Przejdź do głównej zawartości

Słaba silna wola


Mamy najpiękniejszych klientów na świecie - grunt to pozytywne nastawienie
Od czasu do czasu Wy, moi Czytelnicy i Czytelniczki, zgłaszacie zapotrzebowanie na wpisy na określone tematy. W tej kolejce czeka już co najmniej parę spraw: jak dbać o cerę, jak uczyć się języków obcych i wreszcie, jak radzić sobie z tak zwaną „słabą silną wolą”.  
Nie da się ukryć, że to właśnie od tego ostatniego tematu trzeba właśnie zacząć, bo bez uporządkowania tej kwestii trudno o sukces w jakiejkolwiek dziedzinie życia, od spraw najdrobniejszych do tych całkiem poważnych.
Czym jest ta „słaba silna wola”? To potoczne określenie ma oznaczać nieumiejętność wytrwania w postanowieniach, słabość charakteru. Brak dyscypliny. Często używana jest jako swego rodzaju wymówka, usprawiedliwienie, które pozwala nam wytłumaczyć, czemu nie jesteśmy w stanie pozbyć się jakiegoś szkodliwego nawyku albo wyrobić sobie pozytywnych zwyczajów. Zazwyczaj pojawia się w kontekście zdrowego odżywiania, odchudzania, ćwiczeń fizycznych i ruchu, wczesnego wstawania, objadania się słodyczami, palenia tytoniu, uzależnienia od telewizji czy Internetu, zakupów czy też niemożności zmuszenia się do systematycznej nauki.


Czy jestem w stanie przedstawić Wam jakieś rewolucyjne pomysły na temat radzenia sobie z brakiem dyscypliny? Nie, z góry zapowiadam, że nie odkryję żadnej Ameryki, mogę się tylko podzielić wiedzą i doświadczeniem zdobytym przy okazji moich osobistych zmagań z rozmaitymi słabościami. Szczegóły tych historii możecie poznać przykładowo we wpisach Jak kocica kanapowa została fitnesską (z kontynuacją) czy Jak schudnąć i więcej nie przytyć. Dla mnie z kolei świetnym źródłem inspiracji była lektura blogu słynnego Lea Babauty, który wielokrotnie poruszał temat zmiany nawyków i pracy nad sobą.

Niektórzy mają więcej szczęścia, rodzą się z silniejszym charakterem, a później wychowanie tylko wzmacnia ich umiejętność narzucenia sobie dyscypliny. Cóż, inni mają mniej szczęścia i nie dość, że natura nie obdarzyła ich taką zdolnością, to jeszcze Rodzicom, pomimo starań, nie udało się poprzez wychowanie tych umiejętności wykształcić. I potem taka osoba, już dorosła, mówi: cóż, chcę się zmienić, ale brak mi siły, nie wiem, jak sobie z tym poradzić, nie potrafię wzbudzić w sobie tego impulsu. Nie umiem wytrwać, poddaję się przy pierwszej przeszkodzie. Co z tym począć?

Jedyne, do czego chciałabym Was przekonać, to zmiana nastawienia. Zrozumienia, że nieważne jest, czy urodziliśmy się ze słabą czy silną wolą. Słabość charakteru to nie wzrost czy kolor oczu, można nad nią pracować i, co najważniejsze, można to zmienić. Pracy nad sobą można się nauczyć. Trzeba tylko uwierzyć, że to możliwe.

Zacznijmy od najczęściej popełnianych błędów. Moim zdaniem najbardziej powszechnymi przyczynami niepowodzenia są niecierpliwość, stawianie sobie zbyt wysoko poprzeczki, próby zmagania się z więcej niż jedną zmianą jednocześnie oraz brak dostatecznie silnej motywacji.
Pierwsze trzy błędy są między sobą silnie powiązane. Nasza kultura żąda szybkich efektów, nie mamy czasu ani cierpliwości czekać na rezultaty. Chcemy zrzucić 30 kilo w miesiąc, rzucić palenie  w jeden dzień, nauczyć się języka obcego w dwa tygodnie.
Oczekujemy też zbyt wiele od siebie: mamy od razu mieć figurę modelki, sześciopak na brzuchu, cerę jak z „fotoszopa”, czytać Szekspira w oryginale. I to wszystko na raz.
 A tak się po prostu nie da.

Owszem, w krótkim czasie można zacząć zauważać pierwsze efekty, zrzucić parę kilo, zacząć komunikować się w obcym języku, ale żeby osiągnąć naprawdę odległe cele, trzeba do nich zdążać równym krokiem przez odpowiednio długi czas, a nie zerwać się do biegu i stracić oddech po 20 metrach.

No i wspomniany brak wystarczająco silnej motywacji, na tyle silnej, by utrzymać nas na drodze do celu, gdy opadnie już pierwszy entuzjazm, a zaczną się przysłowiowe schody. Zauważcie, ile kobiet jest w stanie znacznie się odchudzić, by pięknie wyglądać w sukni ślubnej. Każdy z nas zna też pewnie kogoś, kto dowiedziawszy się o poważnej chorobie, zmienia dietę, rzuca palenie i zaczyna dbać o odpowiednią porcję ruchu. Tak wygląda bardzo silna motywacja: pięknie wyglądać w ważnej życiowej chwili lub odsunąć od siebie widmo śmierci.

Jak poradzić sobie ze zmianą bez tak silnych bodźców z zewnątrz? Na początek spisz sobie nawyki, które chcesz zmienić na lepsze. I w żadnym wypadku nie zabieraj się za wszystkie na raz. Zastanów się, który z nich wydaje Ci się najłatwiejszy do wprowadzenia w życie i od niego właśnie zacznij. Gdy już z nim się uporasz, to pierwsze zwycięstwo doda Ci siły do walki z pozostałymi wyzwaniami, dlatego też nie zaczynaj od najtrudniejszego zadania, jeśli by Ci się nie powiodło, mógłbyś poddać się na całej linii. Potrzebujesz budować wiarę w swoje możliwości, a nie pozbywać się jej resztek...
Nie wyznaczaj sobie zbyt ambitnego i nierealistycznego celu. Dajmy na to, że chcesz ograniczyć czas spędzany przed komputerem. Cel realistyczny to może być godzina dziennie spędzona w Internecie na przyjemnościach. Cel nierealistyczny: 15 minut albo zero. Po pewnym czasie możesz przecież zaostrzyć kryteria, ale na początek nie stawiaj poprzeczki zbyt wysoko.
Jeśli Twój cel jest odległy i wymaga wielkiego wysiłku, podziel go na mniejsze. Masz do zrzucenia 30 kilo? Nie myśl o 30 kilogramach, pomyśl o pierwszych pięciu. Potem zrzucisz kolejne 5, potem kolejne...

Daj sobie 30 dni na pracę z tym pierwszym wyzwaniem. Dlaczego 30 dni? To nie mój pomysł, na pewno słyszeliście od 30-dniowym wyzwaniu. Podobno właśnie tyle czasu potrzebuje nasz umysł, by przyzwyczaić się do zmiany i zacząć traktować nowy zwyczaj jako coś całkiem normalnego. Niektórzy mówią o 21 dniach, inni o czterdziestu, nieważne. Ważny jest fakt, że miesiąc to konkretny i niezbyt długi okres, łatwy do objęcia wyobraźnią.

 Nietrudno przecież powiedzieć sobie: przez miesiąc codziennie będę ćwiczyć przez pół godziny. Nie brzmi to strasznie, prawda? Istotne jest, by przez ten wyznaczony miesiąc nie odpuszczać sobie ani razu. Realizować wyznaczony cel dzień w dzień, niezależnie od okoliczności. Ogłuchnij na wszystkie te wymówki, które będzie podsuwać Ci umysł: jestem zmęczony, nie mam czasu, mam ważniejsze sprawy do zrobienia. A że ten cwaniak będzie Ci je podsuwać, to akurat jest więcej niż pewne.

Dla ułatwienia rozliczaj się co tydzień, będzie jeszcze prościej. Ustal jakiś sposób nagradzania się za małe sukcesy, tylko uważaj,  nie nagradzaj się czekoladą za wytrwanie cały tydzień przy rozsądnym odżywianiu się i ćwiczeniach :)

A co począć, gdy jednak któregoś dnia nie uda Ci się wytrwać w postanowieniu i sobie odpuścisz? Nie traktuj tego jako powodu do porzucenia zadania, zastanów się, dlaczego Ci się nie udało, co było przyczyną słabości. Wyciągnij wnioski i nie powtarzaj w przyszłości tych samych błędów.  Zwykle ulegamy słabości w określonych okolicznościach, trzeba je zidentyfikować i starać się ich unikać albo opracować strategię ratunkową na wypadek W. I następnego dnia wrócić do realizacji zadania. Nigdy nie odpuszczaj sobie przez dwa dni pod rząd.

OK. Wytrwałeś 30 dni, co dalej? Możesz kontynować na tym samym poziomie lub zaostrzyć kryteria, na przykład wydłużyć czas treningu. Jeśli czujesz, że nowy zwyczaj wystarczająco mocno zagnieździł się w Twojej głowie i nie sprawia Ci już wielkiej trudności, zajrzyj na swoją listę celów, możesz zająć się kolejnym zadaniem, a ten pierwszy zwyczaj przełączyć na tryb „autopilota”. Jeśli nie jesteś jeszcze gotów, nadal pracuj nad tym samym celem, kolejne muszą poczekać. 

Należy dążyć do tego, żeby złe nawyki zastąpić nowymi. A te nowe, dobre zwyczaje, mają przychodzić nam równie łatwo, jak niegdyś te niewłaściwe. Ale do tego potrzeba czasu. Nie tygodni, lecz co najmniej kilku miesięcy. 

Zanim zaczniesz wprowadzać zmiany, przygotuj się do tego. Zastanów się nad swoją motywacją.  Szukaj motywacyjnych zdjęć i historii, wizualizuj swoje cele. Wyobraź sobie, jak to już będzie, gdy zrealizujesz swoje zadanie. Poczytaj o tym, jak z danym problemem poradzili sobie inni. Powiedz sobie, że skoro innym się udało, Tobie też musi się udać. Myśl pozytywnie i dbaj o wsparcie. Porozmawiaj z bliskimi, wytłumacz, jak ważna jest dla Ciebie zmiana, jak bardzo Ci na niej zależy i że będzie Ci o wiele łatwiej, gdy wesprą Cię w tym procesie. Możesz też szukać pomocy w grupach wsparcia czy na forach internetowych. I po prostu zabierz się do pracy! Na początku czasem będzie Ci ciężko, ale z czasem nabierzesz takiego rozpędu, że nic nie będzie w stanie Cię zatrzymać w drodze do wymarzonego celu. 

Życzę powodzenia i zachęcam do dzielenia się Waszymi patentami na wytrwanie w postanowieniach, na zapanowanie nad „słabą silną wolą”. 

Popularne posty z tego bloga

Generalne porządki metodą minimalistki

Chciałabym, żeby blog i kanał na YouTube przestały być odrębnymi bytami i zaczęły wzajemnie się uzupełniać. Będę starać się, by każdemu opublikowanemu materiałowi wideo towarzyszył tekst, który będzie jego dopełnieniem. 
Dzisiejszy wpis jest dodatkiem do materiału pod tym samym tytułem, który możecie obejrzeć tutaj:

Opowiadam w nim o moim pomyśle na uproszczenie generalnych porządków. Uważam, że raz na jakiś czas dobrze jest zrobić taki pełen przegląd domu lub mieszkania, zajrzeć w każdy zakamarek, sprawdzić stan posiadania. Jednak trudno byłoby mi wygospodarować cały weekend czy kilka dni, a przecież takie bardzo dokładne porządki wymagają sporo czasu. Są też dość wymagającym procesem pod względem psychicznym, emocjonalnym, bo porządkując, trzeba podejmować szereg mniejszych i większych decyzji. Czego się pozbyć, w jaki sposób, co zostawić, jak zorganizować i poukładać te rzeczy, które zdecydowaliśmy się zatrzymać. 
Pomyślałam więc, że najłatwiej będzie to duże zadanie podzielić na …

Metoda Konmari to nie minimalizm

Wpis jest uzupełnieniem materiału wideo zamieszczonego w serwisie YouTube, który można obejrzeć tutaj: 

Książkę Magia sprzątania Marie Kondo przeczytałam cztery lata temu, o moich wrażeniach możecie przeczytać we wpisie pod tym samym tytułem. Odebrałam ją pozytywnie, ale samej metody nigdy nie stosowałam, bo nie miałam takiej potrzeby, o czym zresztą pisałam w tamtej recenzji. Na dobre w głowie z tej lektury pozostała mi jej myśl przewodnia: poszukiwanie radości w rzeczach i eliminowanie zbędnych przedmiotów w oparciu o kryterium: co chcę zostawić, zamiast stosowanego zwykle przez minimalistów: czego nie potrzebuję i czego chcę się pozbyć. Książki szybko się pozbyłam i nie myślałam o niej więcej.
Dopiero niedawno, gdy coraz częściej docierały do mnie opinie na temat wyprodukowanego przez Netflix serialu Sprzątanie z Marie Kondo(dostępny z polskimi napisami), pomyślałam, że warto byłoby sobie wyrobić własne zdanie na temat tej serii programów, nawet jeśli sama metoda sprzątania Konmari…

Kolorowa szafa minimalistki - także na wakacjach

Ostatni wpis z połowy czerwca. Aż trudno uwierzyć. Jednak to prawda. Nie chcę Was zamęczać tłumaczeniami, dlaczego tak długo milczałam. Niedługo minie pół roku od śmierci Taty. Ostatnie miesiące wbrew pozorom były nie tylko czasem smutku, ale przede wszystkim czasem ważnych zmian w życiu naszej rodziny, częściowo wymuszonych przez odejście Taty, a częściowo przez nią sprowokowanych (?), a może tylko przyspieszonych. Kilka z tych zmian jest naprawdę pozytywnych, dotyczą głównie życia mojej Siostry. W skrócie napiszę tylko, dla tych z Was, którzy zawsze trzymali za nią kciuki (wiecie, że Ula jest osobą niesłyszącą), że Sister zmieniła pracę i na razie jest bardzo zadowolona. A my cieszymy się, że jest doceniana i że ma szanse na rozwój i lepszą jakość życia.
Bałam się, że nie będę umiała już pisać tutaj. Jednak z tym jest chyba jak z jazdą na rowerze. Wystarczy usiąść i zacząć, a reszta idzie już sama...
Oprócz tego, że dużo działo się różnych rzeczy, które wymagały mojej uwagi czy wsp…