Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2011

Słaba silna wola

 Od czasu do czasu Wy, moi Czytelnicy i Czytelniczki, zgłaszacie zapotrzebowanie na wpisy na określone tematy. W tej kolejce czeka już co najmniej parę spraw: jak dbać o cerę, jak uczyć się języków obcych i wreszcie, jak radzić sobie z tak zwaną „słabą silną wolą”.   Nie da się ukryć, że to właśnie od tego ostatniego tematu trzeba właśnie zacząć, bo bez uporządkowania tej kwestii trudno o sukces w jakiejkolwiek dziedzinie życia, od spraw najdrobniejszych do tych całkiem poważnych. Czym jest ta „słaba silna wola”? To potoczne określenie ma oznaczać nieumiejętność wytrwania w postanowieniach, słabość charakteru. Brak dyscypliny. Często używana jest jako swego rodzaju wymówka, usprawiedliwienie, które pozwala nam wytłumaczyć, czemu nie jesteśmy w stanie pozbyć się jakiegoś szkodliwego nawyku albo wyrobić sobie pozytywnych zwyczajów. Zazwyczaj pojawia się w kontekście zdrowego odżywiania, odchudzania, ćwiczeń fizycznych i ruchu, wczesnego wstawania, objadania się słodyczami, palenia tytoni…

Zmiana

Lubię zmiany, chociaż jak każdy trochę się ich obawiam. Nigdy nie wiadomo, co nas czeka za zakrętem. Możemy się tego domyślać, przeczuwać, ale co tam jest, dowiemy się dopiero wtedy, gdy już znajdziemy się po tej drugiej stronie.
Właśnie znalazłam się na takim życiowym zakręcie. Po długich przemyśleniach i głębokim zastanowieniu postanowiłam zrezygnować z dotychczasowego stanowiska i podjąć pracę na własny rachunek. Dlaczego? Powodów było wiele, nie będę ich tu dogłębnie analizować, bo nie miejsce po temu. Opowiem tylko pokrótce o najważniejszych.

Odłącz się od matriksu

Komputer, Internet, telefon komórkowy. Dla mnie, i zapewne nie tylko dla mnie, to trzy najwspanialsze wynalazki naszych czasów. Zmieniają nasze życie, ułatwiają go i dają nieskończoną ilość nowych możliwości. Jednak mają też swoje ciemne strony i wady. A raczej to my mamy czasami problem z racjonalnym korzystaniem z nich. Często słyszę, że komputer i Internet to złodzieje czasu, że ludzie czują się od nich uzależnieni, że spędzają w sieci zbyt wiele czasu. Podejrzewam,  że każdemu z czytających te słowa musiało się to kiedyś zdarzyć (a może zdarza się codziennie, no, tak z ręką na sercu...?). Sieć www dała nam tyle nowych i wspaniałych opcji, zarówno w dziedzinie informowania, komunikacji, dostępu do danych, jak i szeroko pojętej rozrywki, że istotnie możnaby nie wychodzić z niej wcale, gdyby nie to, że przecież ma ona być dla nas tylko narzędziem, a nie światem zastępczym.
Biorąc pod uwagę, że szeroko dostępny Internet jest stosunkowo młodym zjawiskiem, wiele osób mogło nie zdążyć wypr…

Na gościnnych występach

Dzisiaj zapraszam Was na spotkanie w innym miejscu sieci. Maciej Jasica, autor dwóch interesujących blogów, Minimalista21.pl i Rentier21.pl, zaprosił mnie, bym na łamach Minimalisty21 opowiedziała trochę o sobie. Jak się domyślacie, próżność i znana Wam niepowstrzymana gadatliwość nie pozwoliły mi na odmowę. Zapraszam więc do lektury u Maćka :)
Oj, chyba mam tremę...

Czerwone majtki minimalisty

Przez ostatnie dwa wpisy zajmowałam się książką „Sztuka prostoty” Dominique Loreau oraz artykułem o tym, jak wprowadza swoje zalecenia w praktyce, minimalizując mieszkanie pewnej dziennikarki. Jednym z wątków w komentarzach pod wpisem były rozważania, czy iPhone to faktycznie idealny telefon dla minimalisty. Nie mam jednak zamiaru zajmować się tutaj tą kwestią. Przyłączając się do głosu Haeffect, pragnę ostrzec Was przed pewnym niebezpieczeństwem. 
Nie da się nie dostrzec faktu, że pojawia się moda na minimalizm. Pisze o tym np. Piotr Wereśniak w swoim blogu. Podobnie jak pan Piotr ciekawa jestem, co z tej mody wyniknie, mam nadzieję oczywiście, że same pozytywne zjawiska, lecz istnieje spore ryzyko, że coraz częściej będą padać pytania o to, co prawdziwy minimalista kupować powinien, jakiego telefonu czy czytnika książek elektronicznych używać, ile rzeczy mieć, które marki są minimalistyczne, a które nie. Lada moment prasa kobieca zacznie na wyprzódki doradzać, jak uprościć swoje życi…

Sztuka prostoty w praktyce

 Jakiś czas temu udało mi się natrafić na ciekawy artykuł sprzed kilku lat, postanowiłam się nim z Wami podzielić. Zamieszczam więc jego tłumaczenie (mojego autorstwa), oryginalną wersję, J’ai testé l’art du vide, można znaleźć w portalu Psychologies.com. Miłej lektury!







Sztuka prostoty

Zastanawiam się, czemu do tej pory nie zamieściłam recenzji tej książki. Owszem, polecałam ją raz czy dwa, ale nie były to zbyt wyczerpujące opisy. Z drugiej strony spora część osób, które tu zaglądają, lekturę „Sztuki prostoty” Dominique Loreau ma już dawno za sobą. Co miałabym jednak napisać, żeby zachęcić do sięgnięcia po nią tych, którzy jeszcze jej nie znają?
Mówiąc najprościej: przeczytaj tę książkę, bo ona może zmienić Twoje życie. Spotkałam się z różnymi opiniami na jej temat: od „wspaniała” po „wkurzająca”, jednak w większości odbiór był bardzo pozytywny. Niektórzy mówią „to nie do końca moja bajka, ale daje do myślenia”.
Ja sama po raz pierwszy czytałam ją niemal z wypiekami na twarzy, zarywając pół nocy (co dawno nie zdarzyło mi się z powodu książki), a dopiero przy drugim podejściu byłam w stanie powoli ją sobie dawkować. Nadal zdarza mi się otwierać ją na chybił trafił, przeczytać czasem parę zdań, a czasem parę stronic, by zastanowić się nad danym fragmentem.