Przejdź do głównej zawartości

Żegnamy minimalistkę

Myślałam o tej zmianie już od wielu miesięcy. Nie chcę zmieniać adresu blogu, ale nazwa „Minimalistka” od dawna męczy mnie i przeszkadza. Przede wszystkim dlatego, że jak niejednokrotnie już wspominałam, nie czuję się w pełni minimalistką, minimalizm był i nadal jest dla mnie wielkim i ważnym źródłem inspiracji, bardzo wiele zmieniłam w swoim życiu pod jego wpływem, ale zawsze bliżej było mi do ruchu dobrowolnej prostoty. Nie czuję się w pełni uczciwa w stosunku do samej siebie i do Was, moi Czytelnicy, nazywając się minimalistką, którą czasem bywam, ale częściej nie.

Coraz częściej piszę na tematy, które na różne sposoby są związane z poszukiwaniem prostoty i radości życia, ale coraz rzadziej z ruchem minimalistów jako takim.

Kocham prostotę, tak, zdecydowanie. Nadal będę pisać o niej, nie przestanę także mówić o minimalizmie, o zdrowiu, o książkach, o upraszczaniu życia i porządkowaniu przestrzeni, o pokonywaniu słabości i o wielu innych tematach, które w danej chwili będą mnie albo Was ciekawić. Tyle, że pod nowym szyldem.

Komentarze

  1. Subtelnie i ładnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jak zwał, tak zwał - ważne, że będzie o tym samym :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Twój minimalizm ma byś skrojony pod Ciebie, a nie Ty pod wizję minimalizmu :) I tak właśnie chyba jest :)

    OdpowiedzUsuń
  4. zwał jak chciał Ajko :-) najważniejsze, że z nami zostajesz :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Grunt to spójność z samym sobą ;)
    A nazwa bloga - to opakowanie, ja tu jestem ze względu na zawartość ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Osobiście do Prostego Bloga jest mi nawet bliżej, niż do Minimalizmu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. zdążyłam się wystraszyć, że pakujesz walizki i się stąd wyprowadzasz ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tytuł ładny, ale chyba bym zmodyfikowała czcionkę, ta mi się nie podoba. To nie ważne pod jakim szyldem piszesz, ważne że notki są o tym co dla Ciebie jest ważne.

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja się uważam za minimalistę, ale nie ultra-minimalistę.

    Na swoim blogu piszę stale o minimalizmie - np. o tym że warto pozbywać się niepotrzebnych rzeczy z mieszkania - jednak ostatnio też np. o kupowaniu zegarka, pakowaniu na siłowni i jestem zdecydowanie za posiadaniem samochodu - co niekoniecznie musi się podobać super rasowym internetowym minimalistom, co posiadają mniej niż 100 rzeczy i są super na fali...

    tak jestem minimalistą, czy się to komu podoba czy nie - i tak będę się określał nadal :)>

    choćby różni guru ruchu minimalistów rwali sobie włosy z brody

    OdpowiedzUsuń
  10. To ciekawe, że w podobnym czasie doszliśmy do podobnych wniosków. Zapraszam do moich przemyśleń:

    http://minimalista21.pl/2011/10/redefiniujac-moj-minimalizm/

    OdpowiedzUsuń
  11. Czy podoba się nowa nazwa Twojego bloga? Proste! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuję Wam za pozytywne reakcje, miło mi, że nowa nazwa się podoba. Nie, nie pakuję walizek ani nie wyjeżdżam, lubię ten szalony kraj :)
    Dobrze czuję się z tą małą zmianą, ze względu na spójność z samą sobą, o której wspomina Wasp. Bo nie chodzi o to, czy w odczuciu innych jestem minimalistką czy też nie. Rzecz w tym, że ja sama nie chcę czuć się ograniczona etykietką, którą zresztą sama kiedyś wybrałam. Wszystko płynie, wszystko się zmienia, kiedyś potrzebowałam nazywać swoje działania czy identyfikować się z pewnym sposobem myślenia, teraz wolę stać na własnych nogach, bez podpórek :)
    A bez względu na nazwy i tak będę nadal pisać, tego możecie być pewni.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale minimalizm to nie jest rzecz określona ani zdefiniowania - nie ma certyfikatu na minimalizm ani żadnej rozsądnej granicy powyżej której minimalistą człowiek nie jest.

    Zupełnie inaczej jest dajmy na to z wegetarianizmem - jak dla mnie wegetarianizm to powstrzymanie się od jakiejkolwiek konsumpcji zwierząt i nie ma inaczej.

    Wegetarianinem nie jest zatem absolutnie osoba, która kotleta nie tknie, ale jednak nosi skórzany portfel, lata w skórzanych butach i nosi skórzany pas - bo choć to nie bezpośrednie "zjadanie" to jednak bezpośrednia konsumpcja martwego ciała zwierzęcia.

    W tym przypadku mówimy o pozerstwie.

    Natomiast minimalista nie jest absolutnie określony "przepisami" więc nie ma co się gryźć etykietkami. To tak samo ogólne określenie zjawiska jak np. słowo "dobra książka" czy "dobry film".

    OdpowiedzUsuń
  14. No i całkiem rozsądna decyzja dzięki której tematyka bloga może być coraz różnorodna i ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  15. mama szukająca prostoty5 listopada 2011 14:04

    Bardzo się cieszę! Czytuję twój blog od dawna i wydawało mi się , że jesteś bliżej dobrowolnej prostoty niż minimalizmu , choć granica jesteś wąska. Nie da się ukryć minimalizm jest inspirujący, ale nie do końca mi pasuje. Dobrowolna prostota to jest to.

    OdpowiedzUsuń
  16. "Dobrowolna prostota" to świetne określenie. Minimalizm obrósł ostatnio jakimiś dziwnymi mitami typu liczenie rzeczy, czy nawet dążenie do ascezy. A to przecież niekoniecznie to.

    Tylko jak daleko od takich etykietek uciekać? Czasem przecież mogą się przydać.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja również muszę pochwalić zmianę konwencji bloga - prostota jest o wiele pojemniejszym pojęciem od minimalizmu, choć go nie wyklucza. Cieszę się, bo oznacza to jeszcze więcej możliwych tematów :-) Sam też nie zdecydowałbym nazwać się minimalistą, chociaż sympatyzuję mocno z tym nurtem. Dlatego właśnie jestem "Gdzieś pomiędzy" :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Kolorowa szafa minimalistki - także na wakacjach

Ostatni wpis z połowy czerwca. Aż trudno uwierzyć. Jednak to prawda. Nie chcę Was zamęczać tłumaczeniami, dlaczego tak długo milczałam. Niedługo minie pół roku od śmierci Taty. Ostatnie miesiące wbrew pozorom były nie tylko czasem smutku, ale przede wszystkim czasem ważnych zmian w życiu naszej rodziny, częściowo wymuszonych przez odejście Taty, a częściowo przez nią sprowokowanych (?), a może tylko przyspieszonych. Kilka z tych zmian jest naprawdę pozytywnych, dotyczą głównie życia mojej Siostry. W skrócie napiszę tylko, dla tych z Was, którzy zawsze trzymali za nią kciuki (wiecie, że Ula jest osobą niesłyszącą), że Sister zmieniła pracę i na razie jest bardzo zadowolona. A my cieszymy się, że jest doceniana i że ma szanse na rozwój i lepszą jakość życia.
Bałam się, że nie będę umiała już pisać tutaj. Jednak z tym jest chyba jak z jazdą na rowerze. Wystarczy usiąść i zacząć, a reszta idzie już sama...
Oprócz tego, że dużo działo się różnych rzeczy, które wymagały mojej uwagi czy wsp…

Generalne porządki metodą minimalistki

Chciałabym, żeby blog i kanał na YouTube przestały być odrębnymi bytami i zaczęły wzajemnie się uzupełniać. Będę starać się, by każdemu opublikowanemu materiałowi wideo towarzyszył tekst, który będzie jego dopełnieniem. 
Dzisiejszy wpis jest dodatkiem do materiału pod tym samym tytułem, który możecie obejrzeć tutaj:

Opowiadam w nim o moim pomyśle na uproszczenie generalnych porządków. Uważam, że raz na jakiś czas dobrze jest zrobić taki pełen przegląd domu lub mieszkania, zajrzeć w każdy zakamarek, sprawdzić stan posiadania. Jednak trudno byłoby mi wygospodarować cały weekend czy kilka dni, a przecież takie bardzo dokładne porządki wymagają sporo czasu. Są też dość wymagającym procesem pod względem psychicznym, emocjonalnym, bo porządkując, trzeba podejmować szereg mniejszych i większych decyzji. Czego się pozbyć, w jaki sposób, co zostawić, jak zorganizować i poukładać te rzeczy, które zdecydowaliśmy się zatrzymać. 
Pomyślałam więc, że najłatwiej będzie to duże zadanie podzielić na …

Metoda Konmari to nie minimalizm

Wpis jest uzupełnieniem materiału wideo zamieszczonego w serwisie YouTube, który można obejrzeć tutaj: 

Książkę Magia sprzątania Marie Kondo przeczytałam cztery lata temu, o moich wrażeniach możecie przeczytać we wpisie pod tym samym tytułem. Odebrałam ją pozytywnie, ale samej metody nigdy nie stosowałam, bo nie miałam takiej potrzeby, o czym zresztą pisałam w tamtej recenzji. Na dobre w głowie z tej lektury pozostała mi jej myśl przewodnia: poszukiwanie radości w rzeczach i eliminowanie zbędnych przedmiotów w oparciu o kryterium: co chcę zostawić, zamiast stosowanego zwykle przez minimalistów: czego nie potrzebuję i czego chcę się pozbyć. Książki szybko się pozbyłam i nie myślałam o niej więcej.
Dopiero niedawno, gdy coraz częściej docierały do mnie opinie na temat wyprodukowanego przez Netflix serialu Sprzątanie z Marie Kondo(dostępny z polskimi napisami), pomyślałam, że warto byłoby sobie wyrobić własne zdanie na temat tej serii programów, nawet jeśli sama metoda sprzątania Konmari…