Przejdź do głównej zawartości

Diogenes wchodzi do beczki - minimalizm w Przekroju

Miło mi poinformować, że w najnowszym numerze Przekroju znajdziecie artykuł o minimalizmie jako sposobie na przetrwanie kryzysu, autorstwa Pani Beaty Chomątowskiej. Tekstu jeszcze nie czytałam, bo uziemiło mnie  w domu pilne zlecenie, bardzo jednak cieszę się z tego, że minimaliści trafili na okładkę Przekroju. W oczekiwaniu na powrót Męża z kiosku pozdrawiam Was ciepło i życzę miłej lektury.

Komentarze

  1. A ja właśnie czytam. I z tego, co widzę, to porządnie napisany. I z twoją puentą na koniec. Bardzo lubię twój rozsądek i równowagę.Kasia

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie byłem ciekaw kogo ujrzę w tym artykule. Cieszę się, że byłaś to Ty Aniu :)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. A czy jest w tym artykule o minimalizmie "poza garderobianym" (sugeruję się okładką)? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasiu, dziękuję za miłe słowa.
    Maćku, cieszę się, że wystąpiłam w tak doborowym towarzystwie :)
    Dagmare, tak, garderobiany minimalizm też się pojawia, ale tylko jako jeden z wątków.

    OdpowiedzUsuń
  5. Taki minimalizm kosztem Męża jakoś mi się nie widzi politycznie poprawny. Miast go dwukrotnie wykorzystywać - raz do przyniesienia "Przekroju, dwa do wynoszenia go potem w śmieciach - czyż nie bardziej minimalistyczna będzie prenumerata netowa? http://www.przekroj.pl/

    OdpowiedzUsuń
  6. Poniekąd racja, ale Mąż nie protestował ;-) Natomiast jeśli Przekrój zacznie się ukazywać w wersji na Kindle'a, jak Polityka, chętnie zaprenumeruję.
    A co do wynoszenia śmieci - u nas w domu równouprawnienie, wynosimy oboje na zmianę, żeby nikt nie czuł się pokrzywdzony. Poza tym papier idzie do recyklingu... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam artykuł - Ajko, cieszę się, że często się w nim przewijałaś :)
    Nic nowego to do mojego minimalizmu wnieść nie mogło, ale co przykuło mogą uwagę to fragment o tym, że H. D. Thoreau przeżył rok w lesie za "jedyne" 36 dolarów i 78 centów - powinni napomknąć o tym, że ówczesne wynagrodzenie robotnika wynosiło około dolara dziennie, a postawienie domu to około 800 dolarów - suma zbierana przez wiele lat (było to na początku książki, niedawno przeczytałam "Walden"). Więc tamte 37 dolarów, absolutnie nie odpowiada dzisiejszej, dokładnie tej samej, sumie, o czym przeciętny czytelnik wiedzieć nie mógł ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja się boję, że cyniczni marketingowcy wykorzystają modę na minimalizm i zrobią na tym jakiś interes ;)
    Niemniej jednak chyba zajrzę do "Przekroju"

    Pozdrawiam
    Biurowa

    OdpowiedzUsuń
  9. @biurowa!

    to więcej niż pewne
    - w samym polecanym przez cię najnowszym instyle
    (gdzie notabene jest artykul jak 16 ubrań zestawić na 116 sposobów)
    w ramach propozycji prezentu świątecznego ( oprócz zachwycającej bransoletki orskiej)
    pojawiły się MINIMALISTYCZNE rękawiczki muji.
    no, podobno są magiczne, bo nadają się do urządzeń dotykowych, ale minimalistyczne rękawiczki za 79 PLN- to chyba nie moja bajka ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Trend dobry jako reakcja na konsumpcjonizm, ale przed kryzysem uratują nas raczej ludzie, którzy kupują, wiec dają pracę. Wam również... (taki "Przekrój", to 2 bochenki chleba). Dlatego lepiej spojrzeć na tył okładki - ten komputer z Waszej reklamy to dwie moje pensje netto. A guru minimalizmu u nas na Pomorzu jest w co drugim domu. Chyba też zacznę pisać bloga o tym jak się chodzi do baru mlecznego przed zamknięciem i prosi o zupę za 2,80zł, dostając z dna gęste ziemniaczki. To tylko jeden przykład.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jest i to spora moda na minimalizm. Jednakże z racji całego kryzysu może nauczymy się doceniać to co Posiadamy. A nie tylko owczy pęd. Dzięki takim publikacjom wiele ludzi spojrzy na to z innego punktu widzenia. A nie po usłyszeniu, że ktoś kto praktykuje minimalizm to jakiś odmieniec. Gratuluje Ajko udziału w prasie:)

    Pozdrawiam Bartosz

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…

Jeszcze prościej

To, że ostatnio rzadko poruszam na blogu temat minimalizmu, nie znaczy, że przestał być dla mnie ważny. Jest nadal istotny, ale w inny sposób niż wtedy, gdy wprowadzałam największe zmiany w swoim życiu i przestrzeni osobistej. Pisałam o tym we wpisie Procesy w tle
Po ośmiu latach mówienia i pisania o nim czuję przesyt. Nie mam już ochoty czytać książek ani blogów związanych z tym tematem. Nie twierdzę, że nie warto, bo wiele mądrych treści wciąż powstaje, jedynie ja nie mam już potrzeby dalej drążyć tych kwestii.

Nadal bardzo istotna jest dla mnie prostota, coraz ważniejsza. To raczej już nie ulegnie zmianie, bo zawsze ją lubiłam, a z czasem stała się dla mnie myślą przewodnią. W każdej dziedzinie życia. Prostota wypowiedzi, przekazu, formy i treści. W estetyce i ubiorze. W wystroju mieszkania. Na talerzu - bardzo istotna. Prostota i skuteczność rozwiązań - w pracy, nauce, komunikacji. Nie zajmują mnie natomiast zbytnio sprawy ilości rzeczy i zajęć, które na pewnym etapie były tak …

Jak żyć?

Gdy wydawnictwo Otwarte zaproponowało mi przesłanie do zrecenzowania książki Matsa i Susan Billmarków „Naucz się żyć”, poczułam się zaintrygowana z kilku powodów. Po pierwsze: tytuł. Pomyślałam, że to odważne przedsięwzięcie, próba napisania poradnika odpowiadającego na słynne pytanie „Jak żyć?”. Po drugie: informacja o tym, że pozycja ta jest w Szwecji bestsellerem, sprzedała się w ponad 500 tys. egzemplarzy. A trzecim powodem, dla której chciałam ją przeczytać, była bardzo wesoła i kolorowa okładka. Wiadomo, nie ocenia się książki po okładce, ale ta bardzo zachęcała do lektury.

Obiecałam sobie, że nie przeczytam niczego na temat słynnego duńskiego hygge, wystarczył mi jeden artykuł w jakimś kolorowym magazynie przejrzany u fryzjera, ale poradnik „Naucz się żyć” wydawał się nie mieć na szczęście nic wspólnego ze wspomnianym zjawiskiem, oprócz skandynawskiej proweniencji. 
Lektura okazała się satysfakcjonująca. Książka objętościowo niewielka, ale skoncentrowana treściowo. Myślałam, ż…