Przejdź do głównej zawartości

Co znalazłam na dnie szafy?

the associate

Witajcie po przerwie. Wreszcie moje życie odzyskuje zdrowy i normalny rytm, wracam więc do pisania. Dzisiaj ulubiony temat wielu Czytelniczek: szafa. Minęło już kilka lat od czasu, gdy zaczęłam ją świadomie kształtować i wreszcie udało się osiągnąć ten etap, gdy jestem z niej naprawdę zadowolona. Czas więc na podsumowanie.

Znacie moją historię. Kiedyś byłam zakupoholiczką, kupowałam dużo i spontanicznie, szafa pękała w szwach, ja jednak nie czułam się dobrze ubrana. Nie przywiązywałam wagi do jakości i trwałości materiałów, w wyborach kierowałam się zwykle ceną, a zakupy robiłam głównie w sieciówkach. Bardzo często padało z moich ust przysłowiowe „Ja nie mam co na siebie włożyć”. Bo faktycznie z tych przypadkowych zwykle nabytków ciężko było skomponować naprawdę dobre zestawy. Frustracja się pogłębiała, więc trzeba było znowu iść na zakupy, których efektem były kolejne niepotrzebne i niedobrane do reszty elementy. Błędne koło.

Potem przyszła stopniowa rewolucja. Wielokrotne czystki, wywiozłam z domu wiele worków ubrań, oddałam je w większości krewnym. W międzyczasie także schudłam, więc miałam dodatkowy powód do zmian w garderobie. Leczyłam się z nałogu kupowania, tak skutecznie zresztą, że niemal całkowicie zaprzestałam chodzenia po sklepach. Dzięki pozbywaniu się starych, źle dobranych ubrań i niekupowaniu nowych udało się w końcu w zeszłym roku  „dobić do dna szafy”. To znaczy wyeliminować z niej wszystko, co nie powinno się w niej znajdować.
Wyciągnęłam wnioski z tych doświadczeń i zaczęłam uczyć się robić zakupy na nowo. Co nie znaczy, że  „ruszyłam na sklepy”. Nadal kupuję mało i rzadko. Ale za to z głową. Czy w efekcie jestem dobrze ubrana? Nie wiem, trzeba by zapytać o to osoby z mojego otoczenia. Dla mnie ważne jest to, jak się czuję: jak milion dolarów :)
Co też takiego znalazłam na dnie mojej szafy? Swój styl. Czyli po prostu siebie.

Tego nie da się zrobić w pięć minut. Poznajemy siebie przez całe życie, sposób ubierania się wpisuje się w ten proces, bo wynika z naszej osobowości, ale też wiąże się z tym, jak wyposażyła nas natura. Z jednej strony trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, jaką jestem osobą, jakie mam usposobienie, tryb życia, nastawienie do świata, ale z drugiej konieczne jest spojrzenie krytycznym (lecz przyjaznym) spojrzeniem na sylwetkę, kolorystykę włosów, oczu i cery, należy poznać swoje mocne i słabe strony i pogodzić się z faktem, że musimy pracować z tym, co mamy, z całym „dobrodziejstwem inwentarza”, innego zestawu w bieżącym życiu nie dostaniemy. Potrzeba też trochę wiedzy o tym, jak dobrać strój do sylwetki i trybu życia, jakich błędów nie popełniać. Oglądanie programów Goka Wana (i jego książki) oraz w mniejszym stopniu Trinny i Susannah bardzo mi pomogło, naprawdę sporo się nauczyłam.

Co było najtrudniejsze w tym procesie? Pozbycie się starych nawyków i uprzedzeń. Zrozumienie swojej sylwetki i nauczenie się, co dla niej korzystne, a co nie.  Cieszę się z tego, że pokonałam własne ograniczenia i kompleksy. Próbuję nowych fasonów i kolorów, rezygnuję z tych, które nie są dla mnie dobre.  Nie lubiłam butów na płaskim obcasie, sukienek, ubierałam się głównie na czarno. Nadal kocham szpilki i wysokie koturny, ale zdarza mi się założyć coś zupełnie płaskiego i nie czuję się już jak Pigmej. Sukienki pokochałam i uważam, że są jednym z najlepszych, najbardziej uniwersalnych i najwygodniejszych strojów z możliwych. A czerń? Owszem, ale o wiele rzadziej. Chętnie wieczorowo, na dzień już nie tak często.

Przestałam żałować pieniędzy na dobry strój. Na co dzień nie zaglądam do sklepów i galerii handlowych, nie szopinguję :) Długo zastanawiam się przed zakupem nowej rzeczy, ale kiedy już podejmę decyzję, nie skąpię jak dawniej. Zamiast pięciu szmatek w sieciówce kupuję jedną naprawdę porządną rzecz. Mam kilka swoich ulubionych i sprawdzonych marek. Trochę mniej znanych, mało reklamowanych, ale lubię ich styl, mam zaufanie do jakości, nie jest mi żal zapłacić więcej za rzecz, która posłuży mi dłużej i w której czuję się fantastycznie. To nie tak, że tracę jakąś fortunę na ciuchy. Zapewne wydaję na ubrania tyle samo, co dawniej (kupuję mniej, ale drożej), tyle, że teraz mam w szafie naprawdę piękne ubrania, które są moimi przyjaciółmi, a nie wrogami. Do sieciówek czasem też zaglądam, bo tam też bywają perełki, ale trzeba mieć szczęście, by na nie trafić...

Nadal zdarzają mi się błędy, drobne potknięcia. Na przykład nawyk kupowania kolejnej rzeczy bardzo podobnej do tej, którą już mam w szafie. Dwa  niemal identyczne sweterki w serek - jeden czerwony, jeden w kolorze fuksji. Po co? Wystarczyłby jeden. Nie ma potrzeby dublować fasonów ani kolorów. Czasem jeszcze kupuję coś, co potem wisi na wieszaku i jakoś „nie mówi do mnie”. Wydawało się fajne w momencie zakupu, ale w domu przestało się podobać. Bo okazuje się nie być do końca w moim stylu. Ale to drobne i rzadkie błędy, jestem ich coraz bardziej świadoma i staram się nie powtarzać. Gdy już trafi się wpadka, zastanawiam się nad jej przyczyną, a nietrafiony zakup trafia w ręce potrzebujących.

Bardzo trudno było mi też pokonać pewną barierę psychiczną. Głos w głowie, który powtarzał: to za drogie, nie możesz tyle wydać na ubranie, liczy się to, kim jesteś, a nie to, co masz na sobie. Byłam przekonana, że nie warto poświęcać zbyt wiele czasu i środków na to, by dobrze wyglądać, bo to oznaka próżności. Ciężko było mi pogodzić się z tym, że ludzie ogółem, a kobiety w szczególności, są tak często oceniani przez pryzmat ich wyglądu. Teraz wiem już, że najważniejsze, by zachować równowagę między piękną oprawą a ciekawą treścią, nie chcę być pustą lalką, ale nigdy nie lubiłam też koncepcji inteligentnej, lecz zaniedbanej brzyduli. Bo przecież jak Cię widzą, tak Cię piszą.

Dobrze dobrany i przemyślany strój, zadbany wygląd, przemyślane dodatki... To wymaga trochę starań, ale procentuje i ułatwia życie. Szafa, w której jest niewiele ubrań, ale dobrej jakości. Sprawdzony fryzjer i korzystna fryzura. Wygodne i eleganckie obuwie. Gustowna biżuteria. Pomysł na siebie.
Przed wyjściem z domu patrzysz w lustro i mówisz sobie: kochana, świat należy do Ciebie! Czego sobie i Wam życzę :)

Komentarze

  1. Jestem gdzieś tak w połowie drogi, którą opisujesz. I wiesz co? Czuję podobną radość. Trudno wyzbyć się starych nawyków, ale przez błędy do celu:)Twój świetny artykuł można chyba przyrównać do hasła Goka: "Kupuj mniej, noś więcej!". A może kiedyś zaprezentujesz się w obecnym wydaniu?:)

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja dotarłam do dna szafy- i z zaskoczeniem odkryłam, że mając mniej, jest mi wygodniej, praktyczniej oraz łatwiej mi się ubrać.
    i to wcale nie oznacza- że mniej mi fantazji.

    a o tej jakości- to biurowa od dawna wbija mi do łepetynki o czytaniu metek ze składem.
    sama się złapałam na tym, że jest wiele rzeczy, których bym obecnie nie kupiła, mimo tego, że są ładne i w ogóle- właśnie przez to, że nie są dość dobre jakościowo.

    i fakt, chociaż ostatnio nieco stonowanie się noszę, mniej kidultowo- i powoli dojrzewam do biurowych zreczy i dress-codu- to coraz lepiej się czuję w tej skórze.

    OdpowiedzUsuń
  3. znam dobrze to myślenie co za drogie, moja strategia jest taka, że szukam dobrych ponadczasowych rzeczy i czekam na przeceny i kupuję tą rzecz połowę taniej, i tak jak ty wolę mniej ale lepiej

    OdpowiedzUsuń
  4. Ludzi w pewnym rozmiarze (ubrań czy buta) sklepy dość skutecznie tresują w "kupuj mniej", tylko radości to nie daje;)
    Biurową pozdrawiam i zgadzam się z nią odnośnie czytania metek, sprawdzania jakości, sposobu szycia, etc.

    OdpowiedzUsuń
  5. gratuluję :-) ja mam jeszcze za dużo :-) ale ciągle wywalam... :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. no, biurowa mądra jest ;-)

    nadal jednak wzdrygam się przed zapłaceniem dużo więcej, mimo tego, że wiem, że wybieram coś o dobrej jakości, co mi długo posłuży.
    odzywa się wtedy we mnie dziecko. dziecko promocji i macdonalda ;-) i jak już wiem CO- wtedy spokojnie czekam na wyprzedaże.

    (chociaż okiem doświadczonej wyprzedażowej wygi, powiem, że obecne wyprzedaże, to już nie jest to co kiedyś.
    - jak np. jakieś 3 lata temu udało mi się nabyć skórzany (!!!) żakiet w c&a za całe 39,99)...

    a więc tym bardziej wyznaję zasadę- jeśli czegoś chcę- że cierpliwości trzeba się uczyć ;-)
    bo dobra wyprzedaż nie jest zła :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ajko, cudowny, wspaniały wpis. Uwielbiam Goka i jego 24 elementy podstawowe w szafie, które (podobno) wystarczą do tego, żeby być dobrze ubranym...

    Dziękuję komentatorom za wzmiankę o mnie, moje ego zostało mile połechtane
    Jednak co do metek ze składem materiału - odsyłam do Vislava - on ma palmę pierwszeństwa :)

    http://vslvstyle.blogspot.com/2011/01/kupowanie-przez-gaskanie.html

    Pozdrawiam wszystkich
    Biurowa

    OdpowiedzUsuń
  8. no te 24 elementy goka mi się podobają,
    chociaż trochę za bardzo ekstremalne są...
    długo mi zajęło zejście do poniżej 100 things ;-)

    nie mam nic przeciwko vislavovi ;-)
    ale o metkach - akurat ja- słyszę od ciebie -)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję za wspaniały artykuł. Jestem w drodze do dna szafy. Trochę powstrzymywała mnie obawa, że wybrałam zły kurs. Po przeczytaniu tego wpisu postanowiłam, że jutro kolejny przegląd. Pozdrawiam i dziękuję
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  10. Pani La Mome, radość jest przednia, zobaczysz, że będzie jeszcze lepiej :) A co do prezentacji, kiedyś do tego dojrzeję, ale jeszcze nie gotowam...
    Verónica, właśnie jak się ma mniej rzeczy, to chyba trzeba bardziej łepetyną ruszać, żeby nie popaść w nudę i sztampę, bardziej dodatkami się człowiek bawi i takie tam.
    MaLa, przeceny fajna rzecz, chociaż jak pisze Veró, teraz już nie takie jak onegdaj. Pozdrawiam Krakowiankę :)
    Luiza, faktycznie producenci nieco dyskryminują nietypowe rozmiary, ale cóż, typowi też nie zawsze mają łatwo - szybciej schodzą fajne rzeczy w tzw. przeciętnych rozmiarach. No, ale to raczej żadne pocieszenie. I tak mamy większy wybór.
    minimaLenko, jestem pewna, że jesteś na dobrej drodze :)
    Biurowo, dzięki za zapoznanie z Vislavem, cóż za barwna i interesująca postać!
    Z Verónicą po raz kolejny zgadzam się, 24 elementy Goka wprawdzie są genialne, ale nieco ekstremalne, nie na nasz klimat (zima zimna). Świetna jednak to wytyczna i baza. I inspiracja.
    Hmm, muszę w końcu policzyć, ile mam rzeczy w szafie...
    Joanno, nie obawiaj się, kurs to naprawdę jak najlepszy, sama zobaczysz, dokąd Cię zaprowadzi :)

    OdpowiedzUsuń
  11. a ja oczywiście mam listę zawartości szafy. mam znacznie poniżej 100things ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. a co to za marki?

    A ja jak znajdę dobrze leżący sweterek z dobrym składem to jestem go skłonna kupić 2/3 kolorach i mieć spokój :P

    A niestety większość sweterków to obecnie 100% bawełny- raz miałam i dobrze wyglądał może do 3 prań....

    mniej-i-wiecej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja, przy okazji remontu, postanawiam stawiać na minimalizm w szafie. Dzięki za wskazówki.

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny, kolejny wpis o zmniejszaniu zawartości szafy. Chętnie pójdę tą drogą, czyli wymiany rzeczy na lepsze. Ale co masz konkretnie na myśli? Jakie marki?
    Jakość ubrań dostarcza mi sporo rozczarowań, mimo, że nie kupuję w najtańszych sieciówkach. Bardzo chętnie skorzystam z podpowiedzi co do firm.

    Twój blog przeczytałam "od deski do deski", zrobił na mnie duże wrażenie, był to mój pierwszy kontakt z "osobistym" i "spersonalizowanym" minimalizmem. Bardzo często powracam do wpisów na blogu, zwłaszcza do tego, gdzie opisywałaś zmianę nawyków żywieniowych i podejścia do ćwiczeń fizycznych. Jakie to w gruncie rzeczy proste!

    iga

    OdpowiedzUsuń
  15. Czesc, no wlasnie, dolaczam sie do poprzedniczek, mozesz napisac cos wiecej o swoich "ulubionych i sprawdzonych" markach ubran?

    Ja do swojej szafy jeszcze nie dotarlam, wynioslam za to 3 kartony ksiazek... Oj, bolalo, ale jest o wiele lepiej :-)

    Pozdrawiam, B

    OdpowiedzUsuń
  16. @kite
    co do marek...
    obecnie marki to nie jest też to samo co kiedyś, i niestety nie ma reguły.
    kiedyś za wyższą pólką cenową- szła także jakość.
    obecnie to jest kwestia przypadku.
    ja swego czasu byłam wielkim fanem vero mody- a teraz to jest na dwoje babka wróżyła- mam rzeczy w ktorych chodzę od dłuższego czasu, a miałam sweterk, który własciwie nadawał się do wywalenia po kilku praniach...

    OdpowiedzUsuń
  17. tez uważam że to kwestia przypadku, a jakość w sieciówkach spada z roku na rok. kiedyś w spodniach za reserved za 60 zł chodziłam 4 lata, teraz mało które, czy za 50 czy za 200zł (powiedzmy, że wyższe pułapy cenowe dla mnie nie istnieją) wytrzymują rok...

    OdpowiedzUsuń
  18. Prawda, kiedyś wspólnie z Veronicą wymodziłyśmy swoje listy - zawartość szaf...

    OdpowiedzUsuń
  19. Przeczytałam z zapartym tchem całego Twojego bloga, zainspirowałaś mnie. Będę tu zaglądać. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo ciekawy wpis. Ja ze swojej strony tylko chcialam dodac jedna istotna uwage: poprzez madre zakupy i unikanie sieciowek mozemy tez pomagac producentom tych ubran w kraajach rozwijajacych sie, nie tylko zreszta im,ale takze naszej planecie-produkcja ubran, wyprawa skor itd to sa ogromne i straszliwie trujace przemysly. Warto wiec poszukan ubran firm ktore maja loga fair traid itd. Polecam serdecznie, jesli dobrze znacie angielski, swiezo wydana ksiazke : To Die For. Is Fashion wearing out the world? napisana przez dzienikarke Lucy Siegle. Wstrzasaja lektura. Pozdrawiam, dominika

    OdpowiedzUsuń
  21. Jakie marki ubrań proponujecie?

    OdpowiedzUsuń
  22. a ja jestem za pełnym wykorzystywaniem - jak już jemy mięso, to i wykorzystajmy skórę zwięrzęcia.

    @anonimowy
    nie polecam obecnie żadnej marki- bo niestety nie zawsze za marką idzie jakość.
    właściwie to uprawiam taki mix, że koszulki w jednym sprawdzonym miejscu, buty gdzie indziej itd.
    za biurową- czytam metki ze składem, za vslavem- oceniam też jakość przez dotyk.
    poza tym sieciówka sieciówce nierowna.
    dodam, że zaskakujące, ale np. nieraz dobrej jakości ubrania (niekiedy nawet z metką sklepową) można kupić w secondhandach. i to np. często wbrew pozorom ubrania szyte w polsce, i spełniające właśnei wysokie standardy jakości.
    (znałam kieydś ludzi, którzy mieli firmę, gdzie szyli ubrania dla cottonfielda, i opowiadali jaki proces selekcji i dbania o jakość musieli przejść, żeby otrzymać ten kontrakt).

    OdpowiedzUsuń
  23. A ja nie jem mięsa i tym bardziej nie założyłabym na siebie skóry albo futra zwierząt.. to jest dla mnie odrażające.
    Czyli sieciówki jak dobrze zrozumiałam to są te wszystkie sklepy w tych wielkich galeriach handlowych? typu, New Yorker, H&M, Cropp, House itd. itp. ?? No to powiedzcie proszę gdzie najlepiej kupować fajne ciuchy? przez internet da się? Ajka proszę pisz o tym jak najwięcej bo to bardzo ciekawe jest :) Pozdrawiam bardzo serdecznie Ciebie i wszystkich pozostałych blogowiczów :)

    OdpowiedzUsuń
  24. każdy je- to co lubi- i jak mu pasuje.
    ja jestem mięsożercą, i ubiorę skórę.
    - mam dystans do tych, co np. mięso jedzą, a nawołują do nie noszenia skór.

    są różne sieciówki- no ja np. wbrew pozorom gładkie basicowe koszulki nabywam najczęściej właśnie w newyorkerze.

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja tylko wyraziłam swoje zdanie rozumiem,że każdy ma inne poglądy na ten temat. ;) A ja też nie znoszę takiej hipokryzji, tak jak ktoś ma np. królika, psa czy kota i jest wielkim obrońcą zwierząt, a kupuje kosmetyki testowane na zwierzętach...

    Hmm..no bo właśnie chciałabym coś zrobić ze swoją garderobą ale nie wiem jak mam się za to zabrać i gdzie kupować, co kupować... :/

    OdpowiedzUsuń
  26. @evolet przecież nic nie mówię.
    osobiście uważam- że jak jemy mięso- to i możemy wykorzystać skórę.

    co do szafy- to polecam najpierw przemyślenie- co chcemy zmienić, co chcemy osiągnąć.
    i edukacyjnie obejrzenie kilku odcinków metarmorfoz goka.

    OdpowiedzUsuń
  27. Dobrze więc jak skończy się już koszmarna sesja i będę miała więcej czasu dla siebie to pójdę za Twoją radą :) dziękuję :)
    I masz rację nic nie powinno się marnować.

    OdpowiedzUsuń
  28. gok okazał się być dla mnie inspirujący. no i minimalistyczny- pokazuje, że można się ubrać modnie, fajnie, gustownie itd- mają w szafie 24 ciuchy.
    fakt, że przekładam go sobie na język polski- bo marki pokazywane przez niego jako "ciuchy ze sklepu" typu jeansy z river island za ponad 200 pln- to nie dla mnie.
    ale same pomysły- ma facet świetne.

    no i biurowa mnie olśniła- że gok pokazuje ciuchy na inny klimat.
    na polskie pory roku- to może być 3x24, albo 4x24 items, i cały czas mamy mniej niż 100 ;-)

    OdpowiedzUsuń
  29. A możesz mi podpowiedzieć w jakich sklepach kupujesz ciuchy? :) jakoś przez internet czy tylko tak na żywo?:)
    I będę musiała koniecznie zapoznać się z tym panem i jego pomysłami :) to mnie zainspirowałyście :D

    OdpowiedzUsuń
  30. mnie osobiście ostatnio cenowo i jakościowo urządza tylko h&m...
    to też zalezy od preferowanego stylu, jak ktoś ma bardzo elegancki - koszule i spódnice ołówkowe to chyba raczej inny typ sklepów :)
    sporo mozna znaleźć w lumpeksie ale to nie jest też zabawa dla każdego, ja na przykład nie potrafiłam się opanować i kupowałam wszystko co ładne, nie zastanawiając się czy mi to potrzebne, czy mój rozmiar, czy pasuje do reszty ubran...teraz poluję znacznie rzadziej i tylko na określone rzeczy. np sukienki.

    z trwałymi butami to u mnie wieczny problem bo nie noszę skóry, w sieciówkach badziewie a buty w sklepach wysyłkowych vegetarian/vegan shoes są potwornie drogie i zwykle to jakieś toporne buty a la glany ><

    OdpowiedzUsuń
  31. Ech, jak dobrze to znam...
    Miarka się przebrała, gdy po raz kolejny porządki w szafie zaowocowały kilkoma worami rzeczy do oddania.
    Od początku tego roku kupuję bardzo mało i bardzo rozsądnie. W efekcie moja garderoba jest przejrzysta i całkiem nieźle skomponowana. Jest baza, jest też trochę szaleństwa. I (prawie) nic niepotrzebnego :).
    Niemal z dnia na dzień odpadł problem pt. "nie mam co na siebie włożyć".
    Nie ukrywam, na początku było trudno, ale teraz wręcz z satysfakcją obserwuję swój spokój ducha w czasie wyprzedaży ;).

    OdpowiedzUsuń
  32. Zainspirowałaś mnie :) Co prawda etap kompulsywnych zakupów ubraniowych mam już dawno za sobą (mnie akurat sytuacja do tego zmusiła), ale w szafie czai się jeszcze pełno reliktów z tamtych czasów i oczywiście "nie mam co na siebie włożyć" pojawia się w mojej głowie codziennie. Dziś mam zamiar uczynić pierwszy krok w kierunku "dobicia do dna szafy" :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Bezdzietna z wyboru

Noszę ten temat w sobie już od dawna, a zabieram się do wpisu od dobrych paru miesięcy. Wprawdzie w głowie jest gotowy, ale trudno mi się przełamać, by go napisać. Sami zobaczycie dlaczego. 
W pierwszej chwili może wydać się Wam, że sprawy, o których będę pisać w tym i kolejnych wpisach, niezbyt są związane z ogólną tematyką bloga, ale tak jest, moim zdaniem, tylko pozornie. Wszak i tutaj, i w swoich książkach dużo mówię o odwadze życia po swojemu oraz o świadomym podejmowaniu decyzji w każdej dziedzinie. 
Po raz pierwszy poproszono mnie o wypowiedź na temat bycia bezdzietną z wyboru kilka lat temu, do jakiegoś materiału prasowego. Nie czułam się jednak na siłach. Wydawało mi się to sprawą zbyt intymną. Nie chciałam też wciągać w to mojego partnera życiowego. Ma prawo do prywatności i nie musi chcieć dzielić się swoimi osobistymi decyzjami z połową internetu, jedynie dlatego, że jego żona jest blogerką i jak na blogerkę przystało, czasem psychicznie oraz emocjonalnie obnaża się w sie…

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Na rozstaju

Wróćmy do tematu niechcenia dzieci. Obiecałam wyjaśnić Wam, czym kierowałam się w procesie podejmowania ostatecznej decyzji w tej kwestii. Nie traktuję tego jako tłumaczenia się, nie widzę powodu, by się tłumaczyć. Uważam jednak, że za rzadko rozmawia się na ten temat, a Wasze pozytywne reakcje pod ostatnim wpisem potwierdzają, że jest taka potrzeba. Może gdybyśmy częściej mówili o tym, dlaczego jedne osoby pragną mieć dzieci, a inne nie, mniej emocji budziłby ten temat? Może łatwiej byłoby o tym mówić? 
Właściwie nie pamiętam, czy ktoś kiedyś pytał mnie CZY chcę mieć dzieci albo DLACZEGO nie chcę. Bywałam za to strofowana za to, że tak z tym zwlekam, nazywana egoistką, straszona starością w samotności (dzieci jako polisa na starość to mój ulubiony motyw). Pamiętam, jak kiedyś zbeształa mnie lekarka przy okazji badań okresowych, coś w tonie „najpierw czekają nie wiadomo na co, a potem mają pretensje, że nie mogą zajść w ciążę”. Dodam, że wypaliła z tym tekstem ni stąd, ni zowąd, niep…