Przejdź do głównej zawartości

Zero kalorii


Dzisiaj jeden z tematów, które już od dawna były na liście tzw. wpisów oczekujących. A przypomniał mi o nim Henryk Minimalista w komentarzu do niedawnego tekstu Życie pod kloszemChodzi o głodówki. Sam Henryk pisze zresztą o głodówkach w interesującym artykule 11 cennych reguł dietetycznych

Temat ten wzbudza chyba równie gwałtowne reakcje i negatywne emocje, co np. dieta Atkinsa czy Kwaśniewskiego. Spotkałam się z wieloma bardzo negatywnymi opiniami, ale wyłącznie u osób, które nigdy w życiu nie próbowały pościć i panicznie boją się głodówki. Prawdopodobnie dlatego, że samo to słowo źle się kojarzy - z głodem. To prawda, że głód zabija, a niedożywienie rujnuje zdrowie. Faktem jest, że blisko miliard ludzi na świecie głoduje. Stąd ten lęk. Ale głodówka nie ma nic wspólnego z klęską głodu. Pości się z własnej woli, przez określony czas. W sobie znanym celu.

Ze względu na te negatywne skojarzenia właściwszym jest używanie terminów „post” lub „kuracja głodowa”. Osobom, które nigdy nie pościły, wydaje się, że post wiąże się ze straszliwymi cierpieniami, mękami, nieustannym uczuciem głodu. A tymczasem nic bardziej mylnego.

Przede wszystkim zacznijmy od powodów, dla których można pościć. W tradycji wielu kultur istnieją różne formy okresowych postów, zwykle z przyczyn duchowych i religijnych. Czasem mają postać całkowitej rezygnacji z przyjmowania pokarmu, czasem wiążą się jedynie z niejedzeniem o określonej porze dnia lub wyrzeczeniem się określonych rodzajów pożywienia.
Nie zapominajmy też, że zanim człowiek nauczył się przechowywać żywność i konserwować ją tak, by nie psuła się przez długie zimowe miesiące, często doświadczał głodu, gdy skończyły się zapasy. W okresie tzw. przednówka, czyli od momentu wyczerpania zimowych zapasów aż do pojawienia się pierwszych plonów i zazielenienia się łąk biedniejsze rodziny musiały nieraz głodować lub zużywać nawet nadpsute produkty albo jeść rośliny uważane zwykle za chwasty.

Dzisiaj w krajach rozwiniętych większość ludności ma dostęp do niemal nieograniczonych ilości jedzenia przez cały rok. Nie muszę przypominać o popularności produktów wysoko przetworzonych, z oczyszczonej mąki, zawierających dużą liczbę sztucznych dodatków i konserwantów, soli, tłuszczów niskiej jakości. O powszechnym nadużywaniu produktów pochodzenia zwierzęcego i zbyt niskim spożyciu warzyw i owoców. O powszechnym przejadaniu się.

Dlaczego pościć? Mówiąc najprościej, po to, by dać organizmowi szansę przeprowadzenia porządków, a w przypadku dłuższego postu wręcz generalnego remontu. Jak pisze Gerhard Leibold, autor książeczki, której okładkę widzicie na ilustracji, Leczenie głodem. Komu wolno pościć:
Rzadko która metoda terapeutyczna wywiera na organizm tak głęboki wpływ, jak kuracja głodowa. Poczynając od spalania zbędnych rezerw tłuszczowych, nagromadzonych przez niewłaściwy model odżywiania się, poprzez spalanie i wydalenie z organizmu toksyn i odpadów procesu przemiany materii magazynowanych w tkankach, aż po przestawienie się przemiany materii oraz zmiany napięć wewnętrznych wegetatywnego systemu nerwowego, lecznicza głodówka wpływa na organizm jako całość, umożliwiając mu sprawniejsze funkcjonowanie. 
Wspomniana skromna książeczka wpadła mi po raz pierwszy w dłonie już bardzo dawno temu. Zawsze interesował mnie wpływ odżywiania na zdrowie, byłam i nadal jestem w pełni przekonana o dobroczynnym oddziaływaniu postów na organizm człowieka. Jednak moim (i nie tylko moim) zdaniem do postów, zwłaszcza dłuższych, należy podchodzić z wielką rozwagą, ponieważ przeprowadzane na wariata, bez odpowiedniego przygotowania teoretycznego i praktycznego, mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku, a nawet doprowadzić do trwałej utraty zdrowia zamiast jego poprawy.

Przede wszystkim nie każdy może pościć, są choroby, w których przypadku post jest wykluczony, przede wszystkim dotyczy to stanów wyniszczających organizm. W innych konieczny jest nadzór doświadczonego terapeuty. Także osoby bardzo młode oraz cierpiące na psychiczne zaburzenia odżywiania powinny powstrzymać się od poszczenia, ze względu na psychiczne implikacje, brak znajomości własnych reakcji lub niepanowanie nad nimi (co może zaowocować np. rzucaniem się na jedzenie i obżarstwem po zakończeniu postu).

Jeśli jednak wiemy, że możemy pościć i chcemy to zrobić, jak się do tego zabrać? Nie sposób zawrzeć w jednym wpisie całą wiedzę konieczną do rozsądnego przeprowadzenia dłuższego postu, więc odsyłam zainteresowanych do lektury odpowiednich źródeł (np. cytowanej powyżej książki, lecz istnieją też inne ciekawe i wartościowe publikacje na ten temat). W niniejszym wpisie chciałam za to podzielić się osobistymi doświadczeniami w tej kwestii.

W przypadku okazjonalnych krótkich, jedno- czy dwudniowych głodówek, nie są konieczne jakieś szczególne przygotowania, ale takie krótkie posty nie mają też długotrwałych efektów. Na pewno warto je podejmować, zwłaszcza jeśli nie mamy czasu ani możliwości pościć dłużej, ale z własnego doświadczenia wiem, że nie przynoszą one tak wyraźnych skutków, jak posty nieco dłuższe.

Próbowałam wielokrotnie krótkich (1-2 dni) postów, mam za sobą też dwa pięciodniowe, oddzielone roczną przerwą. W tym roku na wiosnę też miałam zamiar przeprowadzić pięciodniową kurację, lecz ze względu na zmiany w życiu zawodowym nie miałam wystarczająco dużo czasu ani warunków. Jeśli się uda, zrobię to jeszcze tej jesieni (z opcją przedłużenia do 7 dni), lecz jeśli nie zdążę przed nadejściem zimy, zaczekam do przedwiośnia/wiosny. Ani w środku lata, ani w zimie nie należy pościć, to zbyt wielkie obciążenie dla organizmu.

Wcześniej odpowiednio się przygotowałam, ograniczając stopniowo ilość białka zwierzęcego w diecie aż do przejścia na spożywanie wyłącznie pokarmów roślinnych. Dwa dni przed głodówką piłam tylko soki - ideałem byłyby świeżo wyciskane, z braku możliwości poprzestałam na kartonikowych. Po zakończeniu kuracji także stopniowo wracałam do tzw. „normalnego” jedzenia, uważając zarówno na jego ilość, jak i jakość. To bardzo ważne etapy (przed i po kuracji), zwłaszcza zbyt gwałtowny powrót do ciężej strawnych potraw mógłby przynieść opłakane skutki.

Podczas samej kuracji nie chodziłam do pracy (trzy dni urlopu plus weekend), ponieważ nie oszukujmy się, w okresie głodówki nie da się intensywnie pracować umysłowo ani też podejmować większego wysiłku fizycznego. Czytałam wprawdzie na jakimś niezbyt poważnym forum relacje osób, które twierdziły, że nawet podczas dziesięciodniowego postu były w stanie niemal góry przenosić, cóż, może to osobnicze przypadki, a może konfabulacje, nie wiem. Wiem, że pewna ilość ruchu, lekkie ćwiczenia fizyczne czy spacery na świeżym powietrzu są wręcz wskazane, by ułatwić eliminację toksyn, ale nie należy planować postu w okresie, gdy czekają nas takie wyzwania, jak egzaminy, ważne zlecenia ani też większe próby fizyczne. Nie ma też mowy o regularnym treningu...

Fizyczne samopoczucie zmieniało się w miarę upływu czasu. Na początku czuje się jeszcze głód, potem uczucie to zanika i powraca dopiero pod koniec kuracji, jakby organizm mówił „to już”. Osłabienie, lekkie oszołomienie. Pewne spowolnienie. W trzecim dniu nastąpił kryzys z objawami zbliżonymi do zatrucia pokarmowego. Gdy objawy ustąpiły, poczułam się świetnie, chociaż nadal byłam osłabiona.

Psychiczne odczucia też się zmieniały, od lęku przed osłabieniem i ciekawości, jak będzie zachowywał się mój organizm i czy wytrzymam przez założony okres postu, aż po pewną euforię pod koniec kuracji. Ale im bliżej było do jej zakończenia, tym większa była też tęsknota za jedzeniem, za gryzieniem (tęsknotę za gryzieniem znają też zapewne osoby, które kiedykolwiek ze względów zdrowotnych były na diecie płynnej).

Post to świetna okazja do zajrzenia w głąb siebie, taka randka z samym sobą. Próba, ale też moment przerwy. Gerhard Leibold pisze o psychicznym przestawieniu się. To skupienie na swoich reakcjach, przyglądanie się sobie przynosi liczne korzyści. Można sobie przemyśleć wiele spraw, łącznie ze stosunkiem do jedzenia i swojego ciała.

Po pierwszym pięciodniowym poście czekała mnie wielka niespodzianka. Słyszałam wcześniej, że po głodówce zmienia się smak, ale nie sądziłam, że aż tak bardzo. Co ciekawe, owoce i warzywa okazały się przepyszne, natomiast największym zaskoczeniem była zmiana smaku wcześniej ulubionego soku pomarańczowego znanej i cenionej polskiej firmy. Naprawdę go lubiłam, wydawało mi się, że smakuje jak świeże owoce. Po zakończeniu postu przeżyłam szok. Sok okazał się smakować jak wywar z kartonu. Nigdy wcześniej nie czułam, że pokarm jest martwy, nie wiem, jak to inaczej określić. Smak jabłka był żywy, pełen energii, natomiast sok z kartonu smakował po prostu kartonem, papierem, stęchlizną. Nie czułam już w nim świeżej pomarańczy. Od tego czasu niemal nie pijam soków z kartonu, zresztą w ogóle rzadko pijam soki.

Gdy minęło osłabienie, czułam się jak nowo narodzona. Pełna energii. Efekty utrzymały się jeszcze przez jakieś pół roku po zakończeniu postu, łącznie ze zdecydowaną poprawą funkcjonowania układu pokarmowego, z którym od zawsze miałam problemy.

Drugi post był już o wiele łatwiejszy. Wiedziałam czego się spodziewać, wiedziałam też, że wytrzymam te pięć dni bez problemu. Znów pojawiły się nieprzyjemne objawy w trzecim dniu, ale podobnie jak wcześniej minęły, pozostawiając o wiele lepsze samopoczucie.

W międzyczasie wiele się nauczyłam na temat swojego organizmu, wiem już, jak powinnam się odżywiać i jaki tryb życia prowadzić, by czuć się naprawdę dobrze. Co nie znaczy, że nie popełniam błędów, między „wiedzieć, co robić, żeby było dobrze” a „robić tak, żeby było dobrze”, jest jeszcze kawałek drogi do przebycia: pokonanie własnej słabości. A jak nie raz mówiłam, człowiekiem jestem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce. Myślę, że ten kryzys samopoczucia w trzecim dniu głodówki jest właśnie skutkiem tych błędów (gwałtowne oczyszczanie organizmu). I nad tym przede wszystkim teraz pracuję. Głupotą jest powtarzanie wciąż tych samych zachowań, jeśli znamy ich skutki i wiemy, że te skutki inne być nie mogą.

Post jest wielkim wysiłkiem dla organizmu, ale też ciekawą przygodą. Warto podjąć tę próbę, chociaż nie namawiałabym do tego nikogo, kto jest poszczeniu przeciwny. To indywidualna decyzja. Ważne, by nie podejmować postu z negatywnym nastawieniem, z przekonaniem, że się nie uda, że będzie źle.

Część lekarzy bardzo mocno krytykuje posty, inni mają do nich bardziej wyważony stosunek. Specjaliści medycyny naturalnej często wręcz do głodówek zachęcają.
Osobiście jestem przekonana, że właściwie przeprowadzona kuracja głodowa może przynieść bardzo pozytywne skutki, ale jednocześnie należy dążyć do tego, by na co dzień nie obciążać zbytnio naszego organizmu niewłaściwym pożywieniem i złymi nawykami. Przeciwna też jestem zbyt częstemu powtarzaniu postów czy też przedłużaniu ich ponad potrzebę. Nie jestem jednak lekarzem ani specjalistą, swoje sądy opieram na własnym doświadczeniu, nie mogę więc zagwarantować, że to co dobre dla mnie, przyniesie też korzyści innym. Pamiętajcie, zachowajcie rozsądek!

Na koniec cytat ze Sztuki umiaru Dominique Loreau:

Wiele osób regularnie pości lub przeprowadza monodiety trwające od trzech do dziesięciu dni. Wszystkie te osoby opowiadają, jak bardzo czują się wówczas wypoczęte; stwierdzają również, że niejedzenie przez jakiś czas - oczywiście pod warunkiem że robimy to przez krótki okres - może być równie przyjemne co jedzenie. Poszcząc, możemy mieć wrażenie, że pozbywamy się wszelkiego rodzaju niepotrzebnego obciążenia i przez to stajemy się wolni. Czujemy wtedy niezwykłą ulgę, zarówno fizyczną, jak i psychiczną. [...] Poszczenie może stać się przyzwyczajeniem i okazją do bliższego przyjrzenia się przesytowi, w jakim żyjemy.
Za to w kolejnych wpisach zamierzam pisać na temat zupełnie przeciwny do postów. O kuchennych minimalistach. Będzie więc sporo o jedzeniu i gotowaniu, ale też o zdrowym żywieniu. Acha, po sukcesie zeszłorocznego konkursu świątecznego planuję też przyjemny konkurs na koniec roku, z nagrodami. Kulinarny, a jakże :)

Komentarze

  1. Jak w czasie sesji było roboty od groma to też zdarzało mi się pościć. Zarówno od jedzenia, jak i od snu ;) Nie wiem czy późniejsze szczęście wynikało z samego postu czy ostatecznie z obrony projektu i zaliczenia przedmiotu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny post, bardzo za niego dziękuję - zainspirowałaś mnie do pomyślenia o jakimś małym poście.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy wpis (i książka zapewne też). Ale mam jedną wątpliwość (może w książce jest to omówione?).
    Wiadomo nie od dziś, skąd bierze się efekt jojo przy odchudzaniu. Że organizm, któremu zmniejszamy racje żywnościowe, rozregulowuje się i zaczyna po powrocie do normalnego żywienia wariować - tj. odkładać niesamowite zapasy. A jak to wygląda po takiej głodówce? Czy osoba mająca problem z wagą nie zrobi sobie krzywdy? Oczywiście rozumiem różnicę między postem a dietą/odchudzaniem, choć sama nigdy nie stosowałam ani jednego, ani drugiego i nie palę się do eksperymentowania :) Jednak pytam z czystej ciekawości - skoro stosowałaś Ajko aż 5-dniowe posty, to jak to później wyglądało? Czy nie miałaś wrażenia, że organizm zaczyna jakieś nadmierne magazynowanie? Czy metabolizm nie zwalnia?

    OdpowiedzUsuń
  4. PS. Nie mogę doczekać się konkursu!

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeprowadziłam kiedyś na sobie taką głodówkę - doprawioną solą glauberską. Czułam fantastyczny przypływ energii, jednak po 8 dniach zaczęły mi krwawić dziąsła. Nie dotrwałam do końca postu. Nie powtórzyłam go też więcej. Efektu jo-jo nie było ale myślę, że takie posty trzeba robić pod kontrolą lekarza bo mnie się on odbił na zdrowiu...

    OdpowiedzUsuń
  6. Hubercie, studenci są zwykle dosyć wytrenowani zarówno w okresowym poszczeniu, jak i w stanach przeciwnych :)
    Kotwilka, miło mi, pamiętaj o odpowiednim nastawieniu i przygotowaniu się.
    Tofalario, postu zdecydowanie nie należy stosować jako narzędzia odchudzania, chociaż waga faktycznie wyraźnie spada. Część jej wraca po przełamaniu postu, co jest całkowicie naturalne. Natomiast nie zauważyłam u siebie jakiegoś spowolnienia metabolizmu, jednak przez ostatnie kilka lat jestem o wiele bardziej aktywna fizycznie niż dawniej, może to właśnie pomaga.
    Cieszę się, że spodobał Ci się pomysł konkursu, liczę na Twój udział! To już niedługo.
    minimaLenko, właśnie dlatego nawołuję do rozsądku. Jesteś bardzo szczupłą osóbką, dlaczego chciałaś pościć tak długo? Osoby bardzo szczupłe nie mogą podejmować takich długich postów, a jeśli już, to tylko pod kontrolą specjalisty (najlepiej w ośrodku zajmującym się takimi kuracjami, np. http://www.remus.com.pl/index.php?go=1348). W warunkach domowych zdaniem G. Leibolda w żadnym wypadku nie można przekraczać 7 dni, i tak zaleca on wcześniejszą konsultację z lekarzem.
    Sól glauberska (lub lewatywa) służy oczyszczeniu jelit, gdy przestaje się jeść, ustają ruchy robaczkowe.
    U osób o niskiej wadze wyjściowej (i innych, które nie mogą lub nie chcą pościć) o wiele rozsądniejszym rozwiązaniem niż post jest np. dieta owocowo-warzywna dr Ewy Dąbrowskiej. Jest znacznie bezpieczniejsza, a znakomicie się sprawdza w przypadku konieczności oczyszczenia organizmu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tą sól glauberską piłam :-) bo tak było napisane... miałam wtedy jakieś 17 lat i post wydawał mi się czymś doskonałym, co przynosi same korzyści...

    OdpowiedzUsuń
  8. Zastanowiło mnie to co napisałaś: "Sól glauberska (lub lewatywa) służy oczyszczeniu jelit, gdy przestaje się jeść, ustają ruchy robaczkowe."
    z tego wynika (tak mi się wydaje), że głodówki mogą nie być najlepszym pomysłem dla ludzi z problemami jelitowymi :( (ja mam tzw. "leniwe jelita" a jak jeszcze bym je tak "rozleniwiał"...)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wendigo, akurat wręcz przeciwnie. Dla mnie głodówki okazały się jednym z ważnych elementów opanowania problemów z jelitami, wraz ze stosowaniem się do zaleceń dr Bożeny Ryczkowskiej:
    http://www.naturalnamedycyna.pl/porady-lekarskie/dysbioza-matka-chorob
    http://www.naturalnamedycyna.pl/porady-lekarskie/zaparcia
    http://www.naturalnamedycyna.pl/porady-lekarskie/zespol-jelita-nadwrazliwego
    Niegdyś miałam bardzo poważne kłopoty, teraz hmm..., nie wchodząc w szczegóły, regularność i brak stresu, że tak powiem.
    Jeśli potrzebujesz dodatkowych informacji, z chęcią podzielę się doświadczeniami mailowo :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Najbardziej zaciekawiłaś mnie tym, że po tych głodówkach nie mogłaś już pić soków z kartonu.

    Podziwiam wytrwałość - pięć dni głodówki to dość sporo.

    PS. Dzięki za podlinkowanie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Henryku, to ciekawe, prawda? Co do wytrwałości, jeśli potrafisz pościć przez 40 godzin, jak pisałeś u siebie, to w odpowiednich warunkach żadnej trudności nie sprawi Ci też dłuższy post, to tylko kwestia przygotowania, nastawienia i przekonania, że warto :)
    Zawsze linkuję z przyjemnością do ciekawych i dobrze napisanych materiałów :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…

Lepiej

Przed urlopem pisałam o bezdzietności z wyboru. Mam jeszcze parę refleksji, które nie dotyczą istoty sprawy (mienia/niemienia dzieci), ale są z nią powiązane. 
Ludzie często lubią formułować różne złote rady czy ogólne stwierdzenia, które wydają się im słuszne i cenne: lepiej mieszkać na wsi. Lepiej mieszkać w mieście. Lepiej mieć samochód/jeździć na rowerze/poruszać się piechotą. Lepiej jeść mięso/być wegetarianinem/weganinem. Lepiej jeść gluten/nie jeść glutenu. Mieć mieć wiele dzieci/mieć dwoje dzieci/jedno dziecko/nie mieć dzieci. Lepiej biegać/ chodzić na siłownię/ćwiczyć jogę/gimnastykować się w domu. Być minimalistą/tarzać się w konsumpcji. Można by tak wymieniać w nieskończoność, wymieniłam tylko kilka dziedzin, które akurat wydają mi się częstym przedmiotem tego rodzaju sądów.
Zazwyczaj uważa się, że „lepiej” jest robić tak, jak się samemu wybrało. Często dlatego, że jest się ze swojego wyboru zadowolonym i wydaje się, że skoro nam jest z tym dobrze, to innym też pewnie będz…