Przejdź do głównej zawartości

Odłącz się od matriksu


Mini, kotka Benity Larsson
Komputer, Internet, telefon komórkowy. Dla mnie, i zapewne nie tylko dla mnie, to trzy najwspanialsze wynalazki naszych czasów. Zmieniają nasze życie, ułatwiają go i dają nieskończoną ilość nowych możliwości.
Jednak mają też swoje ciemne strony i wady. A raczej to my mamy czasami problem z racjonalnym korzystaniem z nich. Często słyszę, że komputer i Internet to złodzieje czasu, że ludzie czują się od nich uzależnieni, że spędzają w sieci zbyt wiele czasu. Podejrzewam,  że każdemu z czytających te słowa musiało się to kiedyś zdarzyć (a może zdarza się codziennie, no, tak z ręką na sercu...?). Sieć www dała nam tyle nowych i wspaniałych opcji, zarówno w dziedzinie informowania, komunikacji, dostępu do danych, jak i szeroko pojętej rozrywki, że istotnie możnaby nie wychodzić z niej wcale, gdyby nie to, że przecież ma ona być dla nas tylko narzędziem, a nie światem zastępczym.

Biorąc pod uwagę, że szeroko dostępny Internet jest stosunkowo młodym zjawiskiem, wiele osób mogło nie zdążyć wypracować sobie właściwych metod korzystania z niego, tym bardziej, że wciąż powstają kolejne nowości, kiedyś mieliśmy do dyspozycji zaledwie pocztę elektroniczną i wyszukiwarki, potem pojawiały się rozmaite komunikatory, listy, dyskusyjne, fora, blogi, portale społecznościowe i wiele wiele innych. Jak odnaleźć się w tym oceanie wręcz nieograniczonych (i niewątpliwie atrakcyjnych) możliwości? Jak zachować ten niejednokrotnie już tutaj chwalony umiar i zdrowy rozsądek?
Warto zacząć od uczciwej oceny swojej postawy, takiego rachunku naszego cyfrowego sumienia. Wiadomo, że w coraz większej liczbie dziedzin korzystanie z sieci po prostu znacznie ułatwia życie, nie warto więc zastanawiać się nad tymi obszarami, w których „wchodzimy do netu” z konieczności, w sprawach związanych z pracą, formalnościami, komunikacją. Pochylmy się jednak nad całą resztą. 

Po pierwsze kwestia proporcji: spróbuj ocenić, ile średnio godzin dziennie spędzasz w sieci dla przyjemności, jak wykorzystujesz ten czas, jak się to ma do Twojej pozostałej aktywności? Jak często zaniedbujesz inne dziedziny swojego życia kosztem przesiadywania w necie? Czy zdarzyło Ci się, że nie miałeś czasu (lub chęci...) na to, by porozmawiać z bliskimi, pobawić się z dzieckiem, przytulić żonę (męża, dziewczynę, chłopaka, niepotrzebne skreślić), poćwiczyć, iść na spacer, spotkać się ze znajomymi, a jednak miałeś ten czas na sprawdzanie poczty, odwiedzenie serwisu typu nk czy fb, oglądanie filmików, przeglądanie blogów czy forów, czytanie plotek itp.?

W jaki sposób zarządzasz swoim czasem w sieci? Czy wyznaczasz sobie jakiś określony czas, czy też przez cały dzień (popołudnie, wieczór), co chwilę odrywasz się od innych zajęć, by zerknąć do skrzynki, czy nie przyszedł przypadkiem nowy e-mail, wchodzisz na fb, żeby zobaczyć, co robią Twoi znajomi, sprawdzasz rozmaite alerty, powiadomienia, aktualizacje? Nowe wpisy na ulubionych blogach, nowe komentarze, odpowiedzi na Twoje wpisy czy komentarze? Do jakiego stopnia Internet nie pozwala Ci się skupić? Jak czujesz się, gdy nie masz dostępu do sieci? Jak długo jesteś w stanie wytrzymać bez tego dostępu? 

Jak wiele blogów, witryn, portali, serwisów obserwujesz na bieżąco? Według jakich zasad przeprowadzasz ich selekcję? Ile osób obserwujesz w portalach społecznościowych, jak dobierasz sobie „znajomych”, czy akceptujesz wszystkie zaproszenia automatycznie czy też jakoś je filtrujesz?

Jak wreszcie wygląda Twoja skrzynka poczty elektronicznej? Ile masz kont e-mailowych (prywatnych), ile newsletterów, reklam i aktualizacji subskrybujesz? Czy usuwasz przeczytane listy na bieżaco, czy też przechowujesz je bez końca? Kiedy ostatni raz sprzątałeś w skrzynce? A może jest tak zapchana, że na samą myśl o przejrzeniu jej robi Ci się słabo i mówisz sobie: nie, nie teraz, kiedyś się za to wezmę...

Do czego zmierzam? Do tego, że taki sam wpływ na samopoczucie ma ład w naszym świecie cyfrowym, jak porządek w fizycznym otoczeniu. Tak jak posprzątanie w piwnicy i szafach daje nam zadowolenie i ułatwia codzienne funkcjonowanie, tak i posprzątanie w wirtualnej rzeczywistości przynosi same korzyści, chociaż na początku może pochłonąć sporo energii, zwłaszcza jeśli wcześniej znacznie się zaniedbaliśmy. I tu też obowiązują takie same reguły: jeśli nie przyjmiesz jakiegoś systemu zabezpieczającego przed narastaniem bałaganu, jeśli nie ustalisz przejrzystych zasad i nie będziesz ich stosować na co dzień, nie pozbędziesz się przyczyny problemu i sytuacja wciąż będzie wymykać się spod kontroli.

Jak się do tego zabrać i od czego zacząć? Drogi są dwie: albo jednorazowo poświęcasz więcej czasu albo podążasz małymi krokami i sprzątasz poszczególne obszary etapowo: na przykład jednego dnia skrzynkę mailową, drugiego czytnik RSS, kolejnego profile w serwisach społecznościowych, innego zakładkę Ulubionych w przeglądarce itd. Polecam dwa wpisy z blogu Milly Minimalistki: Komputer minimalistki oraz Minimalistyczna skrzynka pocztowa, a także relację Wasp (Minimalistka o życiu), Jak zrobiłam porządek na komputerze

Następnie ustal sobie zasady korzystania z sieci oraz utrzymania porządku w komputerze. Ile razy dziennie zamierzasz sprawdzać skrzynkę, ile czasu chcesz (i możesz) przebywać dziennie w sieci bez uszczerbku dla innych ważnych dla Ciebie spraw i zajęć? Pamiętaj, że nie jesteś w stanie przeczytać całego Internetu, chyba że jesteś Chuckiem Norrisem albo Turbodymomanem ;-). Musisz ustalić sobie jakieś zasady selekcji treści, w przeciwnym wypadku zwariujesz albo zamienisz się w przystawkę do komputera. Nie chodzi też o ascezę i przyrzeczenia typu „nigdy więcej nie wejdę na nk”, „nie będę grać w Farmville” itp., lecz o racjonalne wykorzystanie czasu, którego przecież wszystkim nam ciągle brakuje.

Ktoś powie: ale przecież to nic nie kosztuje, można mieć dowolną ilość znajomych na fb, obserwować pół Internetu, kilkadziesiąt osób na Twitterze czy Blipie, jedyny koszt, to cena połączenia z siecią. Nieprawda, to kosztuje, i to bardzo wiele. Każda obserwowana osoba czy strona to ułamki sekund Twojej uwagi, Twój czas. Te ułamki sumują się, w ciągu roku przechodzą w godziny, a może nawet dni. Czy stać Cię na marnowanie życia na głupstwa? Dajmy na to, że odwiedzasz swój profil na portalu społecznościowym: wita Cię kilkanaście czy też kilkadziesiąt wpisów na temat tego, że Agnieszka skomentowała zdjęcie Jolki, a Tomek zamieścił nowe łącze na tablicy Mirka.  Załóżmy, że ograniczasz się do pobieżnego „skanowania” tych informacji, wybierasz tylko te, które Cię naprawdę zaciekawią. Jednak te, które pomijasz, też wymagają ułamków sekund aktywności Twojego mózgu.  Tak samo wymaga ich zaglądanie do skrzynki pocztowej, do czytnika RSS i wielu innych...

Nie obawiaj się, nic ważnego Cię nie ominie, jeśli nie będziesz nieustannie monitorować wszystkich ulubionych miejsc sieci, komunikatorów, skrzynek, serwisów. Wyznacz sobie takie granice, które będą dla Ciebie wykonalne i wygodne, a potem się ich trzymaj. 

Jeszcze jedno wyzwanie: od czasu do czasu zafunduj sobie wakacje od Internetu i komputera, wtedy, gdy nie będziesz musieć z nich korzystać z przyczyn praktycznych (np. podczas urlopu czy weekendu). Dla niektórych osób trudne będzie odłączenie się od sieci już na jeden czy dwa dni, dla innych nawet tydzień czy dwa nie będzie stanowić problemu. 

Dla mnie ostatnim zadaniem było zapanowanie nad liczbą obserwowanych blogów. Napotykam tak wiele interesujących blogów, że gdybym chciała je wszystkie śledzić, na pewno nie starczyłoby mi czasu na inne ważne dla mnie sprawy, a samo ich obserwowanie dla obserwowania (tzn. trzymanie ich na liście obserwowanych, ale bez czytania nowych wpisów) nie wchodzi w grę, przecież to także pochłania moją uwagę, mój czas. Powiedziałam sobie, że cóż, niestety trzeba wprowadzić selekcję. Przecież w „realu” też nie  utrzymuję bliższej znajomości z każdą napotkaną interesującą osobą, to niemożliwe. Z kilkoma osobami się przyjaźnię, z większą liczbą utrzymuję koleżeńskie relacje, a z całym mnóstwem znam się właściwie tylko z widzenia albo ograniczamy się do zdawkowej wymiany uprzejmości. 
Przeglądanie listy obserwowanych i usuwanie tych blogów, które wprawdzie bardzo ciekawe, ale wiele w moje życie nowego nie wnoszą, nie było łatwe, takie decyzje jednak są konieczne. Tu przydaje się zasada ONE IN, ONE OUT, czyli na każdy nowy blog, który chcę obserwować, muszę usunąć z listy jeden już obserwowany. Trochę boli, ale nie widzę innego wyjścia.

Na koniec jedna refleksja, z wczoraj przeczytanego wywiadu Małgorzaty Domagalik z Krzysztofem Kolbergerem w miesięczniku Pani (numer 2/2011): 
Nie ukrywam, że coraz częściej chciałbym robić tylko rzeczy ważne. (...) Nie tracić czasu i robić tylko rzeczy tego warte.  

Komentarze

  1. co rusz znajduję tu temat do przemyśleń i często odczuwam pragnienie zmiany czegoś, lub chęć próby zapanowania i u mnie nad poruszanym tematem :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. polecam minutnik http://e.ggtimer.com/ i żółte karteczki ATnotes http://atnotes.free.fr/ dziękuję M.S. który o tych dwóch rzeczach wspomniał na swoim blogu pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja sobie nie umiem poradzić z uzależnieniem internetowym :/ potrafię cały dzień wolny spędzić w sieci a gdy już obejrzę wszystko co zazwyczaj oglądam wyszukuję na siłę jakieś inne rzeczy...ale jak nie mam dostępu do Internetu na wyjeździe to zupełnie nie odczuwam jego braku.
    Założyłam sobie ostatnio, że mogłabym poświęcać pół godziny dziennie na: sprawdzenie poczty, facebooka i przejrzenie forum, na którym jestem modem i raz w tygodniu posiedzieć troche dłużej np 1,5 godziny i poczytać blogi. Póki co mi nie wychodzi. Zaraz jak wyłączę komputer przypomina mi się, że nie sprawdziłam czegoś, włączam go, sprawdzam i potem zaglądam gdzie indziej i przepadam na parę godzin.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ze swojej strony polecam gorąco https://www.rescuetime.com/ ... Program śledzi jak spędzasz czas w internecie i klasyfikuje programy/strony przeglądane jako Very productive/Productive/Neutral/Distracting/Very distracting... Bardzo ładne i pouczające wykresy robi, a najfajniejsze jest to, że ktoś już najczęściej określił Klasę danej strony/programu więc w 95% nie trzeba tego samego ustawiać... (przykładowo onet.pl jest uznawany jako Very distracting itd.) Warto potestować chociażby po to żeby zobaczyć ile faktycznie spędzamy produktywnie czasu, a ile myślimy, że spedzamy... W myśl zasady "Nie można ulepszyć tego czego nie można zmierzyć"...

    OdpowiedzUsuń
  5. Nawet kotek się zmęczył buszowaniem po sieci he he :)

    A mówiąc serio: ja czasami się zastanawiam czy jestem normalny ... nigdy nie miałem, nie mam i nie czuję potrzeby mieć: NK, FB, Blipa czy innego Twittera. Jedyne do czego mam słabość największą w necie to ciekawe blogi.

    Znam osoby, które na NK mają po 700 znajomych a tylko z 10 wymieniają wiadomości lub podpisują głupie komentarze pod fotkami: "ślicznie", "pięknie", "ale fajna fotka" itp.

    Ludzie siedzą od rana do wieczora w necie i się podniecają, że mają tylu wirtualnych znajomych. A gdzie stare dobre pójście na piwo ze znajomymi i porozmawianie z nimi twarzą w twarz ?

    P. S. Nawet komórką tylko dzwonię. Smsować nie lubię, za leniwy jestem he he :)

    Dziękuję Ajko za uznanie mego bloga za wartego śledzenia i czytania. Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę miłego wieczoru.

    OdpowiedzUsuń
  6. Istotny temat. Sieć jest dla Polaków zjawiskiem stosunkowo nowym i rzeczywiście trzeba nauczyć się wykształcać pewne zachowania i normy, aby nie przepaść. Po początkowym natłoku maili w skrzynce, blogów w czytniku, wirtualnych znajomych nauczyłam się to wszystko ograniczać jedynie do rzeczy wartych zainteresowania. Automatycznie lub raz na jakiś czas porządkuje swoją aktywność w sieci i czuję się z tym dobrze, a bez dostępu do internetu nie mam jakiegoś syndromu odstawienia ;) Ze swojej strony polecam plugin StayFocused https://chrome.google.com/extensions/detail/laankejkbhbdhmipfmgcngdelahlfoji dzięki któremu oglądam jakieś pierdoły dla rozrywki ale tylko 15min dziennie i nie więcej.

    OdpowiedzUsuń
  7. ja często "po godzinach pracy" zamykam komputer, i do niego w danym dniu nie wracam.
    w weekendy też komputer mam najczęściej zamknięty na kłódkę.
    ale z uwagi na ksiązki- a właściwie ebooki- nieodłączną rzeczą dla mnie jest palmtop.
    głównie właśnie do czytania.

    w sumie, jeżeli zdarza mi się w weekendy miewać komputer w trybie on- to po to, aby obejrzeć jakiś film.

    ale przyznaję, ostatnio zabrałam się za porządki w delicjowych zakłądkach, większość z nich otagowałam, a te, do których nie zaglądałam od miesiąca czy dwóch- wywaliłam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem uzależniona od internetu i sieci. Nie radzę sobie z kontrolą nad czasem, który ucieka mi przez palce, przez to że spędzam go przy kompie. W przypadku braku dostępu do internetu (dosłownie wystarczy 1 dzień) mam somatyczne objawy uzależnienia. Ciężko mi z tym, wiem że powinnam coś z tym zrobić, bo cierpi na tym moje życie rodzinne, relacje z bliskimi, sprawy zawodowe. Wiem, że powinnam coś zrobić...., coś... i tak mijają dni;-( Nie mam silnej woli, żeby powiedzieć sobie ok1 godzina i basta. Ciągle jest coś ciekawego, do przeczytania, obejrzenia, posłuchania.
    Nie korzystam z portali społecznościowych, ale blogi, informacje, poradniki na youtube - tam przepadam;-((

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki Ajko za polecenie wpisów na moim blogu.W skrzynce i na komputerze nadal porządek, za to muszę mocno popracować nad ilością czasu spędzanego w sieci (ta nazwa jest chyba nieprzypadkowa,to nie tylko sieć połączeń ale i sieć, w którą wiele z nas wplątuje się nie mogąc wydostać się przez długie godziny i w rezultacie tracąc kawał prawdziwego życia). Zgadzam się z Mariuszem, że nie ma to jednak jak spotkanie ze znajomymi twarzą w twarz, a takich spotkań w obecnych zabieganych czasach jest niestety coraz mniej. Szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  10. Jest dużo prawdy w tym co piszesz. Mi czerwone światło w głowie się zapala, gdy wściekam się na gary w zlewie, przy czym wiadomo dlaczego tam zaległy;)
    Nie jestem na NK, ani fejsie, nie mam blipa itp., z blogiem przyhamowałam...wydaje mi się, że czasami pewne rzeczy się przejadają, niestety niebezpieczeństwo jest takie, że powstają następne...

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam kilka ulubionych blogów, do których zaglądam regularnie, ale śledzę tylko te, które dotykają tematów w danym momencie dla mnie ciekawych (tak jak teraz te o minimalizmie). W weekendy praktycznie nie wchodze do internetu, w ogóle nie sprawdzam poczty ani fejsbuka, a komputer włączam jak Veronica tylko, by obejrzeć film.
    W tygodniu również robię sobie "dzień bez fejsbuka". Nie korzystam też z nk, natomiast aktywność na twiterze ograniczam do wrzucania informacji o nowych wpisach na moim blogu.
    Zakładki mam podzielone na kategorie: np. podróże, blogi, ubrania, design, kuchnia - regularnie je przeglądam i wywalam takie strony, do których już nie zaglądam. Polecam tę metodę - zawsze jest porządek i łatwo znaleźć poszukiwaną stronę :)
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam fb, głównie po to, by prowadzić tam profil, o który mnie poproszono (społecznościowy). No ale poza tym trochę tego jest - 2 blogi własne, konta na picasie, allegro, jakieś pomniejsze fora. Oczywiście maile, komunikatory.
    Mimo to nie czuję przymusu ani dyskomfortu, kiedy nie mam przez kilka dni dostępu do netu, nie brakuje mi tego. Oczywiście jeśli pracuję, to głównie przez net, wtedy muszę co jakiś czas sprawdzić maile i zareagować. Większość tych internetowych "pożeraczy czasu" staram się jednak traktować jako udogodnienia.
    W tej chwili główne pole zaangażowania to sprzedaż na allegro różnych rupieci :) Emocje, gdy aukcje się kończą - bezcenne :D

    OdpowiedzUsuń
  13. a ja mam nk i fb i co to znaczy, że jestem jakaś passe ???? bo z niektórych komentarzy wynika, że tak - no proszę Was??!! Chyba nie o to chodzi co mamy w sieci, tylko jak długo i w jaki sposób z tego korzystamy. A posty jak powyższy dają nam szansę na chwilę zastanowienia się nad danym tym. Nie myślę jednak, aby dawały nam prawo do oceny innych i wartościowania ich po tym z czego korzystają w sieci ...

    OdpowiedzUsuń
  14. Zagubiony omułek: może te narzucone ograniczenia są zbyt surowe? Może łatwiej byłoby wyznaczyć sobie swobodniejsze granice, takie, żeby można się w nich zmieścić bez umartwiania, a wtedy poczucie dotrzymania własnych zobowiązań podbudowuje i daje siły do ewentualnego zaostrzenia podejścia.
    Mariusz, wiesz, jak dla mnie, to co kto lubi. Nie wartościuję tego, jakie serwisy i konta są OK., a które nie, ani tego, że ktoś lubi oglądać zdjęcia innych i je zdawkowo komentować, z mojego punktu widzenia ważne jest, żeby dana osoba panowała nad swoim sposobem korzystania z sieci i wykorzystywała te zasoby w sposób świadomy.
    Natomiast zgadzam się, że o wiele bardziej wartościowe są prawdziwe, nie wirtualne kontakty.
    Nie należy też jednak zapominać, że czasem Internet też może być pewnym sposobem na spotkanie się ze znajomymi czy rodziną, zwłaszcza w przypadku rodaków na emigracji.
    Również pozdrawiam i czekam na dalszy rozwój Twojego blogu :)
    Radosnafasola, tak wygląda chyba tzw. zdrowe podejście, gratuluję.
    Verónica, chyba przez siedzenie 8 godzin przed komputerem i w sieci na etacie po przyjściu do domu też nie mam jakoś ochoty...
    Ale filmów w komputerze oglądać nie cierpię, wolę jednak DVD i ekran telewizora.
    Anonimowa uzależniona: wiesz, z każdym uzależnieniem jest tak, że pierwszym krokiem do opanowania go jest uświadomienie sobie faktu, że ma się problem. Więc najtrudniejsze masz już za sobą. Muszę chyba napisać coś o tzw. słabej silnej woli, bo widzę, że ten termin wciąż powraca :)
    Milly, wpisy ciekawe, to polecam :) Co do spotkań ze znajomymi, fakt, że ostatnio ciężko jest ludzi zmobilizować do spotkania się, ale nie można się poddawać. I warto dbać o jakość tych spotkań, jeśli z częstotliwością bywa nie najlepiej.
    Pani la Mome, no właśnie, jedne rzeczy się przejadają, inne się pojawiają. Dlatego trzeba jakoś nad tym panować, żeby zachować zdrowy rozsądek i się nie zatracić.
    An, regularne porządki, to jest to. Co pewien czas warto sprawdzać, z czego faktycznie się korzysta, a reszty koniecznie się pozbywać.
    Tofalaria, sama ilość miejsc, w których jesteś aktywna, nie jest ważna, istotne, że Ty nad tym panujesz i że są one dla Ciebie ułatwieniem, a nie czarną dziurą, w której znikasz na całe dnie :)
    Maju, nie sądzę, żeby ktokolwiek tutaj wartościował ludzi według rodzaju ich aktywności w sieci, mam nadzieję, że tak nie jest. Jeśli Ty jesteś passe, to ja też :) mam konta i na nk, i fb, wprawdzie mało z nich korzystam, ale jak sama napisałaś, nie w tym rzecz.
    Po prostu tak to już jest, że jeśli dana osoba nie odczuwa potrzeby posiadania jakiejś rzeczy, to czasem trudno zrozumieć, dlaczego inni ją chcą mieć i jeszcze tak to lubią.
    Ja na przykład nie mam konta na Twitterze ani Blipie, bo kompletnie do mnie nie przemawia idea mikroblogów, dlatego ciężko mi zrozumieć, co inni w tym widzą. Ale staram się jakoś przyrównać to do innych spraw, które dają mi przyjemność. I chyba jakoś się to udaje.
    Z Waszych komentarzy wynika, że ile osób, tyle podejść do kwestii kontroli korzystania z sieci, każdy radzi sobie z tym inaczej, niektórzy sobie nie radzą, ale sam problem jako taki jest bez wątpienia realny.

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja to ma różnie. Czasem jak mam natchnienie to potrafię spędzić cały dzień w necie. Lecz czasem przychodzą inne obowiązki lub po prostu zmęczenie organizmu i nawet nie zerknę na swojego e-maila. Z rzeczy, które przeglądam to głownie Blogi oraz Allegro. Reszta mnie jakoś nie pociąga. Może to, że nie chcę tracić czasu na zgłębianie tematu. Kto wie. To wszystko zależy od chwili. Musimy starać się walczyć aby nas odłączono od matrixa. Ale porządek w zakładkach musi być.

    Moim nałogiem internetowym jest twój blog Ajko. Czasem sprawdzam go częściej niż e-mail, jak już siedzę przy komputerze.:)

    Pozdrawiam Bartosz

    OdpowiedzUsuń
  16. Chciałabym Cię poprosić, żebyś zrobiła wpis o "słabej silnej woli" :) o czym wspominasz powyżej. Chętnie to przeczytam, gdyż u mnie z upływem czasu coraz z tym gorzej...
    Dodam, ze ogólnie Twój blog, a szczególnie ten wpis, bardzo mi się podoba. Zapanowanie nad nieproduktywną bytnością w sieci to mój bieżący problem a z tym wiąże się właśnie ta słaba wola... Czekam z niecierpliwością na wpis i pozdrawiam. Asia

    OdpowiedzUsuń
  17. "Internetowa eksplozja była tak nagła, że nie zdążyliśmy się przyjrzeć temu nowemu środkowi komunikacji dokładnie i z dystansu i spojrzeć na nie jak na nowy rodzaj środowiska, które może wywrzeć potężny wpływ na nasze zachowanie.

    Internet jest miejscem, w którym my, ludzie, zachowujemy się i reagujemy dość dziwnie. Czasem Internet zdaje się mieć na nas pozytywny wpływ, lecz innym razem robimy w sieci rzeczy, jakich nie zrobilibyśmy w żadnym innym środowisku, czego potem żałujemy.

    Zarazem jest on środowiskiem, na które my, użytkownicy Internetu, możemy wpływać i które możemy kształtować, pod warunkiem że mamy jakieś pojęcie o tym, jak i dlaczego zmienia ono naszą percepcję i zachowanie"

    Patricia Wallace

    Psychologia Internetu

    OdpowiedzUsuń
  18. mnie pozostaje do filmów laptop. nadal nie posiadam tv.
    i nawet wybiłam sobie z głowy pomysł na kupowanie dużego monitora.
    no mówię, ja po 8 godzinach robię off, i już.

    OdpowiedzUsuń
  19. Bartosz, takie nałogi to pochwalam ;-)
    Asiu, wpis pojawi się w bliskim czasie, dzisiaj mam co innego do powiedzenia, ale myślę, że już następny będzie właśnie na ten temat.
    Takowa, dziękuję za ciekawy cytat. Warto mieć te słowa na uwadze. Moim zdaniem trzeba mieć świadomość, że w sieci powstaje coś, co niektórzy nazywają "cyfrowym ja", i że ten nasz cyfrowy odpowiednik też jest częścią naszej osobowości i życia, oraz że tak samo odpowiadamy za niego, jak i za nasze czyny w rzeczywistym świecie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Verónica, bardzo zdrowo :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Żeby wyjśc z 'matrixa' to jeszcze trzeba mieć dokąd pójść ;) Identify what's important - zastanów się, co jest dla ciebie ważne, przy jakiej czynności nawet nie myślisz o surfowaniu w sieci ;) Jeśli nie wiesz, czego naprawdę chcesz, to twój umysł dryfuje. Miejsce dryfu może być dowolne - internet, TV, łażenie po sklepach, przeglądanie kolorowych magazynów, cokolwiek. I dopóki nie dotrzesz do swoich pragnień, to ograniczanie 'matrixa' jest skazane na niepowodzenie. Odzyskany z matrixa czas zarośnie innym badziewiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. dzierzba, bardzo słuszna uwaga, za pewne dlatego nie czuję się uzależniona od sieci, że wiem, co jest dla mnie naprawdę ważne. Szkoda mi życia na jakiekolwiek badziewie, nieważne, czy realne, czy wirtualne :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Bezdzietna z wyboru

Noszę ten temat w sobie już od dawna, a zabieram się do wpisu od dobrych paru miesięcy. Wprawdzie w głowie jest gotowy, ale trudno mi się przełamać, by go napisać. Sami zobaczycie dlaczego. 
W pierwszej chwili może wydać się Wam, że sprawy, o których będę pisać w tym i kolejnych wpisach, niezbyt są związane z ogólną tematyką bloga, ale tak jest, moim zdaniem, tylko pozornie. Wszak i tutaj, i w swoich książkach dużo mówię o odwadze życia po swojemu oraz o świadomym podejmowaniu decyzji w każdej dziedzinie. 
Po raz pierwszy poproszono mnie o wypowiedź na temat bycia bezdzietną z wyboru kilka lat temu, do jakiegoś materiału prasowego. Nie czułam się jednak na siłach. Wydawało mi się to sprawą zbyt intymną. Nie chciałam też wciągać w to mojego partnera życiowego. Ma prawo do prywatności i nie musi chcieć dzielić się swoimi osobistymi decyzjami z połową internetu, jedynie dlatego, że jego żona jest blogerką i jak na blogerkę przystało, czasem psychicznie oraz emocjonalnie obnaża się w sie…

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Na rozstaju

Wróćmy do tematu niechcenia dzieci. Obiecałam wyjaśnić Wam, czym kierowałam się w procesie podejmowania ostatecznej decyzji w tej kwestii. Nie traktuję tego jako tłumaczenia się, nie widzę powodu, by się tłumaczyć. Uważam jednak, że za rzadko rozmawia się na ten temat, a Wasze pozytywne reakcje pod ostatnim wpisem potwierdzają, że jest taka potrzeba. Może gdybyśmy częściej mówili o tym, dlaczego jedne osoby pragną mieć dzieci, a inne nie, mniej emocji budziłby ten temat? Może łatwiej byłoby o tym mówić? 
Właściwie nie pamiętam, czy ktoś kiedyś pytał mnie CZY chcę mieć dzieci albo DLACZEGO nie chcę. Bywałam za to strofowana za to, że tak z tym zwlekam, nazywana egoistką, straszona starością w samotności (dzieci jako polisa na starość to mój ulubiony motyw). Pamiętam, jak kiedyś zbeształa mnie lekarka przy okazji badań okresowych, coś w tonie „najpierw czekają nie wiadomo na co, a potem mają pretensje, że nie mogą zajść w ciążę”. Dodam, że wypaliła z tym tekstem ni stąd, ni zowąd, niep…