Przejdź do głównej zawartości

Sztuka prostoty w praktyce


Zdjęcie ze strony Home Interior Design
Jakiś czas temu udało mi się natrafić na ciekawy artykuł sprzed kilku lat, postanowiłam się nim z Wami podzielić. Zamieszczam więc jego tłumaczenie (mojego autorstwa), oryginalną wersję, J’ai testé l’art du vide, można znaleźć w portalu Psychologies.com. Miłej lektury!








Przetestowałam sztukę pustej przestrzeni

Jak pozbyć się zbędnych przedmiotów z domu, odchudzić garderobę czy zredukować biuro? Można się tego nauczyć. Pomysł wywodzi się z Japonii, jego autorką jest Dominique Loreau. Jako minimalistka obejrzała mieszkanie jednej z naszych redaktorek i przystąpiła do bezkompromisowej „inwentaryzacji”.


Pascale Senk (tłumaczenie Anna Mularczyk-Meyer)

Szpilki tu nie wetkniesz. Tak pomyślałam, gdy wróciłam do mojego mieszkania po długim pobycie za granicą. Może dlatego, że tam ulice są o wiele szersze, a domy większe i bardziej przestronne? Nagle ściany wydały mi się przeładowane, pomieszczenia duszne, a przedmioty, które przecież lubiłam i wybrałam jako ozdoby, wyglądały jak pozbawione blasku. Lecz w jaki sposób mogę przywrócić świeżość i wrażenie lekkości w moim miejscu zamieszkania?
Postanowiłam zatem skorzystać z pomocy Dominique Loreau. Zwolenniczka minimalizmu, Francuzka, mieszkająca w Japonii od ponad dwudziestu lat, organizuje tam weekendowe warsztaty dla osób, które nie radzą sobie już z tym wszystkim, co je przytłacza. To dowód na to, że trudności z orientacją wśród rzeczy, z ich segregowaniem i rezygnacją z nich są sprawą uniwersalną. Zdaniem D. Loreau minimalizm jest prawdziwą filozofią, którą można nauczyć się po trochu wprowadzać we wszystkich dziedzinach życia.


Po przybyciu do mojego mieszkania Dominique Loreau wyjaśnia mi, że zawsze podróżuje z bardzo małą ilością bagażu: „Gdy wyjeżdżam z Japonii, zabieram ze sobą tylko jedną torbę, w której mam wszystko, czego potrzebuję do życia, minimum. I w ten sposób nie muszę nadawać bagażu!" Jej swoboda i lekkość budzą we mnie zazdrość. Jako nowego rodzaju coach poświęci dwie godziny na zbadanie rozmaitych aspektów nadmiaru, który panuje w moim mieszkaniu. Taka „inwentaryzacja” skłania do refleksji i przede wszystkim powinna prowadzić do ... działania. Zapraszam na zwiedzanie z przewodnikiem. 

 

Przedpokój: zostają tylko rzeczy przydatne lub bardzo piękne.

To pierwsze przykazanie wygłasza Dominique po szybkim obejrzeniu ośmiu metrów kwadratowych przedpokoju mojego mieszkania. Zielona drewniana ławka ogrodowa musi więc odejść: nikt tu na niej nigdy nie siaduje, nie ma też w sobie nic z dzieła sztuki. Taki sam los spotka marokańskie naczynia z fajansu. Protestuję: „Ale one są kolorowym akcentem na ścianach!" „Tak" — odpowiada pani trener, ale misa na ziarno to ciągle tylko misa na ziarno. Jej naturalnym miejscem jest szafka kuchenna".

Natomiast w przypadku taoistycznego drewnianego bibelotu, prezentu od rodziny ustawionego przeze mnie na niskiej szafce, Dominique proponuje, bym zrobiła mu zdjęcie i „schowała" je w pamięci komputera, jeśli naprawdę chcę zachować go we wspomnieniach. W przedpokoju pozostanie więc dywan, duże lustra oraz wspomniana niska szafka, jeśli naprawdę mieści przedmioty, których nie mogę schować gdzie indziej.

 Salon: postawić na płynne linie i przestrzeń, by umysł mógł się odprężyć.

Gdy wchodzimy do salonu połączonego z jadalnią, Dominique obrzuca krytycznym spojrzeniem dwa wypełnione książkami regały wokół kominka. „Zrobiła pani sobie z salonu księgarnię”. Rzeczywiście, odpowiadam urażona, w tym domu lubimy czytać. „Ale obecnie można czytać przez Internet, wypożyczać w mediatekach". Jej argument mnie nie przekonuje: a wszystkie te książki, którymi zaczytujemy się, leżąc w łóżku albo podczas podróży komunikacją zbiorową? "Jeśli naprawdę nie może się Pani powstrzymać od ich kupowania, od razu po przeczytaniu proszę je dawać innym. Może Pani sobie zostawić cztery czy pięć ulubionych pozycji i trzymać je w zamkniętej szafce. W ten sposób odsłoni Pani ściany”.

Tak samo należy postąpić ze zbiorem płyt kompaktowych: „Nigdy nie podoba się nam naprawdę cała płyta”. Pani Loreau zaleca więc skopiowanie ulubionych utworów na czyste płyty CD, zrobienie z nich kompilacji i przechowywanie w specjalnych klaserach z folii (niektóre mogą pomieścić nawet pięćset płyt). Z przerażeniem wyobrażam sobie, ile czasu zajmie mi opracowanie tej „idealnej płytoteki"! „Tak, ale ona będzie zawierać to, co najważniejsze, to, co Pani naprawdę lubi”.

Dominique proponuje mi także, bym pozbyła się stolika z salonu, zagracającego środek pomieszczenia. „Lepiej wybrać komplet stoliczków ustawionych po bokach sof”. Chodzi o to, żeby zawsze pozostawiać co najmniej metrowy odstęp pomiędzy poszczególnymi meblami, by ułatwić poruszanie się. „To tak zwany styl white space, stosowany przez architektów — precyzuje —, styl, w którym „obiekty" naprawdę istnieją dzięki otaczającej je pustej przestrzeni". Zdaję sobie sprawę, że berberyjski dywan bez wątpienia odzyska elegancki wygląd i barwy, jeśli nic nie będzie na nim stało. Dzięki temu będzie mógł królować pośrodku salonu. 

 Łazienka: poszukaj jednego produktu, który zastąpi wszystkie pozostałe.

Zaglądając do mojej szafki w łazience, Dominique odkrywa, że wypełniają ją liczne kremy i produkty upiększające i tłumaczy: „Obecnie produkuje się wspaniałe mikstury typu „wszystko w jednym". Olejki, które służą jednocześnie do demakijażu, nawilżania i odżywiania cery. Tylko jedna buteleczka, a zastosowań wiele. Po co zajmować sobie miejsce dziesiątkami na pół pustych słoiczków?" Odpowiadam, że uwielbiam opakowania, buteleczki... „No więc proszę sobie kupić produkt z najwyższej półki i nic poza tym, a będzie Pani miała wszystko, czego Pani potrzeba!"

Odzyskane w ten sposób miejsce powinno wystarczyć mi do przechowywania w tej szafce wystarczającej jej zdaniem ilości bielizny — cztery lub pięć par staników oraz majtek z czystej białej bawełny (!) —, oraz ewentualnie bielizny pościelowej: „Na każde łóżko wystarczy po dwa komplety pościeli. Należy wybierać pościel dobrej jakości, białą z haftem: dzięki niej łóżko stanie się luksusową alkową”.

 Garderoba

To bardzo „bolesny” rozdział: dwie wypełnione szafy ścienne, stojak na wieszaki w biurze. Zgromadziłam mnóstwo ubrań. Dominique proponuje mi bardzo precyzyjną metodę postępowania podczas oczyszczania garderoby, opiera się ona na jednej cyfrze: 7. „To dobry moduł, bardzo zrównoważony, mówi. Pozostawiamy tylko po siedem elementów z każdej kategorii: siedem par spodni, siedem żakietów, siedem swetrów, siedem bluzek koszulowych...” Cieszę się, bo to przecież w końcu nie tak mało. Jednak Dominique studzi mój entuzjazm, precyzując: „Siedem, ale na lato i zimę łącznie!" Zabieramy się do tego, układając ubrania w „stosy”.


W głowie należy mieć wtedy tylko jedno pytanie: „Czy patrzenie na tę sukienkę lub sweter sprawia mi jeszcze przyjemność?” W przypadku każdej sztuki ubrania należy zadecydować: „tak” lub „nie”, lub „podejmę decyzję później”. Należy również powtórzyć tę ostrą i świadomą segregację w odniesieniu do stosów ubrań odłożonych jako „podejmę decyzję później”. Aż nic nie zostanie.


Większość zaleceń zadziałała u mnie bardzo skutecznie. Po raz pierwszy nie ograniczono się do rzucania mi hasła „wyrzuć to”, bez żadnych wyjaśnień. Dominique skłoniła mnie do przemyślenia sposobu patrzenia na miejsce zamieszkania. Od czasu jej odwiedzin kilka przedmiotów zostało wydanych lub sprzedanych. Przede wszystkim stałam się świadoma przyjemności (lub jej braku), jakiej dostarczają mi rzeczy, które jeszcze zostały. Wiem już teraz, których mebli, ubrań i bibelotów się pozbędę. Tak czy owak nie mogę zwlekać z tą wielką kuracją oczyszczającą: za kilka tygodni przeprowadzam się, co zdaniem pani coach w dziedzinie pustej przestrzeni jest idealną okazją do zatrzymania tylko najważniejszych rzeczy. 

 Miniwywiad z Dominique Loreau 

„Zrobić miejsce na to, co naprawdę kochamy”

Dwadzieścia trzy lata temu Dominique Loreau, wówczas studentka studiów doktoranckich z języka amerykańskiego, przy okazji wyjazdu naukowego trafiła do Japonii. Zakochała się w tym kraju od pierwszego wejrzenia. Zamieszkała w Japonii. Dzisiaj prowadzi warsztaty i pracuje nad książką na temat „Sztuki prostoty”.


Psychologies: Jaka jest definicja minimalizmu?
Dominique Loreau: Często uważa się, że minimalizm polega na pozbyciu się tego, co zbędne. Lecz wyrzucanie to nie tylko eliminacja, to robienie miejsca na to, co naprawdę kochamy. Minimalizm ma wymiar estetyczny (zachować to, co najpiękniejsze, najlepsze), ale również filozoficzny, ponieważ poddaje w wątpliwość potrzebę posiadania wielu rzeczy i chciwość, która rozwija się w nas pod wpływem naszego chorego społeczeństwa. Wiąże się także z hedonizmem, ponieważ zachęca do smakowania w pełni tego, co sprawia nam przyjemność.




W jakich dziedzinach można go stosować?
We wszystkich. Przykładowo mam tylko dwoje czy troje przyjaciół, takich prawdziwych: mogę do nich w razie potrzeby zadzwonić o dowolnej porze dnia i nocy i zawsze spędzam w ich towarzystwie czas w cudowny i wzbogacający sposób. Osiągnęłam taką jakość relacji, eliminując pseudoprzyjaźnie, które niczego nie wnosiły w moje życie.




W jaki sposób można nauczyć się być minimalistą?
Potrzeba lat, by dowiedzieć się, na co naprawdę mamy ochotę i czego potrzebujemy. Większość z nas nigdy nie zadała sobie pytania, co tak naprawdę lubi. Ale im mniej mamy rzeczy, tym łatwiej przychodzi nam pozbywanie się ciężaru. To staje się automatyczne, jak higiena życia: przykładowo, jeśli ma się tylko trzy noże zamiast dwudziestu pięciu, nie jest tak trudno zdecydować, który jest najlepszy. Następnie, gdy ma się posiadać tylko jeden nóż, zabieramy się do poszukiwania „idealnego” noża. Minimalizm nie polega więc na byciu sknerą, lecz na tym, by wreszcie rozsądnie wydawać swoje pieniądze.

Komentarze

  1. Świetny artykuł a zamieszczone do niego zdjęcie to taki ideał do którego dążył będę.
    Jest prawda w tym, co mówi Dominique w artykule, że potrzeba wielu lat aby dowiedzieć się czego potrzebujemy, a tymczasem musimy walczyć z chorym społeczeństwem atakowani ze wszystkich stron reklamami i chciwością zachęcającymi do zakupu kolejnych przedmiotów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny artykuł. Bardzo mi się podoba opcja robienia zdjęć rzeczom do których mamy sentyment. Faktycznie zdjęcie na dysku komputera nie zajmuje tyle miejsca a rzeczy można się pozbyć.

    Co do dążenia zmniejszenia ilości posiadanych rzeczy jest jedna ważna sprawa. Zobaczcie ileż to ludzi ciągle martwi się o swoje rzeczy. Aby ich nie zgubić, by ktoś ich nie ukradł. Pisze o tym gdyż sam zauważyłem ile to swobody daje posiadanie coraz to mniej wartościowych rzeczy, które należy pilnować.
    Z racji swojej pracy zawodowej muszę dziennie nosić laptopa (netboka laptop dla minimalisty) mały i minimalistyczny. Jaki to jest stres aby torby nikt nie zabrał, by gdzieś nią nie uderzyć. Ostatnio nie musiałem zabierać ze sobą tego sprzętu. Poczułem się taki wolny, szczęśliwy, nie zaprzątałem sobie głowy tym, że ciągle muszę coś pilnować.
    Tylko dokumenty i telefon w kieszeniach spodni. Co do dokumentów był czas, iż posiadałem wielki portfel, pełno kart różnego rodzaju, wielki telefon. Wszystko nosiłem w ręce lub torbie gdyż do kieszeni to się nie mieściło. Gdy zaczęła się moja przygoda z minimalizmem postanowiłem to zmniejszyć. Aktualnie noszę tylko podstawowe dyskietki dokładnie 4szt i mały telefon w kieszeni spodni, nawet nie posiadam portfela. Jaka ulga!!! Ten psychiczny spokój. Coś pięknego.

    Ależ się rozpisałem. Pozdrawiam Bartosz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A wg mnie minimalizacja wnętrz przy użyciu konsultanta zewnętrznego jest pozorna i długo nie potrwa, jeśli sami nie wypracujemy metod kontroli nad napływem rzeczy do naszego otoczenia. Nawet się nie obejrzymy, jak oberwiemy stertą figurek/wazonów/pluszaków z okazji imienin/urodzin/itp. bo przecież wszyscy którzy nas odwiedzają, zauważą, że mamy mnóstwo miejsca ;) Poza tym zawsze chciałabym zobaczyć taką np panią Dominikę jak minimalizuje typowe blokowe M2 rodziny z dwójką dzieci ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ajko, dzięki za tłumaczenie! Artykuł ciekawy, choć niestety, z tego co zrozumiałam, pani Dominique minimalizowała w nim jakieś wielkie mieszkanie. Te berberyjskie dywany... rozmarzyłam się :) Przydałby się tutorial dla małej kawalerki, czy M2 jak słusznie zauważyła Dzierzba :)
    A minimalizowanie przy pomocy "architekta minimalizmu" może być tak samo dyskusyjne jak urządzanie z architektem wnętrz. Jednak każde zamieszkane wnętrze tworzą mieszkańcy, ich charakter, dążenia, gusty.
    Aaa, a co do płyt CD z muzyką zupełnie się nie zgadzam z panią Guru!

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam Ponownie. Pisze do was drogie minimalistki i drodzy minimaliści z prośba o pomoc. Otóż ostatnio zaczyna mi bardzo szwankować mój telefon. Przymierzam się do wymiany i jak to zwykle bywa dla wybrania najlepszego modelu sięgnąłem do internetu. Na większości stron internetowych zarówno polskich jak i zagranicznych dotyczących minimalizmu piszą o iphonie jaki to wspaniały telefon dla minimalisty. Wiem, że potrzebne są moje preferencje dotyczące telefonu dla minimalisty. Ja używam kalendarza, notatnika, aparatu, dzwonienia, sms, i najważniejsze internet. Za to muzyki wcale nie słucham.

    Proszę was o wasza opinię. Co myślicie o tym co opisują na innych blogach o minimalizmie na temat iphona.

    Z góry za wszystkie odpowiedzi Bardzo Dziękuję.

    Pozdrawiam Bartosz

    OdpowiedzUsuń
  6. Droga Ajko - dziękuję za bardzo wartościowy wpis. Dobra okazja do refleksji nad swoim stanem posiadania i stanem swojego umysłu.

    Na czym tak naprawdę polega minimalizm? Na robieniu miejsca na to, co kochamy. A co kochamy? Tutaj już potrzeba trochę czasu, żeby się tego dowiedzieć. Nie da się inaczej niż przez ciągłe zadawania sobie pytań. Sobie, nie innym. Relacja ja - ja. Brzmi jak wariactwo. Wbrew pozorom to nie takie trudne. Chwila ciszy i już jakoś samo się dzieje.

    Wystrój wnętrz - temat rzeka. Mi od zawsze podobały się mega minimalistyczne aranżacje.

    Co do książek - nie jestem w pełnie przekonana co do tego, że nie warto w domu trzymać dużej ilości książek. Argumentów za ja dużo, to prawda, może się kiedyś do tego przekonam.

    Co do płyt - wyznaję mniej więcej taką samą zasadę jak Guru minimalizmu.

    Pozdrawiam z uśmiechem na ustach,
    Wasp

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawy artykuł, idealne wprowadzenie do tematu minimalizmu. Moim zdaniem pani Dominique za bardzo celebruje minimalizm, by to były teksty z którymi zgodzi się ktoś podchodzący do tematu od strony filozofii. Jakby to powiedzieć.. taki minimalizm to już dla mnie maksymalizm. Jednak tak jak napisałam na początku, idealne wprowadzenie dla początkujacych i fajna inspiracja dla całej reszty, na mnie też działają te czyściutkie mieszkania :)

    Jeśli mogę to wypowiem się w kwestii iPhone'a - trzeba zadać sobie pytanie, z ilu jego funkcji będziesz korzystał? Głupio mieć tostero-pralko-telewizor jeśli chce się tylko wyprać ubranie.
    No i serwis iPhone'a.. czy w razie kłopotów ktoś w okolicy go naprawi?

    OdpowiedzUsuń
  8. Bartosz jeszcze coś bo nie doczytałam - w Twoim przypadku iPhone jest jak najbardziej tostero-pralko-tv, w dodatku psującą się ;) Jeśli chcesz wziąć pod uwagę moją opinię, kup jak prawdziwy minimalista niepsujący się telefon z Finlandii z porządną baterią.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ajka bardzo przepraszam że zaśmiecam :D ale ten iPhone tak mi nie daje spokoju.. To o czym pisze Bartosz, czyli fakt, że ludzie na forach reklamują i polecają sobie gadżety dla minimalistów to dla mnie śmiech na sali i żywa parodia minimalizmu. To że jakieś urządzenie jest kombajnem nie oznacza że jest dla mnie optymalne.

    OdpowiedzUsuń
  10. iphone na pewno jest lanserski, ale czy minimalistyczny?

    >Ja używam kalendarza, notatnika, aparatu, dzwonienia, sms, i najważniejsze internet<

    to ma także byle nokia reklamowana w salonie pod szyldem "prosty telefon dla starych ludzi" w dodatku tańsza jakies 15 razy ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Super artykuł, książka też jest mi dobrze znana. U mnie minimalizm zaczął się z bardzo prozaicznej przyczyny - finansowych kłopotów. Po pierwsze przestaliśmy kupować (oczywiście poza jedzeniem i opłatami), po drugie pozbyliśmy się mnóstwa rzeczy sprzedając je. Byłam w ogromnym szoku, że udało się "odzyskać" aż tyle pieniędzy poprzez sprzedaż gratów, ubrań, części komputerowych, zabawek dziecięcych (tu zarobiliśmy chyba najwięcej!).Teraz zostało nam pozbycie się większości książek. Pytacie a co z małymi mieszkaniami - otóż ja i moja rodzina mieszkamy w takim. Nasza strategia jest taka - jak najmniej mebli, a i te które są muszą być wielofunkcyjne - np. łóżko, które ma pojemnik na pościel czy inne rzeczy, garnek ma być taki żeby można było w nim gotować ale też zapiekać w piekarniku, jeden wielofunkcyjny robot kuchenny zamiast 5 urządzeń. Żadnych kurzołapów czy dupereli na półkach, kilka prostych ozdób i tylko na ścianach, na tym koniec. Wszystkie płyty CD zostały zgrane na komputer. Na każde łóżko jest po 2 komplety pościeli + 1 komplet dla gości, każdy ma po 2 komplety ręczników. I wystarczy. Przejście na takie myślenie trwało chyba ponad rok, stopniowo nauczyliśmy się pozbywać rzeczy i zaczęliśmy odkrywać autentyczną radość z nieposiadania! Tak więc krok po kroczku oczyszczajcie kolejne szafki i pomieszczenia i swoje życie :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Na wstępie Bardzo Przepraszam, że faktycznie tak zaśmieciłem. Chciałem tylko poznać wasze zdanie. Pytanie było podyktowane tylko tym co wyczytałem na blogach o minimalizmie. Jak np. tu podaje link do bloga: http://neominimalizm.pl/najlepszy-przyjaciel-minimalisty/

    A zapewniam, że jest jeszcze tego więcej.
    Dziękuję bardzo za sugestie ze strony czytelników. Wiele mi wyjaśniają.
    Ajka Przepraszam za ten wpis. Może powinien to być osobny temat na wpis: telefon dla minimalisty.

    Przepraszam. Pozdrawiam Bartosz

    OdpowiedzUsuń
  13. :)po przeczytaniu książki i powolnym wyzbywaniu się rzeczy kupionych pod wpływem chwili... powoli wkraczam w "minimalizm" i podoba mi się - ba nawet można powiedzieć, że jestem pod wrażeniem! Nagle mam czas, miejsce i spokój który wypełnia puste przestrzenie. Odnajduję siebie powoli krok po kroku.... i dobrze mi z tym :) Trafiłam tu po wpisaniu w wyszukiwarkę "Sztuka prostoty" i zaglądam tu coraz częściej jak na kawę z dobrymi znajomymi :) Dzięki za pokazanie mi wielu możliwości na równowagę zewnętrzną i wewnętrzną, pozdrawiam anielsko maja :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawa byłam Waszych reakcji i jak zwykle, nie zawiedliście mnie :), bo Wasze odczucia są podobne do moich.
    Wielkie, zapewne paryskie mieszkanie z berberyjskimi dywanami i marokańskimi fajansami na pewno minimalizuje się inaczej niż M2 w bloku, ale w dwóch pokojach w bloku człowiek sam z siebie zostaje minimalistą, jeśli nie chce zwariować.
    Drażni mnie także narzucanie innym własnych upodobań, np. miłość do białej bawełnianej bielizny.
    Zdecydowanie nie zgadzam się z podejściem do płyt CD, jeśli lubię danego artystę, zwykle podoba mi się CAŁA PŁYTA, a nie pojedyncze utwory. Szkoda mi życia na tworzenie kompilacji.
    Ale sam artykuł na tzw. dobry początek bardzo inspirujący.
    Free, tak, na poznanie siebie potrzeba czasu, ale sam wiesz, że warto.
    Bartosz: masz rację, posiadanie mniej prowadzi do braku martwienia się o stratę rzeczy. Zapamiętaj to uczucie. Co do Iphone'a i innych gadżetów: sam sobie odpowiadasz na pytanie. Przecież wiesz, czego potrzebujesz, a czego nie. Przypomnij też sobie historię z konsolą do gier, nie daj złapać się znowu w tę samą pułapkę.
    Nie przepraszaj, nie ma za co, poruszyłeś ważny temat, to naprawdę istotna kwestia. Sporo jest niedomówień w tej dziedzinie. Rozumiem, czym się kierowałeś, zastanawiając się nad wyborem telefonu, ale zrozum jedno: sam wiesz najlepiej, czego potrzebujesz. Nie oglądaj się na innych, bo stać Cię na to, żeby samemu podejmować najlepsze dla Ciebie decyzje.
    Wasp, wciąż zaskakuje mnie Twoja dojrzałość... szkoda, że nie miałam takiej mądrości na tym etapie życia, na którym Ty jesteś.
    Ale nie podzielam poglądów p. Loreau ani co do kompilacji muzyki, ani do pozbywania się książek. Nie jestem jeszcze gotowa do posiadania pięciu książek, ale też nie zgadzam się z poglądem o wybiórczym podejściu do muzyki. Dla mnie płyta jest jak książka, nie usuwasz rozdziałów, które Cię nudzą, z powieści ulubionej autorki, prawda? Ani nie tworzysz kompilacji z ulubionych fragmentów powieści różnych autorów…
    Haeffect, nie przepraszaj, dobrze gadasz :)
    Zagubiony omułek (uwielbiam ten nick), nic dodać, nic ująć...
    Anonimowa, Twoja historia jest bardzo dobrym przykładem, jak trudności życiowe mogą wyjść na dobre :) Witam i zapraszam Cię do dzielenia się doświadczeniem.
    Maja: witaj i zapraszam na kawę jak najczęściej :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bartku, porównaj sobie swoje wymagania dotyczące telefonu, z tym, co opisuje autor bloga. Jesli uznasz że do tych 9 czynności albo i więcej będziesz go używał to moze faktycznie jest dla Ciebie, jesli jest ich mniej - lepiej odpuścić. Ile minimalistów, tyle minimalizmów - tak jak w artykule powyżej, pewnie bym powiedziała do pani Loreau - "kobito, na co ci 5 staników?" i do tego "jak można mieć tylko 5 par majtek?!?" ;) Tak samo z zasadą "7", w życiu nie miałam i nie bedę miała 7 par spodni, a 7 koszulek to za mało, bo pranie co tydzień nie wchodzi w grę. Dla jednego ideał to 5 książek na półce a inny uzna, że zredukowanie biblioteczki do 300 pozycji z wcześniejszych 1500 to wielki sukces. I tak dalej...

    OdpowiedzUsuń
  16. Bartku - odnośnie iPhone - pozwolę sobie zamieścić link
    http://byc-nie-miec.blogspot.com/2010/03/telefon-dla-minimalisty-i-wszechobecna.html

    Ajka - dziękuję za te słowa. Dojrzałość, niedojrzałość pojęcie względne. Wiem, że jestem dopiero na początku drogi. Cieszę się, że już na niej jestem i cały czas się poruszam - mam nadzieję, że w dobrym kierunku i z odpowiednią szybkością.

    Pozdrawiam,
    Wasp

    OdpowiedzUsuń
  17. Fajny post. Z tą pościelą i ręcznikami to rzeczywiście zmora ;] pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  18. To prawda, że minimalizowanie M2 co do zasady polega na tym samym co zwykle - zdecydować co najwazniejsze, pożegnać resztę ;) Chodziło mi bardziej o to, że z podejścia pani Dominiki przebija arogancja (a może to tylko ja tak to odbieram ?), która wg mnie zaciemnia bardzo istotną rzecz - że minimalizm aby miał sens musi być dobrany do osób i miejsc, których dotyczy. Parametry w rodzaju 'dwa komplety pościeli na łóżko' albo 'pięć par majtek' są podawane jako dogmaty. I, owszem, w dwie godziny można zrobić komuś czystkę w mieszkaniu, ale minimalisty się z niego w ten sposób nie zrobi.
    Bartosz - nie szukaj telefonu dla minimalisty, szukaj telefonu dla siebie. Pooglądaj w salonach rózne modele, popytaj znajomych, spróbuj jak działają wymienione przez Ciebie funkcje. Bez pośpiechu.

    OdpowiedzUsuń
  19. dzierzba, ale ja też tak to odbieram, właśnie to mnie u niej irytuje, że narzuca gotowe rozwiązania, jako nienaruszalne dogmaty, nie dopuszczając w ogóle innych rozwiązań, ani nie interesując się osobowością osoby, której mieszkanie "minimalizuje".

    OdpowiedzUsuń
  20. Przetłumaczony przez ciebie artykuł pokazuje, jak płynna jest granica między sposobem życia a ideologią. Niestety wszyscy mamy fantastyczną skłonność do tworzenia sobie idoli i fetyszyzowania przedmiotów czy postaw. Minimalizm jako sposób na życie każdego z nas nieco odmienny - jest świetny. Natomiast minimalizm jako ideologia, jest kolejnym izmem w kolekcji, sposobem manipulwania wyobraźnią i wmawianiem sobie "że coś robię w tym życiu".

    Zaczyna się choćby od tych telefonów, co to rzekomo mają być "mini". Tak jak nie ma szczerej książki z prostymi przepisami na życie, tak nie ma listy przedmiotów, których POSIADANIE uczyni cię (mnie) minimalistą. Tego typu oczekiwania od razu czynią z ludzi ślepych konsumentów. Jeżeli ktoś czuje dreszczyk podniecenia na myśl o tym, że jakiś przedmiot spełni wymagania jego ideologii - od razu wiadomo, że kupuje ten przedmiot z powodów emocjonalnych a nie praktycznych.
    Emocjonalne przywiązanie do otaczających nas przedmiotów (patera po babci, książka z autografem, audiofilskie kolumny etc.) czyni z nas osoby zależne od tych przedmiotów. Jeżeli masz jakiś cenny przedmiot, i nie chcesz się go pozbyć - wsadź w karton i wynieś na rok do piwnicy. Po roku możesz przynieść z powrotem, jeśli rzeczywiście nie możesz się bez niego obyć.

    Żeby nie było - ja na pewno mam więcej niż sto przedmiotów. Brak tv nadrabiam ilością książek i płyt. Mam za dużo butów i kurtek. Nie mam samochodu. Nie mam też lodówki - i z tego cieszę się najbardziej, bo nie kupuję nic co się może zepsuć, jem na bierząco (bezmięsnie). Ale wcale nie uważam, że inni muszą mnie naśladować.

    Moim zdaniem, umiar jest najważniejszy. Redukować powoli, nie przesadzać, nie spełniać wyimaginowanych wzorców i cudzych oczekiwań. Nawet mając 1000 przedmiotów, można być minimalistą - liczy się bowiem nie tylko forma, ale po prostu stosunek do rzeczywistości. Jeżeli żyjesz szczerze - jest ok. Jeżeli pielęgnujesz "styl życia" wg porad z magazynów i opinii "ekspertów" - imho jest to kolejny pusty fason naszej popkultury.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  21. Anonimowy, znakomicie ująłeś (-aś?) istotę sprawy. Dla mnie najważniejsza jest właśnie ta szczerość i umiar oraz oduczanie się emocjonalnego stosunku do przedmiotów. I szukanie własnej drogi, a nie ślepe podążanie za "trendem".
    Pozdrawiam i zapraszam do zaglądania!

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetny artykuł, bardzo mnie natchnął i zamierzam się zabrać za porządki. Pozbywając się zbędnych przedmiotów powiększamy sobie przestrzeń do życia!

    OdpowiedzUsuń
  23. Anonimowy wpis z 16 stycznia był mojego autorstwa (nie umiem się tu zalogować przez konto wordpressa ;-/ ) Później pokusiłem się o podobny wpis na własnym blogu, zapraszam:
    http://zenerzac.wordpress.com/2011/01/17/tak-zwany-minimalizm-czyli-co-sie-ma-i-jak-sie-z-tego-korzysta/
    Twoje wpisy subskrybuję ;-)
    miłego dnia

    OdpowiedzUsuń
  24. Błażeju, niestety Blogger nie współpracuje z kontami wordpressa (i chyba w drugą stronę tak samo). Twój wpis zrobił na mnie spore wrażenie, myślę, że pozwolę sobie do niego tu w najbliższym czasie nawiązać. I będę do Ciebie zaglądać :) Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  25. Świetny blog i artykuły. Proszę o więcej:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Wróciłam do tego artykułu w poszukiwaniu weny. Dla kontrastu podsyłam fotkę z przeciwnego bieguna: http://ekskluziff.pl/280-wiosenne_porzadki.html
    Inspiruje do porządków mniej więcej tak, jak widok ekstremalnego grubasa inspiruje do nie zjedzenia czekolady naraz ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Prawie uwierzyłam, kiedy przeczytałam o pozbywaniu się książek żeby odsłonić ściany.

    OdpowiedzUsuń
  28. ciekawe spostrzeżenia:) bardzo ciekawy wpis:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…

Jeszcze prościej

To, że ostatnio rzadko poruszam na blogu temat minimalizmu, nie znaczy, że przestał być dla mnie ważny. Jest nadal istotny, ale w inny sposób niż wtedy, gdy wprowadzałam największe zmiany w swoim życiu i przestrzeni osobistej. Pisałam o tym we wpisie Procesy w tle
Po ośmiu latach mówienia i pisania o nim czuję przesyt. Nie mam już ochoty czytać książek ani blogów związanych z tym tematem. Nie twierdzę, że nie warto, bo wiele mądrych treści wciąż powstaje, jedynie ja nie mam już potrzeby dalej drążyć tych kwestii.

Nadal bardzo istotna jest dla mnie prostota, coraz ważniejsza. To raczej już nie ulegnie zmianie, bo zawsze ją lubiłam, a z czasem stała się dla mnie myślą przewodnią. W każdej dziedzinie życia. Prostota wypowiedzi, przekazu, formy i treści. W estetyce i ubiorze. W wystroju mieszkania. Na talerzu - bardzo istotna. Prostota i skuteczność rozwiązań - w pracy, nauce, komunikacji. Nie zajmują mnie natomiast zbytnio sprawy ilości rzeczy i zajęć, które na pewnym etapie były tak …

Jak żyć?

Gdy wydawnictwo Otwarte zaproponowało mi przesłanie do zrecenzowania książki Matsa i Susan Billmarków „Naucz się żyć”, poczułam się zaintrygowana z kilku powodów. Po pierwsze: tytuł. Pomyślałam, że to odważne przedsięwzięcie, próba napisania poradnika odpowiadającego na słynne pytanie „Jak żyć?”. Po drugie: informacja o tym, że pozycja ta jest w Szwecji bestsellerem, sprzedała się w ponad 500 tys. egzemplarzy. A trzecim powodem, dla której chciałam ją przeczytać, była bardzo wesoła i kolorowa okładka. Wiadomo, nie ocenia się książki po okładce, ale ta bardzo zachęcała do lektury.

Obiecałam sobie, że nie przeczytam niczego na temat słynnego duńskiego hygge, wystarczył mi jeden artykuł w jakimś kolorowym magazynie przejrzany u fryzjera, ale poradnik „Naucz się żyć” wydawał się nie mieć na szczęście nic wspólnego ze wspomnianym zjawiskiem, oprócz skandynawskiej proweniencji. 
Lektura okazała się satysfakcjonująca. Książka objętościowo niewielka, ale skoncentrowana treściowo. Myślałam, ż…