Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2011

Camino, Cava i inne plany na 2012

Koniec roku - czas posumowań, remanentów, planów na kolejny rok... Podsumowania na pewno się przydają. Postanowienia też, pod jednym warunkiem: że się je realizuje. Każdy zna zapewne osoby, które postanawiają sobie, że po Nowym Roku: a) przejdą na dietę; b) zaczną zdrowo się odżywiać; c) będą wcześnie wstawać; d) będą regularnie ćwiczyć/biegać/chodzić na siłownię; e) rzucą palenie; f) ograniczą spożycie alkoholu; g) będą spędzać więcej czasu z rodziną i przyjaciółmi; h) znajdą lepszą pracę... itp. Niepotrzebne skreślić lub dodać stosownie do okoliczności. Ogólne założenie jest takie, że od 1 stycznia stajemy się innym, lepszym człowiekiem :) W związku z czym do Sylwestra włącznie kontynuuje się stare nawyki, nawet nadrabiając na zapas, bo przecież po Nowym Roku skończy się z tym wszystkim i wreszcie weźmie w garść. Efektem jest kac w noworoczny poranek, a potem od razu zapomina się połowę postanowień, o ile już do tego czasu nie zgubiło się ich listy ;-)

Wszystko, czego chcę na Gwiazdkę, to...

Pamiętacie, jak przeżywaliście Święta, gdy byliście dziećmi? Ja pamiętam, że najbardziej czekałam na prezenty, które u nas w domu przynosił Aniołek. chociaż w wielkopolskiej części Rodziny nie było Aniołka, tylko Gwiazdor, czego zupełnie nie mogłam pojąć. Zawsze chciałam, żeby wigilijna wieczerza skończyła się jak najszybciej, żebyśmy z Siostrą mogły jak najszybciej zanurkować pod choinkę. A potem znowu trzeba było czekać cały rok na następną Wigilię.
Teraz, gdy już jestem dużą dziewczynką, nie czekam już na prezenty, chociaż nadal je lubię. Teraz chciałabym w nieskończoność przedłużać tę pełną miłości i radości chwilę, gdy jeszcze bardziej niż kiedykolwiek okazujemy sobie wszystkie ciepłe uczucia, które mamy dla siebie nawzajem. Wigilia, a potem dwa dni Świąt Bożego Narodzenia, to spotkania z najbliższymi, gdy mamy czas tylko dla siebie, nikt nigdzie nie biegnie, nie myśli się o codziennych sprawach, cieszymy się po prostu sobą nawzajem. Prezenty nadal są, zwykle bardzo przemyślane …

Prosty blog na Facebooku

Analiza danych statystycznych odwiedzin blogu przekonała mnie do porzucenia niechęci do Facebooka. Liczby nie kłamią, serwis ten wprawdzie nie jest głównym źródłem ruchu na moim blogu, ale jednym z ważnych. Widzę, że za każdym razem, gdy ktoś podzieli się linkiem, pojawia się sporo nowych wejść. Więc wprawdzie niedawno bardzo boczyłam się na fejsa i narzekałam, że nie rozumiem tego fenomenu, jednak nie ma co się obrażać, trzeba polubić.

Od dzisiaj Prosty blog ma swoją stronę na Facebooku. Będę na niej informować o publikacji nowych wpisów, a czasem zamieszczać też inne użyteczne informacje o tym, co na blogu piszczy.
Wielu Czytelnikom blogu do niczego się ona nie przyda, bo sporo z Was deklarowało podobną niechęć do tego serwisu jak moja. Jednak pojawiały się też w komentarzach głosy osób, które pisały, że traktuje FB jako narzędzie komunikacji. I tym osobom fejsbukowy profil blogu może do czegoś posłużyć.
Doszłam do wniosku, że nie należy lekceważyć tego narzędzia, skoro stało się o…

Lepsza wersja mnie

Od czasu do czasu zdarza mi się analizować blogowe statystyki, żeby dowiedzieć się, jakimi drogami ludzie trafiają do mnie, sprawdzam tzw. źródła ruchu sieciowego czyli miejsca w sieci, gdzie zamieszczono łącza do mojej strony, lubię też sprawdzać najczęściej powtarzające się frazy z wyszukiwarek.

Zaglądam więc na fora, gdzie ktoś wkleił łącze do Prostego blogu. Nie włączam się w dyskusje, bo fora internetowe mnie męczą, a poza tym sam fakt, że ktoś odwołuje się do moich wpisów, nie oznacza jeszcze, że mam się wtrącać do rozmowy. Lektura ta jednak jest bardzo interesująca - pokazuje, jak ludzie postrzegają minimalizm. Czasem krytyczne głosy dają do myślenia, wprawdzie nikt nie lubi być krytykowany, ale przyznaję, że wyjście spoza kręgu stałych Czytelników blogu i zetknięcie się z wypowiedziami osób, które mówiąc delikatnie, nie mają zbyt pochlebnej opinii o minimalistach, zmusza do przyjrzenia się sobie i temu, co tutaj piszę, a także do zadania sobie pytania, czy faktycznie mój rze…

Konkurs - aktualizacja

We wpisie o konkursie fotograficznym dodałam informacje, o których zapomniałam wcześniej: o ilości zgłaszanych prac i potrzebnych do publikacji danych Autora zdjęcia. Cieszę się, że pomysł na konkurs się Wam podoba!

Konkurs fotograficzny

Właściwie nie miałam w planach kolejnego konkursu w najbliższym czasie. Od ogłoszenia wyników rywalizacji kulinarnej minęło raptem dwa tygodnie. Jednak napisał do mnie jeden ze zwycięzców zeszłorocznego konkursu na opowieść wigilijną, Bartosz, namawiając mnie do ogłoszenia kolejnej blogowej zabawy. Jak twierdzi, chciałby sprawić innym taką radość, jaką jemu przyniosła wygrana i udział w konkursie. I ufundował nagrodę, za co od razu serdecznie mu dziękuję :) Zastanawialiśmy się, co Wam zaproponować, aby konkurs był atrakcyjny i zabawny.
Skoro było coś dla tych, którzy piszą i dla tych, którzy gotują, tym razem coś dla tych, którym najłatwiej przemawiać do innych za pomocą obrazu. Konkurs fotograficzny. Na fotografię, która będzie ilustracją dla tematyki życia w prostocie. Staram się ostatnio unikać słowa minimalizm, ale akurat tu się może przydać. Zdjęcie ilustrujące dowolny aspekt minimalizmu lub dążenia do niego. Zwykle w kontekście minimalizmu pojawiają się na ilustracjach jakieś a…

Prosta historia z morałem

Dzisiaj znowu sięgam do literatury, chciałam podzielić się z Wami pewną sympatyczną opowiastką. Myślę, że warto pochylić się nad nią teraz właśnie, w okresie przedświątecznego szaleństwa, gdy tak wiele osób skupia wszystkie swoje myśli wokół przedmiotów.
To nie bajka. To zdarzyło się naprawdę. Zdarzyło się ciotce mojej matki. Była raz pewna pani, co bardzo kochała rzeczy, które posiadała. Nie miała dzieci, żeby ją bawiły lub gniewały, nie potrzebowała pracować ani gotować jedzenia, nie dbała o to, co ludzie o niej myślą, i nie była z natury bojaźliwa. Straciła natomiast chęć do zabawy. Innymi słowy, było jej dość nudno. Ale kochała swoje piękne rzeczy, które zbierała przez całe życie, czyściła je i porządkowała, tak, że stawały się coraz to piękniejsze i piękniejsze i aż trudno było oczom uwierzyć, kiedy weszło się do jej domu.

Mała prywata - wystawa w Nowym Sączu przedłużona!

Od czasu do czasu informuję Was o wystawach malarstwa mojego Dziadka, Józefa Mularczyka, na których eksponowane są także prace mojej Siostry Urszuli. O ostatniej, zorganizowanej w Nowym Sączu, nie pisałam, ale okazało się, że cieszy się znacznym zainteresowaniem zwiedzających i organizatorzy postanowili ją przedłużyć do 19 grudnia.
Zapraszam więc mieszkańców Nowego Sącza i okolic do odwiedzenia Galerii Civitas Christiana, ul. ks. kardynała Wyszyńskiego 3, Nowy Sącz. Wystawa czynna od poniedziałku do piątku w godz. 9-15:00. Prezentowane są obrazy o tematyce tatrzańskiej, wystawa jest trzecią z cyklu pt. Pilnujcie mi tych szlaków (poprzednie dwie odbyły się w Bochni i Krakowie). Sama Galeria w Nowym Sączu jest bardzo interesującym miejscem, bo oprócz wystaw czasowych można tam też oglądać (i nabywać) dzieła lokalnych i bardzo zdolnych Artystów. Polecam wszystkim miłośnikom sztuki!

Minimalizm jako sposób na kryzys

Po lekturze niektórych z najnowszych komentarzy pomyślałam, że jednak dobrze będzie odnieść się do artykułu, który ukazał się na temat minimalizmu w nr 49 Przekroju z 5 grudnia. Widzę w statystykach blogu, że sporo osób trafia tu, idąc śladem tego tekstu. Może warto napisać nieco więcej o minimalizmie w kontekście kryzysu i zastanowić się, czy faktycznie można uznać, że takie podejście do życia może być sposobem na przetrwanie ciężkich czasów. Stali Czytelnicy dobrze mnie znają, wiedzą o mnie sporo, ale przypadkowa osoba, która tu teraz zajrzy, zobaczy wyniki konkursu kulinarnego, moje fejsbukowe marudzenie i notkę o Muminkach. I pomyśli sobie: o co całe to halo? Jakaś rozkapryszona i rozpieszczona pannica wymądrza się, jakby zjadła wszystkie rozumy, a tam, w rzeczywistym, nie wirtualnym świecie, ludzie muszą żyć w prawdziwej biedzie, ograniczać się, nie dlatego, że tak sobie wymyślili, lecz z powodu braku pracy, konieczności spłacania wysokich rat kredytu, z przyczyn losowych. I pot…

Minimalizm w Dolinie Muminków

Właśnie skończyłam pilne zlecenie z gatunku „na przedwczoraj” i trochę jeszcze dymią mi neurony, więc  proponuję coś lekkiego. Mały cytat z klasyki literatury dziecięcej. Ciekawe, tylu książek się pozbyłam, a Muminki pozostały... Chociaż jako dziecko bardzo ich nie lubiłam. Nie będę Wam opowiadać całej książeczki, tylko dwa małe cytaty.

Zima Muminków. Zazwyczaj wszystkie Muminki przesypiają całą zimę, jednak pewnego razu mały Muminek z tajemniczych powodów budzi się w środku zimy i nie może spać. I dowiaduje się, że świat w zimie jest niezwykle interesujący. Na początku czuje się nieco samotnie, pusty dom, wszyscy krewni śpią, a na dodatek powoli znikają różne rzeczy z domu:
Muminek milczał przez chwilę. Potem powiedział:- Ktoś wynosi rzeczy z domu Tatusia. - To chyba tylko dobrze - rzekła Too-tiki wesoło. - Masz o wiele za dużo rzeczy wokół siebie. Takich, które wspominasz, i takich, o których marzysz. Następnie zaczęła śpiewać drugą zwrotkę. Muminek zawrócił na pięcie i odszedł.On…

Diogenes wchodzi do beczki - minimalizm w Przekroju

Miło mi poinformować, że w najnowszym numerze Przekroju znajdziecie artykuł o minimalizmie jako sposobie na przetrwanie kryzysu, autorstwa Pani Beaty Chomątowskiej. Tekstu jeszcze nie czytałam, bo uziemiło mnie  w domu pilne zlecenie, bardzo jednak cieszę się z tego, że minimaliści trafili na okładkę Przekroju. W oczekiwaniu na powrót Męża z kiosku pozdrawiam Was ciepło i życzę miłej lektury.

Mam kryzys na fejsie

Mam kryzys fejsowy. Nie znaczy to, że mi się coś stało z twarzą, lecz że przeżywam rozterki związane z planowaną likwidacją konta w serwisie Facebook. Nigdy nie byłam szczególnie aktywną użytkowniczką, ostatnio logowałam się tylko wtedy, gdy ktoś wysłał mi wiadomość albo zaproszenie. Czasem też, by wpisać informacje o wystawach malarstwa mojego Dziadka na stronie, którą w tym celu założyłam.
Jednak od dłuższego czasu serwis ten coraz bardziej mnie irytuje. Przede wszystkim dlatego, że nie rozumiem fenomenu jego popularności. Nie czuję tego, nie łapię, o co chodzi. Widzę, że znajomi zamieszczają jakieś linki, filmiki, zdjęcia, komentarze, piszą, o czym właśnie myślą albo jakie mają plany, a ja nie czuję takiej potrzeby. Zdarzało mi się czasem poinformować o nowym wpisie na blogu na facebookowej stronie Neominimalizm, skomentować ładne zdjęcie koleżanki, ale nie znajduję w sobie motywacji, by robić to regularnie, nawet raz na tydzień, nie mówiąc już o tym, by działo się to codziennie l…

Jeszcze jeden przepis konkursowy

Obiecałam, że opublikuję też przepisy, które nie zostaną nagrodzone. Takowa przesłała propozycję zimowego obiadu przyrządzonego niemal  w całości z produktów pochodzących z Jej własnego ogrodu. Jak sama pisze, poza przyprawami kupuje tylko mięso i śmietanę. Zazdroszczę ogrodu i warzyw z własnej uprawy! W imieniu Takowej zapraszam na domowy obiad :)

III miejsce w konkursie kulinarnym

Przyszedł czas na ostatnią z nagrodzonych propozycji, pieczone warzywa wg Ani Gałutowskiej. Proste i wdzięczne danie, dające wiele możliwości wariacji, zależnie od użytych warzyw, przypraw czy ziół. Moim zdaniem można na przykład dodać sporo suszonego tymianku oraz całe i niebrane ząbki czosnku - po upieczeniu będą słodkie i stracą ostry smak. A gdy chcemy, by było bardziej lokalnie, rezygnujemy ze słodkich ziemniaków, znanych też jako bataty, u nas dość drogie, Ania chyba przebywa na Wyspach, nie wiem, ile tam kosztują. W smaku są nieco podobne do marchewki. Można za to dorzucić kawałki selera korzeniowego, podobnie jak pietruszka w pieczeniu czy smażeniu wiele zyskuje! Dobre jako samodzielne danie lub idealny dodatek do np. pieczonego kurczaka czy innych mięs.  Oddaję głos Ani:

A przy okazji... wspomnienie opowieści wigilijnych

Zaczął się grudzień, coraz więcej osób zaczyna myśleć o przygotowaniach do Świąt. A ja publikuję przepisy nadesłane na konkurs kulinarny. Pomyślałam, że z tych dwóch powodów warto wrócić do zeszłorocznego konkursu świątecznego i urokliwych opowieści wigilijnych. Zestawienie łączy do konkursowych wpisów znajdziecie w tym wpisie. Miłej lektury!

II miejsce w konkursie kulinarnym

Dzisiaj prezentuję przepis nadesłany przez Tofalarię. Spodobało mi się twórcze podejście Autorki do tak z pozoru zwyczajnego warzywa, jakim wydaje się kapusta. A przecież z warzyw można wyczarować wspaniałe i interesujące dania. I jeszcze ta kolorystyka, widoczna na zdjęciu! Mnóstwo pozytywnej energii na jesień.
Oto propozycja nadesłana przez Tofalarię:
Czerwona, fioletowa, modra... kapusta!
 Czerwona kapusta gości na stole przeważnie pod postacią surówki. Tymczasem można z niej przygotować także świetne, zimowe dania na ciepło. Potrawę, którą przedstawię, wymyśliłam niedawno sama przez przypadek, czyli tradycyjne już u nas w domu mieszanie różnych składników zgromadzonych w kuchni. Dopiero później, przeglądając kulinarne blogi, odkryłam, że podobne danie jest w Polsce znane od lat. W kuchni Śląska i Wielkopolski występuje ponoć pod nazwą „modrej kapusty” i serwowane jest od święta. Jeśli zagląda tu ktoś z tych rejonów, to może potwierdzi :)

I miejsce w konkursie kulinarnym

Oto zestaw przepisów nadesłany przez Panią La MômePrzyznam, że miałam pewne wątpliwości przy przepisie na cukinię z kukurydzą, bo cukinię z ogrodu można zbierać najpóźniej w październiku, w listopadzie już na nią za późno, a dania konkursowe miały być późno jesienne i zimowe. Za to urzekły mnie przepisy na placuszki ziemniaczane i owsiankę oraz sam sposób opisania i przedstawienia potraw.  Duch prostoty, bezpretensjonalność, całość domowa, ale pomysłowa, apetyczna i zachęcająca. Bardzo ładne fotografie! Przepis na placuszki wydaje się kompletną rozpustą kulinarną, ale odrobina rozpusty, od czasu do czasu, nikomu jeszcze nie zaszkodziła ;-) Moim zdaniem najsłabszym punktem tego zestawu jest deser, chociaż prezentuje się bardzo apetycznie. Jednak po pierwsze nie jestem kilkulatkiem, gustuję w bardziej wyrazistych smakach, po drugie zaś przepis jest łatwy do wykonania i pokazuje, jak można wykorzystać półprodukty, gdy nie mamy zbyt wiele czasu, a czymś smacznym rodzinę nakarmić trzeba.   D…

Wyniki konkursu kulinarnego

Czas ogłosić wyniki konkursu kulinarnego. Nieprzekupne jednoosobowe Żury (czyli ja), wspomagane przez Szanownego Małżonka, miało niełatwe zadanie, bo wprawdzie wpłynęły tylko cztery propozycje konkursowe, lecz poziom był bardzo wyrównany. Cóż, debatom nie było końca, ale werdykt zapadł ;-) Uwaga, werble i fanfary!
Nagrodę główną otrzymuje Pani la Môme za cały zestaw przepisów, od śniadania po deser. Drugie miejsce zajęła Tofalaria, z wariacją na temat modrej kapusty. A trzecie Ania Gałutowska, za pieczone warzywa. Autorką czwartej, nienagrodzonej, propozycji jest Takowa. Poszczególne przepisy opublikuję w najbliższych dniach, dzisiaj zaczynamy od pierwszego miejsca, czyli zestawu nadesłanego przez Panią la Môme.
Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim Uczestniczkom za udział i za przepisy, oby posłużyły także Czytelnikom za inspirację! Po raz kolejny przekonuję się, że warto organizować konkursy blogowe (nawet jeśli uczestniczy w nich tylko parę osób), przynoszą mi wiele radości, mam na…

Droga do domowej piekarni

Nothing gives you quite so much confidence as making your own bread. It is one of the easiest things to make and everyone will think you are a genius. [Nigel Slater - Apetite. So what do you want to eat today?] (Nic nie daje takiej pewności siebie, jak samodzielne pieczenie chleba. To jedna z najłatwiejszych do zrobienia rzeczy, a wszyscy uznają cię za geniusza.)
W ostatnim wpisie namawiałam do samodzielnego pieczenia chleba, argumentując, że to jedna z najłatwiejszych czynności kulinarnych, a dostępne w handlu pieczywo jest albo tanie i kiepskie, albo pyszne, lecz bardzo drogie. W odpowiedzi jedna z Czytelniczek, Coco.nut, zapytała: czy jest szansa na uzyskanie przepisu na ten szybki chleb? bo ja się zbieram od dawna i trochę mnie właśnie przeraża ten potrzebny czas... no i zakwas też, czytałam przepisy na samodzielne zrobienie - i się zniechęciłam :/

Zupa z gwoździa i pizza quattro cioccolati

Pamiętacie bajkę Aleksandra Fredry „Cygan i baba”? O tym, jak Cygan obiecał babie, że ugotuje krupnik na gwoździu? Jeśli nie pamiętacie, możecie sobie przypomnieć tutaj. Hmm, szczyt minimalizmu w gotowaniu ;-)
Tak poważnie jednak mówiąc, na czym polega minimalizm w kuchni? Na rezygnacji z gotowania? Na podgrzewaniu gotowych potraw? Może na niejedzeniu, jak ktoś mógłby pomyśleć po lekturze mojego niedawnego wpisu o poszczeniu? Czy też na zamawianiu pizzy przez telefon?

Mała podpowiedź do konkursu kulinarnego

Przypomniałam sobie o bardzo inspirującym blogu Bea w kuchnizapewne sporo osób tu bywających zna również blog Bei, ale tym, którzy nie znają, a chcieliby wziąć udział w konkursie na danie sezonowe, może przydać się wyczerpujące omówienie zimowych warzyw, wraz z sugestiami, w jaki sposób można poszczególne warzywa wykorzystać.  U Bei można znaleźć także kalendarz warzyw i owoców sezonowych. Życzę miłej i owocnej inspiracji!

Konkurs - pobawmy się w blog kulinarny!

Zeszłoroczny konkurs świąteczny przyniósł mi wiele radości, postanowiłam więc również na koniec tego roku zaprosić Was do zabawy i współpracy przy tworzeniu blogu. Ostatnio kręciliśmy się trochę wokół tematyki zdrowia i jedzenia, a powoli zmierzamy w stronę minicyklu o minimalizmie w kuchni i prostocie w gotowaniu. Dlatego wymyśliłam dla Was zadanie, ciekawa jestem, czy się Wam spodoba?

Manifest wszystkożerców

Ostatnio pisałam o poszczeniu, ale poszczę tylko raz na jakiś czas. Natomiast na co dzień lubię gotować i jeść, bardzo interesuje mnie nie tylko kultura kulinarna różnych krajów, ale także zależności między jedzeniem a samopoczuciem i zdrowiem. Sporo już przeczytałam różnych książek na te tematy. Żałuję jednak, że Michael Pollan nie napisał swojego manifestu kilka lat wcześniej, lecz dopiero w 2008 r. Mam na myśli książkę W obronie jedzenia. Manifest wszystkożerców (tyt. oryginalny In defence of food. An eater's manifesto), wydaną w Polsce nakładem wydawnictwa Mind Dariusz Syska. Po tej lekturze właściwie wszystkie poradniki dietetyczne wydają mi się całkowicie bezużyteczne.
To ciekawe, że najlepszą książkę o filozofii żywienia napisała osoba, która nie jest ani dietetykiem, ani lekarzem, lecz dziennikarzem The New York Times Magazine, a na dodatek Amerykaninem. Jak sam Michael Pollan stwierdza, czytelnicy mają prawo zastanawiać się, jakie ma podstawy do tego, by mówić innym, co…

Zero kalorii

Dzisiaj jeden z tematów, które już od dawna były na liście tzw. wpisów oczekujących. A przypomniał mi o nim Henryk Minimalista w komentarzu do niedawnego tekstu Życie pod kloszemChodzi o głodówki. Sam Henryk pisze zresztą o głodówkach w interesującym artykule 11 cennych reguł dietetycznych

Temat ten wzbudza chyba równie gwałtowne reakcje i negatywne emocje, co np. dieta Atkinsa czy Kwaśniewskiego. Spotkałam się z wieloma bardzo negatywnymi opiniami, ale wyłącznie u osób, które nigdy w życiu nie próbowały pościć i panicznie boją się głodówki. Prawdopodobnie dlatego, że samo to słowo źle się kojarzy - z głodem. To prawda, że głód zabija, a niedożywienie rujnuje zdrowie. Faktem jest, że blisko miliard ludzi na świecie głoduje. Stąd ten lęk. Ale głodówka nie ma nic wspólnego z klęską głodu. Pości się z własnej woli, przez określony czas. W sobie znanym celu.

Ze względu na te negatywne skojarzenia właściwszym jest używanie terminów „post” lub „kuracja głodowa”. Osobom, które nigdy nie…

Żegnamy minimalistkę

Myślałam o tej zmianie już od wielu miesięcy. Nie chcę zmieniać adresu blogu, ale nazwa „Minimalistka” od dawna męczy mnie i przeszkadza. Przede wszystkim dlatego, że jak niejednokrotnie już wspominałam, nie czuję się w pełni minimalistką, minimalizm był i nadal jest dla mnie wielkim i ważnym źródłem inspiracji, bardzo wiele zmieniłam w swoim życiu pod jego wpływem, ale zawsze bliżej było mi do ruchu dobrowolnej prostoty. Nie czuję się w pełni uczciwa w stosunku do samej siebie i do Was, moi Czytelnicy, nazywając się minimalistką, którą czasem bywam, ale częściej nie.

Coraz częściej piszę na tematy, które na różne sposoby są związane z poszukiwaniem prostoty i radości życia, ale coraz rzadziej z ruchem minimalistów jako takim.

Kocham prostotę, tak, zdecydowanie. Nadal będę pisać o niej, nie przestanę także mówić o minimalizmie, o zdrowiu, o książkach, o upraszczaniu życia i porządkowaniu przestrzeni, o pokonywaniu słabości i o wielu innych tematach, które w danej chwili będą mnie al…

Życie pod kloszem

Po raz kolejny wracam do wniosków z lektury książki, o której pisałam w ostatnim wpisie, Kodów młodości dr Marka Bardadyna.

Jednym z powodów, dla których tak bardzo przypadła mi do gustu, jest nawoływanie Autora do tego, by nie poddawać się w zbytniej mierze typowym cywilizacyjnym nawykom i starać się zachować naturalne związki ze środowiskiem. Wprawdzie codziennie z radością i niejednokrotnie z wielkim entuzjazmem korzystam z dobrodziejstw cywilizacji i nie chciałabym być zmuszona do ich wyrzeczenia się, lecz zdaję sobie sprawę, że nadmierne korzystanie z jej zdobyczy prowadzi do życia zupełnie oderwanego od natury, co z kolei nie jest korzystne dla organizmu.

Zgrzybiali młodzieńcy i dziarscy staruszkowie

Temat zachowania dobrej formy do późnej starości od dawna mnie fascynuje. Niedawno pisałam o tym, że na co dzień pracujemy na to, jaka będzie jesień naszego życia. Bardzo ciekawe uwagi zamieściliście w komentarzach, sporo nad nimi myślałam i doszłam do wcale nieodkrywczego wniosku, że w rzeczy samej nie o to chodzi, żeby zastanawiać się dzisiaj, jaka ta nasza starość będzie, czy, jak to słusznie skomentował Rob, by „projektować sobie starość”, lecz  wyrabiać sobie pozytywne nawyki po to, by czuć się dobrze i być w doskonałej formie tu i teraz. Jest dość prawdopodobne, że dzięki temu będziemy także dobrze wyglądać, zachowamy zdrowie i sprawność ciała i umysłu aż do schyłku naszych lat. Warto jednak czasem zastanowić się nad tymi zależnościami, nad tym, co sprzyja zachowaniu formy na starość, a co może niepotrzebnie skrócić nam życie.

Pilnujcie mi tych szlaków

Skoro jesień taka piękna, zapraszam do obejrzenia wystawy malarstwa mojego Dziadka, Józefa Mularczyka, i Siostry, Urszuli Mularczyk. Wystawa, pod tytułem „Pilnujcie mi tych szlaków”, poświęcona jest motywom tatrzańskim w sztuce obojga Artystów. Do 15 października w siedzibie krakowskiego oddziału Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana, przy ulicy Garbarskiej 9. Miłego oglądania!

Wakacje to stan umysłu

Wróciłam. Wciąż jeszcze nie wiem, gdzie mam górę, a gdzie dół, ale znajomi mówią mi, że wyglądam na bardzo wypoczętą. Bo faktycznie udało mi się odpocząć.
Ostatnie miesiące były bardzo intensywne i wypełnione pracą - stali czytelnicy wiedzą, że zaczęłam pracować na własny rachunek, szczelnie wypełniony zajęciami i zadaniami terminarz był efektem tej właśnie zmiany. Bardzo cieszę się z tak udanego startu własnej działalności, ale skutkiem ubocznym był brak wolnego czasu, także mało czasu i sił na blogowanie - dlatego nie pisałam tak często, jak i Wy, i ja sama byśmy chcieli.

Pozdrowienia z baru na plaży

Wpadam tylko na chwilę, bo bardzo zajęta jestem. Wypoczywaniem :) Wysypiam się, leniuchuję, spacery, czasem wycieczki krajoznawcze... A wieczorami caipirinha na plaży. Wracam niedługo, z nowymi siłami i wieloma pomysłami na wpisy. Pozdrawiam Was serdecznie i ciepło, chociaż podobno w Polsce też piękna pogoda.

Najlepsza praca na świecie

Miałam kontynuować temat zachowania młodości, zdrowia i urody, ale pod ostatnim wpisem w komentarzach proszono o poruszenie tematyki poszukiwania pracy. A że staram się słuchać głosów moich Czytelników, pomyślałam, czemu nie? Odkładam więc na chwilę wcześniej zapowiedziany cykl wpisów, porozmawiajmy o pracy.

Zapracuj na swoją emeryturę

Wbrew tytułowi nie będzie mowa o funduszach emerytalnych. Zapowiedziałam niedawno minicykl na temat zdrowia, odżywiania, urody i odmładzania, zaczęło się od recenzji „Sztuki umiaru”, gdzie mowa była przede wszystkim o umiarkowaniu w jedzeniu i piciu, idźmy więc dalej w tych rozważaniach. Ze względów zawodowych mam ostatnio sporo do czynienia z podróżującymi po Polsce hiszpańskimi i francuskimi emerytami. I oprócz smutnej refleksji na temat kondycji finansowej polskich emerytów, która nie pozwala się im aż tak bujać po „zagramanicznych” krajach, nie opuszczają mnie inne równie smutne myśli. Patrząc na tych ludzi, niejednokrotnie w wieku niezbyt jeszcze podeszłym, trudno nie zadawać sobie pytania „Jak można doprowadzić się do takiego stanu???!!!”. W większości z dużą nadwagą lub wręcz otyli, zasapani, zmęczeni już po przejściu paru kroków. Wyjście po schodach na drugie piętro wydaje się im wręcz nadludzkim wyzwaniem. Podręczny zestaw leków w torebce, grafik tabletek rozpisany na cały…

Sztuka umiaru

Po „Sztukę umiaru” Dominique Loreau sięgnęłam niejako z obowiązku. Nieraz pisałam już o niechęci do diet, namawiałam do poznania swoich potrzeb i nauki umiarkowania, na przykład we wpisie Dieta? Nie, dziękuję. Wydawało mi się, że tyle już na ten temat przeczytałam (i przemyślałam), że ciężko będzie mnie zaskoczyć. Skoro jednak wielokrotnie namawiałam do przeczytania pierwszej przetłumaczonej na język polski książki tej Autorki, skoro opublikowałam tutaj tłumaczenie artykułu o praktycznym zastosowaniu jej zaleceń, wypadało, żebym przeczytała również tę kolejną pozycję.

Sweet, pink and lovely

Dzisiaj wpadam tylko na chwilę, jak po ogień :) Kończę właśnie duże tłumaczenie (a termin biegnie za mną i dyszy mi w kark...), więc tylko podzielę się z Wami nieco już spóźnioną informacją o przemiłym wyróżnieniu, jakie otrzymałam z ręki Lenki, autorki wspaniałego blogu o powrocie do minimalizmu.
Nie będę dalej przedłużać tego łańcuszka, dziękuję serdecznie Lence, bardzo miło było znaleźć się w gronie nominowanych, ale cóż, łańcuszki to nie moja bajka. Raz zrobiłam wyjątek (przy pierwszej nominacji - Versatile Blogger), ale na tym koniec.
Jakoś tak słodko mi się zrobiło od tego wyróżnienia, słowo lovely kojarzy mi się z różowym lukrem, czymś pachnącym konfiturą różaną. Mmm... Rozmarzyłam się. Wprawdzie pociąg do słodyczy mam więcej niż umiarkowany, ale bardzo lubię oglądać apetyczne zdjęcia słodyczy. Stanęły mi w oczach śliczne, krągłe lukrowane babeczki...
Tyle na dzisiaj. Wracam do pracy. Pod koniec tygodnia napiszę coś więcej, mam w planach dłuższy cykl, który zacznie się od sztu…

Wolę prostotę. Zapiski z letniska

Przez ostatnie półtora tygodnia siedziałam sobie na letnisku pod miastem. Nie były to takie pełnoprawne wakacje, zwyczajowo na urlop wyjeżdżam we wrześniu. Po prostu skorzystałam z możliwości, jakie daje praca freelancera i przeniosłam swoje biuro na wieś :) Nie pracowałam jednak przez cały czas, wygrzewałyśmy się z Siostrą na słońcu, wieczorami sączyłyśmy różowe mocno schłodzone wino, gadałyśmy na różne tematy, gotowałyśmy sobie proste obiady z warzyw prosto z grządki, słuchałyśmy starych winylowych płyt, czochrałyśmy koty po szalonych łebkach... Zieleń podchodziła pod okna, ptaki zdzierały sobie gardła, nocami przechodziły burze. Jedynym źródłem stresu było łącze internetowe, nadajnik źle zniósł jedną z burz. Ale miły Pan dostawca na głowie stawał, by net jak najszybciej wrócił, więc właściwie stres szybko przeminął.
I gdy tak sobie siedziałyśmy z Siostrą w altanie, zajadając fasolkę i jajka od bardzo szczęśliwych kur od Sąsiadki, chłonęłam ten spokój i takie zwykłe, codzienne szcz…

Łysa minimalistka

W miarę jak moje życie uspokaja się i stabilizuje, mam coraz więcej czasu dla siebie i wreszcie mogę nadrobić zaległości w czytaniu ulubionych blogów.
I tak oto u Lea Babauty, na jego blogu mnmlist znalazłam wpis z początku czerwca pt. Can you live without? (czyli „Czy możesz żyć bez...?”). Leo wychodzi od stwierdzenia, że ludzie często błędnie zakładają, że aby być minimalistą, trzeba mieć mniej niż sto rzeczy (lub nawet 50). A według jego definicji minimalistą jest po prostu osoba, która stawia pytania o to, czy dana rzecz jest niezbędna i próbuje żyć tylko z tym, co konieczne, zamiast wybierać podejście konsumpcyjne.
I namawia, by postawić sobie kilka pytań o przedmioty, których obecność w naszym życiu uważamy za oczywistą. Czy są naprawdę niezbędne? Czy mogę bez tego żyć? Jak sam podsumowuje, dla części osób pytanie o niektóre z nich może wydać się wręcz absurdalne i śmieszne. Nie chodzi mu jednak o rezygnację z tych wszystkich rzeczy, lecz o to, by zadać sobie pytanie o ich przy…

Znowu o szmatkach

Ojoj, dłuższą chwilę mnie nie było (wciąż jeszcze małe zamieszanie w moim życiu, ale powoli się uspokaja), a tu (pod poprzednim wpisem) taka gorąca dyskusja się wywiązała. Wybaczcie, że nie będę odnosić się indywidualnie do każdego komentarza. Serdecznie witam nowe Czytelniczki, pozdrawiam stałe bywalczynie :) i bardzo gorąco dziękuję za wszystkie ciekawe spostrzeżenia. Wygląda na to, że poszukiwanie jakości to gorący temat.
Cóż, wzbraniałam się przed pisaniem o konkretnych i ulubionych markach, bo nie chcę być posądzana o kryptoreklamę. Poza tym, a może przede wszystkim, ubiór to tak indywidualna i subiektywna sprawa... To, że dana marka odpowiada mojemu stylowi życia, upodobaniom, gustowi, oczekiwaniom co do trwałości, stanowi portfela itd., w żaden sposób nie oznacza, że będzie odpowiadać także innym.  Jednak skoro tak wiele osób o to pyta, czemu nie?

Co znalazłam na dnie szafy?

the associate przez AllisonWonder z wykorzystaniem gunmetal heels
Witajcie po przerwie. Wreszcie moje życie odzyskuje zdrowy i normalny rytm, wracam więc do pisania. Dzisiaj ulubiony temat wielu Czytelniczek: szafa. Minęło już kilka lat od czasu, gdy zaczęłam ją świadomie kształtować i wreszcie udało się osiągnąć ten etap, gdy jestem z niej naprawdę zadowolona. Czas więc na podsumowanie.
Znacie moją historię. Kiedyś byłam zakupoholiczką, kupowałam dużo i spontanicznie, szafa pękała w szwach, ja jednak nie czułam się dobrze ubrana. Nie przywiązywałam wagi do jakości i trwałości materiałów, w wyborach kierowałam się zwykle ceną, a zakupy robiłam głównie w sieciówkach. Bardzo często padało z moich ust przysłowiowe „Ja nie mam co na siebie włożyć”. Bo faktycznie z tych przypadkowych zwykle nabytków ciężko było skomponować naprawdę dobre zestawy. Frustracja się pogłębiała, więc trzeba było znowu iść na zakupy, których efektem były kolejne niepotrzebne i niedobrane do reszty elementy. Błędn…

Biznesik się rozkręca

Obiecywałam sobie samej i Wam, że już wracam do pisania. Jednak jeszcze przez jakiś tydzień nie będę w stanie zajmować się blogiem. Proszę się nie martwić, wszystko jest w porządku, tyle, że jak już wspominałam, własną działalność rozpoczęłam na naprawdę wysokich obrotach i chwilami sama za sobą nie nadążam :) Bardzo cieszę się z takiej sytuacji, bo przecież dobrze wiedzieć, że zaczyna się ostro i z kopyta, a nie czeka tygodniami na pierwsze zlecenia.
Nie wszystkie okoliczności byłam jednak w stanie przewidzieć wcześniej. Miałam nadzieję, że ten etap przejściowy minie szybciej, a tymczasem to już ponad miesiąc. Cóż, najważniejsze, że idzie ku dobremu.

A tymczasem zapraszam po raz kolejny na wystawę malarstwa mojego Dziadka, Józefa Mularczyka, i Siostry, Urszuli Mularczyk. Tym razem w Miejskim Oddziale Katolickiego Stowarzyszenia  „CIVITAS CHRISTIANA” w Bochni (ul. Biała 1). A po sąsiedzku wciąż trwa druga wystawa dzieł obojga Artystów w Miejskiej Bibliotece Publicznej. Jeśli będzieci…

Moja nowa rzeczywistość

Jestem z powrotem. Nieco zdyszana, ale uśmiechnięta od ucha do ucha. Dobrze mi, i to nawet bardzo dobrze. Wiedziałam, że ta zmiana, tzn. rozpoczęcie pracy na własny rachunek, będzie zmianą na lepsze, ale chyba nie wyobrażałam sobie, że aż tak bardzo poprawi się moje samopoczucie (psychiczne i fizyczne) i że tak szybko odczuję poprawę szeroko pojętej jakości życia.
Nie będę na razie szerzej omawiać praktycznych aspektów tej sytuacji, bo za wcześnie jeszcze na to. Wiem, że wśród stałych Czytelników są osoby, które same planują podobne zmiany w przyszłości i w związku z tym oczekują, że podzielę się doświadczeniami, co zrobię na pewno za jakiś czas, gdy już będzie o czym pisać.
Na razie mnóstwo wyzwań przede mną, małych i dużych, począwszy od rozszerzania kwalifikacji, przez samodzielne prowadzenie rachunków mojego minibiznesu, a skończywszy na ustaleniu nowego rytmu pracy i opanowaniu terminów i hierarchii zadań. Spora to odmiana, ostatnio moje życie było bardzo uporządkowane i przewid…

Każdy dzień to nowy początek

Bardzo lubię święta Wielkanocne ze względu na ich wielowymiarową i głęboką symbolikę: zmartwychstwania, odrodzenia, nowej energii, nowego życia, w naszej strefie klimatycznej wzmacnianą jeszcze przez porę roku, wiosnę.
W tym roku jeszcze silniej odbieram te wiosenno-energetyczne fluidy ze względu na zmianę statusu zawodowego. Od dawna zapowiadana zmiana stała się faktem: w czwartek po raz ostatni byłam w biurze i zaczynam funkcjonować jako wolny strzelec. A właściwie od paru tygodni już nim jestem, nowe (i atrakcyjne) zlecenie przyszło już przed miesiącem. Działam więc na podkręconych obrotach i dopiero za jakieś dwa tygodnie ten szalony rytm nieco się ustabilizuje i moje życie nabierze normalnego i zdrowszego tempa.
Teraz tylko chwili oddechu na Święta z Rodziną i Przyjaciółmi, a potem znowu wskakuję do tego pędzącego pociągu :)
Życzę Wam by te Święta upłynęły Wam w spokoju i radości, by były czasem refleksji i ciepłych emocji, wymiany pozytywnych fluidów, miłości, życzliwości, a ni…

Minimalistka w podróży

Wiele już mądrych słów napisano na temat tego, co minimalista ze sobą ma wziąć w podróż. Polecam szczególnie bardzo interesujące wpisy u minimaLenki, Maćka Jasicy i Aube.
Ja jednak chciałabym dzisiaj porozmawiać o innych aspektach podróżowania niż materialny bagaż. O podejściu do poznawania świata. 

Uważam, że najważniejsze dwie rzeczy, które należy zabrać ze sobą w podróż (oprócz dokumentów i pieniędzy czy karty płatniczej), to czas i otwarty umysł. Niestety z własnego doświadczenia, zarówno z pracy w branży turystycznej, jak i z obserwacji prywatnych, wiem, że spora część podróżujących nie ma ani jednego, ani drugiego. Nie zapomina natomiast zabrać ze sobą pokaźnej walizy uprzedzeń, fałszywych wyobrażeń, stereotypów, pychy i krytykanctwa. Nie myślcie sobie zresztą, że mam na myśli tylko naszych Rodaków, inne nacje bynajmniej nam pod tym względem nie ustępują.

Digitalizacja. Papier to przeżytek (a może luksus?)

Przy okazji bardzo ciekawej dyskusji pod wpisem W obronie tableta, autorstwa Anny Marii z blogu Backwards in high heels, zastanawiałam się, jak to się stało, że zaczęłam ostatnio intensywnie myśleć o digitalizacji różnych domowych zasobów i czemu nie czuję już przywiązania do papierowych książek. Ani do płyt kompaktowych, ani do płyt DVD z filmami, ani też do papierowego kalendarza połączonego z notesem.
Niegdyś, podobnie jak osoby komentujące pod wspomnianym wpisem, miałam takie romantyczne podejście: zapach i szelest papieru, dotyk książki, nie ma jak regalik szczelnie wypełniony równo poustawianymi kolorowymi tomami… Nie lubiłam też czytać PDF-ów, słuchać muzyki z MP3, robić notatek w telefonie. Kochałam płyty kompaktowe za ich pudełeczka, okładki, wkładki z tekstem. Wydawało mi się, że nigdy nie kupię sobie albumu ukochanego wykonawcy w wersji elektronicznej, bez fizycznego nośnika.

Rodzinna reklama

Dzisiaj chciałam Was zaprosić na wystawę malarstwa. Jeśli jesteście z Bochni albo czasem tam bywacie, do końca czerwca w sali klubu Miejskiej Biblioteki Publicznej można zobaczyć wystawę pod tytułem „Piękno natury w malarstwie Urszuli Mularczyk i Józefa Mularczyka” (Urszula to moja Siostra, a Józef Mularczyk to nieżyjący już Dziadek). Życzę miłego oglądania!
Z tego co wiem, niedługo w Bochni odbędzie się też większa wystawa obrazów Dziadka, szczegóły podam wkrótce.

Zmiana w wersji beta

Gdy pod koniec stycznia pisałam o planowanej Zmianie, perspektywa ta wydawała mi się bardzo odległa. Tymczasem jednak zbliża się już koniec marca, przede mną zaledwie niecałe trzy tygodnie chodzenia do biura i ta do niedawna abstrakcyjna wizja zmiany statusu zawodowego nabiera bardzo konkretnych kształtów. W tym tygodniu mam okazję sprawdzić, jak będzie wyglądało moje życie po przejściu na pracę na własny rachunek: korzystam z kilku wolnych dni i pracuję w domu nad zleceniem. To taka jakby przymiarka do nowego trybu aktywności. Dzięki temu mogę zobaczyć, jakie czekają mnie wyzwania, jakie będą korzyści i ewentualne niedogodności związane z nową sytuacją.

Akcja jednoprocentowa

Jak zapowiadałam, ten tydzień upływa mi pomiędzy pracą a kinem (z przerwami na sen i jedzenie). Zanim będę miała czas na pełnowymiarowy wpis, dzisiaj parę słów o akcji, do której zostałam zaproszona przez Polę, autorkę bloga Poli story - anty rak blog. Pola namawia, by podzielić się na blogu informacją, komu przekazujemy w tym roku 1% podatku.
Z zasady co roku staram się pomóc swoim jednym procentem komu innemu, był na przykład WWF, było Stowarzyszenie Wiosna, był też GOPR... W tym roku zdecydowaliśmy, że pomagamy krakowskiemu Hospicjum św. Łazarza. Powód dość prozaiczny, pracuje tam moja bardzo dobra Znajoma, często opowiada o swojej pracy, pomyślałam, czemu by ich nie wspomóc?
A Wy, komu przekażecie swój jeden procent? Czym kierujecie się w wyborze organizacji czy osoby, której chcecie pomóc? Co roku ta sama organizacja czy też różne?

... że niby kurturarnie

Wbrew obawom, którymi dzieliłam się w poprzednim wpisie, całkiem sporo minimalistycznych (oraz innych) tematów chodzi mi jeszcze po rozczochranej głowie. Tak przyszłościowo martwiłam się tylko...

Chwilowo jednak pisanie musi zaczekać parę dni. W tym tygodniu rytualnie uczestniczę w ulubionym corocznym wydarzeniu kulturalnym, do soboty włącznie. Wydarzenie to również bywa źródłem rozlicznych inspiracji i przemyśleń, którymi nie omieszkam się podzielić, gdy dojrzeją. Do końca tygodnia może mnie tutaj nie być, proszę się więc nie martwić i nie regulować odbiorników.
Pozdrawiam Was wiosennie, Wasza A.

Życie po minimalizmie

Powstało właśnie polskie forum minimalistów, minimalTALK. Założycielem forum jest Łukasz, autor blogu Zmiana kursu. Gratuluję Łukaszowi pomysłu, odwagi oraz zapału do budowania społeczności minimalistów, bardzo jestem ciekawa, jak potoczą się losy forum, jakie tematy będą na nim poruszane oraz czy będzie miało wielu aktywnych użytkowników. Bardzo cieszę się, że przybywa osób zainteresowanych takim właśnie podejściem do życia, miłośników prostoty i umiaru. Potrzeba przynależności do wspólnoty czy grupy jest sprawą naturalną, czujemy się lepiej i bezpieczniej, gdy jesteśmy częścią większej społeczności, a nie rozbitkiem na bezludnej wyspie.

Wiosenne porządki

Utarło się, że najlepszym momentem na zmiany w życiu i postanowienia jest początek nowego roku (ewentualnie poniedziałek, początek tygodnia). Moim zdaniem jednak nie ma bardziej niekorzystnego momentu na wprowadzanie trwałych zmian w życiu niż środek zimy. Kto ma siłę i zapał do walki ze swoimi słabościami, gdy mróz ściska, światła tyle co nic, a przeciętny mieszkaniec naszej strefy klimatycznej albo spędza swój czas na odśnieżaniu podjazdu, albo na zeskrobywaniu szronu z szyb auta, albo na wyklinianiu na służby drogowe, albo też na rozgrzewaniu się herbatą z rumem?!

Poszukaj swojej czerwieni

Lubię Dzień Kobiet, pomimo tego, że pamiętam czasy PRL-u i ówczesne nieco żałosne i sztuczne sposoby obchodzenia tego święta. Nie widzę żadnego powodu, dla którego miałabym go bojkotować. Każdego dnia cieszę się z tego, że jestem kobietą, czemu by raz do roku nie celebrować tego faktu bardziej?
Dzisiaj chciałam zaprosić Was z tej okazji do udziału w zabawnej akcji, zainicjowanej w zeszłym roku przez Patrycję z blogu Trufla. To Dzień Czerwonej Szminki. W zeszłym roku zbyt późno dowiedziałam się o tej inicjatywie, ale teraz zastanawiam się nad udziałem.

Stuknęła mi setka!

A właściwie nie mi, tylko temu blogu (że tak sparafrazuję „Misia”). To już setny wpis! Chciałam świętować pierwsze urodziny Minimalistki, ale mam pewien kłopot z terminem hipotetycznych urodzin. Zaczęłam pisać na platformie Blox w listopadzie 2009 r., a w styczniu 2010 przeniosłam się na Bloggera. Dokładnej daty z listopada nie pamiętam, a przenosiny tutaj nie liczą się jako prawdziwe urodziny. Niech będzie więc co setkę!
Gdy zaczynałam blogować, stwierdziłam, że sukcesem będzie dla mnie, jeśli będę miała chociaż jednego czytelnika, bo nawet dla jednej osoby warto jest pisać. 
A tymczasem okazało się, że czytelników jednak jest nieco więcej niż jedna osoba :), że zaglądacie tu do mnie regularnie, dyskutujecie, komentujecie. Okazujecie sympatię i uznanie. I że daje mi to olbrzymią satysfakcję. 
„Setkę” świętuję podwójnie, ponieważ zostałam wyróżniona w blogowej zabawie nagrodą The Versatile Blogger. To rodzaj wyróżnienia typu „podaj dalej”, coś jak taki internetowy łańcuszek. Sprawiło mi …

Róża jest różą jest różą jest różą

 Niedawno, gdy chorowałam i nie miałam siły pisać, poprosiłam Was o podzielenie się spostrzeżeniami na temat dbania o urodę. Przyznaję, że nie zawiodłam się. Komentarze do wpisu były bardzo interesujące (oraz pouczające). Pokazały, że wprawdzie każda z wypowiadających się osób ma swoje własne podejście do kosmetyki (mniejszy lub większy zestaw produktów, brak makijażu albo wręcz przeciwnie), lecz wszystkie zdecydowanie wiedzą, co dla nich dobre. A to, moim zdaniem kwestia kluczowa. Każda z nas jest inna (mam nadzieję, że Panowie nie obrażą się na mnie, bo ten wpis będzie jednak głównie skierowany do Czytelniczek) i chyba nie ma innego sposobu, jak dopracować optymalny dla siebie program pielęgnacji metodą prób i błędów. Cieszę się więc, że wypowiadającym się Paniom udało się już do tego błogosławionego etapu dotrzeć. Obiecywałam, że napiszę, czym dla mnie jest prostota w kosmetyce.

Ekologia to nie fanaberia

Wróćmy do ekologii, nie lubię zostawiać niedokończonych tematów. Ostatnio opublikowałam gościnny wpis Olgi, Autorki blogu Ekomania. Poprosiłam ją, by opowiedziała o ekologicznych aspektach minimalizmu. W komentarzach zapytano mnie, czy „mam skrajnie ekologiczne zapędy”.

Nie, ani trochę. Zdaję sobie sprawę, że często moje zachowania i wybory bywają mocno nieekologiczne, że wiele jeszcze mogę zrobić w tej sprawie.
Ale myślę o tym często, zastanawiam się, co mogłabym w swoim życiu zmienić, żeby mniej szkodzić środowisku.  Wiecie, że daleko mi do skrajności w jakiejkolwiek dziedzinie. Zawsze namawiam do umiaru, rozwagi i zachowania zdrowego rozsądku w każdej kwestii. Podobnie jest w dziedzinie ekologii.

Minimalizm a ekologia

Powoli wracam. Z pozoru niewinne przeziębienie okazało się paskudną infekcją zatok, ale na szczęście sytuację udało się wstępnie opanować i mam się coraz lepiej. Bardzo gorąco dziękuję Wam wszystkim za ciepłe słowa, życzenia zdrowia i liczne głosy w dyskusji na temat dbania o urodę. Wszystkie przeczytałam, choć nie byłam w stanie od razu zareagować. Wykorzystam je wkrótce, zgodnie z obietnicą, na razie jeszcze z powodu osłabienia ciała i umysłu nie czuję się gotowa do napisania czegokolwiek, co będzie miało ręce, nogi i całą resztę. 

Pozwolę więc sobie skorzystać z pomocy Koleżanki Blogerki. Zapraszam do lektury gościnnego wpisu Olgi, autorki blogu Ekomania czyli czemu tak, a nie inaczej. Poprosiłam ją o napisanie kilku słów o związkach minimalizmu z ekologią. Wprawdzie sama ekolożką nie jestem, lecz staram się wdrażać w codziennym życiu różne sposoby na ograniczenie negatywnego wpływu swoich zachowań na otaczający świat, nie zawsze mi to wychodzi, ale wciąż się uczę. Byłam więc ciekaw…

Urodowo

Na warsztacie był kolejny wpis na zamówienie, dawno obiecałam, że napiszę coś więcej na temat prostoty w kosmetyce oraz moich starań o piękną cerę. Jednak niespodziewane choróbsko zaburzyło mi plany. Ciężko się myśli i pisze, gdy z nosa cieknie, a w gardle drapie. Mam więc propozycję dla Was, Czytelniczek (a także Czytelników, oczywiście), napiszcie mi proszę w komentarzach pod tym wpisem, co nieco o Waszym podejściu do dbania o urodę. Nie tylko w kontekście minimalizmu, chociaż oczywiście ten temat też będzie mile widziany.
Co ciekawi mnie w szczególności? Właściwie wszystko :) Ile czasu poświęcacie dbanie o siebie? Czy łatwo Wam wygospodarować ten czas na co dzień? Jakie są Wasze rytuały i patenty na to, żeby dobrze wyglądać, co sprawia Wam najwięcej kłopotów i trudności? Z czym nie możecie sobie poradzić? Jakie błędy kosmetyczne popełniałyście w przeszłości, a może nadal popełniacie? I dlaczego?
Jak wiele macie kosmetyków (zarówno pielęgnacyjnych, jak i kolorówki)? Mało, dużo, za …

Języki niezbyt obce

Jedna z Czytelniczek poprosiła o wpis o tym, jak uczyć się języków obcych. A że dość często jestem pytana o skuteczne metody nauki także przez znajomych, wydaje się, że to dobry temat do poruszenia (nawet jeśli bliżej nie związany z minimalizmem).

Jakie mam podstawy, żeby znowu się wymądrzać? Przede wszystkim doświadczenie. Kilkoma językami posługuję się bardzo dobrze, naukę paru innych zarzuciłam na pewnym etapie i pozostała mi zaledwie powierzchowna lub bierna znajomość. Nie chcę się przechwalać, wcale nie uważam tego za jakąś rewelację. Owszem, opanowanie ich kosztowało sporo wysiłku i czasu, ale przecież w końcu z tego właśnie się utrzymuję, dlatego zawsze wprawiają mnie w pewne zakłopotanie zachwyty: „ach, tyle języków, jak Ci dobrze. Też bym tak chciał(-a)…”. Spotkałam przecież w życiu kilku prawdziwych poliglotów, przy których te moich zaledwie kilka języków to żaden wielki wyczyn. Poza tym ograniczyłam się do języków europejskich i nieszczególnie trudnych, prawdziwy podziw budz…

Postaw na to, co naprawdę ważne

Dzisiaj zapraszam do lektury gościnnego wpisu napisanego przez Macieja Jasicę, autora dynamicznie rozwijającego się blogu Minimalista21:


Od dłuższego czasu chodził mi po głowie podobny temat. Dziś dzięki uprzejmości Ani mogę go zaprezentować wszystkim czytelnikom Minimalistki, za co serdecznie dziękuję. Przyznaję, że mój wpis może się wydać nieco chaotyczny i nie do końca spójny, ale po przelaniu swych myśli na papier stwierdziłem, że nie będę już niczego zmieniał. Tak będzie prawdziwiej. Zapraszam.
--- Każdy z nas otrzymał wspaniały dar, jakim jest życie. Znany brytyjski ewolucjonista Richard Dawkins w swojej znakomitej książce pt. Rozplatanie Tęczy napisał kiedyś piękne zdanie: Umrzemy i to czyni z nas szczęściarzy. Większość ludzi nigdy nie umrze, ponieważ nigdy się nie narodzi. Ludzi, którzy potencjalnie mogliby teraz być na moim miejscu, ale w rzeczywistości nigdy nie przyjdą na ten świat, jest zapewne więcej niż ziaren piasku na pustyni. Wśród owych nienarodzonych duchów są z pewn…