Przejdź do głównej zawartości

Jutro nie nadejdzie nigdy

Gdy zastanawiałam się ostatnio, co jest największą korzyścią, jaką przyniosło mi uproszczenie i uporządkowanie życia, doszłam do nieco zaskakującego wniosku.
Korzyści tych jest wiele. W skrócie można by je określić jako lepsze życie. Prostsze, spokojniejsze, radośniejsze. Więcej czasu. Mało stresu. Jednak najważniejszą jest fakt, że nauczyłam się żyć i być tu i teraz. Żyć chwilą, w pełni, na maksa.
Jak to się stało? I co ma do tego minimalizm?

Niegdyś nie byłam stuprocentowo obecna w tym, co mi się przytrafiało. Ciągle tkwiłam częściowo w przeszłości, we wspomnieniach, rozpamiętywanych, analizowanych, międlonych do znudzenia i do całkowitego zużycia barw, albo też planowałam przyszłość, czekałam na nadchodzące wydarzenia, odliczałam chwile i dni do jakiegoś upragnionego momentu, który miał przynieść radość i szczęście. Jednak gdy ten moment wreszcie nadchodził, ja byłam już duchem gdzie indziej, znów gdzieś jedną nogą między przedwczoraj i pojutrze.
Owszem, potrafiłam cieszyć się życiem, małymi przyjemnościami. Nie byłam całkowicie odizolowana od teraźniejszości. Dostrzegałam sporo, ale nie byłam całkowicie skoncentrowana na przeżywanej właśnie chwili. 
Oprócz tego byłam jednym wielkim oczekiwaniem. Na to, co przyniesie mi los. Coś lepszego od tego, co mam. Również oczekiwaniem, że otaczający mnie ludzie i rzeczy staną się inni niż są. Nie akceptowałam ani siebie, ani bliźnich. Czemu są tacy i owacy, czemu nie podporządkowują się moim oczekiwaniom wobec nich? Czemu nie robią tego, czego ja bym sobie życzyła?

Gdy pod szyldem minimalizmu zaczęłam sprzątać swoje otoczenie, a potem układać puzzle we własnej głowie, musiałam zadać sobie mnóstwo ważnych pytań. Począwszy od tego najistotniejszego, które już znacie: co jest dla mnie naprawdę ważne?, przez wynikające z niego: czego potrzebuję, do: czego pragnę, a czego nie potrzebuję?
Musiałam też samej sobie wyjaśnić, czym kierowałam się, kupując określone przedmioty, albo przechowując je na potem. Czego się obawiałam, przed czym chciałam zabezpieczyć.
Porządkowałam też wspomnienia, przeglądając stare dokumenty, listy, notatki, pamiątki. Ponownie spojrzałam z dystansu na minione wydarzenia, przygody, ludzi, którzy przewinęli się przez mój świat.

Zrozumiałam, że miałam wielkie szczęście, bo odwiedziłam mnóstwo wspaniałych miejsc, które dla wielu osób mogą pozostać tylko marzeniem. Spotykałam niezwykłych, nietuzinkowych ludzi. A jednak ani tych miejsc, ani ludzi, ani przeżyć nie chłonęłam tak mocno, jak powinnam była. Nie patrzyłam dość uważnie, nie słuchałam z odpowiednim skupieniem. Nie czułam tak mocno, jak mogłam. Nie oddychałam dość głęboko.

A przecież jedyne co mamy, to tu i teraz. Przeszłości już nie ma, przyszłość nigdy nie nadchodzi, bo zanim nadejdzie, przechodzi do historii. Istnieję tylko teraz, mam tylko ten oddech. Właśnie ten. Przebywając myślami tam, gdzie mnie już nie ma, albo wciąż planując to, co dopiero ma się wydarzyć, mogę przeżyć całe życie na 75%. A potem żałować tej ćwierci, której nie zauważyłam, nie poczułam, bo nie byłam dość skoncentrowana na teraźniejszości.

Nie odcinam się od wczoraj ani jutro: planuję, ale krótkoterminowo, bo trzeba. Wspominam, bo przeszłość jest częścią mnie.
Jednak przede wszystkim skupiam się na tym, co mam dzisiaj. Na ludziach, którzy mnie otaczają. Na urodzie świata. Śmieję się jak najczęściej. Uśmiecham na prawo i lewo. Cieszę każdą przeżywaną sekundą, od pierwszej filiżanki kawy rano aż do ostatnich myśli przed zaśnięciem. Nie tylko patrzę, ale przede wszystkim widzę. Nie tylko słucham, ale też rozumiem. Dotykam, by poczuć.

Jutro nie nadejdzie nigdy, więc trwam dzisiaj. Najmocniej jak potrafię.

Popularne posty z tego bloga

Kolorowa szafa minimalistki - także na wakacjach

Ostatni wpis z połowy czerwca. Aż trudno uwierzyć. Jednak to prawda. Nie chcę Was zamęczać tłumaczeniami, dlaczego tak długo milczałam. Niedługo minie pół roku od śmierci Taty. Ostatnie miesiące wbrew pozorom były nie tylko czasem smutku, ale przede wszystkim czasem ważnych zmian w życiu naszej rodziny, częściowo wymuszonych przez odejście Taty, a częściowo przez nią sprowokowanych (?), a może tylko przyspieszonych. Kilka z tych zmian jest naprawdę pozytywnych, dotyczą głównie życia mojej Siostry. W skrócie napiszę tylko, dla tych z Was, którzy zawsze trzymali za nią kciuki (wiecie, że Ula jest osobą niesłyszącą), że Sister zmieniła pracę i na razie jest bardzo zadowolona. A my cieszymy się, że jest doceniana i że ma szanse na rozwój i lepszą jakość życia.
Bałam się, że nie będę umiała już pisać tutaj. Jednak z tym jest chyba jak z jazdą na rowerze. Wystarczy usiąść i zacząć, a reszta idzie już sama...
Oprócz tego, że dużo działo się różnych rzeczy, które wymagały mojej uwagi czy wsp…

Generalne porządki metodą minimalistki

Chciałabym, żeby blog i kanał na YouTube przestały być odrębnymi bytami i zaczęły wzajemnie się uzupełniać. Będę starać się, by każdemu opublikowanemu materiałowi wideo towarzyszył tekst, który będzie jego dopełnieniem. 
Dzisiejszy wpis jest dodatkiem do materiału pod tym samym tytułem, który możecie obejrzeć tutaj:

Opowiadam w nim o moim pomyśle na uproszczenie generalnych porządków. Uważam, że raz na jakiś czas dobrze jest zrobić taki pełen przegląd domu lub mieszkania, zajrzeć w każdy zakamarek, sprawdzić stan posiadania. Jednak trudno byłoby mi wygospodarować cały weekend czy kilka dni, a przecież takie bardzo dokładne porządki wymagają sporo czasu. Są też dość wymagającym procesem pod względem psychicznym, emocjonalnym, bo porządkując, trzeba podejmować szereg mniejszych i większych decyzji. Czego się pozbyć, w jaki sposób, co zostawić, jak zorganizować i poukładać te rzeczy, które zdecydowaliśmy się zatrzymać. 
Pomyślałam więc, że najłatwiej będzie to duże zadanie podzielić na …

DDTVN, Dojrzewalnia Liderek i trudny powrót do codzienności

Trudno jest mi wrócić do normalnego rytmu pisania i nagrywania. Nie mogę się przemóc, by znów pisać o zwykłych, codziennych sprawach. 
Zawsze wydawało mi się, że w żałobie po stracie jednej z najbliższych osób będę przede wszystkim płakać. A tymczasem rzadko mam na to ochotę. Smutek dotyka mnie w zupełnie inny sposób. Siedzi gdzieś głęboko i nieszczególnie mam ochotę go uwalniać. Nastrój faluje, czasem więcej we mnie gniewu na to, że Taty już nie ma, czasem więcej czułości i wdzięczności za to, że był z nami tak długo, ile było to możliwe. 
Blog i kanał na YouTube chwilowo zeszły na dalszy plan, bo moje serce i myśli są teraz gdzie indziej. Są inne ważne sprawy do załatwienia i uporządkowania, część dotyczy przeszłości, część jest istotna dla przyszłości niektórych osób z naszej rodziny, skupiam się więc na tych formalnościach, spotkaniach i załatwianiach. 
Wiem, że z czasem będę czuła coraz silniejszą potrzebę komunikowania się z Wami, czytelnikami i widzami. Z czasem też łatwiej bę…