Przejdź do głównej zawartości

Minimalizm w Dolinie Muminków

Zdjęcie pożyczyłam ze strony Qlturka
Właśnie skończyłam pilne zlecenie z gatunku „na przedwczoraj” i trochę jeszcze dymią mi neurony, więc  proponuję coś lekkiego. Mały cytat z klasyki literatury dziecięcej. Ciekawe, tylu książek się pozbyłam, a Muminki pozostały... Chociaż jako dziecko bardzo ich nie lubiłam. Nie będę Wam opowiadać całej książeczki, tylko dwa małe cytaty.

Zima Muminków. Zazwyczaj wszystkie Muminki przesypiają całą zimę, jednak pewnego razu mały Muminek z tajemniczych powodów budzi się w środku zimy i nie może spać. I dowiaduje się, że świat w zimie jest niezwykle interesujący. Na początku czuje się nieco samotnie, pusty dom, wszyscy krewni śpią, a na dodatek powoli znikają różne rzeczy z domu:
Muminek milczał przez chwilę. Potem powiedział: - Ktoś wynosi rzeczy z domu Tatusia. - To chyba tylko dobrze - rzekła Too-tiki wesoło. - Masz o wiele za dużo rzeczy wokół siebie. Takich, które wspominasz, i takich, o których marzysz. Następnie zaczęła śpiewać drugą zwrotkę. Muminek zawrócił na pięcie i odszedł.Ona mnie nie rozumie- pomyślał. 
Potem dzieje się bardzo wiele, Muminek poznaje nowych przyjaciół, udaje mu się polubić zimę, aż w końcu nadchodzi długo wyczekiwana wiosna. Dom został jednak doszczętnie splądrowany. Muminek obawia się, co powie Mama?
I jak zareagowała Mama Muminka, gdy już obudziła się na wiosnę?
- Całe szczęście, że zająłeś się gośćmi i nie muszę teraz przed nikim świecić oczyma ze wstydu. I wiesz co - dom jest jakby o wiele przestronniejszy bez tej całej masy dywanów i drobiazgów. Poza tym nie będzie trzeba tak często sprzątać.
Zima Muminków, Tove Jansson, w przekładzie Ireny Szuch-Wyszomirskiej, Nasza Księgarnia, Warszawa 1986.

Komentarze

  1. Aż uśmiechnęłam się do monitora.
    Po znacznej redukcji posiadanych książek na moim malutkim regale z serii zachowały się tylko dwie (chyba, że liczyć jeszcze dwutomowe wydanie Fizyki Halliday`a ;) )- w tym właśnie "Muminki" z którymi nie mam ochoty się rozstać. Uwielbiam je za pełno właśnie takich wbrew pozorom bardzo życiowych cytatów.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Melduje, ze mamy przymusowy minimalizm!

    Zeby sprzedac nasze stare mieszkanie trzeba je bylo przygotowac najpierw do fotografowania folderu, a potem do pokazow. Obowiazujaca tutaj zasada to wymiesc doslownie _wszystko_. Ma byc pusto - na polkach, na stolach, zadnych kwiatow doniczkowych, ksiazek, przedmiotow osobistych, trzeba wyniesc mniejsze meble. Ludzie na pokazach zagladaja do szaf (sic!!!), wiec zawartosc polek tez trzeba bylo ostro poprzegladac.

    Na poczatku klelismy na czym swiat stal: "NIKT NORMALNY tak nie mieszka!!!". Po dwoch dniach stwierdzilismy, ze tak przestronnie sie zrobilo... i duzo miejsca... i jak szybko mozna posprzatac! Po tygodniu doszlismy obydwoje do wniosku, ze nowe mieszkanie wlasnie tak ma byc urzadzone :-) Po dwoch tygodniach sie sytuacja ustabilizowala na tyle, ze wiemy, co naprawde jest nam potrzebne i czego rzeczywiscie uzywamy (tylko jedna rzecz ktora zniknela w zamieszaniu musielismy dokupic).

    Eksperyment byl przymusowy i wykonany pod ostrym ograniczeniem czasu - prawde mowiac nie polecam nikomu takiej sytuacji. Ale wnioski na przyszlosc bardzo cenne :-)

    Pozdrawiam, B

    OdpowiedzUsuń
  3. nadal trzeba sprzątać ;-p
    teraz kurz ma pole do popisu
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja już kupiłam Przekrój, artykuł ciekawy, filozofia jako reakcja też. Szczerze mówiąc szukałam tam porad praktycznych jak przetrwać, bo jestem minimalistką z przymusu. Te dwa minimalizmy sa zupełnie różne. A sposób na kryzys? Jeśli wszyscy tak zrobimy i nic nie będziemy kupować, to wszyscy będziemy bezrobotni, może oprócz rolników i lekarzy.
    Anka z Pomorza

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha, ha - Mama Muminka to mój niedościgniony wzór;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Anka, są jeszcze usługi :)

    A Muminki!!!! Moja ukochana lektura. Pierwsza w życiu zresztą. Moim idolem był Włóczykij ;) przypominał mi jednego z moich wujków. Przy niektórych opowiadaniach bałam się... pierwsza literatura grozy! Uwielbiam tę historię o pływającym teatrze. I złego Paszczaka, i tego od motyli. I ta straszna historia, jak Muminek się odmienił. Do dziś w wyobraźni mam te obrazy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy to było :)

    Pozdrawiam Bartosz

    OdpowiedzUsuń
  8. Oglądałam dziś rani z Małym Muminki :-) chyba polubi :-) ja lubiłam bardzo :-)
    Też już mam Przekrój :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam swoje ulubione opowiadanie - "O Filifionce, która wierzyła w katastrofy". Filifionka jest niezwykle znerwicowaną i neurotyczną istotą, która wiecznie przeczuwa nadchodzący kataklizm, który może odebrać jej wszystko co ma - stosy gratów i bibelotów. Pewnego dnia tornado rzeczywiście nadchodzi i zmiata cały dobytek Filifionki, która, choć początkowo ma ochotę ratować swoje dobra, w końcu poddaje się i o dziwo przestaje się wreszcie bać - jest wolna.

    OdpowiedzUsuń
  10. Taaak... Zapomniałam o Filifonce. Toż to prawdziwie minimalistyczna opowiastka!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. czytam właśnie "Sztukę prostoty"... obudziłam się rano i uświadomiłam sobie, że w tych wszystkich niepotrzebnych rzeczach, książkach, gazetach skrywają się moje niespełnione marzenia. Karmię się nimi codziennie, patrząc na nie...
    Zrobiło mi się bardzo smutno lecz zrozumiałam, że aby zacząć żyć w pełni muszę pozbyć się tych złudzeń. Zaczęłam więc wielkie sprzątanie! Moje koty są w szoku! JA TEŻ!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Bezdzietna z wyboru

Noszę ten temat w sobie już od dawna, a zabieram się do wpisu od dobrych paru miesięcy. Wprawdzie w głowie jest gotowy, ale trudno mi się przełamać, by go napisać. Sami zobaczycie dlaczego. 
W pierwszej chwili może wydać się Wam, że sprawy, o których będę pisać w tym i kolejnych wpisach, niezbyt są związane z ogólną tematyką bloga, ale tak jest, moim zdaniem, tylko pozornie. Wszak i tutaj, i w swoich książkach dużo mówię o odwadze życia po swojemu oraz o świadomym podejmowaniu decyzji w każdej dziedzinie. 
Po raz pierwszy poproszono mnie o wypowiedź na temat bycia bezdzietną z wyboru kilka lat temu, do jakiegoś materiału prasowego. Nie czułam się jednak na siłach. Wydawało mi się to sprawą zbyt intymną. Nie chciałam też wciągać w to mojego partnera życiowego. Ma prawo do prywatności i nie musi chcieć dzielić się swoimi osobistymi decyzjami z połową internetu, jedynie dlatego, że jego żona jest blogerką i jak na blogerkę przystało, czasem psychicznie oraz emocjonalnie obnaża się w sie…

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Na rozstaju

Wróćmy do tematu niechcenia dzieci. Obiecałam wyjaśnić Wam, czym kierowałam się w procesie podejmowania ostatecznej decyzji w tej kwestii. Nie traktuję tego jako tłumaczenia się, nie widzę powodu, by się tłumaczyć. Uważam jednak, że za rzadko rozmawia się na ten temat, a Wasze pozytywne reakcje pod ostatnim wpisem potwierdzają, że jest taka potrzeba. Może gdybyśmy częściej mówili o tym, dlaczego jedne osoby pragną mieć dzieci, a inne nie, mniej emocji budziłby ten temat? Może łatwiej byłoby o tym mówić? 
Właściwie nie pamiętam, czy ktoś kiedyś pytał mnie CZY chcę mieć dzieci albo DLACZEGO nie chcę. Bywałam za to strofowana za to, że tak z tym zwlekam, nazywana egoistką, straszona starością w samotności (dzieci jako polisa na starość to mój ulubiony motyw). Pamiętam, jak kiedyś zbeształa mnie lekarka przy okazji badań okresowych, coś w tonie „najpierw czekają nie wiadomo na co, a potem mają pretensje, że nie mogą zajść w ciążę”. Dodam, że wypaliła z tym tekstem ni stąd, ni zowąd, niep…