Przejdź do głównej zawartości

Urodowo

Na warsztacie był kolejny wpis na zamówienie, dawno obiecałam, że napiszę coś więcej na temat prostoty w kosmetyce oraz moich starań o piękną cerę. Jednak niespodziewane choróbsko zaburzyło mi plany. Ciężko się myśli i pisze, gdy z nosa cieknie, a w gardle drapie. Mam więc propozycję dla Was, Czytelniczek (a także Czytelników, oczywiście), napiszcie mi proszę w komentarzach pod tym wpisem, co nieco o Waszym podejściu do dbania o urodę. Nie tylko w kontekście minimalizmu, chociaż oczywiście ten temat też będzie mile widziany.

Co ciekawi mnie w szczególności? Właściwie wszystko :) Ile czasu poświęcacie dbanie o siebie? Czy łatwo Wam wygospodarować ten czas na co dzień? Jakie są Wasze rytuały i patenty na to, żeby dobrze wyglądać, co sprawia Wam najwięcej kłopotów i trudności? Z czym nie możecie sobie poradzić? Jakie błędy kosmetyczne popełniałyście w przeszłości, a może nadal popełniacie? I dlaczego?

Jak wiele macie kosmetyków (zarówno pielęgnacyjnych, jak i kolorówki)? Mało, dużo, za dużo? Czy jesteście podatne na reklamy kosmetyków?

Co chciałybyście zmienić w swoim podejściu do kosmetyków? Gdzie szukacie wiedzy o pielęgnacji i produktach?

A jaki jest Wasz ideał urody? Podejście do starzenia się? Wzorce estetyczne?

Oczywiście nie musicie pisać o wszystkim na raz, to tylko propozycje tematów.
Ja idę się kurować i pocić, gdy dojdę do siebie, z przyjemnością poznam Wasze przemyślenia i napiszę o tym, co dla mnie jest ważne w tej dziedzinie. Pozdrawiam :)

Komentarze

  1. To ja napiszę :-)
    Mam obecnie trochę kosmetyków - z dobrymi składami. Na co dzień jestem totalną kosmetyczną minimalistką pomimo wieku średniego - rano nakładam tylko krem z filtrem a wieczorem zmywam micelem i nie daje nic albo czasem krem nawilżający. Pod prysznic mam 1 żel. I czasem smaruje się oliwką. Nie widzę różnicy ze stanem, kiedy używałam więcej więc chyba te 4-5 kosmetyków i kilka minut na dobę zostaną ze mną na stałe. Kolorówki nie mam już w ogóle. Żadnej, choć kilka lat temu nie wyszłabym z domu bez makijażu :-)
    Co prawda miałam listę 12 kosmetyków ale okazało się, że mieszczę się w 6 - bo dodam jeszcze pastę do zębów.
    pozdrawiam
    minimaLenka

    OdpowiedzUsuń
  2. takiego posta napisałam i mi zjadło, chyba był za długi ;)

    to może krócej: dla mnie najważniejsze jest, żeby kosmetyk nie był testowany, nie zawierał w składzie żadnych szczątków i miał dobry skład. celuję głównie w kosmetyki naturalne i półprodukty (np olej kokosowy czy glinka)

    zawsze mi się wydawało, że mam tego za dużo (żel do ciała i twarzy, szampon, krem do twarzy, krem z filtrem, krem do ciała, antyperspirant, krem do depilacji, k. do rąk) ale niestety moja skóra nie obejdzie się bez w/w więc niewiele tu można zredukować. z resztą w łazienkach znajomych widze żele i kremy praktycznie do każdej części ciała osobno, nie jest ze mną aż tak źle ;)
    z kolorówki używam pudru mineralnego i tuszu do rzęs, mam tez sporo cieni ale minerały nie mają daty ważności więc ten zbiorek moze mi posłużyć do końca życia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja zamieniłam płyn micelarny na zwykłą zieloną herbatę :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm, ja ograniczam się do kosmetycznego minimum. Największy problem sprawiają mi korektory, bazy i podkłady. Nie wiem jak dobrze ujednolicić twarz, zlikwidować cienie pod oczami itp.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na ten temat to bym mogła się rozpisać...dorabiam wizażem więc kuferek mam całkiem spory, ale ograniczę się do siebie.
    W pielęgnacji ważne jest dla mnie nawilżenie skóry i skład kosmetyków, nie zapominam, że to wszystko przenika do krwi.
    Używam kremu na dzień i na noc, oczy zmywam specjalnym płynem, żeby ich nie podrażniać. Raz w tygodniu stosuję maseczkę odżywczą, albo wygładzającą, a w chwilach wielkiego zmęczenia stawiam na serum. To naprawdę działa!
    Z tym, że mam 30+, więc widać na mojej twarzy i emocje, zmęczenie itd.
    Moim synkom podkradam oliwkę w żelu do ciała - rewelacja:)
    Najwięcej kłopotów sprawiają mi ręce;), nie lubię tipsów, a że nie pracuję jako sekretarka i moje dłonie babrają się w różnych rzeczach, pazury są łamliwe,a lakier ładnie wygląda przez pół dnia;)
    Błędy popełniane? Kiedyś używałam kosmetyków do cery mieszanej...strasznie wysuszają.
    To tyle;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatnio odkryłam mydło z oliwy (tzw. mydło z Alep). Świetne, bo można myć nim twarz.
    W kosmetykach najbardziej cenię brak zapachu lub naturalny zapach (bardzo mi pasowała swego czasu seria lniana, mimo mocnego zapachu).
    Maluję się mniej więcej raz na miesiąc. Od 10 lat mam cienie dobrej jakości, które dostałam od mamy jeszcze w liceum. I jeszcze starczą na kilka razy :)
    A tak w ogóle, to najlepszym kosmetykiem niestety okazuje się sen i unikanie spalin. Cera na wakacjach robi się cudna, pomimo mycia w zimnych potokach i używania tylko mydła (a czasem i bez mydła).
    Pozdrawiam i wracaj Ajko szybko do zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  7. To teraz może coś od strony męskiej dotyczącej pielęgnacji.
    Na wstępie chciałbym Ci życzyć Ajko szybkiego powrotu do zdrowia, A kapiący nos to coś okropnego, znam z doświadczenia.

    Jako mężczyzna może nie dbam aż tak o urodę i powiem szczerze, że nawet nie mam pojęcia czasami o czym wy tu piszecie:)
    Dziennie używam głównie kosmetyków z firmy NIVEA. Bardzo mi spasowały pod wieloma względami.
    Oczywiście podstawa to antyperspirant, żel pod prysznic, szampon do mojej łysej głowy:), i perfum tu akurat odmiana bo spodobał mi się i od lat używam str8. Do tego na dziennie maszynka do golenia elektryczna, lecz nie używam żadnych mazideł po goleniu jakoś to mi nie pasowało i skóra się przyzwyczaiła. Oraz najważniejsze dla mnie maszynka do strzyżenia.

    Jeszcze nie tak dawno miałem bujną fryzurę używałem gumy do włosów, lakieru, co 2 tygodnie u fryzjera, odżywki do włosów itp. A teraz, pewnie też z racji tych wszystkich zabiegów strzyżę się maszynką sam tak co 2 tygodnie, gdyż zacząłem łysieć czy z racji wieku sam nie wiem. Czuję się teraz lepiej bez tych wszystkich porannych zabaw z włosami. Krótko obcięty, zawsze ogolony tak jakoś czysto i schludnie.

    A na sam koniec jeszcze krem bambino.:)

    Czy ja wiem czy jest to minimalistyczne?
    Pewnie tak szczególnie od czasu mojej zmiany dotyczącej fryzury.

    Pozdrawiam i życzę wszystkim Panią dużej radości z dzielenia się poglądami.

    Pozdrawiam Bartosz

    OdpowiedzUsuń
  8. hm, od dwóch lat ta sama tubka kremu do rąk (bo tulipanowy, dlatego go w ogóle mam).
    ale używam zwykłej pomadki ochronnej (yves rocher).
    mam też gdzieś do dzisiaj nie otwarty nawet tusz do rzęs, i też mniej więcej od dwóch lat męczę jedno opakowanie balsamu do ciała.
    poza tym: tylko: żele pod prysznic, używane jako szampony, rzadko same szampony.

    OdpowiedzUsuń
  9. @pani la mome, ja się rzadko grzebię w czymś innym niż klawiatura, też nie lubię tipsów, a niestety są lakiery, co schodzą mi i tak po dniu...

    OdpowiedzUsuń
  10. To ja mam chyba trochę więcej kosmetyków, ale je lubię i nie uważam że jest ich za dużo. Cała kolorówka i oprzyrządowanie mieści się w jednej kosmetyczce. Z make-upu nie zrezygnowałabym chyba całkowicie. Fajnie się podrasować, no i wykonywanie makijażu zdecydowanie poprawia humor :)
    Kilka balsamów czeka na półce, ale stopniowo je wykorzystuję, bo mam zwyczaj zużywania kosmetyków do samego dna. Odkryłam ostatnio glinki w formie maseczek i mydła i myślę, że w niedługim czasie zainteresuję się bardziej naturalnymi kosmetykami lub ich składem. Z błędów to niestety trzeba wymienić wysuszanie skóry w okresie młodzieńczych problemów, zamiast nawilżania, które odkryłam niedawno i które ostatnio poprawia mi cerę. Trzeba było popełnić trochę błędów zanim nauczyłam się co i jak i co jest dla mnie wskazane. Szkoda że nikt nie nauczył mnie jak się poruszać w świecie kosmetyków w wieku nastu lat.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jako minimalistyczna matka i żona alergicznej rodziny stawiam w łazience dużą butlę płynu/szamponu 2w1 dla niemowląt oraz butlę emolientu do kąpieli. Do nawilżania balsam niemowlęcy. Neutrogena do dłoni. Od wiosny do jesieni krem z filtrem 50 dla wszystkich. Ja mam dużo więcej osobistych kosmetyków i chyba nie zamierzam z nich rezygnować, ale to jest niezbędna baza.
    Pozdrawiam
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie na zadany temat:-) Bardzo ciekawy, pozytywny blog. Będę tu zaglądać na 100%. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  13. Na wstępie życzę SZYBKIEGO powrotu do zdrowia!!:)
    Jeśli chodzi o kosmetyki pielęgnacyjne to mieszczę wszystko w niewielkiej kosmetyczce (ilości ściśle przestrzegam). Staram się nie łapać na chwyty marketingowe typu "jesteś tego warta"...Wolę mieć jedną porządną serię niż 50 szt. balsamów, kremów, szamponów... Większa ilość kosmetyków wcale nie oznacza lepszej pielęgnacji jak i nie zawsze te najdroższe taką gwarancję nam dają. Ostatnio odkryłam wspaniałą serię kosmetyków dziecięcych, bez chemii, barwników a przy tym w śmiesznej cenie. Idealna seria dla osób z wrażliwą czy alergiczną skórą...
    Kosmetyki do włosów to tylko z salonu fryzjerskiego (nigdy z drogerii) bo skuteczniejsze i wydajniejsze, kosmetyki kolorowe- Mac. Ann

    OdpowiedzUsuń
  14. wracaj szybko do zdrowia !! Mój program dbania o cerę jest raczej wersją minimum: uzywam jednego kremu ( zimą przeprowadzam kuracje kremem z retinolem A),odkąd pamiętam raz w tygodniu staram się oczyszczać twarz i nałożyć maseczkę.Chodzę też regularnie do sauny. Kolorówki nie używam bo się od razu rozmazuję :))
    Moje patenty to : masaż twarzy, zarówno podczas nakładania kremu jak i w innych sytacjach np gdy jestem zmęczona. Nauczyłam się rozluźniania mięsni twarzy gdy jestem np zdenrwowana( zapobiega zmarszczkom mimicznym- to naprawdę działa :))Oprócz tego sen, dobre jedzenie i zadowolenie z życia.
    Podsumowując :kosmetyki uważam za "kropkę nad i".Albo ciąglę szukam tych właściwych:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Również na wstępie przyłączam się do życzeń szybkiego powrotu do zdrowia! - to najważniejsze.
    Ja kilka lat temu zaczęłam interesować się tym ile świństw jest w kosmetykach, dzisiaj już jestem całkiem świadomą konsumentką chociaż ciągle doczytuję.
    U mnie w łazience stoi żel dla wszystkich -babydream, szampon z rzepy i 2-3 rodzaje olejków bądź maseł do ciała i włosów (ostatnio jojoba i olej z malin). Jestem fanką pewnego sklepu inter. gdzie kupuję półprodukty w zestawach i sama mieszam od czasu do czasu jakiś krem lub serum.
    Jeśli chodzi o kolorówkę to stosuję puder mineralny, czasem jakiś cień, częściej kredka+tusz. I finito.
    Natomiast niedawno zaczęłam masować ciało suchą szczotką i już bardzo lubię ten zabieg (sztuka prostoty;-)), zapisałam się też na basen 3 razy w tyg. i zaczynam mieć nadzieję, że może uda mi się w końcu pozbyć tych niechcianych 15 kg ;-( no zobaczymy.
    Pozdrawiam serdecznie,Monika

    OdpowiedzUsuń
  16. Zapomniałam dodać a co słusznie zauważyły osoby wyżej- że na nic wszystkie maseczki, kremy, balsamy jak prowadzi się niehigieniczny tryb życia. Palenie papierosów, notoryczny stres, zarywanie nocy, brak ruchu...Chyba od zmiany trybu życia należałoby zacząć...Z tych wszystkich rzeczy to tylko ze stresem nie potrafię sobie skutecznie poradzić bo jak się nie stresować...:)ale także i tego się uczę. Ajko, może właśnie to będzie kolejny temat w kolejce-czyli jak skutecznie walczyć ze stresem.
    Bo to właśnie on jest największym zabójcą urodowym..:) Ann

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziekuje serdecznie za zaproszenie do debaty urodowej. Ja ze swojej strony zaproponuje oczyszczajacy masaz wedlug metody w zalaczniku http://www.theoilcleansingmethod.com/. Masaz dotyczy skory twarzy i w moim przypdaku dziala cuda niemalze. Stosuje dwa miesiace, niesamowita poprawa, wszystkie zanieczyszczenia, podskorne zaskorniki, przebarwienia znikaja. Nie powiem, ze jest to latwy sposob bo masaz wykonuje ok.10 minut, codziennie. Jednakze polecam wszystkim, ktorzy walcza z niedoskonalosciami i zanieczyszczeniami cery.
    Serdecznei pozdrawiam i zycze duzo zdrowia dla Ciebie Aniu.
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  18. Hej! Wracaj do zdrowia!
    Pomysł bardzo fajny, dowiedziałam się o masażu twarzy - faktycznie dość dobre.
    U mnie powoli redukuje się ilość kosmetyków: żel pod prysznic lub mydło, niestety kilka szamponów (3), bo szukam tego właściwego, olejek, krem z siarką.
    Jeśli chodzi o maseczki:ostatnio drożdżowa do twarzy, czasem kostki lodu, zielona herbata lub rumianek. Tak samo do włosów: maseczka z jajka, z siemienia lnianego i ostatnio z...cebuli. Czyli lodówka rządzi :-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Polecam syrop z cebuli i czosnek :)
    W mojej łazience znajdują się żele pod prysznic, szampony, odżywki, dezodoranty, produkty do stylizacji włosów, mydła, pasta do zębów, płyn do płukania ust. Ogólnie, rzeczy do utrzymania codziennej higieny jest sporo, a korzystają z nich tylko dwie osoby. Co chodzi o pielęgnację, to mam żel do ciała z aloesem. Ogólnie polecam produkty z sokiem z aloesu do skóry ciała i twarzy. Nawet jeden kwiat aloesu, który był bardzo okazały, zużyłam na twarz. Po nim skóra robi się gładsza i mniej zaczerwieniona.

    OdpowiedzUsuń
  20. Jako facet o kosmetykach wiem niewiele. Mydło, szampon, antyperspirant, pasta do zębów to wszystko co mi przychodzi do głowy. Bywało, że uzywałem perfum, ale teraz już raczej nie...

    Mydło - od bajeranckich ekologicznych z oliwy, przez Dove, Biały Jeleń, do jakichś dziecięcych. Nikt u nas nie używa żelu etc. Dziewczyny czasem przywożą kosmetyki Weleda z Łestu, oliwki etc. - chwalą sobie.

    Przypomina mi sie komentarz fińskiego ministra zdrowia w Cannes, że przeciętny robotnik fiński ma lepszą cerę niż gwiazdy filmowe - bo regularnie chodzi do sauny. Wywołał chłop konsternację ;-)

    Dużo zdrowia i spacerów wszystkim życzę!
    Błażej

    OdpowiedzUsuń
  21. WItam,
    to mój pierwszy komentarz, ale po przeczytaniu całego bloga (styczeń, luty), pojawieniu się tematu interesującego prawie każdą kobietę i w oczekiwaniu na rozwinęcie tematu przez prowadzącą bloga (dużo zdrowia:) postanowiłam dodać coś od siebie. Napiszę o moim podstawowym do tej pory błędzie w dbaniu o urodę: samo kupowanie kosmetyków nie załatwi sprawy. Muszę ich jeszcze używać. Walczę z tym wprowadzając zasadę "denko" (gdzieś o niej przeczytałam). DO czasu jak nie skończę do dna jakiegoś kosmetyku nie kupuję nowego. NAprawdę dużo woli trzeba, by się tego trzymać i przyznaję, ze nie zawsze mi się udaje. Ale powoli liczba balsamów, szamponów się zmniejsza. I w sumie na dobre mi to wychodzi i finansowo i urodowo: bo nie zmieniam codziennie szamponu, żelu do twarzy - kontynuuję dopóki się nie skończy. Jak widzę, że niedługo czeka mnie zakup (hurra) np. kremu, to więcej czasu poświęcam na szukanie czegoś odpowiedniego. Czytam opinie, skład i jestem przygotowana do zakupu, co zazwyczajma wpływ na zadowolenie z użyciu.
    Czekam zniecierpliwona na twój wpis i kolejne interesujące komentarze
    pozdrawiam
    Agika

    OdpowiedzUsuń
  22. Widzę, że głównie wypowiadają się panie...

    Jako mężczyzna chyba niewiele mogę wam pomóc w kwestii kosmetyków. Zwyczajnie się nie znam, i raczej nie zamierzam poznawać. Jednak korzystając z własnego doświadczenia mogę poruszyć temat: "Podejście do starzenia się"

    Myślę, że odkryłem sekret dobrego samopoczucia i dobrego zdrowia psychicznego, a także wyglądu. Jest on bardzo prosty. Regularne uprawianie sportu. Bieganie lub jakakolwiek inna aktywność fizyczna powoduje, że mamy masę energii i czujemy się lepiej. A to dla mnie znaczy MŁODZIEJ.

    Dlatego zachęcam do czynnego uprawiania sportu zamiast maseczek i kremów upiększających :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…

Jeszcze prościej

To, że ostatnio rzadko poruszam na blogu temat minimalizmu, nie znaczy, że przestał być dla mnie ważny. Jest nadal istotny, ale w inny sposób niż wtedy, gdy wprowadzałam największe zmiany w swoim życiu i przestrzeni osobistej. Pisałam o tym we wpisie Procesy w tle
Po ośmiu latach mówienia i pisania o nim czuję przesyt. Nie mam już ochoty czytać książek ani blogów związanych z tym tematem. Nie twierdzę, że nie warto, bo wiele mądrych treści wciąż powstaje, jedynie ja nie mam już potrzeby dalej drążyć tych kwestii.

Nadal bardzo istotna jest dla mnie prostota, coraz ważniejsza. To raczej już nie ulegnie zmianie, bo zawsze ją lubiłam, a z czasem stała się dla mnie myślą przewodnią. W każdej dziedzinie życia. Prostota wypowiedzi, przekazu, formy i treści. W estetyce i ubiorze. W wystroju mieszkania. Na talerzu - bardzo istotna. Prostota i skuteczność rozwiązań - w pracy, nauce, komunikacji. Nie zajmują mnie natomiast zbytnio sprawy ilości rzeczy i zajęć, które na pewnym etapie były tak …

Jak żyć?

Gdy wydawnictwo Otwarte zaproponowało mi przesłanie do zrecenzowania książki Matsa i Susan Billmarków „Naucz się żyć”, poczułam się zaintrygowana z kilku powodów. Po pierwsze: tytuł. Pomyślałam, że to odważne przedsięwzięcie, próba napisania poradnika odpowiadającego na słynne pytanie „Jak żyć?”. Po drugie: informacja o tym, że pozycja ta jest w Szwecji bestsellerem, sprzedała się w ponad 500 tys. egzemplarzy. A trzecim powodem, dla której chciałam ją przeczytać, była bardzo wesoła i kolorowa okładka. Wiadomo, nie ocenia się książki po okładce, ale ta bardzo zachęcała do lektury.

Obiecałam sobie, że nie przeczytam niczego na temat słynnego duńskiego hygge, wystarczył mi jeden artykuł w jakimś kolorowym magazynie przejrzany u fryzjera, ale poradnik „Naucz się żyć” wydawał się nie mieć na szczęście nic wspólnego ze wspomnianym zjawiskiem, oprócz skandynawskiej proweniencji. 
Lektura okazała się satysfakcjonująca. Książka objętościowo niewielka, ale skoncentrowana treściowo. Myślałam, ż…