcji.
3. Ostatecznie wyrzeźbić sylwetkę i zrzucić kilka ostatnich kilogramów (przez Święta nie ćwiczyłam i ciutkę jednak ciaśniej w spodniach..., a tak się wymądrzałam na temat umiaru, hihi).
4. Zrealizować projekt Szafa Minimalistki (opiszę wkrótce, jak obiecałam).
5. Cieszyć się każdą chwilą życia.”
Co mi z tego wyszło? W zasadzie wszystko, ale najlepiej punkt 5 :)
Kładłam się spać o stałej porze, wstawałam wcześnie, ale i tak udaje mi się zwykle przespać około 7 godzin. Ideałem dla mnie byłoby osiem godzin snu, ale na razie to niewykonalne (chociaż mam pewien pomysł).
Co do cery i sylwetki: jest dobrze, mogłoby być jeszcze lepiej (wymagania rosną!). Ćwiczę nadal regularnie, cerze służy minimalizm kosmetyczny, jednak i w jednej, i w drugiej dziedzinie chciałabym przejść od stanu „jest dobrze” do stanu „jest super”. Nadal mam nad czym pracować.

Projekt Szafa Minimalistki w toku, pozbyłam się wszystkich ciuchów, które nie spełniały moich oczekiwań, teraz powoli uzupełniam garderobę w bardzo przemyślany sposób. Stawiam na jakość, nie na ilość, więc kupuję trwalsze rzeczy, co więcej kosztuje, dlatego zajmie to więcej czasu, nie jestem milionerką.

Najlepiej z całej listy wyszło mi cieszenie się każdą chwilą życia. Rok 2010 był szczególnie udany, pod każdym względem. Pełen pracy, sukcesów, spełnionych marzeń, radości, miłości, szczęścia. Bywały zmartwienia i stresy, ale w rozsądnych ilościach. Pozbyłam się wielu przedmiotów, ubrań, książek, wciąż upraszczałam swoje życie, za to stałam się bardziej świadoma siebie i swoich oczekiwań wobec siebie, świata i życia. Jaki będzie przyszły rok, 2011? Kto wie?

Nie chcę robić żadnych noworocznych postanowień. Mam sporo pomysłów i planów, ale nie chcę ograniczać się postanowieniami. Nie będę z góry zakładać, co osiągnę w przyszłym roku. Przecież rok 2010 przyniósł mi o wiele więcej, niż spodziewałam się w styczniu. Wystarczy mi, że wyznaczam sobie kierunki działania, że wiem, w którą stronę chcę podążać. Nie wiem jednak, co mnie czeka, co przyniesie mi los, nie mogę więc zakładać z góry, co mi się przydarzy. Być może nastąpi w moim życiu kilka dużych zmian, ale na razie za wcześnie jeszcze, by o tym pisać.
Pamiętacie ten cytat z filmu „Forrest Gump”? Moja mama zawsze mówiła: „Życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, co ci się trafi. Nie wiem, na jakie czekoladki trafię w przyszłym roku.

Właściwie mam jedno postanowienie: wciąż pracować nad sobą i z każdą chwilą starać się być lepszym człowiekiem. Cała reszta to tylko szczegóły, nad którymi nie ma co zastanawiać się z wyprzedzeniem.

Życzę Wam żeby w Nowym Roku trafiały Wam się zawsze Wasze ulubione czekoladki :)!

Popularne posty z tego bloga

Ajka Minimalistka - kolejny rozdział

Zgodnie z zapowiedzią rozpoczynam kolejny rozdział. Prosty blog - czyli to miejsce, niestety nie odpowiada już moim potrzebom. To znaczy nie odpowiada mi ta platforma, na której go piszę, blogspot. Jej niedostosowanie do moich obecnych wymagań nie tłumaczy oczywiście rzadkiej publikacji tekstów w ostatnich latach, ale prawdą jest, że na pewno nie pomagało w pisaniu. Nie ma co jednak szukać wymówek czy wytłumaczeń.  Prosty blog pozostaje tutaj, nie znika. Wiem, że są wśród Was osoby, które wciąż lubią wracać do starych wpisów. Jednak od teraz nowe treści będę publikować w nowym miejscu, do którego serdecznie Was zapraszam. Moje nowe blogowe gospodarstwo nazywa się Ajka Minimalistka i znajdziecie go pod tym adresem . Będą się tam pojawiać nie tylko wpisy, ale również w osobnej zakładce można znaleźć wszystkie odcinki podcastu, który nagrywam od kilku miesięcy.  Zapraszam, do poczytania, posłuchania i zobaczenia! 

Uniform minimalistki

Temat osobistego uniformu obracam w głowie już od kilku lat, co najmniej. Jednak jeszcze do niedawna nie czułam się gotowa na to, by ostatecznie zdefiniować go dla siebie. Owszem, wiedziałam, że ciągnie mnie w tym kierunku i że coraz bardziej zbliżam się do wprowadzenia go w życie na co dzień. Jednak jeśli obserwowaliście, być może, moje materiały o kolorowej szafie minimalistki na YouTube , w cyklu, w ramach którego zaprezentowałam całą swoją kapsułową garderobę na wszystkie pory roku, mogliście zauważyć, że wprawdzie mój styl i zestawy ubraniowe były już dość wyraziste i powtarzalne, trudno było by nazwać je uniformem.  Tak jednak się złożyło, że w międzyczasie zmieniłam tryb życia poprzez powrót do oprowadzania po Krakowie (już nie tylko po Wawelu, jak było parę lat temu), więc o wiele częściej wychodzę pracować poza dom. Oczywiście wymusiło to dostosowanie zawartości szafy i pewne jej uzupełnienia. A jednocześnie kilka ubrań z niej wywędrowało. Z powodu zużycia, ale też zmian

Za komuny to dopiero był minimalizm

Pod jednym z niedawnych wpisów Czytelniczka i blogerka My Slow Nice Life napisała w komentarzu, że „ s woją drogą, jak sobie przypomnę moje życie z rodzicami za komuny, to widzę, jak bardzo minimalistyczne i jak bardzo slow było. Wszystko poukładane. W głowie i w życiu. ” Uśmiechnęłam się do siebie, czytając te słowa, bo często o tym myślę, zresztą w książce też będzie o tym mowa.  Jak najdalsza jestem od gloryfikowania tego, jak żyło się za Polski Ludowej. Pamiętam to dobrze, w chwili przemian ustrojowych byłam dorastającą panienką, nie jest mi trudno przywołać wspomnienia tamtych czasów, zresztą rozmawiamy o nich nieraz z rodziną i znajomymi, myślę, że większość z nas ma dość wyważony stosunek do okresu PRL-u. Nikt z nas nie wzdycha z tęsknotą, nie twierdzi, że za komuny żyło się lepiej. Pewnie, że nie. Trzeba mieć coś nie tak z pamięcią, żeby tak twierdzić.  Jednak faktem jest, że tamte siermiężne realia wymuszały proste życie, bardzo slow. Warto o tym porozmawiać.