Przejdź do głównej zawartości

Mam kryzys na fejsie

Potwora pożyczyłam z serwisu Phawker
Mam kryzys fejsowy. Nie znaczy to, że mi się coś stało z twarzą, lecz że przeżywam rozterki związane z planowaną likwidacją konta w serwisie Facebook. Nigdy nie byłam szczególnie aktywną użytkowniczką, ostatnio logowałam się tylko wtedy, gdy ktoś wysłał mi wiadomość albo zaproszenie. Czasem też, by wpisać informacje o wystawach malarstwa mojego Dziadka na stronie, którą w tym celu założyłam.

Jednak od dłuższego czasu serwis ten coraz bardziej mnie irytuje. Przede wszystkim dlatego, że nie rozumiem fenomenu jego popularności. Nie czuję tego, nie łapię, o co chodzi. Widzę, że znajomi zamieszczają jakieś linki, filmiki, zdjęcia, komentarze, piszą, o czym właśnie myślą albo jakie mają plany, a ja nie czuję takiej potrzeby. Zdarzało mi się czasem poinformować o nowym wpisie na blogu na facebookowej stronie Neominimalizm, skomentować ładne zdjęcie koleżanki, ale nie znajduję w sobie motywacji, by robić to regularnie, nawet raz na tydzień, nie mówiąc już o tym, by działo się to codziennie lub nawet kilka razy dziennie. Szkoda mi czasu na nieustanne śledzenie tego, czym żyją inni, zaglądanie na ich profile, przeglądanie zdjęć, sprawdzanie łączy czy filmików, które zamieszczają.
Bynajmniej nie chodzi mi o kwestie anonimowości, w końcu piszę blog pod swoim imieniem i nazwiskiem, udostępniam zdjęcie swojej twarzy, opowiadam tu czasem o dosyć prywatnych sprawach, nie w tym więc rzecz.  Być może to blog zaspokaja moją potrzebę tzw. lansu, może taka forma autopromocji mi wystarcza?

Irytacja pogłębia się, gdy obserwuję, że „bycie na fejsie” zaczyna być uważane za konieczność. Niektórzy twierdzą nawet, że jeśli nie ma Cię na Facebooku, to znaczy że po prostu nie istniejesz. Obecność w tym serwisie staje się marketingowym obowiązkiem (np. w przypadku firm czy instytucji kulturalnych).
Czara przepełniła się, gdy podczas zwiedzania wystawy w Muzeum Narodowym zobaczyłam pod niektórymi obrazami charakterystyczny obrazek kodujący z informacją Zaloguj się na obrazie w Facebooku. I oczywiście logo serwisu. Wpadłam w osłupienie: po cóż u licha miałabym się logować „w obrazie” (cokolwiek to oznacza)? W celu lansu, że niby taka koneserka sztuki jestem, czy co? A może by przy okazji zareklamować wystawę i Muzeum? Zachęcić znajomych do wybrania się? Przecież mogę im o tym po prostu powiedzieć, gdyby ktoś był zainteresowany.

Złoszczę się nie dlatego, że widzę cokolwiek złego w tym serwisie (oprócz skrajnie antypatycznego założyciela), lecz dlatego, że mam wrażenie, że coś mnie omija. Bo tego nie rozumiem, bo szkoda mi czasu, bo mnie fejs nie kręci. Także dlatego, że czuję się przez to jak zramolała ciotka na kanapie, która się nadyma, bo wszyscy tylko o tych komputerach, a ona nawet włączyć nie potrafi.

Co więcej, mój kochany Tata, który jest naprawdę nowoczesnym facetem, pyta się mnie na przykład: jak to, nie widziałaś tego filmiku, który umieściłem na Facebooku? Nawet życzenia imieninowe i urodzinowe Rodzice składają mi na tablicy na fejsie, a koleżanki zazdroszczą mi takich „cool” Rodziców (ale Ci fajnie, moja Mama nawet smsa wysłać nie potrafi...). Rodziców mam naprawdę „cool” i pierwsza klasa, ale sami rozumiecie, że tym bardziej czuję się przy nich zacofana. Oni to czują, a ja nie? Co ze mną nie tak?
Ania vel Vespertine, Autorka znakomitego blogu Strawberries from Poland, jak sama pisze po wielkich dylematach i z pewną niechęcią postanowiła uruchomić fanpejdża Truskawek na Facebooku. I na tymże fanpejdżu, witanym z radością przez użytkowników, komentuje „Ewa mi powiedziała, żebym nie była skostniałym piernikiem i szła z duchem czasu... To idę...”.

Nie wszyscy moi znajomi mają konta na FB, nie wszyscy też aktywnie z nich korzystają. Nie da się jednak nie zauważyć, że „bycie na fejsie” jest jedną z popularnych form spędzania czasu.
Wczoraj zlikwidowałam konto na nk (nie bolało i nie czuję pustki) oraz zgłosiłam do likwidacji konto na Facebooku. Z fejsem to nie takie łatwe. O procedurze usuwania można przeczytać u Marcina Kosedowskiego na blogu like a Geek. Konto zostało zaznaczone do usunięcia, ale mam dwa tygodnie na rozmyślenie się.

Przed likwidacją kont rozesłałam do znajomych z obu serwisów wiadomości z moim adresem mailowym, na wypadek gdyby ktoś zatęsknił, a polegał tylko na kontakcie przez serwis. Koleżanka zapytała, czemu podejmuję tak drastyczną decyzję. Pomyślałam, że może rzeczywiście przesadzam?
Może zamiast rezygnować z konta na FB powinnam spróbować zrozumieć, czemu tak wiele osób go lubi i z niego korzysta? Skąd bierze się jego siła i popularność? Może gdybym aktywniej używała serwisu, też złapałabym bakcyla? A może (ojej, ojej) powinnam nawet założyć „fanpejdża” prostego blogu na fb? Liczba fanów może nie sięgnęłaby tysięcy, ale dla tych osób, które posługują się serwisem na co dzień, byłoby to może wygodniejsze niż czytnik rss?

Nie wiem, nie wiem. Waham się. Nie chcę czuć się jak zapleśniały grzyb. Jak skostniały piernik ;-)
Czuję, że jeśli nie zlikwiduję konta, powinnam zmienić podejście do tego serwisu, sprawdzić, co może wnieść w moje życie dobrego, zabawnego i ciekawego, dostrzec jego przydatność. Na razie jestem chodzącym dużym znakiem zapytania: czemu nie rozumiem popularności Facebooka????

Ogólnodostępny internet to wciąż jeszcze nowa sprawa, formy korzystania z niego ewoluują na naszych oczach. Jeszcze parę lat temu nie mieliśmy pojęcia o możliwościach, jakie nam przyniesie. W sieci można funkcjonować na różne sposoby, na forach, prowadząc blog, mikroblog, autorską stronę. Konto w serwisie społecznościowym to jeszcze jedna z tych możliwości, czy mam rację, rezygnując z tej opcji?

Komentarze

  1. Ja bym powiedział tak: jak już masz konto a nie używasz lub nie potrzebujesz to po prostu je zostaw. Może kiedyś Ci nagle się zachce tam zajrzeć i nie będziesz musiała zakładać od nowa. To tylko głupie konto na Facebooku, nie przykładamy do niego zbyt dużej wagi :) Posiadanie tego konta w niczym nie przeszkadza, nie kosztuje, nie zabiera miejsca na dysku ani na podłodze w mieszkaniu... Mnie osobiście troszkę śmieszy ta cała otoczka facebooka... fani, antyfani i niezdecydowani co na blogach się rozpisują co z tym fantem robić. Nie ma ważniejszych, przyjemniejszych rzeczy do roboty? :) Pozdr

    OdpowiedzUsuń
  2. Seba, masz rację, ale nie chodzi mi o przykładanie nadmiernej wagi do zwykłego konta na fb, tylko o to, że chciałabym zrozumieć, co ludzi w tych wszystkich serwisach, a zwłaszcza w Facebooku tak bardzo pociąga. Widzisz, teraz nie potrzebuję tego konta i dlatego podjęłam kroki, by go zlikwidować, bo nie lubię trzymać rzeczy niepotrzebnych, ani w realu, ani w wirtualu... Posiadanie konta kosztuje - czas, gdy ktoś jednak postanowi coś tam do mnie napisać czy mnie do jakiejś tam akcji zaprosić. Fejs śle mejle, które absorbują cząstki czasu i uwagi. Ludzie ślą wiadomości przez fejsa zamiast mailować. Składają życzenia, jak wspomniałam.
    Nie w tym rzecz, żebym jakoś potępiała Facebook i jego fanów, nie zaliczam się do ani do fanów, ani do antyfanów, może raczej do niezdecydowanych.
    Chciałabym wiedzieć, czemu sporo osób tak chętnie z niego korzysta? Czmu ludzie tak to lubią? Kwestia gustu, zapewne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fenomen Facebooka też mnie wprawia w osłupienie... nie ogarniam...

    Czuje mocną presję na posiadanie tam konta od jakiś 2 miesięcy, wciąż jednak idę w zaparte i nie zakładam... nie potrzebuję, po prostu.

    I w takim razie jestem "skostniałym piernikiem" w wieku 19 lat - to dopiero przerażająca wizja ;)

    Pozdrawiam,
    Wasp

    PS Strasznie dużo wpisów u Ciebie ostatnio - pozytywnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wasp, pytanie, czy z tym skostnieniem nam dobrze czy też wręcz przeciwnie :)
    Wpisów dużo, bo po pierwsze wykorzystuję Czytelników (konkurs), po drugie zaniedbywałam blog od dawna z przyczyn niezależnych, teraz mam więcej czasu, więc próbuję nadrabiać zaległości.

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja mam fejsa. Załozyłam go długo po skasowaniu nk. Traktuję go jak darmowy szybki kontakt z przyjaciółkami, które są daleko. Nie mam imponującej ilości znajomych w kontaktach ale za to naprawdę mam kontakt z tymi, których tam mam. Czasem coś skomentuję, zamieściłam kilka zdjęć. I tyle. Kiedyś miałam gg. Teraz fb.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie posiadam konta na fb i czuję się z tym fenomenalnie. Wcale nie jestem jakoś specjalnie przeciw. Zauważyłam natomiast, ile czasu zabiera kliknięcie na czyjąś stronę, bloga, wpisanie komentarza;)
    Nie czuję się stara, albo zacofana, bo to mój wybór, a nie żadna presja, a więc - bardziej wolna. Mi z tym dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobry wpis, mam podobnie... Ale konta mam, bo tu zgadzam się z Sebą - może się przydadzą kiedyś.
    Próbowałem dwa razy zacząć aktywniej korzystać z FB, dwa dni pod rząd przeglądałem swoją tablicę, już mi się nawet zaczęło wydawać to odrobinkę interesujące, ale trzeciego dnia... zapomniałem :D podobnie jak czwartego, piątego... skoro więc nawet nie pamiętam żeby poczytać co tam inni piszą, to po co mam tracić na to czas?

    Ale piszesz: "Być może to blog zaspokaja moją potrzebę tzw. lansu, może taka forma autopromocji mi wystarcza?" - i myślę, że o to chodzi, tak jest w naszym przypadku. Co do mnie, to założenie bloga było pewnym przełomem w moim życiu - mogłem na nim być naprawdę sobą. To dzięki blogowi poznałem ludzi, którzy są moimi prawdziwymi przyjaciółmi, oraz innych z którymi przyjemnie mi się wymienia myśli. Tak się zaczęło, to trwa i myślę że żaden FB nigdy nie będzie dla mnie ważniejszy niż blog :) Blogi, fora czytam regularnie, o FB najzwyczajniej zapominam, więc po co to zmieniać na siłę?

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak dla mnie cały fenomen face'a sprowadza się do tego, że każdy chce się pochwalić jakiego to zajedwabistego życia nie ma. Rzecz jasna nie mówię o wszystkich, ale o większości, która o tym fenomenie decyduje. Tak więc ten wyżej wspomniany lans epatuje na lewo i prawo.
    Zdjęcia z imprez, których raczej powinni się wstydzić. Wycieczka do Egiptu, na fejsie nikt nie sprawdzi, że pół darmowe Last Minute i kosztowało tyle co wyjazd nad polskie morze. Długo by wymieniać.
    Już dawno zrezygnowałem z tej świątyni lansu, tak samo jak z nk. Konta pousuwałem, nie zostawiłem na później. Jak będą potrzebne, to założę z powrotem. Chomikowanie konta oznaczałoby, że jednak kiedyś na pewno będę musiał tam wrócić.
    Teraz jedynce co mam to Google+. Ale podstawowe usługi dostarcza mi właśnie Google, więc co za różnica czy mam czy nie mam? I tak tam jestem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja skasowałam konto przez ludzi właśnie. Możliwość kontaktu jest bardzo fajna, ale jeśli zaczęło to przybierać ramy chamskiego plotkarstwa, to podziękowałam. Dokładniej opisałam to tutaj:
    http://daga-haukke.blogspot.com/2011/10/usuneam-nie-zauje.html
    Poza tym facebook jest nudny jak flaki z olejem ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ajka, popieram Twoją decyzję. Ja się uparłem i nigdy nie miałem i nie zamierzam mieć konta na fb.
    Kiedyś miałem przez jakiś czas konto na nk, jednak już dość dawno wykasowałem. Wolę z prawdziwymi przyjaciółmi spotykać się w realu niż ślęczeć przed komputerem i śledzić życie i przemyślenia innych. Moje życie jest zbyt krótkie abym miał je jeszcze poświęcać na śledzenie jak żyją inni.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam konto na fb ze względów praktycznych. Grono znajomych, raczej luźnych, głównie z zawodów. Dzięki temu na bieżąco mam info o różnych zawodach, relacjach albo jeśli szukam wspólnego transportu, czasem ciekawe dyskusje o sprzęcie, treningu itp. Jest to skuteczne i nie do przecenienia, oczywiście póki inni ludzie z tego korzystają. Większość informacji nie dotarłaby do mnie inną drogą. Jednocześnie mocno selekcjonuję to, co do mnie dociera (wszystkie głupie gry, quizy itd. mam poblokowane). Jest to też szybka możliwość kontaktu z osobami, do których nie mam maila.

    Takie "tematyczne" zastosowanie jest dla mnie absolutnie ok. Na swoim profilu nie piszę praktycznie nic. Z kolei prowadzę w miarę regularnie 3 fanpage (strona naszego teamu, strona wyprawy, którą planuje Sahib, strona Pucharu Polski w Pieszych Maratonach na Orientację).

    Nie taki diabeł straszny, jeśli się wie, jak go wykorzystać.

    OdpowiedzUsuń
  12. :) wow! jestem pod wrażeniem:) ale niesamowita metamorfoza bloga:) gratuluję! zachwycająca i urzekająca prostota! :)
    ... a co do fejsa... miałem na nim konto przez jakieś 2,5 roku... z czego przez ostatnie 11 miesięcy byłem jego aktywnym użytkownikiem (zlikwidowałem w październiku 2011, ostatecznie)... czyli siedziałem na nim codziennie (no prawie, na palcach jednej reki policzyłbym dni kiedy mnie tam nie było:)... m.in. miałem podobny dylemat jak Ty: co takiego tam jest, że wszyscy lgną do tego jak muchy do lepca? i stwierdziłem, ze to po prostu dno... social network w postaci strumienia, gdzie każdy wrzuca co popadnie byleby być na fali, zaistnieć, dać się ponieść temu strumieniowi (tylko dokąd ten strumień płynie tak naprawdę? czy ktoś wie?)... chwila skupienia uwagi, bo pojawił się nowy element wrzucony przez samego siebie lub kogoś innego, trochę komciów albo i nie, kilka lajków, po czym pojawiał się nowy element i od nowa to samo... ostatecznie podjąłem rezygnację bo:
    -straszny bałagan i chaos w tym strumieniu
    -niewiele w sumie było rzeczy zgodnych z moimi preferencjami (traciłem mnóstwo czasu na przedzieranie się przez to wszystko)
    -ludzie wrzucają co im w głowie siedzi... a z racji tego że jednak preferuję prostotę i minimalizm, to wolę zajmować się tym co siedzi w mojej głowie niż głowie innych
    -w nieprawdopodobny sposób spłyca to relacje interpersonalne, pozbawiając je tego, co w moim odczuciu jest ich istotą czyli ich głębi...
    i to w zasadzie był decydujący argument dla mnie, ponieważ w ramach porządkowania swojej przestrzeni, podjąłem decyzję o ograniczeniu do niezbędnego minimum relacji i kontaktów o charakterze wirtualnym, na rzecz tych autentycznych...
    i szczerze powiedziawszy nie żałuje, mam poczucie ulgi, a zarazem możliwość pełniejszego kształtowania tego segmentu mojej rzeczywistości zgodnie ze swoimi preferencjami i standardami... i to jest bardzo, bardzo pozytywne na plus jak dla mnie:))

    OdpowiedzUsuń
  13. Mi tam facebook żadnych maili nie wysyła. A za bałagan na tablicy nie odpowiedzialny jest facebook tylko my sami. Jacy znajomi takie wpisy, zdjęcia, fotki. Jak naklikaliśmy "lubie to" przy wszystkim co się da to później nie dziwne, że nie nadążamy z czytaniem. Można sobie poukrywać wybrane osoby jak nie interesują nas ich wpisy. Można sobie poukrywać wszystko i na tablicy nie mieć nic. No ale łatwiej promować facebooka takimi wpisami na blogach jak ten ;)

    Facebook to narzędzie - od nas zależy czy je wykorzystamy i w jaki sposób :)

    A jak trzeba komuś odpisać na maila czy odebrać telefon to nie zajmuje czasu? Ja już chyba wolę przypadkiem natrafić na czyjeś lans-foty z egiptu niż słuchać przez telefon przez pół godziny jak to było zajefajnie :)

    Pozdro.

    OdpowiedzUsuń
  14. Również nie używam. NK usunęłam już dawno i nie odczuwam straty. Na fejsie mam profil, ale korzystam z niego tak jak Ty. Nie wiem, czemu ludzie wysyłają wiadomości przez ten program - bywa, że czytałam je z kilkutygodniowym opóźnieniem:/ Ten serwis do mnie zupełnie nie przemawia, ale nie sądzę, by to był skutek zramolenia - a miałam takie myśli:) po głębokich rozmyślaniach, doszłam do wniosku, że po prostu nie zaspokaja moich potrzeb. I nie ma to nic wspólnego z wiekiem.

    OdpowiedzUsuń
  15. wklejanie portretu pamieciowego gwalciciela grasujacego po Gliwicach.Wklejanie zdjec zaginionych ludzi... - te akcje uswiadomily mi, ze facebook moze byc bardzo prznydaty.
    Poza tym ,jak juz ktos wyzej napisal -"swiatynia lansu" a takze autoreklamy.
    Moja przyjaciolka jest w tym mistrzynia.Wypisuje swoje przemyslenia , kazde glupie wydarzenie typu: nadgodziny w pracy, ze pracuje 12 dzien z rzedu,ze idzie do kina lub restauracji.
    Czytam i irrytuje sie.Mam byc wobec niej szczera? A moze tylko mnie wydaje sie ,ze robi z siebie idiotke?

    Najlepsza fejsbukowa akcja:

    moja kolezanka w dniu Matki dodała wpis:

    "Kocham Cie Mamusiu.Jestes najlepsza Mama na swiecie"

    po paru minutach komentarz pod:
    "Przeciez twoja mama nie ma fejsbuka"
    :)

    czytalam kiedys w jakiejs gazecie ,ze spoleczenstwo staje sie coraz bardziej narcystyczne.Istnienie fejsa jest tego dowodem.

    OdpowiedzUsuń
  16. a moje konto na fb sobie wisi.
    i przeżywa wzloty i upadki.

    jest to dla mnie idealne ćwiczenie na cierpliwość i na zen.
    czasami coś zamieszczam, a czasami nie ;-)
    kiedy wiem, że przez dłuższy czas nie będę korzystać- z różnych względów- to deaktywuję sobie konto, i jest cisza.

    potem, jak po długiej przerwie wracam- to odkrywam, że wcale mi nie przeszkadza, że nie jestem ze wszystkim i wszystkimi na bieżąco.
    a także- takie przerwy idealnie weryfikują potrzebę niekórych kontaktów- bo okazuje się nagle, że z pewnymi osobami nie mamy kontaktu przez kilka tygodni- czy miesięcy- i jest ok.
    nie znaczy to, że zrywamy znajomość, czy usuwamy siebie ze znajomych (:-)), tylko- po prostu, życie weryfikuje poziom relacji jaka jest nam do szczęścia potrzebna.

    czasami wystarczy świadomość, że po drugiej stronie- ktoś w razie potrzeby jest, i to wszystko.

    za to fakt- życzeń wrzucanych via facebook zamiast choćby rozmowy telefonicznej nie ogarniam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja nie ogarniam ludzi, którzy czytają wpisy zupełnie ich nie interesujące. Wystarczy to ukryć i po sprawie - dosłownie jedno kliknięcie. A pisanie tekstów w stylu "wyszłam z pracy idę na autobus" teoretycznie jest głupie jednak co jeśli dana osoba nie trafi do domu i zaginie? Zawsze ślad na portalu społecznościowym może pomóc (jak i zaszkodzić). Wszystko trzeba używać z głową. Noża kuchennego, pieniędzy, alkoholu, facebooka itp ;) Oczywiście nic na siłę.

    OdpowiedzUsuń
  18. Po lekturze Waszych komentarzy (wybaczcie, że nie odpowiem na każdy indywidualnie) nieco mi się rozjaśniło w głowie. Chyba najbardziej przekonuje mnie opinia, że Facebook to tylko narzędzie, może być bardzo przydatne, każdy sam decyduje, czy chce z niego korzystać i w jaki sposób. Można być szczęśliwym bez, można i z :)
    Nie miałam żadnych przykrych doświadczeń związanych z ewentualną nieżyczliwością czy plotkarstwem na fb, muszę też stwierdzić że moim znajomym rzadko zdarza się takie "udawanie superżycia, którego się nie ma". Ci, którzy mnie irytowali, już dawno zostali "unfriendowani".
    I tak po namyśle konto nie zostanie skasowane. Może nawet częściej będę z niego korzystać, chociażby po to, by móc się pochwalić lansem w Przekroju ;-) Ale na siłę wielbicielką fejsa nie zostaną, nie da rady.
    Natomiast likwidacji konta na nk nie żałuję ani trochę, dzięki temu odezwało się do mnie dwoje dawnych znajomych, w odpowiedzi na wiadomość z podaniem maila. Więc warto było.

    OdpowiedzUsuń
  19. myślę, że nie trzeba aż tak radykalnych kroków. ja sama uczę się unikania skrajności. więc - konto na FB tak, ale z głową :) "złoty środek" jako odpowiedź na wszystko :)
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Witam.
    Po długiej nieobecności w komentarzach na wstępie chce zaznaczyć iż czytam blog na bieżąco. Jednakże temat gotowania mnie omija szerokim łukiem.
    Natomiast co do tematu tegoż posta chciałem kilka zdań wypowiedzieć.
    Na Fejsie nigdy nie byłem, fakt dostałem wiele zaproszeń od znajomych. Lecz nigdy nie zaprzątałem sobie tym głowy.
    Wiele razy słyszałem, że jak mnie nie ma na Fejsie to nie istnieje. Nie zgadzam się z tą tezą.
    Starając się podchodzić do życia minimalistycznie wychodzę z założenia, że nie powinienem sobie zaprzątać tym głowy. I tak jak Ajko piszesz, że Cie coś omija, ja nie odnoszę takiego wrażenia iż mnie coś omija. Przeciwnie czuję się dużo szczęśliwszy. Mam więcej czasu.

    Ciesze się z tych tematów minimalistycznych na prostym blogu.

    Pozdrawiam Bartosz

    OdpowiedzUsuń
  21. Dla mnie Facebook istnieje jako narzędzie ułatwiające mi dostęp do interesujących mnie wiadomości.
    Traktuję portal jako prywatną gazetę, w której sama ustalam o czym chcę przeczytać. Żródło informacji, na tematy, które są mi potrzebne lub bardzo mnie interesują. Wydaje mi się, że jest to kwestia naszego wyboru, czy na naszej ścianie wyświetlą się nowe zdjęcia lansujących się krewnych i znajomych czy informacje dla nas ważne, często niedostępne w ogólnym obiegu.Pozdrawiam. Aga

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Bezdzietna z wyboru

Noszę ten temat w sobie już od dawna, a zabieram się do wpisu od dobrych paru miesięcy. Wprawdzie w głowie jest gotowy, ale trudno mi się przełamać, by go napisać. Sami zobaczycie dlaczego. 
W pierwszej chwili może wydać się Wam, że sprawy, o których będę pisać w tym i kolejnych wpisach, niezbyt są związane z ogólną tematyką bloga, ale tak jest, moim zdaniem, tylko pozornie. Wszak i tutaj, i w swoich książkach dużo mówię o odwadze życia po swojemu oraz o świadomym podejmowaniu decyzji w każdej dziedzinie. 
Po raz pierwszy poproszono mnie o wypowiedź na temat bycia bezdzietną z wyboru kilka lat temu, do jakiegoś materiału prasowego. Nie czułam się jednak na siłach. Wydawało mi się to sprawą zbyt intymną. Nie chciałam też wciągać w to mojego partnera życiowego. Ma prawo do prywatności i nie musi chcieć dzielić się swoimi osobistymi decyzjami z połową internetu, jedynie dlatego, że jego żona jest blogerką i jak na blogerkę przystało, czasem psychicznie oraz emocjonalnie obnaża się w sie…

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Na rozstaju

Wróćmy do tematu niechcenia dzieci. Obiecałam wyjaśnić Wam, czym kierowałam się w procesie podejmowania ostatecznej decyzji w tej kwestii. Nie traktuję tego jako tłumaczenia się, nie widzę powodu, by się tłumaczyć. Uważam jednak, że za rzadko rozmawia się na ten temat, a Wasze pozytywne reakcje pod ostatnim wpisem potwierdzają, że jest taka potrzeba. Może gdybyśmy częściej mówili o tym, dlaczego jedne osoby pragną mieć dzieci, a inne nie, mniej emocji budziłby ten temat? Może łatwiej byłoby o tym mówić? 
Właściwie nie pamiętam, czy ktoś kiedyś pytał mnie CZY chcę mieć dzieci albo DLACZEGO nie chcę. Bywałam za to strofowana za to, że tak z tym zwlekam, nazywana egoistką, straszona starością w samotności (dzieci jako polisa na starość to mój ulubiony motyw). Pamiętam, jak kiedyś zbeształa mnie lekarka przy okazji badań okresowych, coś w tonie „najpierw czekają nie wiadomo na co, a potem mają pretensje, że nie mogą zajść w ciążę”. Dodam, że wypaliła z tym tekstem ni stąd, ni zowąd, niep…