Przejdź do głównej zawartości

Sweet, pink and lovely

Dzisiaj wpadam tylko na chwilę, jak po ogień :) Kończę właśnie duże tłumaczenie (a termin biegnie za mną i dyszy mi w kark...), więc tylko podzielę się z Wami nieco już spóźnioną informacją o przemiłym wyróżnieniu, jakie otrzymałam z ręki Lenki, autorki wspaniałego blogu o powrocie do minimalizmu.

Nie będę dalej przedłużać tego łańcuszka, dziękuję serdecznie Lence, bardzo miło było znaleźć się w gronie nominowanych, ale cóż, łańcuszki to nie moja bajka. Raz zrobiłam wyjątek (przy pierwszej nominacji - Versatile Blogger), ale na tym koniec.

Jakoś tak słodko mi się zrobiło od tego wyróżnienia, słowo lovely kojarzy mi się z różowym lukrem, czymś pachnącym konfiturą różaną. Mmm... Rozmarzyłam się. Wprawdzie pociąg do słodyczy mam więcej niż umiarkowany, ale bardzo lubię oglądać apetyczne zdjęcia słodyczy. Stanęły mi w oczach śliczne, krągłe lukrowane babeczki...

Tyle na dzisiaj. Wracam do pracy. Pod koniec tygodnia napiszę coś więcej, mam w planach dłuższy cykl, który zacznie się od sztuki umiaru i ćwiczeń z jedzenia czekolady, będzie też o odmładzaniu, wszystkożercach i dwudziestoletnich zgrzybiałych staruszkach. Zaintrygowani choć troszkę? Mam nadzieję, że tak.
Do zobaczenia wkrótce!

Komentarze

  1. Oj, zaintrygowałaś... szczególnie tymi dwudziestoletnimi zgrzybiałymi staruszkami ;)
    Z niecierpliwością oczekuję na ten wpis.
    Pozdrawiam,
    Wasp

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam z niecierpliwością. Pozdrawiam Bartosz

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie również zaciekawiły tytuły przyszłych wpisów :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

DDTVN, Dojrzewalnia Liderek i trudny powrót do codzienności

Trudno jest mi wrócić do normalnego rytmu pisania i nagrywania. Nie mogę się przemóc, by znów pisać o zwykłych, codziennych sprawach. 
Zawsze wydawało mi się, że w żałobie po stracie jednej z najbliższych osób będę przede wszystkim płakać. A tymczasem rzadko mam na to ochotę. Smutek dotyka mnie w zupełnie inny sposób. Siedzi gdzieś głęboko i nieszczególnie mam ochotę go uwalniać. Nastrój faluje, czasem więcej we mnie gniewu na to, że Taty już nie ma, czasem więcej czułości i wdzięczności za to, że był z nami tak długo, ile było to możliwe. 
Blog i kanał na YouTube chwilowo zeszły na dalszy plan, bo moje serce i myśli są teraz gdzie indziej. Są inne ważne sprawy do załatwienia i uporządkowania, część dotyczy przeszłości, część jest istotna dla przyszłości niektórych osób z naszej rodziny, skupiam się więc na tych formalnościach, spotkaniach i załatwianiach. 
Wiem, że z czasem będę czuła coraz silniejszą potrzebę komunikowania się z Wami, czytelnikami i widzami. Z czasem też łatwiej bę…

Kolorowa szafa minimalistki - także na wakacjach

Ostatni wpis z połowy czerwca. Aż trudno uwierzyć. Jednak to prawda. Nie chcę Was zamęczać tłumaczeniami, dlaczego tak długo milczałam. Niedługo minie pół roku od śmierci Taty. Ostatnie miesiące wbrew pozorom były nie tylko czasem smutku, ale przede wszystkim czasem ważnych zmian w życiu naszej rodziny, częściowo wymuszonych przez odejście Taty, a częściowo przez nią sprowokowanych (?), a może tylko przyspieszonych. Kilka z tych zmian jest naprawdę pozytywnych, dotyczą głównie życia mojej Siostry. W skrócie napiszę tylko, dla tych z Was, którzy zawsze trzymali za nią kciuki (wiecie, że Ula jest osobą niesłyszącą), że Sister zmieniła pracę i na razie jest bardzo zadowolona. A my cieszymy się, że jest doceniana i że ma szanse na rozwój i lepszą jakość życia.
Bałam się, że nie będę umiała już pisać tutaj. Jednak z tym jest chyba jak z jazdą na rowerze. Wystarczy usiąść i zacząć, a reszta idzie już sama...
Oprócz tego, że dużo działo się różnych rzeczy, które wymagały mojej uwagi czy wsp…

Bez Taty. Pocieszenie.

Minęło trzy tygodnie od śmierci Taty. Przez ten czas nie myślałam nawet o blogowaniu, oprócz krótkiego komunikatu opublikowanego tutaj, zamieściłam jedynie materiał na kanale YT, by również widzom wyjaśnić moje czasowe zniknięcie. 
Tata zmarł nagle i niespodziewanie, na rozległy zawał serca. Źle się poczuł i pogotowie zabrało go bardzo szybko do szpitala, ale nie udało się go odratować. Gdy nas do niego wpuszczono, żegnaliśmy się jedynie z ciałem, za które jeszcze oddychała maszyna, ale życia już w nim nie było. 
Te pierwsze dni były bardzo trudne, bo nie mogliśmy uwierzyć w to, co się stało. Tak to już jest ze śmiercią, nie da się na nią przygotować. Tata miał problemy z sercem od dawna, ale był pod stałą kontrolą kardiologa, wydawało się, że wszystko jest w porządku. Do ostatniej chwili był aktywny, pełen energii i humoru. Tym większym zaskoczeniem było jego odejście.
W kolejnych wpisach wrócę do zapowiadanych tematów, ale pozwólcie, że dzisiaj jeszcze podzielę się z Wami tym, co m…