Przejdź do głównej zawartości

Czerwone majtki minimalisty


Zdjęcie pożyczyłam ze strony http://glovestar.pl
Przez ostatnie dwa wpisy zajmowałam się książką Sztuka prostoty Dominique Loreau oraz artykułem o tym, jak wprowadza swoje zalecenia w praktyce, minimalizując mieszkanie pewnej dziennikarki. Jednym z wątków w komentarzach pod wpisem były rozważania, czy iPhone to faktycznie idealny telefon dla minimalisty. Nie mam jednak zamiaru zajmować się tutaj tą kwestią. Przyłączając się do głosu Haeffect, pragnę ostrzec Was przed pewnym niebezpieczeństwem. 

Nie da się nie dostrzec faktu, że pojawia się moda na minimalizm. Pisze o tym np. Piotr Wereśniak w swoim blogu. Podobnie jak pan Piotr ciekawa jestem, co z tej mody wyniknie, mam nadzieję oczywiście, że same pozytywne zjawiska, lecz istnieje spore ryzyko, że coraz częściej będą padać pytania o to, co prawdziwy minimalista kupować powinien, jakiego telefonu czy czytnika książek elektronicznych używać, ile rzeczy mieć, które marki są minimalistyczne, a które nie. Lada moment prasa kobieca zacznie na wyprzódki doradzać, jak uprościć swoje życie, zbudować minimalistyczną garderobę, dobrać minimalistyczny makijaż i fryzurę. Prędzej czy później jedna z tak zwanych celebrytek wypowie się w wywiadzie, jaką to rewolucją w jej życiu było przeczytanie Sztuki prostoty, a naród popędzi do księgarni, żeby też doznać oświecenia. Dlaczego wypowiadam się o tym w ironicznym tonie? 

Samo zainteresowanie czy moda nie są niczym złym, bynajmniej, przecież mnóstwo osób może na tym skorzystać. Poszukiwanie prostoty, zastanawianie się nad swoimi priorytetami, skalą wartości, skupienie na tym, by "raczej być niż mieć", zdystansowanie do konsumpcji i materializmu czy też wreszcie porządkowanie mieszkania i pozbywanie się zbędnych rzeczy, wszystkie te elementy razem lub każdy z osobna nikomu z nas nie zaszkodzą. Trzeba mieć jednak świadomość, że środki masowego przekazu lubią prześlizgiwać się z wdziękiem po temacie i często spłycają co bardziej złożone kwestie. Natomiast odbiorca, nie mający czasu ani chęci do głębszych rozważań, szuka prostych i szybkich rozwiązań, a długie słowa go męczą ;-) Już widzę, jak moja ulubiona prezenterka Kinga R., opowiada o minimalizmie w telewizji śniadaniowej, nie dopuszczając (jak zwykle) rozmówcy-minimalisty ani na moment do głosu, i streszcza całe zagadnienie do czytania książek na czytniku Kindle, japońskiego designu oraz ubierania się na szaro. 

Gdzie jest popyt, pojawia się i podaż. Skoro pojawi się zapotrzebowanie na minimalistyczne produkty”, pojawią się też produkty lansowane jako takowe. Po prostu minimalizm może być takim samym hasłem marketingowym jak wiele innych, jeszcze jednym sposobem na sprzedawanie rzeczy. A przecież nie ma czegoś takiego, jak idealny produkt dla minimalisty, dla jednej osoby idealnym telefonem może być wspomniany Ajfon, dla innego poczciwa stara Motorolka z klapką. Jak pisze Haeffect, Twój" przedmiot ma być użyteczny i funkcjonalny dla Ciebie.

Wielu z Was na pewno dawno już uodporniło się na marketingowe chwyty, ale czasem nawet najbardziej odporni też się poddają (pisząca te słowa także). Jak się przed tym obronić? Jak nie dać się nabrać, nie dać sobie wmówić, że "każdy minimalista mieć powinien komputer marki XXX"? O tym za chwilę...

Gdy tak ostatnio zatrzymaliśmy się wspólnie nad panią Loreau, pojawiła się jeszcze jedna sprawa: niebezpieczeństwo unifikacji oraz bezkrytycznego przyjmowania słów rozmaitych guru. Wspominałam, że przy całym moim zachwycie tą Autorką, nie znoszę jej kategorycznego tonu, wygłaszania dogmatów typu "pościel tylko biała, a majtek masz mieć 5 par, z białej bawełny, książki wyrzuć, płyty zgraj w kompilacje, ogółem rób jak mówię, a będziesz minimalistą". 

Wyobraźcie sobie, że wszyscy minimaliści świata utworzyli armię klonów, w identycznych mundurkach (szaro-czarnych), białych bawełnianych majtkach, z Ajfonami i Kindlami w łapkach, listą 50 przedmiotów osobistych. Oczywiście nikt z nich nie ogląda telewizji, nie je mięsa, bo przecież Leo B. jest weganinem, mieszkania mają urządzone w stylu japońskim, ściany białe. Wszędzie chodzą na piechotę, bo minimalista musi być "car free".

Nie mam smartphone'a ani czytnika e-booków, rzeczy posiadam więcej niż sto, lubię od czasu do czasu zjeść wieprzowinę, kocham kolor czerwony, a na widok białej pościeli z haftem czy też białych ręczników dostaję palpitacji i mdłości jednocześnie. Oglądam czasami telewizję. Co gorsza, o zgrozo, o horrorze!, akurat mam taki etap w życiu, że podobają mi się ściany w nasyconych barwach (co zaowocowało np. jednym pokojem w kolorze mocno pomarańczowym). Styl japoński bardzo mi się podoba, ale we własnym mieszkaniu bliżej mi do Meksyku :) Mam więcej niż dwie pary butów. Zastanawiamy się z mężem nad zakupem samochodu. Czy to wszystko ma oznaczać, że nie mogę o sobie mówić "Minimalistka" (chociaż wiecie, że i tak zawsze używałam tego określenia w stosunku do siebie z pewną rezerwą...)?! 

Na szczęście nie. Nieraz już o tym rozmawialiśmy tutaj, nawet we wspomnianych już komentarzach do artykułu pojawiły się takie trafne uwagi, jak: minimalizm aby miał sens musi być dobrany do osób i miejsc, których dotyczy (pisze dzierzba) czy też Ile minimalistów, tyle minimalizmów - tak jak w artykule powyżej, pewnie bym powiedziała do pani Loreau - "kobito, na co ci 5 staników?" i do tego "jak można mieć tylko 5 par majtek?!?" ;) Tak samo z zasadą "7", w życiu nie miałam i nie bedę miała 7 par spodni, a 7 koszulek to za mało, bo pranie co tydzień nie wchodzi w grę. Dla jednego ideał to 5 książek na półce a inny uzna, że zredukowanie biblioteczki do 300 pozycji z wcześniejszych 1500 to wielki sukces. I tak dalej... (a to zagubiony omułek). Wasp pięknie pisze: Na czym tak naprawdę polega minimalizm? Na robieniu miejsca na to, co kochamy. A co kochamy? Tutaj już potrzeba trochę czasu, żeby się tego dowiedzieć. Nie da się inaczej niż przez ciągłe zadawania sobie pytań. Sobie, nie innym. Relacja ja - ja. Brzmi jak wariactwo. Wbrew pozorom to nie takie trudne. Chwila ciszy i już jakoś samo się dzieje.

Wiem, że nie trzeba Was uczyć, czym jest minimalizm. Ale tak w ramach ostrzeżenia napiszę jednak to, co myślę, na wypadek, gdyby ktoś tu kiedyś trafił po obejrzeniu wspomnianego wywiadu Kingi R. ze znanym minimalistą: bez takich osób jak Leo Babauta czy Dominique Loreau wiele osób nie wprowadziłoby zmian w swoim życiu (ja też nie). Dobrze, że istnieją guru, wzorce, źródła inspiracji. Wspaniale czytać historie osób, które pod wpływem minimalizmu uporządkowały swoje życie, zatrzymały się w konsumpcyjnym biegu, zastanowiły nad sobą, a potem zmieniły swój mikrokosmos na lepsze. 

Jednak nigdy nie traktujcie tego, co czytacie czy słyszycie, jako wyroczni. Zawsze szukajcie własnej drogi, swoich własnych rozwiązań. Bądźcie krytyczni. Nie dajcie sobie wmówić, że prawdziwy minimalista jest taki czy inny. Lubi kolor biały i zieloną herbatę. Ma 100 rzeczy. I nie wiesza marokańskich fajansów w przedpokoju. Wy i tylko Wy sami wiecie, co dla Was najlepsze. Nie Dominique Loreau, nie Leo Babauta czy Everett Bogue ani też nie Ajka Minimalistka. Czerpcie inspirację z doświadczeń innych, ale nie kopiujcie ich bez zastanowienia. Jeśli Wam to odpowiada, podejmijcie wyzwanie 100 rzeczy, pomalujcie ściany mieszkania na biało, pobawcie się w six items albo miesiąc bez zakupów. Można też zostać cyfrowym nomadą i z laptopem wyjechać na drugi koniec świata, jeśli ktoś o tym marzy. Ale nie róbcie tego wszystkiego tylko dlatego, że ktoś powiedział, że to "takie minimalistyczne i cool". Nie z powodu jakiejś przelotnej mody.

Dbajcie o swój indywidualizm, noście czerwone majtki, jeśli tak Wam się podoba :) 

Komentarze

  1. 'Czerp z innych, ale nie kopiuj innych. Bądź sobą.' - Michel Quoist

    Nie pozwólmy zrobić z minimalizmu jakiejś sekty - jest góru, są wyznawcy. Wszyscy robią to, co każe robić mistrz. Bez przesady. Minimalizm to pojęcie względne, dla każdego oznacza coś innego. Dla jednego będą to białe ściany, dla drugiego 'tylko' 30 par butów.

    Nie dajmy się wpakować w jakieś schematy. Nie dajmy sobą manipulować. Nie ma rzeczy dla grupy ludzi zwanych minimalistami, są rzeczy dla ludzi w ogóle. Każdy powinien dostosować stan posiadania do siebie. Nie istnieje coś takiego jak 'telefon/komputer dla minimalisty' - to kolejny chwyt marketingowy, dowód na to, że minimalizm jest w modzie.

    Twórzmy swój świat, który będzie wyjątkowy. Nie kopiujmy innych. Nie idźmy za tłumem. Jeśli Leo nie ma telefonu komórkowego to nie znaczy, że my też mamy się wyrzec tej technologi. Wszystko jest dla ludzi, ale w umiarze. I o ten umiar chodzi w minimalizmie.

    Uważam, że każdy człowiek ma prawo tworzyć swoje życie, czerpać z wielu wspaniałych osobistości, nie ograniczając się np. tylko do minimalistów czy sportowców. Każdy człowiek, który mieszkał na tej Ziemi, zostawił po sobie coś dobrego. To właśnie jest to, co trzeba naśladować.
    'Kiedy spotkasz złego człowieka, zastanów się nad sobą. Kiedy spotkasz dobrego, staraj się przejąć chociaż jedną jego cechę.'

    Minimalizm to jedna z dróg, nie jedyna, nie wiem czy najlepsza, po prostu jedna z wielu. Sam decyduj czy chcesz na nią wejść. Posłuchaj głosu swego serca, nie głosu innych. Pamiętaj, że to Twoje życie.

    Z uśmiechem na ustach pozdrawiam,
    Wasp

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem czemu tak bardzo irytujesz się tym że jest na coś moda?

    Minimalizm to dla mnie jest naturalne przedłużenie koncepcji zenowej która mówi "skup się na 'teraz'". Do tego nie jest potrzebna zupełnie żadna rzecz. A cały komercjalizm i tym podobne, to wymysł marketingu, żeby wydawać pieniądze.

    Też samo określenie "minimalista" - to już jest próba zamykania czegoś czego nie da się zamknąć w definicje, bo to jest raczej stan umysłu, a nie coś 0-1'nkowe co można zamknąć w określenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podpisuję się rękami i nogami. Miałam tą samą refleksję na temat staników i majtek. :) Trochę odbiegając od głównego wątku zaczęłam się zastanawiać się jaki wpływ na podejście do minimalistycznego sposobu życia mają doświadczenia ustroju polityczno-ekonomicznego, takiego jak PRL w Polsce. Z jednej strony pokolenie naszych rodziców przekazało nam tendencję do chomikowania (bo potem może nie być),a z drugiej strony jeszcze pamiętamy czasy, kiedy nie każdy miał telefon, nawet stacjonarny, a jeden telewizor na rodzinę wydawał się całkowicie wystarczający. Może społeczeństwa, które mają za sobą więcej pokoleń dobrobytu potrzebują guru, który przemówi do nich bardziej stanowczo? Ale może się zapędzam i to kwestia indywidualna: jedni lubią wyraziste zasady, a inni słysząc, że mogą mieć tylko 5 książek, bo ktoś tak powiedział, stukają się w głowę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wasp: zgadzam się w 100 %, właśnie o to mi chodzi, o to, by czerpać z myśli i doświadczeń innych ludzi to, co dla nas dobre i cenne, ale nie dawać się upchnąć w szufladki i kategorie. Nie zapominać o sobie.
    Piotrze, witaj u mnie, miło Cię widzieć. Nie, ja ani trochę nie irytuję się na modę jako taką, chyba nie zrozumieliśmy się najlepiej, wręcz cieszę się z niej. Ja tylko ostrzegam przed tym, żeby minimalizmu nie przekładać na marketing właśnie, na tę zero-jedynkowość, o której wspominasz. I o tym nie skupianiu się na rzeczach piszę. O szukaniu własnej drogi, tego swojego tu i teraz.
    Hazel - też o tym myślałam. Mamy specyficzne narodowe doświadczenia, więc na pewno patrzymy na kwestie konsumpcji inaczej, bo nie traktujemy dobrobytu jako sprawy oczywistej, pamiętamy czasy, gdy mikrofalówka czy zmywarka do naczyń były szczytem luksusu, w wielu domach nadal myje się naczynia ręcznie w zlewozmywaku, mamy większy dystans do całej tej kolorowej i plastikowej rzeczywistości, dlatego łatwiej przychodzi nam zmiana podejścia niż mieszkańcom Stanów Zjednoczonych na przykład?
    Ale prawdą jest też, że niektóre osoby potrzebują jasno określonych zasad, nie chcą lub nie potrafią same szukać rozwiązań. Mimo wszystko lepiej, żeby nawet nad najlepszą listą zaleceń chwilę się zastanowić, nim wprowadzi się ją w życie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej. Z tej strony bardzo_początkująca_może_kiedyś_minimalistka. Ciesze się z tej notki to, co tak podoba mi się w minimalizmie to to, że jest filozofią a nie ideologią. Mogę sama wyznaczyć sobie tempo, robić to co czuję że pasuje u mnie, a nie od razu iść na manifestację ;). W końcu robię to dla siebie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Post napisany w samą porę... :) Rzeczywiście, otwierając czasopisma traktujące o wystroju wnętrz trzeba się postarać by nie napotkać wnętrza minimalistycznego. Rynek zwietrzył okazję ;p Tylko, że minimalizm został zauważony na nowo w dzisiejszych czasach w odpowiedzi na nadmierną konsumpcję. Każdy broni się przed nią na swój sposób. Chyba na każdym minimalistycznym blogu jest wpis, w którym autor wspomina o tym, że minimalizm jest dla niego czymś na co nie znajduje określenia ;) Dla każdego jest czym innym. Ale coś nas wszystkich łączy. I dzięki temu, ze określiliśmy się jako minimaliści możemy wymieniać się doświadczeniami i wrażeniami. Często na forach internetowych zarzuca się, ze minimalizm jest pozą bogatych, pokazywaniem światu, że jesteśmy inni, albo, że minimalizm to sekta :) A mnie się wydaje, że sekty z założenia nie możemy stworzyć własnie przez wrodzony krytycyzm, który nas popchnął w stronę minimalizmu. No i faktycznie, z racji wychowania w Polsce a nie w USA nasz minimalizm ma inne korzenie, rządzi się innymi prawami. Nam nie było dane babrać się w nadmiarze od dziecka, ale minimalizm pozwala uświadomić sobie bezsens ówczesnej tęsknoty za tym.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nakrzyczeliście na Bartosza z tym telefonem, ale mam nadzieję, że wróci :)

    Świetny wpis, Ajko. Nic dodać, nic ująć. Moją wadą, a czasem może zaletą, jest nieumiejętność podążenia za jakimkolwiek autorytetem. Dlatego choć nazwałam D.L. "Panią Guru" pod jednym z wpisów, było to lekko ironiczne :) Co nie zmienia faktu, że z książki nawet niedowiarek jak ja może wyciągnąć sporo.

    Własna droga, ot co.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie minimalizm to taki stan umysłu i posiadania, który daje poczucie wolności i panowania nad własnym życiem. Mnie duża ilość rzeczy przytłacza bo nie potrafię zapanować nad ich uporządkowaniem. A dla innych minimalizmem będzie zupełnie coś innego.
    A moda na minimalizm - jakoś dla mnie zawsze idzie w powiązaniu z pieniądzem. Mamy kryzys to promujemy minimalizm. Będzie lepiej to zaczniemy promować "żyj pełną gębą, korzystaj z życia, itp." A to wszystko kasa, kasa, kasa...wielki ogólnoświatowy biznes. Bo czy minimalista przestanie kupować? - NIE! Zacznie kupować mniej rzeczy za to lepszej jakości ale i też droższe. Powiedzą mu, że ma być ZEN to kupi wszystko co jest zen. I tak do czasu aż świat się znudzi i pójdzie w coś innego.

    OdpowiedzUsuń
  9. Doskonały wpis. Sam w niedługim czasie zamierzam coś na ten temat napisać i odnieść do tego mój eksperyment dotyczący posiadania mniej niż 100 rzeczy. Przez te 2 tygodnie dość sporo nad tym myślałem i doszedłem do pewnych wniosków, o których napiszę. Przeraża mnie to co napisałaś i to co wydaje się całkiem możliwe:

    "coraz częściej będą padać pytania o to, co prawdziwy minimalista kupować powinien, jakiego telefonu czy czytnika książek elektronicznych używać, ile rzeczy mieć, które marki są minimalistyczne, a które nie. Lada moment prasa kobieca zacznie na wyprzódki doradzać, jak uprościć swoje życie, zbudować minimalistyczną garderobę, dobrać minimalistyczny makijaż i fryzurę. Prędzej czy później jedna z tak zwanych celebrytek wypowie się w wywiadzie, jaką to rewolucją w jej życiu było przeczytanie „Sztuki prostoty”, a naród popędzi do księgarni, żeby też doznać oświecenia."

    W moim odczuciu problemem jest brak krytycznego myślenia u zdecydowanej większości ludzi, a winę za to w dużej mierze ponosi system, w którym funkcjonujemy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajnie że o tym rozmawiamy. Minimalizm praktykuje się po to, żeby "przekroczyć ciało" czyli tak uporządkować swoje zewnętrze by można było bez przeszkód zająć się ważniejszymi sprawami. Praktyka dyscypliny, czyli powtarzalnych czynności uczy cierpliwości i pokory. To wszystko robi się po coś, nie tylko dlatego żeby w domu było czysto i dla wrażeń estetycznych. Dominique Loreau chyba za bardzo rozkochała się w estetyce zapominając o etyce ;) choć przyznaję, o estetyce pisze dobrze i chwytliwie.

    A tak w ogóle to ograniczanie ilości przedmiotów i narzucanie sobie dyscypliny nie jest wielkim wyczynem, setki (w cudzysłowie) ludzi doświadczyły tego przed nami, dobrowolnie lub nie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj. Ale się porobiło. Nie miałem najmniejszego pojęcia, że moje jakże proste pytanie wywoła taką lawinę.

    Na wstępie chciałbym Bardzo Przeprosić wszystkich, których uraziłem moim pytaniem. Zastanawia mnie fakt gdybym zapytał o to czy mam mieć ściany białe czy czerwone to także by wynikło tyle opinii.

    Każdy z nas w swoim życiu miał taki etap, że wkraczał w ten minimalizm. Ja jako ten początkujący minimalista szukam swojej drogi. Swojego podejścia do tematu. Nie wiem czy mogę to nazwać modą, lecz mi taki stan życia bardzo odpowiada, i pragnę go za wszelką cenę praktykować.

    Ileż to razy było tak że zadawaliśmy pytania jako dzieci. Mówi się, że nie ma głupich pytań a kto pyta nie błądzi. Ja także zadaje pytania na nurtujące mnie sprawy.Pytam o inny światopogląd. Nie ma nic piękniejszego niż porozmawiać z innymi osobami wyznającymi podobne poglądy.

    Wydaje mi się, że wszyscy razem tworzymy swego rodzaju grupę, która ma jeden ważny cel dążyć do prostego życia.
    Na blogach moi Kochani opisujecie swoje przemyślenia, z jednymi się zgadzacie z innymi nie. Jak na przykład nieszczęsne wpisy dotyczące najlepszego telefonu dla minimalisty, i tam każdy się wypowiada za lub przeciw. To samo może się tyczyć życia bez samochodu, lub jak ostatnio przeczytałem że jako minimalista mogę zamienić samochód na mniejszy inny i mniej paliwożerny.
    Uważam, że każde pytanie dotyczące minimalistycznego życia powinno być przemyślane (moje pewnie takie nie było?) lecz nic nie stoi na przeszkodzie by dowidzieć się co o tym wszystkim myślą inni minimaliści.
    Czy gdyby kucharze nie zadawali pytań innym wiedzieli by jak postępować i gotować wspaniałe potrawy.

    Przeczytałem za jednym zamachem Sztukę Prostoty. Ajka Dziękuję za przesłanie. I zgodzę się z opiniami które opisują, że autorka potrafi irytować. Nasuwa mi się w związku z tym myśl dotycząca autorytetu. Każdy kiedyś jako dziecko świadomie czy też nie wybierał sobie autorytet. Nadal tak jest, że identyfikujemy się z różnymi grupami. Myślałem, że po przeczytaniu Sztuki Prostoty tego typu autorytetem będzie właśnie autorka. Lecz w mojej ocenie i z tego co przeczytałem na wielu blogach jeżeli chodzi o minimalistyczne podejście do życia Moim autorytetem który jest jakby mentorem w dążeniu do minimalistycznego trybu życia jest blog Ajki minimalistki. Zgadzam się z Ajka z jej wypowiedziami i na niej się wzoruje.

    Większość z was powie, że jestem do niczego gdyż nie mam własnego zdania. Lecz właśnie moje zdanie jest takie, że spośród tylu blogów, opinii o minimalizmie ten blog Ajki mi najbardziej odpowiada. Ze wszystkimi kwestiami. Czego w wypadku Sztuki Prostoty nie mogę powiedzieć.

    Wracając do nieszczęsnego Ajfona. Na blogu: http://simpleorganizedlife.com/
    Ten właśnie ajfon jest opisywany jako coś wspaniałego. Wasze komentarze dały mi bardzo do myślenia.
    Lubię konstruktywna krytykę. Lecz jeżeli popatrzeć na to z drugiej strony to czy nie właśnie o to chodzi by minimalizować ilość noszonych na codzień rzeczy. Nie ważne czy ten nasz kalendarz, notatnik, odtwarzacz mp3 wrzucimy do ajfona czy innej nokii to raczej o to czasem chodzi. Wszystko zależy od tego co lubimy.
    Napisałem w jednym z komentarzy, że jestem szczęśliwy nie musząc pilnować tyle rzeczy na codzień. W minimalizmie chyba o to chodzi o ten spokój ducha. By się jak najmniej przejmować.
    I nie martwcie się nie kopiłem i nawet nie zamierzam kupić ajfona. Jak to Ajka ładnie mi przypomniała sprawę z PlayStation.
    Wybrałem lepsze rozwiązanie. W śród znajomych poszukałem kogoś kto ma telefon stary nie używany i poprosiłem o niego. Mam telefon który zaspokaja moje potrzeby. I najważniejsze nie muszę się martwić, że jak zgubię czy mi go ukradną to stracę masę gotówki.
    To samo tyczy się np. telewizora. Na większości blogów o minimalizmie piszą. Telewizor to zło pożeracz czasu. Ale czy tego samego nie możemy powiedzieć o internecie? Wszystko zależy od naszego podejścia do danego tematu.

    cz.1 cdn.

    Bartosz

    OdpowiedzUsuń
  12. Natomiast jeżeli zadajemy pytania są one czasem po to by się o czymś przekonać. I tu zacytuje zdanie które mnie dotyczy w 100%: "otóż ja mam bardzo słabą silną wolę,
    czasami mi się udaje trwać w decyzjach i postanowieniach, innym razem łamię się już przy drobnym nacisku i sugestii." i chciałbym być taką osobą która tego problemu nie posiada.

    No cóż Ciągle się uczę. To jest mój kolejny cel dla początkującego minimalisty pokonać te naciski.

    Nie wiem czy z sensem przekazałem to o czym tyle ostatnio myślałem.
    Mam nadzieję, że zrozumieliście moją intencję.

    Przepraszam jeżeli kogokolwiek uraziłem moimi pytaniami lub wypowiedziami nie miałem tego na celu.

    Jako noworodek minimalista stawiam pierwsze kroki i czasem się przewracam.Lecz wstaję i dążę dalej do upragnionego celu.

    Pozdrawiam Bartosz:)

    Przepraszam, że w dwóch częściach lecz mi się nie zmieściło.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mój minimalizm zaczął się jeszcze zanim dowiedziałam się że ma to jakąś nazwę. Ale jest to tylko mój minimalizm, bliski definicji ale nie taki sam. Podobnie jak pisze Pentla minimalizm to dla mnie taki stan kiedy czuję, że panuję nad otaczającym mnie światem, kiedy kontroluję go. Gdy posiadam tylko to co niezbędne, nie zagracam swojej przestrzeni a wokół mam ład i porządek czuję pewnego rodzaju błogość, harmonię. Nadmiar rzeczy frustruje mnie, sprawia że trudno mi się skupić,staję się jakby bardziej nerwowa, nie mogę zebrać myśli.
    Jednak w mojej przestrzeni są rzeczy, z którymi trudno byłoby mi się rozstać lub zaakceptować ich stratę.Mam niewiele przedmiotów ale to co kupuję jest zazwyczaj bardzo przemyślane. I tu właśnie mój minimalizm nie pasuje do typowej definicji...na pewno nie jestem w stanie porzucić z czystym sumieniem wszystkich rzeczy i zupełnie nie czuję potrzeby aby do tego dążyć...Ann

    OdpowiedzUsuń
  14. Drogi Bartoszu, przepraszam jeśli jakiekolwiek moje słowa Cię uraziły, nie chciałam tego zrobić.

    'Nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi.' Nie bój się zadawać pytań. Dyskusja o iPhone jest wiecznie żywa, gdzie by ten temat nie został poruszony zawsze znajdzie się grono, które będzie się przekomarzać o wadach i zaletach tego urządzenia. Cieszę się, że znalazłeś odpowiedni dla siebie telefon. Każdy z nas potrzebuje czegoś innego, wymaga od sprzętu innych funkcji. To, że dla mnie iPhone jest zbędny, to znaczy nie mniej ni więcej, że po prostu nie potrzebuję tych wszystkich funkcji, ja nie potrzebuję, to moja subiektywna opinia.

    Co do TV i Internetu - umiar, umiar, umiar. Wszystko jest dla ludzi, musimy o tym pamiętać.

    Minimalizm to tylko nazwa, to Ty decydujesz co pod nią się będzie kryło. Twórz swój minimalistyczny świat według swoich zasad. A skąd wziąć te swoje zasady? Czytaj innych, wyciągaj z nich to co dla Ciebie jest najlepsze, dodaj coś od siebie...

    Pozdrawiam,
    Mały Wojownik Uśmiechu,
    Wasp

    OdpowiedzUsuń
  15. trafne słowa! idealne do rozważań przy porannej kawie:)ja też rozpoczęłam porządkowanie przestrzeni dookoła mnie po przeczytanie książki, ale bez szaleństw, że muszę to zrobić w tydzień. Powoli dzień po dniu porządkuję szuflady, półki i zakamarki mojego domu. Zakupy też stają się bardziej przemyślane, z zastanowieniem czy to potrzebne i czy zagra z resztą , którą już posiadam. Co do kolorów, wystroju domu i przedmiotów które go tworzą- myślę, że każdemu z nas inaczej w duszy gra/ I CAŁE SZCZĘŚCIE:))/ bo to przecież nasz dom i to my mamy być tu szczęśliwi i bezpieczni, nie zaś autorka książki.Ważne jednak w tym to , że przystajemy na chwilę by doznać że tu i teraz, ważniejsze niż wczoraj i jutro:)) pozdrawiam anielsko,maja

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej Bartosz, moją intencją też nie było przywoływanie Ciebie do porządku, to była prosta odpowiedź na Twoją prośbę o opinię. A moja jest taka, nie inna, bo akurat ten aspekt mody na minimalizm czyli dyskusje co kupić, żeby być minimalistą dość konkretnie mi zalazł za skórę :> Dla kogoś kto używa wielu aplikacji iPhone'a będzie to fajne rozwiązanie, ale dla wszystkich innych już nie. Wiem też trochę o kłopotach jakie ludzie mają z jego serwisem i tendencjach do częstego psucia się niektórych modeli, stąd dla mnie - telefon jak telefon, dla jednych przeszkadzajka, dla innych idealny. Nie przejmuj się tymi naszymi dyskusjami, raczej uważam ze powinieneś być dumny, bo powstała z tego bardzo konstruktywna burza mózgów.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bartoszu, bardzo dobrze, że zadałeś takie pytanie, każdy wypowiedział swoje zdanie na ten temat, wyszła fajna dyskusja. Gorzej by było, gdyby wszyscy jak jeden mąż stwierdzili kategorycznie, że ajfon to jedyny i najlepszy telefon dla minimalisty ;) wynikłoby z tego, że nie jesteśmy minimalistami, a ofiarami dziwnej mody :P Rady innych pomagają nam się odnaleźć, a ostateczna decyzja należy tylko i wyłącznie do nas.
    Niedawno przeglądając jakiś minimalistyczny blog natrafiłam na urządzenie krojące naleśniki (am. pancakes) na równe trójkąty. No niczego bardziej absurdalnego w życiu nie widziałam ;)od razu pomyślałam, że co jak co, ale TO coś minimalistyczne nie jest. Za to po dłuższym zastanowieniu naszła mnie myśl, że do żadnej sekty nie należę, dogmaty precz, i to co dla mnie jest wymysłem, kogoś może uszcześliwiać i zaprowadzać mu porządek w życiu. I takie prezentacje "najbardziej przydatnych w życiu przedmiotów" musimy zawsze przyjmować krytycznie tj. zastanowić się, czy DLA MNIE ten przedmiot jest absolutnie niezbędny. Pokazywanie (czy narzucanie, jak u D.Loreau) własnych rozwiązań jest zawsze trochę szkodliwe, bo znajdą się takie osoby, które ślepo podążą za przykładem, myśląc, że je to uszczęśliwi. Myśleć przede wszystkim, a w razie wątpliwości - pytać - jak zrobił to Bartosz :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak Bartoszu, chodzi o ten spokój. A ten spokój wynika z zaufania do siebie - z tego, że umiesz wybrać to, co w danym momencie służy Ci najlepiej. Niezależnie od tego czy jest modne czy nie i co o tym sądzą inni. Spokój wynika również z umiejętności podziwiania bez chęci posiadania, z tego że 'podoba mi się' nie oznacza automatycznie 'muszę to mieć' ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo Wszystkim Dziękuję za wypowiedzi. Dają mi sporo do myślenia. Jestem wdzięczny za każdą wspaniałą wypowiedź.

    Każdy jest z nas Inny i to jest wspaniałe w dążeniu do minimalizmu. Gdybyśmy wszyscy sobie słodzili i byli tacy sami było by nudno.

    Dziękuję Pozdrawiam Bartosz

    P.S. Ajka zauważyłem wspaniałe nowe zdjęcie przy twoim profilu. Rewelacja. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Wyjechałam sobie na wieś na łykend, a tu się działo pod moją nieobecność, oj działo. Bardzo podoba mi się ta dyskusja, widać, co jak co, ale nikt tutaj minimalizmu powierzchownie nie traktuje. I że warto zadawać pytania.
    Anio: witaj! Nie chodź na manifestacje, lepiej zostań w domu i poczytaj Minimalistkę ;-)
    Plusultra, tak, zgadzam się z Tobą, że to właśnie ten wrodzony krytycyzm popchnął nas w stronę minimalizmu i to on nas chroni przed sekciarstwem. Warto jednak zdawać sobie sprawę z zagrożenia trywializacją, powierzchownym potraktowaniem sprawy. Po lekturze komentarzy do tego wpisu jednak już mniej się o to obawiam :)
    Tofalaria, ta książka na mnie też miała duży wpływ, nadal uważam ją za naprawdę cenne źródło inspiracji, ale... no właśnie, własna droga.
    Pentla: trafnie to podsumowałaś, u podłoża każdej mody gdzieś zawsze można doszukać się pobudek finansowych, biznesowych. Co nie zmienia faktu, że moda czy nie moda, ale wielu z nas z minimalizmu czerpie dla siebie korzyści, spokój, pozytywne zmiany.
    Stwierdzenie "Dla mnie minimalizm to taki stan umysłu i posiadania, który daje poczucie wolności i panowania nad własnym życiem. Mnie duża ilość rzeczy przytłacza bo nie potrafię zapanować nad ich uporządkowaniem. A dla innych minimalizmem będzie zupełnie coś innego." mogłoby być moim mottem. Właśnie od tego się zaczęło.
    Maćku, tego się obawiam, tego braku krytycyzmu, z którym często spotykam się na co dzień. Ale może niepotrzebnie się nad tym zastanawiam.
    Haeffect, pewnie, że to nie jest jakiś nadludzki wyczyn, nie ma co tego przedstawiać jako jakiegoś nie wiadomo jakiego osiągnięcia. Dla mnie jest osobistym sukcesem, bo cieszę się z tego, że przekroczyłam swoje wcześniejsze ograniczenia i teraz mogę przesuwać wyżej tę poprzeczkę, ale nie wyobrażam sobie, że dokonałam czegoś niezwykłego.
    Bartosz, bardzo bardzo się cieszę, że nie spłoszyła Cię cała ta dyskusja. Zgadzam się z opinią, że zamiast się tłumaczyć i przepraszać, powinieneś być dumny, że wywołałeś taką owocną i ciekawą debatę, naprawdę przyjemnie móc rozmawiać z ludźmi, którzy podzielają nasze przekonania, a nawet jeśli się z nimi nie zgadzają, potrafią to inteligentnie wyrazić. Sam widzisz, że nie było tu żadnej wrogości ani negatywnych uczuć, nie mogę wypowiadać się za innych, ale moim zdaniem nikogo nie uraziłeś. A na pewno skłoniłeś nas wszystkich do zastanowienia.
    Wzruszyłeś mnie stwierdzeniem, że jestem dla Ciebie autorytetem, ale sama nie wiem, czy jestem gotowa na takie wyzwanie, by być dla kogokolwiek mentorką czy wzorcem do naśladowania. To wielka odpowiedzialność, wiesz? Lepiej czuję się jako źródło inspiracji, wolę na razie myśleć, że inni będą mieć odwagę wprowadzać zmiany w swoim życiu, bo "skoro Ajce się udało, to ja przecież też dam radę" :)
    Dziękuję Ci za miłe słowa o zdjęciu, coś trzeba było już zmienić w tym profilu :)
    Ann, miło Cię widzieć, zastanawiałam się ostatnio, czy jeszcze zaglądasz :) Myślę, że najważniejsze, że Twój minimalizm daje Ci to uczucie harmonii i błogości, a to czy pasuje do takiej czy innej definicji, jakie to ma znaczenie wobec tego, jak dobrze ty sama się z nim czujesz? Moim zdaniem nie ma znaczenia.
    Wasp, zgadzam się, każde z nas tworzy własną definicję, a, jak już Plusultra zauważyła, jednak coś nas wszystkich łączy.
    Maju, nie musisz zrobić tego w tydzień, mogę Cię tylko ostrzec, że jak już raz zaczniesz, to już się nie skończy - minimalizowanie znaczy się. Ale zobaczysz, że zabawa jest z tego niezła :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Zaglądam Ajko bo jak już kiedyś pisałam Twój blog jest uzależniający...jak raz przeczytasz to nigdy nie przestaniesz...i zawsze będziesz chcieć więcej i więcej...;)) Ann

    OdpowiedzUsuń
  22. Do Bartosza:
    Ja jestem użytkowniczką Ipod touch (czyli Iphone bez telefonu). Sama nie chciałam kupić bo myślałam, że ma za dużo funkcji i takie tam. Ale dostałam na próbę na 3 miesiące i już nie oddam! Okazało się, że urządzenie doskonale pasuje do moich upodobań (szkoda mi jeszcze, że nie ma telefonu). Nie będę się szczegółowo rozpisywać. Chodzi mi tylko o to, że tak na prawdę jeśli czegoś nie spróbujesz to nie wiesz czy ci to pasuje czy nie.
    Ja kiedyś w pracy dostałam palmtopa, pół roku się z nim męczyłam i oddałam, kompletnie nie odpowiadał. I niby spełniał on kryteria minimalizmu, bo i kalendarz i adresownik i komputer były w jednym urządzeniu. Ale sposób obsługi był mega denerwujący. Tak więc musisz sam na własnej skórze się przekonać :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. myślę sobie, że tak jest we wszystkim- wszędzie trzeba szukać równowagi, i dążyć do tego złotego środka.

    @pentla
    a ja sobie życia bez palma nie wyobrażam...

    OdpowiedzUsuń
  24. Jak miło przeczytać taki post i dyskusję. Kamień z serca mi spadł, gdyż czytając różne blogi nie zawsze zgadzałam się ze wszystkimi tam prezentowanymi pomysłami. Nawet zastanawiałam się czy rzeczywiście minimalizm jest dla mnie odpowiedni, skoro wiele proponowanych rzeczy mi absolutnie nie odpowiada. Teraz mogę z czystym sumieniem tak jak sugerujecie tworzyć własną drogę, swój sposób na minimalistyczne życie i traktować posty jako inspirację a nie wyrocznię jak należy żyć :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Moim zdaniem taka swoista moda powstała już jakiś czas temu na szeroko pojęty rozwój osobisty. Zarówno w tym dobrym wymiarze, jaki przejawia się w licznych blogach na ten temat, tłumaczeniach mnóstwa fundamentalnych dla danych kwestii książek, pojawianiu się rozwojowej prasy na naszym rynku czy ogólnej tendencji do wszechstronnego rozwijania się; jak i w złym - wiele z poradników, artykułów, wpisów na blogach to niczym niepoparte "xx sposóbów na to, żeby y", treści powszechnie powielane z innych blogów i książek, lecz nie wzbogacone o własną refleksję, bez przetestowania ich działania w życiu autora.

    Fragment Twojego wpisu dotyczący guru wydaje mi się przestrogą uniwersalną - dziś każdy może blogować, nie potrzeba do tego żadnej specjalnej informatycznej wiedzy i rozglądając się po sieci warto o tym pamiętać. Nie każda treść na rozwojowym blogu jest treścią wartościową i nie każda musi pasować, być odpowiednia akurat dla mnie. Zawsze dobrze jest czerpać od innych inspiracje czy odpowiadające nam wskazówki na życie, ale nie bezkrytycznie - i tutaj sporą rolę mogą odgrywać komentarze pod wpisem.

    Bo to właśnie jest miejsce na dyskusję, polemikę, wyraz poparcia czy też rozwinięcie myśli autora i wzajemną "edukację", rozwój.

    Na marginesie - po lekturze Twojej recenzji wypożyczyłem książkę Loreau i w swoim czasie zmierzę się z tą nieco kontrowersyjną (sądząc z recenzji i komentarzy) pozycją :)

    Mnóstwo minimalistów na Twoim blogu Ajko - wszak o tym on traktuje ;) - ale i tak czuję się na nim swojsko i podbieram to, co dla mnie wartościowe. Pisałem już kiedyś u Ciebie, że moje życie posiada wiele minimalistycznych cech, ale nie stało się takie w efekcie świadomego podążania drogą minimalizmu. To raczej głęboko zakorzenione potrzeby własne, które w odpowiednim stosunku nie przeszkadzają życiu pełnemu zgiełku aktywności i poczuciu satysfakcji z godzenia ich ze sobą, czerpania tego, co dla mnie pociągające :) Umiar, jak ktoś wyżej pisał, umiar to podstawa :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Krzysztof

    OdpowiedzUsuń
  26. Ann, postaram się sprostać i dostarczać więcej narkotyku :)
    radosnafasola, zapewne każdy z nas miewa takie wątpliwości, pewnie właśnie dlatego, że tyle odmian minimalizmu, ilu samych minimalistów. Dobrze, że odnalazłaś dzięki tej dyskusji potwierdzenie, że możesz pójść własną drogą.
    Krzysztofie, jak zwykle miło Cię czytać :) Bardzo cieszę się, że odnajdujesz u mnie miejsce dla siebie, bo przecież nie chcę zamykać się w jakimś zaklętym kręgu, popadać we wspomniane już sekciarstwo. Bierz, co Ci pasuje, resztą nie zawracaj sobie głowy, jak na prawie minimalistę przystało :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Bezdzietna z wyboru

Noszę ten temat w sobie już od dawna, a zabieram się do wpisu od dobrych paru miesięcy. Wprawdzie w głowie jest gotowy, ale trudno mi się przełamać, by go napisać. Sami zobaczycie dlaczego. 
W pierwszej chwili może wydać się Wam, że sprawy, o których będę pisać w tym i kolejnych wpisach, niezbyt są związane z ogólną tematyką bloga, ale tak jest, moim zdaniem, tylko pozornie. Wszak i tutaj, i w swoich książkach dużo mówię o odwadze życia po swojemu oraz o świadomym podejmowaniu decyzji w każdej dziedzinie. 
Po raz pierwszy poproszono mnie o wypowiedź na temat bycia bezdzietną z wyboru kilka lat temu, do jakiegoś materiału prasowego. Nie czułam się jednak na siłach. Wydawało mi się to sprawą zbyt intymną. Nie chciałam też wciągać w to mojego partnera życiowego. Ma prawo do prywatności i nie musi chcieć dzielić się swoimi osobistymi decyzjami z połową internetu, jedynie dlatego, że jego żona jest blogerką i jak na blogerkę przystało, czasem psychicznie oraz emocjonalnie obnaża się w sie…

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Na rozstaju

Wróćmy do tematu niechcenia dzieci. Obiecałam wyjaśnić Wam, czym kierowałam się w procesie podejmowania ostatecznej decyzji w tej kwestii. Nie traktuję tego jako tłumaczenia się, nie widzę powodu, by się tłumaczyć. Uważam jednak, że za rzadko rozmawia się na ten temat, a Wasze pozytywne reakcje pod ostatnim wpisem potwierdzają, że jest taka potrzeba. Może gdybyśmy częściej mówili o tym, dlaczego jedne osoby pragną mieć dzieci, a inne nie, mniej emocji budziłby ten temat? Może łatwiej byłoby o tym mówić? 
Właściwie nie pamiętam, czy ktoś kiedyś pytał mnie CZY chcę mieć dzieci albo DLACZEGO nie chcę. Bywałam za to strofowana za to, że tak z tym zwlekam, nazywana egoistką, straszona starością w samotności (dzieci jako polisa na starość to mój ulubiony motyw). Pamiętam, jak kiedyś zbeształa mnie lekarka przy okazji badań okresowych, coś w tonie „najpierw czekają nie wiadomo na co, a potem mają pretensje, że nie mogą zajść w ciążę”. Dodam, że wypaliła z tym tekstem ni stąd, ni zowąd, niep…