Przejdź do głównej zawartości

Postaw na to, co naprawdę ważne

Dzisiaj zapraszam do lektury gościnnego wpisu napisanego przez Macieja Jasicę, autora dynamicznie rozwijającego się blogu Minimalista21:



Od dłuższego czasu chodził mi po głowie podobny temat. Dziś dzięki uprzejmości Ani mogę go zaprezentować wszystkim czytelnikom Minimalistki, za co serdecznie dziękuję. Przyznaję, że mój wpis może się wydać nieco chaotyczny i nie do końca spójny, ale po przelaniu swych myśli na papier stwierdziłem, że nie będę już niczego zmieniał. Tak będzie prawdziwiej. Zapraszam.

---
Każdy z nas otrzymał wspaniały dar, jakim jest życie. Znany brytyjski ewolucjonista Richard Dawkins w swojej znakomitej książce pt. Rozplatanie Tęczy napisał kiedyś piękne zdanie:
Umrzemy i to czyni z nas szczęściarzy. Większość ludzi nigdy nie umrze, ponieważ nigdy się nie narodzi. Ludzi, którzy potencjalnie mogliby teraz być na moim miejscu, ale w rzeczywistości nigdy nie przyjdą na ten świat, jest zapewne więcej niż ziaren piasku na pustyni. Wśród owych nienarodzonych duchów są z pewnością poeci więksi od Keatsa i uczeni więksi od Newtona. Wiemy to, ponieważ liczba możliwych sekwencji ludzkiego DNA znacznie przewyższa liczbę ludzi rzeczywiście żyjących. Świat jest niesprawiedliwy, ale cóż, to właśnie myśmy się na nim znaleźli, ty i ja, całkiem zwyczajnie.
To właśnie myśmy się na nim znaleźli. To jest nasz czas. Twój i mój. Nie pozwólmy zatem, by przeleciał nam między palcami. Postawmy na to, co w nim naprawdę ważne.

Coś bardzo niedobrego stało się z naszym społeczeństwem. Z ludźmi w ogóle. Idąc przez ulicę, widzę morze zasępionych, poważnych ludzi, każdy zmierza w swoim kierunku, nie zważając na to co, dzieje się dookoła. Dlaczego nikt się nie uśmiecha? Dlaczego ludzie odwracają od siebie wzrok? Zrób eksperyment. Idąc dziś ulicą, postaraj się patrzeć ludziom prosto w oczy. Mogę się założyć, że blisko 100% z nich jak tylko napotka na Twój wzrok, odwróci oczy w innym kierunku. I ten wszechogarniający konsumpcjonizm. Staliśmy się społeczeństwem, które bezmyślnie poddaje się wpływowi reklam. Staliśmy się społeczeństwem dłużników mających ogromny problem ze swoimi finansami, kupujących i konsumujących ponad stan. Byle więcej... Wszystkim brakuje czasu. Wszyscy gdzieś się spieszą. To masowe szaleństwo! Niestety skutkuje ono coraz powszechniejszą depresją, coraz większą ilością samobójstw. Właśnie wtedy, kiedy życie jest cudem. Kiedy życie jest najwspanialszą rzeczą, która mogła się nam przydarzyć. Powtórzę za Dawkinsem:
Umrzemy i to czyni z nas szczęściarzy. Większość ludzi nigdy nie umrze, ponieważ nigdy się nie narodzi. Ludzi, którzy potencjalnie mogliby teraz być na moim miejscu, ale w rzeczywistości nigdy nie przyjdą na ten świat, jest zapewne więcej niż ziaren piasku na pustyni. Wśród owych nienarodzonych duchów są z pewnością poeci więksi od Keatsa i uczeni więksi od Newtona. Wiemy to, ponieważ liczba możliwych sekwencji ludzkiego DNA znacznie przewyższa liczbę ludzi rzeczywiście żyjących. Świat jest niesprawiedliwy, ale cóż, to właśnie myśmy się na nim znaleźli, ty i ja, całkiem zwyczajnie.
Masz jedną jedyną szansę. Jeden los. Wszystko znajduje się w Twoich rękach. Do Ciebie należy decyzja jak je spędzisz. Ile z niego wyciśniesz, ile krajów zwiedzisz, ilu ludzi poznasz. Wszystko zależy od Ciebie.

Siła minimalizmu tkwi w tym, że wreszcie mamy skuteczne narzędzie do przemyślenia kilku kwestii. Co jest w naszym życiu ważne? Kto w nim jest ważny? Czego tak naprawdę pragniemy? Usuwając to, co zbędne możemy całkowicie poświęcić się rzeczom absolutnie najważniejszym. Dla każdego z nas będzie to co innego i jest to jak najbardziej OK. Dla mnie może być to zwiedzanie świata, osiągnięcie niezależności wewnętrznej i finansowej, dla Ciebie może być to coś całkowicie odmiennego. Każdy z nas jest inny. Każdy z nas jest jedyny w swoim rodzaju. Nie ma na świecie drugiej takiej osoby jak Ty. Czerp z tego siłę. Czerp siłę ze swojej unikalności. Ta różnorodność jest czymś fascynującym, czymś co w moim odczuciu naprawdę warto odkryć. Każdy człowiek jest niezgłębioną zagadką.

Gdzie podziała się nasza radość z życia? W naszej naturze jest przecież ciekawość świata, który nas otacza, radość z odkrywania! Co się z tym stało? Gdzie nam to umknęło? Gdzie to straciliśmy? Umysł dziecka jest naprawdę fascynujący. Dziecko, czysta kartka, niczym nie skażona, niczym nie skrępowana. Esencja radości i ciekawości świata. Jakiś czas temu byłem świadkiem smutnej sceny. Siedząc w restauracji i czekając na zamówiony posiłek, zauważyłem, że do akwarium, które się tam znajdowało, podeszła dziewczynka. Wyraźnie zainteresowana pływającymi tam rybami pobiegła po swojego tatę, aby pokazać mu całe odkrycie. Tata wyraźnie znudzony zapytał: o co chodzi? - Tato, tato, spójrz - ryba! - No i co z tego? To tylko ryba...

To tylko ryba... Powtórzę: co się z nami wszystkimi stało?! Wspaniałością tego świata jest to, że można na niego spoglądać na nieskończoną ilość sposobów. Możemy patrzeć na niego jako na nudne, niebezpieczne miejsce, gdzie życie jest czymś nieznośnym, czymś co należy przetrwać, bądź też możemy na nie spojrzeć jako na fascynujące, pełne wrażeń miejsce, gdzie życie jest czymś najwspanialszym, co mogło się nam przydarzyć.

Posłużę się przykładem. Idąc ulicą i patrząc na otaczających mnie ludzi, stwierdzam, że nie chcę być tacy jak oni. Nie chcę się spieszyć, nie chcę, aby wciąż brakowało mi na wszystko czasu. Nie chcę być tak obojętny na otaczającą mnie rzeczywistość. Nie chcę patrzeć na wszystko tak pesymistycznie. Idąc ulicą, ożywiam ją. Ożywiam ją w swojej głowie. Zadaję sobie pytanie: kim jest osoba, która mnie właśnie minęła? Jaka jest jej historia? Czyim jest synem bądź córką? Spoglądam na nadgryzione zębem czasu budynki i zastanawiam się jaka jest ich historia? Kto je zbudował? Czy podczas wojny toczyły się w nich jakieś walki? Zaczynam snuć fantazje na ich temat. Widząc uliczny korek i przeklinających go ludzi, uśmiecham się do siebie i szczerze raduję z braku posiadania samochodu. Idąc na piechotę oszczędzam czas, zdrowie i pieniądze. W dodatku mogę rozmyślać o tylu rzeczach. To udowadnia, jak na, wydawać by się mogło, jedną i tę samą rzecz można zupełnie inaczej spoglądać. Możliwości jest nieskończenie wiele.

Zadaj sobie pytanie: co w moim życiu jest naprawdę ważne? Kim chciałbym być? Czego pragnę? O czym marzę? Kiedy zadaję tego typu pytanie, bardzo wiele osób patrzy na mnie jak na jakiegoś szaleńca po czym mówi: nie wiem. Nie mam pojęcia. Następnie zmienia temat. Dopóki nie zrozumiemy, że tego typu pytania są fundamentalne, będziemy się dalej snuć na tym świecie bez większego celu. Nie odnajdziemy w nim głębszego sensu. Będziemy marnować tę jedną, jedyną szansę jaką otrzymaliśmy od losu. Drugiej nie będzie.

Będąc na pewnym szkoleniu usłyszałem niesamowicie prawdziwe zdanie:
Najgorszą rzeczą, jaka może się przydarzyć człowiekowi, jest obudzenie się pewnego dnia z myślą, że zmarnował swoje życie. Z myślą, że nie spróbował, kiedy był jeszcze czas. Najlepszą natomiast jest myśl, kiedy, patrząc wstecz, człowiek może stwierdzić, że jego życie było doskonałe i że nie chciałby w nim niczego zmienić.
Życzę każdemu z Was, jak i sobie, abyśmy wszyscy obudzili się pewnego dnia z tą drugą myślą. Postawmy na to, co w życiu naprawdę ważne.

Komentarze

  1. Dający do myślenia wpis... święta prawda!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję za ten wpis.
    Btw. Ja zwykle chodzę uśmiechnięta po ulicy i patrze ludziom w oczy - może 10% z nich się uśmiechnie, a reszta...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały, mądry i głęboki wpis.
    Dziękuję za niego.
    minimaLenka

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo, bardzo wartościowy wpis, który daje dużo do myślenia.

    "Najgorszą rzeczą, jaka może się przydarzyć człowiekowi, jest obudzenie się pewnego dnia z myślą, że zmarnował swoje życie." - niestety muszę się z tym zgodzić, doświadczyłam tego uczucia. Na szczęście nie chodziło o całe moje życie, ale ostatnich kilka lat.

    Maćku, masz rację, coś niedobrego dzieje się w naszym społeczeństwie. Chociaż chyba nie tylko w naszym, ale w większości społeczeństw wysokorozwiniętych krajów. Zapomnieliśmy czym jest życie. Życie to przede wszystkim dar. Coś co zostało nam dane. Tak, jesteśmy szczęśliwcami. Nie wiem dlaczego, ale moje pierwsze skojarzenie to aborcja, daliśmy ludziom prawo do decydowania o czyimś życiu, o jego śmierci. Czy to są jeszcze ludzie?

    Esencją minimalizmu jest to, co właśnie napisałeś. Znalezienie czasu i przeznaczanie go na to, co jest dla nas ważne, ale kiedy zadamy innym pytania o ich marzenia, cele, wartości, często dostaniemy najgorszą możliwą odpowiedź - milczenie. Ludzie pytają: Za ile to mogę kupić? Ile to będzie kosztować? Co to mi da? Zapomnieli, że szczęścia nie dadzą im przedmioty, ale ludzie. Prawdziwego szczęścia nie doświadczą siedząc na kanapie przed telewizorem. Szczęście jest w nas, w innych żywych istotach i możemy się nim dzielić. Szczęście to rzecz niematerialna, coś duchowego.

    Kiedyś na swoim blogu opisałam prawdziwą historię człowieka, który wiedział, że umiera, że operacja się nie udała. Był bardzo spokojny. Kiedy lekarze go oszukiwali (w imię dobra pacjenta) i dawali mu nadzieję, on wiedział, że jest inaczej. Co powiedział? Nie zaczął obrzucać panów w białych fartuch najgorszymi słowami, jakie znał. Uśmiechnął się sam do siebie i powiedział "Ale to nic, bo życie mi się udało".

    Szukajmy odpowiedź w sobie. Szukajmy tego, co dla nas jest naprawdę ważne. Realizujmy swoje cele, marzenia, pragnienia. Uszczęśliwiajmy siebie i innych, aby nasze życie się "udało".

    Pozdrawiam,
    Mały Wojownik Uśmiechu,
    Wasp

    OdpowiedzUsuń
  5. Maćku, zgadzam się z pełni z tym co napisałeś, święta prawda, gratuluję wpisu :)
    Ostatnio chodzi za mną wizja "zmarnowanego życia", gdyż usłyszałam niedawno od mojej babci (która dobiega 70-tki), że żałuje, bo zmarnowała swoje życie... Nie wie ile jeszcze pożyje - 2, 5 czy 10 lat, ale czuje, że je zmarnowała. Całe życie z dziadkiem oddawali się ciężkiej pracy, tylko to się liczyło, całe życie w tym samym miejscu, żadnych wycieczek, żadnych przeżyć, tylko praca i dwójka dzieci. Dziadek niedawno zmarł i babcia stwierdziła, że to co najlepsze już za nią, że nie przeżyła godnie swego życia, nie tak, jak chciałaby, dając mi przy okazji swoistą lekcję, żebym ja, teraz w wieku dwudziestu kilku lat już zaczęła pracować nad tym, żebym jak to się mówi "nie obudzić się z ręką w nocniku" :) Żeby, gdy będę w jej wieku, albo nawet w momencie śmierci powiedzieć sobie, że żal umierać, ale umieranie, kiedy się wie, że miało się świetne życie i że żyło się naprawdę, niczego nie żałując, nie jest takie ciężkie i straszne :) I obyśmy wszyscy o tym pamiętali, nieważne w jakim wieku jesteśmy - 20, 30, 40 50 czy nawet więcej lat. Moja babcia pewnie tego jeszcze nie wie, ale nawet ona może coś jeszcze zrobić, żeby to życie nie było takie do końca zmarnowane :)
    Jeszcze raz gratuluję, naprawdę świetny wpis.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny wpis, bardzo prawdziwy i niemal oczywisty w swej prostocie i prawdzie - tylko dlaczego tak trudno niektórym (czasem i mi) oderwać się od tego masowego szaleństwa? Z ogłupiających zakupów już się wyleczyłam, mieszkanie mocno odetchnęło po wyniesieniu mnóstwa rzeczy... jednak pozostaje najważniejsze i najtrudniejsze zarazem-praca nad sobą, ale trzeba tak jak piszesz Maćku po prostu wyjść i się uśmiechnąć do siebie i ludzi. Pozdrawiam serdecznie, Monika

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest tak bardzo wyjątkowa w człowieku jego jedyność i niepowtarzalność. Na całej kuli ziemskiej nikt nie spotka drugiej, takiej samej osoby, jak my. Jesteśmy tacy podobni do siebie, a jednak różni...
    Mi osobiście wydawałoby się czymś niestosownym "zawiesić" na kimś nieznajomym wzrok.
    Czy dusze niepoczęte istnieją? Nauka katolicka mówi, że dusza i ciało powstaje w momencie poczęcia... A samoistne Istnienie.. to jedynie Bóg...
    Myślę, że ludzkość przygnębiają problemy lub obowiązki... przeginają karki ludzkie do dołu tak, że trudno zobaczyć coś więcej, poza swoim butem...

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo Ciekawy wpis. Tytuł już sam w sobie daje wiele do myślenia.

    Dawno mnie nie było w komentarzach, gdyż remontowałem dom. Troszkę tego było i nadal trwa.
    Jednakże zaznaczam, że czytam każdy wpis.

    Doszedłem ostatnio do dwóch rzeczy. Jedna naprawdę minimalistyczna inna może troszkę mniej.

    Kończąc pracę przy pracach typowo budowlanych kładłem się spać z netbookiem i zaczynałem czytać wszystkie blogi, czy aby ktoś czegoś nowego nie napisał, czy przypadkiem nie powstał nowy blog dotyczący minimalizmu. Złapałem się na tym, że aby przeglądnąć każdy blog, który mam w zakładce poświęcałem masę czasu. Zasypiając z załączonym komputerem.

    Miałem chwilę słabości i blogów z dnia na dzień przybywało, zakładek coraz więcej i więcej.
    Zastanowiło mnie to gdyż czytam o minimalizmie. Staram się go praktykować a jakoś mi tego czasu brak.

    Zadałem sobie ważne fundamentalne pytanie. Który blog uwielbiam i który mogę śledzić, oraz się na nim udzielać bez większego kłopotu. Wybrałem dosłownie trzy na, które zaglądam i oczywiście najważniejszym jest ten mój nałogowy Ajki. Na wielu blogach zauważyłem tendencję do powielania wpisów, nie wnoszących niczego konkretnego do mojej drogi minimalizmu. Do czego bym już sam nie doszedł w myślach i praktyce. Wręcz zauważyłem faktyczną modę na prześciganiu się, kto ma jakie wyniki oglądalności bloga. Lecz tu nie o to chodzi. Chodzi o wybranie tego co jest naprawdę ważne. Co nam daje do myślenia, a nie tylko konsumpcja mediów.

    To by był jeden z sukcesów minimalizmu czyli ograniczenie ilości oglądanych blogów.

    A na nowe wpisy na blogu Ajki czekam jak na jakieś nowe odcinki ulubionego serialu.:)

    Drugim sukcesem minimalistycznego podejścia, jest kompletny porządek w męskich rzeczach czyli: wszelkiego rodzaju śrubki, narzędzia, wiertełka i takie tam. Remont pozwolił mi na pewne przemyślenia. Dzisiaj jest tak, że jeżeli potrzebuję tylko cztery śrubki danego rodzaju to tyle kupuje nie muszę już kupować całego worka. Zabrałem się za gruntowną selekcję na to co faktycznie może się przydać a o czym na 100% zapomnę przy następnym remoncie. Efekty jest zdumiewający. Posprzątane i poukładane narzędzia w jednej dużej skrzynce narzędziowej a wszelka drobnica w drugiej mniejszej.

    Każdego dnia małymi kroczkami dążę do minimalistycznego życia. Bardzo mi się to podoba i czuję się z tym dużo lepiej. Przy każdej okazji staram się zrobić coś co choćby troszkę ucieszy mnie, sprawi w duchu radość z uporządkowanego życia.

    Początkujący minimalista.

    Pozdrawiam Bartosz

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawe komentarze :) Super się czyta Wasze odpowiedzi :)

    Pozdrawiam serdecznie

    PS: Bartoszu, umiar nade wszystko, nie mniej mam nadzieję, że znajdziesz przynajmniej chwilę na odwiedzenie również mojego bloga ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy piszący o swojej babci -> uważam, że Twoja babcia może jeszcze bardzo wiele w swoim życiu osiągnąć! Trzeba tylko troszeczkę jej w tym pomóc (pokazać możliwości) :)

    Pozdrawiam gorąco

    OdpowiedzUsuń
  11. A tym wpisem zagrałaś na mojej czułej strunie. Śmierć uczy życia jak nic innego.

    OdpowiedzUsuń
  12. Maciej akurat twój blog jest jednym z tych trzech, głownie za sprawą wywiadów które mnie bardzo interesują.

    Pozdrawiam Bartosz:)

    OdpowiedzUsuń
  13. warto przystanąć i pomyśleć o tym co napisałeś, a później coś zmienić, nawet gdyby się miało okazać, że to zmiana tylko na chwilę.... a później próbować znów i znów... pozdrawiam,maja

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…

Lepiej

Przed urlopem pisałam o bezdzietności z wyboru. Mam jeszcze parę refleksji, które nie dotyczą istoty sprawy (mienia/niemienia dzieci), ale są z nią powiązane. 
Ludzie często lubią formułować różne złote rady czy ogólne stwierdzenia, które wydają się im słuszne i cenne: lepiej mieszkać na wsi. Lepiej mieszkać w mieście. Lepiej mieć samochód/jeździć na rowerze/poruszać się piechotą. Lepiej jeść mięso/być wegetarianinem/weganinem. Lepiej jeść gluten/nie jeść glutenu. Mieć mieć wiele dzieci/mieć dwoje dzieci/jedno dziecko/nie mieć dzieci. Lepiej biegać/ chodzić na siłownię/ćwiczyć jogę/gimnastykować się w domu. Być minimalistą/tarzać się w konsumpcji. Można by tak wymieniać w nieskończoność, wymieniłam tylko kilka dziedzin, które akurat wydają mi się częstym przedmiotem tego rodzaju sądów.
Zazwyczaj uważa się, że „lepiej” jest robić tak, jak się samemu wybrało. Często dlatego, że jest się ze swojego wyboru zadowolonym i wydaje się, że skoro nam jest z tym dobrze, to innym też pewnie będz…