Przejdź do głównej zawartości

Digitalizacja. Papier to przeżytek (a może luksus?)

Zdjęcie czytnika Kindle ze strony sklepu Amazon.com
Przy okazji bardzo ciekawej dyskusji pod wpisem W obronie tableta, autorstwa Anny Marii z blogu Backwards in high heels, zastanawiałam się, jak to się stało, że zaczęłam ostatnio intensywnie myśleć o digitalizacji różnych domowych zasobów i czemu nie czuję już przywiązania do papierowych książek. Ani do płyt kompaktowych, ani do płyt DVD z filmami, ani też do papierowego kalendarza połączonego z notesem.

Niegdyś, podobnie jak osoby komentujące pod wspomnianym wpisem, miałam takie romantyczne podejście: zapach i szelest papieru, dotyk książki, nie ma jak regalik szczelnie wypełniony równo poustawianymi kolorowymi tomami… Nie lubiłam też czytać PDF-ów, słuchać muzyki z MP3, robić notatek w telefonie. Kochałam płyty kompaktowe za ich pudełeczka, okładki, wkładki z tekstem. Wydawało mi się, że nigdy nie kupię sobie albumu ukochanego wykonawcy w wersji elektronicznej, bez fizycznego nośnika.
O tym, jak w końcu zabrałam się za sprzątanie w domowej biblioteczce pisałam nieraz. Na początku był to proces ciężki, żmudny i bolesny, teraz selekcja i pozbywanie się książek przychodzi mi równie naturalnie i bezboleśnie jak przeglądanie papierów czy starych gazet. Potrzebne/niepotrzebne? Zostaje/idzie w świat. Tyle. 
Regał nie opustoszał jednak całkowicie. Mocno świeci pustkami, ale pozostały na nim słowniki, Cracoviana, mocno zredukowana biblioteczka kulinarna, trochę powieści ulubionych autorów, kilka albumów, przewodników. Znikoma część niegdysiejszego potężnego księgozbioru.
Żałuję, że nigdy nie policzyłam, ilu książek się pozbyłam w tym procesie, sama jestem ciekawa. Teraz nie jestem w stanie nawet tego oszacować.

Oddając te setki tomów w dobre ręce, do bibliotek, szkół, instytutów językowych, osób prywatnych, antykwariatów, nauczyłam się czegoś bardzo dla mnie ważnego. Napisałam kiedyś: „Nie zapominajmy o tym, że wprawdzie książki nie są typowymi przedmiotami, lecz także nośnikami myśli, rzeczami o wartości dodanej, nadal pozostają rzeczami.” 
Właśnie dlatego nie czuję żalu po oddanych tomach. Książki są tylko nośnikiem myśli. I jeśli nie chcę rozstać się z jedną z nich, to nie z powodu papieru, na którym ją wydrukowano, lecz dla wrażeń, emocji i informacji, jakich jest ona źródłem. Reszta to tylko nośnik. Kiedyś tym nośnikiem były gliniane czy kamienne tabliczki, wstęgi papirusu, potem papier, teraz ten nośnik ma jeszcze inną postać. Myśl pozostaje myślą, po mistrzowsku skonstruowany kryminał będzie równie mocno wciągającą lekturą niezależnie od materiału, na którym zostanie zapisany.

Dla mnie zaś to całe romantyczne przywiązanie do papierowej książki jest już przeszłością. Dlaczego? Często czytam w podróży, w środkach komunikacji. Torebkę mam średniej wielkości. Opasłe tomiszcza się nie mieszczą. Gdy padłam ofiarą „Millenium” Stiega Larssona, musiałam tahać ze sobą te spasione grubasy w obciachowej różowej torbie w kwiatki (zwykle przeznaczonej na zakupy spożywcze), podobnie było z ostatnim tomem Harry’ego P. Wyjazdy na wakacje, tego samego. Czytam szybciej niż przeciętny obywatel, więc jedna książka, nawet z tych grubszych, a nawet kilka, na urlop nie wystarczy. A miejsca w bagażu brak.
Po trudach pozbywania się zasobów księgozbioru niechętnie kupuję książki, a na wypożyczalnie nie mam czasu. Nie przestałam jednak lubić czytać. Dawna niechęć do czytania na ekranie minęła, w międzyczasie przyzwyczaiłam się, na pewno ułatwił to charakter pracy.


O kupnie czytnika do książek elektronicznych myślałam już od dawna, bo ekranik smartphone’a czy PDA to dla mnie za mało, a laptopa do tramwaju ciągnąć nie będę.  Czekałam, aż na rynku pojawi się jakieś ciekawe i nierujnujące kieszeni rozwiązanie. Chyba nadszedł ten moment. Poważnie zastanawiam się nad Kindlem, na którego ochotę miałam od dawna, a od czasu, gdy miałam go okazję zobaczyć „w naturze”, obwąchać i namacać, wiem, że to naprawdę dobre rozwiązanie dla mnie. Chociażby dlatego, że i tak zdarza mi się kupować książki przez Amazon, a dla Kindle to jedno z najłatwiejszych rozwiązań… Wiem, że nie każdy jest akurat tym czytnikiem zachwycony, kwestia potrzeb i oczekiwań, dla mnie to właśnie to, czego potrzebuję.
Nie kupuję go na razie tylko dlatego, że odczekuję, aż minie mi pierwszy entuzjazm, nie chcę kupować niczego pod wpływem emocji chwili (chociaż myślę o tym już od tak dawna, że trudno jeszcze mówić o emocjach chwili...).


 (...) choć e - book nie jest wynalazkiem na miarę prasy drukarskiej, jest kolejnym etapem rozwoju cywilizacji. Miejsce na książkę drukowaną pozostanie - jeszcze przez wiele lat ludzie będą kupować książki kucharskie oraz albumy i książki dziecięce (w UK w ostatnich latach z roku na rok sprzedaż książek dla dzieci rośnie, nie maleje). Kindle czy iPad zagarniają za to powieść współczesną - Brytyjczycy kupują więcej książek, szczególnie tanich paperbacków, niż Polacy (było też, oj było, dużo zgrzytania zębów ostatnio w związku z badaniami czytelnictwa w Pl), i wielu z nich, jak ja, zwyczajnie nie ma gdzie pomieścić kolejnych powieści, do których najpewniej nie wrócą - kryminałów, romansów historycznych etc. Oddaję, jak już pisałam, część książek do charity shops, ale wciąż jestem na plusie. 

Nie o Kindle’u chciałam jednak pisać, tylko o zmianie nośników. Z chęcią pozbędę się książek ulubionych autorów, które jeszcze zalegają na półkach, jeśli będę wiedzieć, że są dostępne w wersji elektronicznej. Lubię wracać do ulubionych lektur czy filmów, często kilkukrotnie. Nie muszę ich jednak mieć cały czas na półce. Nie muszę ich mieć nawet zapisanych w czytniku, poszukam danej pozycji, gdy za nią zatęsknię. A i tak przecież trochę ich zostanie na półkach, tych pozycji, które nie istnieją jeszcze w wersji e-książki...  
Dojrzałam też do MP3, zamierzam przekonwertować wszystkie posiadane płyty CD, sprzedać je lub oddać chętnym, nie potrzebuję ich już. Też są tylko nośnikiem muzyki, a to ona się dla mnie liczy, a nie parę kawałków plastiku i mała papierowa książeczka. Co więcej, wiem, że nie chcę już kupować płyt, przyszłe zakupy będą już od razu w wersji elektronicznej. 
Pozostają jeszcze ulubione filmy na DVD. Hmm, macie jakiś pomysł? To też takie pozycje, do których oboje lubimy wracać. Czasem wydania reżyserskie, pakiety kupowane ze względu na ciekawe materiały dodatkowe. Ale zajmują sporo miejsca… Nie chcę się ich pozbywać, ale chciałabym je jakoś „upakować”.
No i DVD muzyczne, często koncertowe. One akurat na razie zostają, lubię urządzić sobie najmniejszy koncert świata w domu.
Na koniec wspomniany kalendarzyk z notesikiem. Pomyślałam, że szkoda obciążać torebkę, skoro kalendarzyk mogę zastąpić telefonem, który ma przecież więcej funkcji, a i tak noszę go przy sobie. 

Potrzebowałam czasu, żeby oswoić się z digitalizacją. Bardzo cenię sobie zdobycze techniki, to, jak bardzo ułatwiają nasze życie. Ale przyzwyczajenie jest drugą naturą, nic dziwnego, że ciężko nam odzwyczaić się od tradycyjnych nośników, skoro z nimi dorastaliśmy i towarzyszą nam od tak dawna. Skoro większość z nas nie pisze już listów na papierze, a przecież kiedyś tak bardzo marudziliśmy na bezduszność e-maili, to i do elektronicznych książek też się przyzwyczaimy, taka jest naturalna kolej rzeczy. Zresztą pewnie dla większości z Was słuchanie empetrójek nie jest już niczym dziwnym, prawda? I coraz więcej czytamy za pomocą komputera, nawet jeśli narzekamy, że on taki niepapierowy... 

Na koniec jedna uwaga: nie zrozumcie mnie źle. Nie potępiam nikogo, kto nie chce rozstawać się z tradycyjnymi książkami. Rozumiem to, ale ja ten etap mam już za sobą. Mam mało miejsca w mieszkaniu (i na razie nie chcę i nie potrzebuję mieć większego mieszkania), a lubię czytać.  
Zapach papieru kojarzy mi się już tylko z alergią na kurz ;-) Natomiast fakt, że czytnika e-booków nie można zabrać do wanny, zbytnio mnie nie martwi, bo nie mam wanny, a czytanie pod prysznicem ograniczam do butelki z szamponem (czytanie opakowań wszelkich to taka osobista mania, podobno częsta u tłumaczy…).

Komentarze

  1. Temat, który poruszyłaś jest teraz jak najbardziej dla mnie na czasie.
    Od miesiąca walczę z konwertowaniem danych z wszelkich nośników "materialnych" na wersje cyfrowe. Mam tu na myśli głównie muzykę na płytach CD, których kolekcja mi się rozrosła od czasów podstawówki do ok 200 - 250 sztuk oraz filmów na DVD, których kolekcja jest równie duża o ile nie większa.
    O ile z muzyką poradziłem sobie w miarę szybko i sprawnie, bo format muzyki jako pliki MP3 jest wszechobecny, to z filmami miałem większy problem bo nie potrafiłem i do tej pory nie potrafię określić w jakim formacie i jakim kodekiem filmy te kompresować, aby można je było bez problemu odtworzyć za jakiś czas na dowolnym komputerze lub odtwarzaczu DVD bez zbędnego martwienia się, czy dany format nie wyjdzie w najbliższym czasie z mody, albo czy podczas kompresji nie stracę za dużo na jakości (zwłaszcza dźwięku gdyż zależy mi na na tym aby w filmach był on wielokanałowy).
    Postawiłem na programy rippujace czyli zgrywające film w takiej postaci w jakiej został nagrany na płycie DVD. Programy te nie kompresują w żaden sposób materiału filmowego a jedynie usuwają zabezpieczenia, które zastosowali dystrybutorzy przed nielegalnym kopiowaniem. Nie będę podawał konkretnych nazw tych programów ale jest ich naprawdę sporo do wyboru na rożne systemy operacyjne.
    Minusem takiego rozwiązania jest "pamięciożerność" bo filmy zajmują dokładnie tyle samo miejsca co na płytach (czyli od ok 3 GB do ok 15 GB na jeden film) co niestety poskutkowało, w moim wypadku, wydatkiem na zewnętrzny dysk twardy, który mógłby te zbiory pomieścić.
    Za to radość, która mnie ogarnia, gdy patrzę na puste teraz miejsce po szafie, w której gromadzone były wszystkie te płyty, nie do opisania.... :)

    Pozdrawiam, Piotr

    OdpowiedzUsuń
  2. Ajko, temat i dla mnie jest na czasie. Co prawda muzykę mam już głównie w formacie mp3 i do tego zamierzam okroić jej ilość ale ciągle mam pudło z ulubionymi filmami i zbyt dużo książek. Opcja braku kalendarza też zaczyna mi się podobać - póki co mam taki malutki w ramach odwyku od notowania wszystkiego, co mam załatwić. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam identyczne odczucia Anno. Z racji tego, że chcę być bardziej mobilny pozbywam się rzeczy, a ostatnio przyszedł czas na książki. Pierwsza partie już poszły do nowych właścicieli. Ostatecznie chcę zostawić sobie maksymalnie 3 książki - takie które można czytać kilkukrotnie, a zawsze znajdzie się coś nowego.

    Też bardzo kusi mnie Kindle, ale boję się dodawać kolejnego urządzenia do mojego życia. Jest laptop, jest iphone i one same już wprowadzają sporo szumu. Ale chyba nie będzie wyjścia bo czytać trzeba a nie widzę już opcji kupowania papierowych książek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem ciekawa czy bym się przyzwyczaiła do takiego czytnika. Czytanie przy komputerze odpada, bo jest za dużo rzeczy odciągających uwagę- a tu chce się sprawdzić pocztę, a tu zobaczyć ile jeszcze pozostało do końca pobierania plików itd.

    Ale zamierzam przejrzeć płyty, pozgrywać to co potrzebne, a potem je wyrzucić. Zawsze to ogranicza ilość posiadanych rzeczy :P

    OdpowiedzUsuń
  5. I chciałabym zaprosić na mój blog :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wcześniej zalogowałam się nie z tego konta co trzeba ;)


    http://mniej-i-wiecej.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Używając Kindle od prawie roku, przerzucam się powoli na książki elektroniczne, właśnie argument miejsca jest dla mnie bardzo ważny - bo nowych papierowych nie mam po prostu gdzie trzymać...

    Pisałem o tym m.in. na:
    http://swiatczytnikow.pl/ile-naprawde-kosztuja-nas-ksiazki-papierowe/

    @n.n. : właśnie z czytnikiem jest tak, że czyta się jak książkę - nic Cię nie rozproszy, bo to urządzenie tylko do tego. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To ciekawe bo w ciągu kilku najbliższych dni zawita do mnie mój Kindle ;) i zamierzam o minimalizacji biblioteki również na swoim blogu napisać :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy wpis. Daje sporo do przemyślenia.
    Kiedyś, byłem maniakiem różnych gadżetów. Wszystko co nowoczesne i cool przeszło przez moje ręce. Do czasu jak człowiek troszkę dorósł(chociaż mężczyźni nigdy nie dorastają:)) postrzegałem te wszystkie gadżety inaczej. Teraz gdy jestem praktykującym minimalistą a raczej staram się nim być w każdej dziedzinie życia. Wiem, że tego typu urządzenia jak Kindle czy powszechny iPad są potrzebne i pozwalają nam na ogarnięcie całej tej naszej rzeczywistości.
    Ajko napisałaś, że gdy będziesz czegoś potrzebować to to ściągniesz z internetu czy kupisz. I tu się w 100% zgadzam z takim podejściem. Mając Kindla nie musisz trzymać książek na półce z myślą, że jeszcze kiedyś do nich wrócę. Jeżeli za jakiś czas zapragniesz coś przeczytać to po prostu to ściągasz z internetu. Nie zajmuje to wiele czasu a na półce się nie kurzy.
    Sam uwielbiam czytać różnego rodzaju czasopisma czy też e-booki. Zawsze wieczorem przed snem biorę swojego laptopa (netbooka) do łóżka i chwilkę poczytam, zastanawiałem się kiedyś nad iPadem, lecz jestem strasznie przywiązany do swojego Acerka i systemu win. Wiem, że przyzwyczajenia się zmieniają, lecz nie ukrywam iż, wydać przeszło 2000zł na coś co i tak muszę konfigurować z komputerem mnie nie zadowala.

    Nad Kindle także się zastanawiałem, lecz aż takim pochłaniaczem książek nie jestem. Powiem tak, co do wzroku to faktycznie męczy mi się przy czytaniu na netbooku, ale ma wszystko czego potrzebuje. Po prostu korzystam z niego w pracy na codzień muszę go nosić i drugie urządzenie by było zawalidrogą. Gdyby iPad zapewniłby mi łatwość tworzenia i wyświetlania prezentacji i obsługi Excela to pewnie po otrzymaniu go na tydzień i przetestowaniu przesiadłbym się, na dzień dzisiejszy wszystko mam w acerku. iPad ma jeszcze jedną fajną funkcję różnego rodzaju czasopisma czy gazety dla których jest oprogramowanie w app.

    Wracając do digitalizacji. Sam wrzucam wszystko na dysk zew. Na chwilę obecną nie posiadam, żadnych płyt CD ani DVD. Wszystkie programy czy innego rodzaju pliki jak e-boki są na dysku zew. I tu powstaje ostatnimi czasy moja zaduma nad tym wszystkim, mój zbiór się powiększa w zastraszającym tempie. A i tak do tych książek elektronicznych nie wrócę w najbliższym czasie, więc po co to skoro jak potrzebuję to to ściągnę. Dysk zew o którym już też nie raz w komentarzach pisałem przepełnia się. Walczę z myślami i podejściem moim psychologicznym do tematu. Skoro ten dysk jest taki mały to po co się przejmować, lecz gdzie tu sens jak jak na dysku śmietnik.
    Jeżeli ograniczenie ilości książek na półce to Kindle i owszem, jeżeli więcej czasopism i zarazem internet to netbook lub iPad lecz i wzrok się męczy.

    Może zawile wyjaśniłem moje przemyślenia, jednakże uważam że każda czynność która sprowadzi się do zmniejszenia ilościowego jak i mentalnego podejścia do rzeczy pomoże nam trwać w minimalistycznym podejściu.

    Pozdrawiam i życzę radości z czytania książek w nowoczesnej formie.
    Bartosz

    OdpowiedzUsuń
  10. ja od wielu lat przede wszystkim ebooki.
    właśnie z uwagi miejsca, że nie nosze dodatkowego kilograma w torbie.
    a poza tym: na karcie pamięci mam ogromną ilość książek- i mogę czytać dokładnie to, na co mam w danej chwili ochotę.
    rzecz niezastąpiona w trakcie podróży pociągiem, autobusem, a nawet komunikacją miejską.
    bez palmtopa się nie ruszam nigdzie ;-)

    dodatkowe plusy: zakładki, oraz możliwość szybkiego wyszukiwania interesującego nas fragmentu..

    w chwili obecnej posiadam mniej więcej 10% tego, co miałam kiedyś na półkach- ale książki oddałam z różnych względów.
    dvd, czy muzyki- nie mam aż tak wiele- ale póki co, to są rzeczy dla mnie niezastąpione, do których często wracam- zwłaszxcza do filmów.

    OdpowiedzUsuń
  11. hm, do kindle'a nawet się nie przymierzam,
    ani do innego tabletu.

    laptop jest komupterem domowym, właściwie rzadko na wyjazdy zabieram nawet netbooka.
    z kolei palmtop: jest mi nieodłączny.
    z uwagi na ksiązki, a także ogólną praktyczność tego urządzenia.

    @vroo,
    z sentymentów nadal trzymam gdzieś w szufladzie siemensowy organizer ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo aktualny dla mnie problem. Też zastanawiam się nad zakupem Kindle. Przykład z Larssonem bardzo do mnie przemawia bo ja Millenium tachałam do Szwajcarii. Pierwszy raz musiałam wtedy zapłacić za nadbagaż i obiecałam sobie, że już nigdy więcej. Emigrantka :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ciekawy wpis Aniu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Osobiście nie ma lepszej rzeczy niż książka na kolanach, ciepła herbata i koc. Książki wypożyczać można przecież z biblioteki.
    No ale oczywiście każdy ma swoje preferencje ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja tak jak Biurowa:). Do tego bardzo bolą mnie oczy od komputera, przy którym spędzam większość dnia.
    Telefon mam tak badziewny, że nie służy mi do niczego oprócz telefonu, innych - śmatopów nie posiadam i nie sądzę bym szybko się na nie przesiadła. Noszenie ze sobą sprzętu typu laptop/palmtop czy nawet Kindelka kojarzy mi się ze strachem przed wyładowaną baterią - zatem dochodzi ładowarka. Sorry, ale nie jestem dźwigiem.
    W podróż tramwajem czy pociągiem zabieram specjalnie lekkie wagowo książki np. Penguinsy, które dodatkowo czytam wolniej, bo nie są po polsku.
    Pewnie zależy to od preferencji, rozumiem argumenty za oczyszczaniem przestrzeni, niestety też te o alergii na kurz, ale nie chcę żyć tylko przed migającym ekranem.

    OdpowiedzUsuń
  16. Piotrze, dziękuję za obszerny komentarz i podzielenie się doświadczeniem. Hmm, widzisz, co do filmów, rozumiem Twoją radość z pozbycia się szafy z filmami (bezcenne:), ale właśnie takie rozwiązanie mnie nie do końca satysfakcjonuje. Na razie doszłam do wniosku, że akurat dla mnie lepszym wyjściem będzie po prostu pozbycie się tych filmów, które aż tak bardzo ulubione nie są, jak by się wydawało w pierwszej chwili. Zostaną tylko te, do których wracamy. Szkoda mi zachodu na przegrywanie tych, które nie są aż tak ważne, tym bardziej, jak sam piszesz, że i tak wymagają one jednak sporo miejsca "wirtualnego".
    minimaLenko, ja właśnie przyzwyczajam się do życia bez klasycznego kalendarzyka, na razie idzie mi nieźle :)
    Mateuszu, masz rację, faktycznie Kindle to kolejne urządzenie do kolekcji, ale cóż, przynajmniej całkiem sensowne. I może ułatwić mi życie.
    nazwisko nieznane, blog odwiedziłam, życzę powodzenia w minimalizowaniu i w blogowaniu!
    Vroo, Świat Czytników jest świetną bazą wiedzy, dziękuję za namiar, podajesz bardzo użyteczne informacje, będę zaglądać regularnie.
    Bartoszu, jak zawsze bardzo ciekawy komentarz. Całkowicie zgadzam się z Twoimi spostrzeżeniami co do digitalizacji i sposobu podejścia do gromadzenia różności na dysku, który jest taki mały, a zarazem taki pojemny. Myślę, że skoro w ten sposób o tym myślisz, jesteś na dobrej drodze do tego, by zmienić podejście. Życzę powodzenia :)
    Verónica, tak właśnie pamiętałam, że Ty palmtopowa jesteś. I fajnie, bo przecież najważniejsze, że to dla Ciebie wygodne rozwiązanie. Mnie palmtopy nie kręcą, ale zgadzam się co do tego, że to wygodne i poręczne urządzenie.
    Emigrantka, no właśnie, chyba przy Millenium "przepełniła się czara" również dla mnie, bo jednak opasłe te tomiszcza okropnie, a z drugiej strony nie mogłam się oderwać od lektury.
    Takowa, ja również pozdrawiam bardzo serdecznie. Miło mi, że zaglądasz :)
    Biurowa, właśnie o te preferencje chodzi. Ty masz właśnie to "podejście romantyczne", o którym wspominałam. Rozumiem, nie mam nic przeciwko u innych, ale mi przeszło. Biblioteki są świetne, ale raczej nie mam czasu do nich chadzać, no i dalej pozostaje kweswtia czytania w podróży. Każdy wybiera takie rozwiązania, jakie najbardziej mu odpowiadają. Natomiast z Kindlem na kanapie też zamierzam czasem usiąść :)
    Luizo, rozumiem, bo też spędzam większość dnia przy komputerze i mam już dość świecących ekranów, ale Kindle nie świeci ani nie miga. Wygląda (i czyta się) jak papier. Warto zobaczyć go "w realu'. A ponieważ nie świeci, to zużywa bardzo mało energii. Ładuje się raz na kilka tygodni...
    Ja też dźwigiem nie jestem, nie noszę ze sobą żadnych ładowarek, czasem tylko do telefonu, gdy grozi wyładowaniem.
    Co do prędkości czytania w języku obcym, cóż, u mnie akurat to nie działa. Tempo zbliżone...
    Ale zaznaczam po raz kolejny, rozumiem Twoje argumenty i nie widzę niczego złego w tym, że ktoś lubi książki papierowe. To, że ja sama przekonałam się do elektronicznych, nie znaczy, że będę nawracać cały świat na taką opcję :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem również entuzjastyczny do czytników. Mam jednak dwie obawy.

    Czy dzieci chętnie będą siadały do czytania? Podejść do półki z kolorowymi książkami to co innego niż podejść po czytnik, gdzie jeszcze trzeba coś wgrać.

    Druga obawa jest o prywatności i wolności słowa w przyszłości: czy do mojego czytnika ktoś będzie miał zdalny dostęp, czy np. jakaś organizacja rządowa będzie mi mogła skasować niektóre książki, które np. są dla niej niewygodne? Z tą obawą jest jeszcze związana kwestia prywatności: łatwiej będzie komuś śledzić kto co czyta. Taką wiedzą czasami można wykorzystać na naszą szkodę.

    PS. Piszę od niedawna swój blog: http://mini-malista.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Henryku, witaj w gronie minimalistów :)
    O czytelnictwo dziecięce bym się nie martwiła, czytniki nie są w ogóle do nich adresowane, zauważ, że w zacytowanym przeze mnie fragmencie wyraźnie jest mowa o tym, że albumy, kulinaria i książki dla dzieci to właśnie te dziedziny, gdzie jeszcze przez bardzo długi czas królować niepodzielnie będzie książka tradycyjna, kolorowa i papierowa.
    Co do Twoich obaw o kontrolę tego, co czytasz... Przede wszystkim nawet gdyby ktoś w przyszłości wpadł na taki pomysł, to i tak Polacy będą jak zwykle w pierwszej linii oporu i znajdą jakiś sposób, by się takim zakusom przeciwstawić.
    A prywatność? Oboje korzystamy z produktów firmy Google - widzę, że również założyłeś blog na platformie blogspot. I korzystając z usług Google, godzisz się na to, że ktoś już teraz wie, co czytasz, o czym piszesz maile, jakich informacji szukasz w sieci. I co? I nic. Nic się nie dzieje. Nie przeszkadza mi, że wielki Brat G. wie o mnie tak dużo, bo szczerze mówiąc, nie mam niczego do ukrycia.
    W naszej części świata trudno jest mówić o zachowaniu całkowitej prywatności, jeśli korzysta się ze zdobyczy technologii informacyjno-komunikacyjnej. Gdyby ktoś (jakiś Wielki Brat) chciał, mógłby śledzić każdy ruch każdej osoby, która korzysta z telefonii komórkowej, elektronicznych usług bankowych, sieci internetowej, produktów Google, smartphone'ów i wielu innych przedmiotów i możliwości obecnych w naszym życiu. Coraz więcej miejsc w przestrzeni publicznej jest pod nadzorem kamer, w wielu miejscach prześwietlają nas bramki, skanery rentgenowskie, wykrywacze metali. I co z tym począć? Wyjścia są dwa: rzucić wszystko i zaszyć się na jakimś odludziu, w całkowitym odcięciu od zdobyczy techniki, albo uznać, że cóż, trudno, i... żyć dalej.
    Nie należy popadać w paranoję. Jeśli tylko do władzy nie dojdą jacyś szaleńcy, nie martwi mnie fakt, że komuś może chcieć się (i wydawać na to pieniądze) sprawdzać, co czyta czy gdzie chodzi na kawę taka mała myszka jak ja. A komu miałoby się chcieć? I po co?

    OdpowiedzUsuń
  19. O kontroli: polecam http://en.wikipedia.org/wiki/Kindle#Remote_content_removal, ta historia to jak zły omen, oby tylko to się ta tym skończyło.

    Dzieci: dobrze, te małe będą czytały tradycyjne książki. A starsze? Wpływ zmiany technologicznej czasem ciężko przewidzieć. Gdy pojawiały się pierwsze samochody, nikt nie spodziewał się korków, tysiący wypadków, smogu i hałasu. Teraz pojawił się czytnik i niby nie widać zagrożeń, ale może z jakiś jeszcze nie znanych powodów będzie miał negatywny wpływ na czytelnictwo młodych. Może też będzie miał pozytywny, ale to się dopiero okaże po wielu latach. Możliwy przykład: na czytniku będzie można się łatwo przełączyć na jakąś grę, jeśli takie na czytnik powstaną. Młodych będzie kusiło by się odrywać od lektury by sobie pograć. Także zobaczymy, co z tych czytników wyjdzie :)

    Prywatność: prawdopodobnie nic takiego większości z nas się nie stanie. Ale znowu podam przykład: na liście twoich książek znajdują się publikacje krytykujące pewną partię polityczną o orientacji totalitarnej. Partia dochodzi do władzy, uzyskuje dostęp do listy i co robi z takimi czytelnikami? Zepewne nic takiego się nie stanie, ale z drugiej strony historia mało pamięta długich okresów pokoju ...

    OdpowiedzUsuń
  20. A ja uwielbiam swojego kindla!
    Choc od wielu osob zbieram ciagi ze ksiazka, tradycja, papier.
    Ale czy nie najwazniejsze jest to ze czytam?
    Pozatym mysl ze 3500 ksiazek mam w jednym, malym urzadzeniu jest do prawdy wspaniala. Koniec z kurzem na ksiazkach, koniec z szukaniem tej wlasciwej. No i fakt ze moge swoja bilblioteke zabrac wszedzie. Na spacer, na wyjazd. Ktos moze stwierdzic ze przeciez normalna ksiazke tez moge ze soba wziasc. Owszem, ale teraz czytam np. 4 ksiazki w tym samym czasie, w zaleznosci od humoru zaglujac tytulami. A 4 ksiazki to juz jest dosc duza waga.

    Co do MP3- wlasnie dojrzalam do tego aby oddac swoja kolekcje CD Peter' a Gabriela. Nie pamietam kiedy ostatni raz wlozylam plyte do odtwarzacza CD, ba, ja nawet nie mam odtwarzacza (jedynie CD w komputerze ) wiec po co mi te zbiory?!
    Zrobilam tylko back up mojej muzycznej biblioteki na twardy dysk.
    Bez sentymentow.

    Podobnie mam z fotografia. Denerwuja mnie odbitki, wiecznie gubiace sie negatywy. A w fotografii digitalnej mam to wszystko poukladane na twartych dyskach.
    Absolutnie nie neguje analogu, ale jesli robie zdjecia te metoda- nawet nie robie odbitek, prosze o scany.

    Ta czesc minimalizmu jest dla mnie prosta- gorzej mam z ciuchami.

    OdpowiedzUsuń
  21. Jestem czytaczem i obecnie boleję bardzo nad tym, że sprowadzanie książek w języku ojczystym wiąże się z dodatkowymi kosztami, chętnie więc przerzucę się na wersje elektroniczne jeśli tylko będą dostęne.
    Jednak zupełnie nie przemawia do mnie pozbywanie się CD i słuchanie MP3. Bardzo tracą na jakości.

    OdpowiedzUsuń
  22. na dyski zewnętrzne jest banalnie prosta metoda, którą od pewnego czasu stosuję :-)

    serwis chomikuj.pl + dropbox
    na pierwszym mam wszystko, czego "może kiedyś użyję", na drugim to, do czego faktycznie czasami zaglądam.

    dzięki temu na dysku nie mam już praktycznie nic, poza bieżącymi sprawami i zainstalowanymi programami, których rzeczywiście używam. muzykę w mp3 puszczam bezpośrednio z chomika, obrabiane pliki trzymam na dropboxie.

    polecam, świetne rozwiązanie.

    OdpowiedzUsuń
  23. witam:)
    i mnie zainteresowały te wypowiedzi na blogu. ostatnio obroniłam pracę licencjacką pisząc właśnie o papierze:) jestem jednak jego zwolenniczką i obrońcą. mam takie same odczucia wobec niego jak autorka blogu miała kiedyś. niestety postęp cywilizacyjny, który niemalże galopuje i wciąż dostarcza nowości-narzuca sam nowe i łatwiejsze rozwiązania. jednakże, czy trwałe?
    wg mnie niestety nie..
    papieru nic wieczyście nie zastąpi. poza tym wszystko ma kiedyś swój kres. nic nie jest tak naprawdę wieczne i z tym trzeba się liczyć. dlatego ja zachowuję w swoim domowym archiwum, to co najważniejsze, a resztę staram się usuwać. bo nawet myśląc "a po latach do tego zajrzę"-nie zawsze tak jest.a to wszystko się tylko gromadzi i niszczeje z czasem, a nie jest właściwie wykorzystane. także miejsce na serwerach też nie jest takie do końca niewyczerpalne.
    nakłaniałabym do ograniczania gromadzenia przedmiotów i rzeczy, a tym samym oszczędzania i nośników elektronicznych i miejsca w domu.
    a wracając do początkowego mojego wątku - przychylna nadal jestem papierowemu nośnikowi. i go mi nigdy nie będzie za wiele. na nim mogę polegać. elektroniczny często zawodzi.
    a co zrobimy gdyby nagle zabrakło prądu??...
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  24. http://zapytania-przemyslenia-margaret.blogspot.com/2011/08/nosnik-papierowy-nosnik-elektroniczny.html
    ten blog zmotywował mnie do utworzenia własnego:) również zachęcam do komentowania:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Aj. racja. Kupilem dawno temu i problem wozenia z soba duzej ilosci ksiazek odpadl. Choc wciaz kupuje papierowe ... Ale to wiaze sie ze slaba dzialanoscia wydawcow ignorujacych (juz mniej teraz) czytniki... pozd , fajny blog

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Bezdzietna z wyboru

Noszę ten temat w sobie już od dawna, a zabieram się do wpisu od dobrych paru miesięcy. Wprawdzie w głowie jest gotowy, ale trudno mi się przełamać, by go napisać. Sami zobaczycie dlaczego. 
W pierwszej chwili może wydać się Wam, że sprawy, o których będę pisać w tym i kolejnych wpisach, niezbyt są związane z ogólną tematyką bloga, ale tak jest, moim zdaniem, tylko pozornie. Wszak i tutaj, i w swoich książkach dużo mówię o odwadze życia po swojemu oraz o świadomym podejmowaniu decyzji w każdej dziedzinie. 
Po raz pierwszy poproszono mnie o wypowiedź na temat bycia bezdzietną z wyboru kilka lat temu, do jakiegoś materiału prasowego. Nie czułam się jednak na siłach. Wydawało mi się to sprawą zbyt intymną. Nie chciałam też wciągać w to mojego partnera życiowego. Ma prawo do prywatności i nie musi chcieć dzielić się swoimi osobistymi decyzjami z połową internetu, jedynie dlatego, że jego żona jest blogerką i jak na blogerkę przystało, czasem psychicznie oraz emocjonalnie obnaża się w sie…

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Na rozstaju

Wróćmy do tematu niechcenia dzieci. Obiecałam wyjaśnić Wam, czym kierowałam się w procesie podejmowania ostatecznej decyzji w tej kwestii. Nie traktuję tego jako tłumaczenia się, nie widzę powodu, by się tłumaczyć. Uważam jednak, że za rzadko rozmawia się na ten temat, a Wasze pozytywne reakcje pod ostatnim wpisem potwierdzają, że jest taka potrzeba. Może gdybyśmy częściej mówili o tym, dlaczego jedne osoby pragną mieć dzieci, a inne nie, mniej emocji budziłby ten temat? Może łatwiej byłoby o tym mówić? 
Właściwie nie pamiętam, czy ktoś kiedyś pytał mnie CZY chcę mieć dzieci albo DLACZEGO nie chcę. Bywałam za to strofowana za to, że tak z tym zwlekam, nazywana egoistką, straszona starością w samotności (dzieci jako polisa na starość to mój ulubiony motyw). Pamiętam, jak kiedyś zbeształa mnie lekarka przy okazji badań okresowych, coś w tonie „najpierw czekają nie wiadomo na co, a potem mają pretensje, że nie mogą zajść w ciążę”. Dodam, że wypaliła z tym tekstem ni stąd, ni zowąd, niep…