Przejdź do głównej zawartości

Odłącz się od matriksu


Mini, kotka Benity Larsson
Komputer, Internet, telefon komórkowy. Dla mnie, i zapewne nie tylko dla mnie, to trzy najwspanialsze wynalazki naszych czasów. Zmieniają nasze życie, ułatwiają go i dają nieskończoną ilość nowych możliwości.
Jednak mają też swoje ciemne strony i wady. A raczej to my mamy czasami problem z racjonalnym korzystaniem z nich. Często słyszę, że komputer i Internet to złodzieje czasu, że ludzie czują się od nich uzależnieni, że spędzają w sieci zbyt wiele czasu. Podejrzewam,  że każdemu z czytających te słowa musiało się to kiedyś zdarzyć (a może zdarza się codziennie, no, tak z ręką na sercu...?). Sieć www dała nam tyle nowych i wspaniałych opcji, zarówno w dziedzinie informowania, komunikacji, dostępu do danych, jak i szeroko pojętej rozrywki, że istotnie możnaby nie wychodzić z niej wcale, gdyby nie to, że przecież ma ona być dla nas tylko narzędziem, a nie światem zastępczym.

Biorąc pod uwagę, że szeroko dostępny Internet jest stosunkowo młodym zjawiskiem, wiele osób mogło nie zdążyć wypracować sobie właściwych metod korzystania z niego, tym bardziej, że wciąż powstają kolejne nowości, kiedyś mieliśmy do dyspozycji zaledwie pocztę elektroniczną i wyszukiwarki, potem pojawiały się rozmaite komunikatory, listy, dyskusyjne, fora, blogi, portale społecznościowe i wiele wiele innych. Jak odnaleźć się w tym oceanie wręcz nieograniczonych (i niewątpliwie atrakcyjnych) możliwości? Jak zachować ten niejednokrotnie już tutaj chwalony umiar i zdrowy rozsądek?
Warto zacząć od uczciwej oceny swojej postawy, takiego rachunku naszego cyfrowego sumienia. Wiadomo, że w coraz większej liczbie dziedzin korzystanie z sieci po prostu znacznie ułatwia życie, nie warto więc zastanawiać się nad tymi obszarami, w których „wchodzimy do netu” z konieczności, w sprawach związanych z pracą, formalnościami, komunikacją. Pochylmy się jednak nad całą resztą. 

Po pierwsze kwestia proporcji: spróbuj ocenić, ile średnio godzin dziennie spędzasz w sieci dla przyjemności, jak wykorzystujesz ten czas, jak się to ma do Twojej pozostałej aktywności? Jak często zaniedbujesz inne dziedziny swojego życia kosztem przesiadywania w necie? Czy zdarzyło Ci się, że nie miałeś czasu (lub chęci...) na to, by porozmawiać z bliskimi, pobawić się z dzieckiem, przytulić żonę (męża, dziewczynę, chłopaka, niepotrzebne skreślić), poćwiczyć, iść na spacer, spotkać się ze znajomymi, a jednak miałeś ten czas na sprawdzanie poczty, odwiedzenie serwisu typu nk czy fb, oglądanie filmików, przeglądanie blogów czy forów, czytanie plotek itp.?

W jaki sposób zarządzasz swoim czasem w sieci? Czy wyznaczasz sobie jakiś określony czas, czy też przez cały dzień (popołudnie, wieczór), co chwilę odrywasz się od innych zajęć, by zerknąć do skrzynki, czy nie przyszedł przypadkiem nowy e-mail, wchodzisz na fb, żeby zobaczyć, co robią Twoi znajomi, sprawdzasz rozmaite alerty, powiadomienia, aktualizacje? Nowe wpisy na ulubionych blogach, nowe komentarze, odpowiedzi na Twoje wpisy czy komentarze? Do jakiego stopnia Internet nie pozwala Ci się skupić? Jak czujesz się, gdy nie masz dostępu do sieci? Jak długo jesteś w stanie wytrzymać bez tego dostępu? 

Jak wiele blogów, witryn, portali, serwisów obserwujesz na bieżąco? Według jakich zasad przeprowadzasz ich selekcję? Ile osób obserwujesz w portalach społecznościowych, jak dobierasz sobie „znajomych”, czy akceptujesz wszystkie zaproszenia automatycznie czy też jakoś je filtrujesz?

Jak wreszcie wygląda Twoja skrzynka poczty elektronicznej? Ile masz kont e-mailowych (prywatnych), ile newsletterów, reklam i aktualizacji subskrybujesz? Czy usuwasz przeczytane listy na bieżaco, czy też przechowujesz je bez końca? Kiedy ostatni raz sprzątałeś w skrzynce? A może jest tak zapchana, że na samą myśl o przejrzeniu jej robi Ci się słabo i mówisz sobie: nie, nie teraz, kiedyś się za to wezmę...

Do czego zmierzam? Do tego, że taki sam wpływ na samopoczucie ma ład w naszym świecie cyfrowym, jak porządek w fizycznym otoczeniu. Tak jak posprzątanie w piwnicy i szafach daje nam zadowolenie i ułatwia codzienne funkcjonowanie, tak i posprzątanie w wirtualnej rzeczywistości przynosi same korzyści, chociaż na początku może pochłonąć sporo energii, zwłaszcza jeśli wcześniej znacznie się zaniedbaliśmy. I tu też obowiązują takie same reguły: jeśli nie przyjmiesz jakiegoś systemu zabezpieczającego przed narastaniem bałaganu, jeśli nie ustalisz przejrzystych zasad i nie będziesz ich stosować na co dzień, nie pozbędziesz się przyczyny problemu i sytuacja wciąż będzie wymykać się spod kontroli.

Jak się do tego zabrać i od czego zacząć? Drogi są dwie: albo jednorazowo poświęcasz więcej czasu albo podążasz małymi krokami i sprzątasz poszczególne obszary etapowo: na przykład jednego dnia skrzynkę mailową, drugiego czytnik RSS, kolejnego profile w serwisach społecznościowych, innego zakładkę Ulubionych w przeglądarce itd. Polecam dwa wpisy z blogu Milly Minimalistki: Komputer minimalistki oraz Minimalistyczna skrzynka pocztowa, a także relację Wasp (Minimalistka o życiu), Jak zrobiłam porządek na komputerze

Następnie ustal sobie zasady korzystania z sieci oraz utrzymania porządku w komputerze. Ile razy dziennie zamierzasz sprawdzać skrzynkę, ile czasu chcesz (i możesz) przebywać dziennie w sieci bez uszczerbku dla innych ważnych dla Ciebie spraw i zajęć? Pamiętaj, że nie jesteś w stanie przeczytać całego Internetu, chyba że jesteś Chuckiem Norrisem albo Turbodymomanem ;-). Musisz ustalić sobie jakieś zasady selekcji treści, w przeciwnym wypadku zwariujesz albo zamienisz się w przystawkę do komputera. Nie chodzi też o ascezę i przyrzeczenia typu „nigdy więcej nie wejdę na nk”, „nie będę grać w Farmville” itp., lecz o racjonalne wykorzystanie czasu, którego przecież wszystkim nam ciągle brakuje.

Ktoś powie: ale przecież to nic nie kosztuje, można mieć dowolną ilość znajomych na fb, obserwować pół Internetu, kilkadziesiąt osób na Twitterze czy Blipie, jedyny koszt, to cena połączenia z siecią. Nieprawda, to kosztuje, i to bardzo wiele. Każda obserwowana osoba czy strona to ułamki sekund Twojej uwagi, Twój czas. Te ułamki sumują się, w ciągu roku przechodzą w godziny, a może nawet dni. Czy stać Cię na marnowanie życia na głupstwa? Dajmy na to, że odwiedzasz swój profil na portalu społecznościowym: wita Cię kilkanaście czy też kilkadziesiąt wpisów na temat tego, że Agnieszka skomentowała zdjęcie Jolki, a Tomek zamieścił nowe łącze na tablicy Mirka.  Załóżmy, że ograniczasz się do pobieżnego „skanowania” tych informacji, wybierasz tylko te, które Cię naprawdę zaciekawią. Jednak te, które pomijasz, też wymagają ułamków sekund aktywności Twojego mózgu.  Tak samo wymaga ich zaglądanie do skrzynki pocztowej, do czytnika RSS i wielu innych...

Nie obawiaj się, nic ważnego Cię nie ominie, jeśli nie będziesz nieustannie monitorować wszystkich ulubionych miejsc sieci, komunikatorów, skrzynek, serwisów. Wyznacz sobie takie granice, które będą dla Ciebie wykonalne i wygodne, a potem się ich trzymaj. 

Jeszcze jedno wyzwanie: od czasu do czasu zafunduj sobie wakacje od Internetu i komputera, wtedy, gdy nie będziesz musieć z nich korzystać z przyczyn praktycznych (np. podczas urlopu czy weekendu). Dla niektórych osób trudne będzie odłączenie się od sieci już na jeden czy dwa dni, dla innych nawet tydzień czy dwa nie będzie stanowić problemu. 

Dla mnie ostatnim zadaniem było zapanowanie nad liczbą obserwowanych blogów. Napotykam tak wiele interesujących blogów, że gdybym chciała je wszystkie śledzić, na pewno nie starczyłoby mi czasu na inne ważne dla mnie sprawy, a samo ich obserwowanie dla obserwowania (tzn. trzymanie ich na liście obserwowanych, ale bez czytania nowych wpisów) nie wchodzi w grę, przecież to także pochłania moją uwagę, mój czas. Powiedziałam sobie, że cóż, niestety trzeba wprowadzić selekcję. Przecież w „realu” też nie  utrzymuję bliższej znajomości z każdą napotkaną interesującą osobą, to niemożliwe. Z kilkoma osobami się przyjaźnię, z większą liczbą utrzymuję koleżeńskie relacje, a z całym mnóstwem znam się właściwie tylko z widzenia albo ograniczamy się do zdawkowej wymiany uprzejmości. 
Przeglądanie listy obserwowanych i usuwanie tych blogów, które wprawdzie bardzo ciekawe, ale wiele w moje życie nowego nie wnoszą, nie było łatwe, takie decyzje jednak są konieczne. Tu przydaje się zasada ONE IN, ONE OUT, czyli na każdy nowy blog, który chcę obserwować, muszę usunąć z listy jeden już obserwowany. Trochę boli, ale nie widzę innego wyjścia.

Na koniec jedna refleksja, z wczoraj przeczytanego wywiadu Małgorzaty Domagalik z Krzysztofem Kolbergerem w miesięczniku Pani (numer 2/2011): 
Nie ukrywam, że coraz częściej chciałbym robić tylko rzeczy ważne. (...) Nie tracić czasu i robić tylko rzeczy tego warte.  

Popularne posty z tego bloga

Generalne porządki metodą minimalistki

Chciałabym, żeby blog i kanał na YouTube przestały być odrębnymi bytami i zaczęły wzajemnie się uzupełniać. Będę starać się, by każdemu opublikowanemu materiałowi wideo towarzyszył tekst, który będzie jego dopełnieniem. 
Dzisiejszy wpis jest dodatkiem do materiału pod tym samym tytułem, który możecie obejrzeć tutaj:

Opowiadam w nim o moim pomyśle na uproszczenie generalnych porządków. Uważam, że raz na jakiś czas dobrze jest zrobić taki pełen przegląd domu lub mieszkania, zajrzeć w każdy zakamarek, sprawdzić stan posiadania. Jednak trudno byłoby mi wygospodarować cały weekend czy kilka dni, a przecież takie bardzo dokładne porządki wymagają sporo czasu. Są też dość wymagającym procesem pod względem psychicznym, emocjonalnym, bo porządkując, trzeba podejmować szereg mniejszych i większych decyzji. Czego się pozbyć, w jaki sposób, co zostawić, jak zorganizować i poukładać te rzeczy, które zdecydowaliśmy się zatrzymać. 
Pomyślałam więc, że najłatwiej będzie to duże zadanie podzielić na …

Metoda Konmari to nie minimalizm

Wpis jest uzupełnieniem materiału wideo zamieszczonego w serwisie YouTube, który można obejrzeć tutaj: 

Książkę Magia sprzątania Marie Kondo przeczytałam cztery lata temu, o moich wrażeniach możecie przeczytać we wpisie pod tym samym tytułem. Odebrałam ją pozytywnie, ale samej metody nigdy nie stosowałam, bo nie miałam takiej potrzeby, o czym zresztą pisałam w tamtej recenzji. Na dobre w głowie z tej lektury pozostała mi jej myśl przewodnia: poszukiwanie radości w rzeczach i eliminowanie zbędnych przedmiotów w oparciu o kryterium: co chcę zostawić, zamiast stosowanego zwykle przez minimalistów: czego nie potrzebuję i czego chcę się pozbyć. Książki szybko się pozbyłam i nie myślałam o niej więcej.
Dopiero niedawno, gdy coraz częściej docierały do mnie opinie na temat wyprodukowanego przez Netflix serialu Sprzątanie z Marie Kondo(dostępny z polskimi napisami), pomyślałam, że warto byłoby sobie wyrobić własne zdanie na temat tej serii programów, nawet jeśli sama metoda sprzątania Konmari…

Kolorowa szafa minimalistki - także na wakacjach

Ostatni wpis z połowy czerwca. Aż trudno uwierzyć. Jednak to prawda. Nie chcę Was zamęczać tłumaczeniami, dlaczego tak długo milczałam. Niedługo minie pół roku od śmierci Taty. Ostatnie miesiące wbrew pozorom były nie tylko czasem smutku, ale przede wszystkim czasem ważnych zmian w życiu naszej rodziny, częściowo wymuszonych przez odejście Taty, a częściowo przez nią sprowokowanych (?), a może tylko przyspieszonych. Kilka z tych zmian jest naprawdę pozytywnych, dotyczą głównie życia mojej Siostry. W skrócie napiszę tylko, dla tych z Was, którzy zawsze trzymali za nią kciuki (wiecie, że Ula jest osobą niesłyszącą), że Sister zmieniła pracę i na razie jest bardzo zadowolona. A my cieszymy się, że jest doceniana i że ma szanse na rozwój i lepszą jakość życia.
Bałam się, że nie będę umiała już pisać tutaj. Jednak z tym jest chyba jak z jazdą na rowerze. Wystarczy usiąść i zacząć, a reszta idzie już sama...
Oprócz tego, że dużo działo się różnych rzeczy, które wymagały mojej uwagi czy wsp…