Przejdź do głównej zawartości

Powrót opcji komentowania

W marcu tego roku wyłączyłam opcję komentowania na blogu. Potrzebowałam tego, bardzo. Czasem trzeba zatkać uszy, zamknąć oczy, by móc sobie pomyśleć, nie słuchając głosów z zewnątrz. Za dużo się działo, bez komentarzy łatwiej było mi się skupić.

Dzięki tej decyzji mogłam nieco mentalnie odetchnąć, zastanowić się nad wieloma sprawami, pisać sobie spokojnie o tym, co mi w duszy grało, nie zastanawiając się nad ewentualnymi reakcjami odbiorców. I dobrze mi to zrobiło.

Kolejnym plusem tej sytuacji było parę przepięknych i poruszających maili, bardzo osobistych. Możliwe, że nie dostałabym ich, gdyby nadal można było komentować bezpośrednio pod tekstem.
Jednak brakuje mi dialogu z Wami. Odpoczęłam, poukładałam sobie w głowie to, co trzeba było poukładać. I nagle cicho się zrobiło. Za cicho. Nie ma z kim gadać...
Wraca więc opcja komentowania. Nie mogę obiecać, że zawsze będę szybko odpowiadać na komentarze, ale wiem, że i bez mojej interwencji bardzo ciekawe dyskusje toczyły się nie raz na Prostym blogu.
Być może nie będzie już chętnych do rozmów, zobaczymy.

Kolejne wpisy wkrótce, akurat mam dość pracowity okres teraz, ale kolejne tematy czekają.

Komentarze

  1. Witaj:)
    Miałam przez jakiś czas podobnie, musiałam po prostu odpocząć od komentarzy i związanego z tym "dobrodziejstwa".
    Czytałam i podglądałam:)

    Ciekawa jestem czy znasz jakieś blogi minimalistów, którzy mają dzieci? Ciekawa jestem jak oni wdrażają w życie swoje zasady, bo wiadomo, że dzieci chcą, a i czasami potrzebują więcej. Może w przyszłości jakiś pościk na ten temat?
    Serdeczne uściski:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami prostota jest na tyle ciekawa, że prostuje nasze życie. Pozwala skupić się na tym co naprawdę ważne ;)

      Usuń
  2. Witaj :) Miło Cię widzieć.
    Blog Konrada może Cię zaciekawić, nie wiem, czy znasz:
    http://wystarczy-mniej.blogspot.com/
    Nie raz już zbierałam się do tego tematu, ale jako osoba bezdzietna boję się wypowiadać o sprawach, które znam tylko z teorii i obserwacji. Bo z tej pozycji łatwo się wymądrzać. Może jednak w końcu się odważę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za namiar na blog Konrada.

      Odważ się i napisz jako obserwator, takie opinie są bardzo cenne.
      A może kiedyś jak już nabędziesz praktyki złapiesz się za głowę i pomyślisz "Boże, co ja nawypisywałam";)))

      Usuń
    2. Pani la Mome, skoro tak twierdzisz, może zaryzykuję? Praktyki raczej nie nabędę, ale zawsze mogę się powymądrzać ;-)

      Usuń
  3. Witaj Ajko,fajnie , że można coś napisać ...chciałam przekazać, że czytam od dawna ,kiedy natrafiłam na bloga dał mi sporo do myślenia ...nad sobą , tym co kupuję i ile kasy poszło...niepotrzebnie. Byłam w Chorzowie w parku , miło było Was posłuchać :) teraz jak czegoś mi się zachce ...mam Cię przed oczami i pytam się czy naprawde tego potrzebuję...działa !!!! pozdrawiam z Chorzowa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lusija, bardzo mi miło. Cieszę się, że mój przykład może się przydać, tak jak kiedyś mi posłużył przykład innych. Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Szczerze powiem, że jakoś rzadziej tu zaglądałem jak nie było opcji komentowania. Oprócz jakiegoś subiektywnego poglądu na jakiś temat dobrze jest też zobaczyć rozszerzenie tematu (zobiektywizowanie) w postaci dyskusji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, brak komentarzy oznacza tylko jeden punkt widzenia. Jednak jak napisałam w poście, potrzebowałam trochę ciszy. Dobrze mieć porównanie, wiedzieć, jak pisze się z komentarzami i bez nich.

      Usuń
  5. Bardzo się cieszę, że przywróciłaś komentarze. Blogi bez nich są jakieś takie... zimne? bezludne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez życia? :)Bezosobowe? Tak, trochę tak. Ale nadal uważam, że komentarze w blogu nie są obowiązkowe, mogą być cenne, ale nie zawsze są konieczne. Na pewno ożywiają i wzbogacają blog. Czasem rozweselają.

      Usuń
  6. Swietnie, że znów mozna komentować :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ryfka kiedyś napisała, że dzięki komentarzom blog żyje. Cieszę się :)/

    OdpowiedzUsuń
  8. A to ja się bardzo cieszę! Pozdrowienia serdeczne :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cieszę się, że będzie można komentować. Dla mnie każdy głos z drugiej strony jest cenny, przynosi nowe punkty widzenia i tworzy nić porozumienia. Przy okazji buduje środowisko minimalistów i wzajemne zaufanie...

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaglądam od pewnego czasu, ciekawie jednak jak już ktoś wcześniej wspomniał - surowo, teraz będę mogła wyrazić swoje zdanie i swój punkt widzenia, cieszę się :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

DDTVN, Dojrzewalnia Liderek i trudny powrót do codzienności

Trudno jest mi wrócić do normalnego rytmu pisania i nagrywania. Nie mogę się przemóc, by znów pisać o zwykłych, codziennych sprawach. 
Zawsze wydawało mi się, że w żałobie po stracie jednej z najbliższych osób będę przede wszystkim płakać. A tymczasem rzadko mam na to ochotę. Smutek dotyka mnie w zupełnie inny sposób. Siedzi gdzieś głęboko i nieszczególnie mam ochotę go uwalniać. Nastrój faluje, czasem więcej we mnie gniewu na to, że Taty już nie ma, czasem więcej czułości i wdzięczności za to, że był z nami tak długo, ile było to możliwe. 
Blog i kanał na YouTube chwilowo zeszły na dalszy plan, bo moje serce i myśli są teraz gdzie indziej. Są inne ważne sprawy do załatwienia i uporządkowania, część dotyczy przeszłości, część jest istotna dla przyszłości niektórych osób z naszej rodziny, skupiam się więc na tych formalnościach, spotkaniach i załatwianiach. 
Wiem, że z czasem będę czuła coraz silniejszą potrzebę komunikowania się z Wami, czytelnikami i widzami. Z czasem też łatwiej bę…

Bez Taty. Pocieszenie.

Minęło trzy tygodnie od śmierci Taty. Przez ten czas nie myślałam nawet o blogowaniu, oprócz krótkiego komunikatu opublikowanego tutaj, zamieściłam jedynie materiał na kanale YT, by również widzom wyjaśnić moje czasowe zniknięcie. 
Tata zmarł nagle i niespodziewanie, na rozległy zawał serca. Źle się poczuł i pogotowie zabrało go bardzo szybko do szpitala, ale nie udało się go odratować. Gdy nas do niego wpuszczono, żegnaliśmy się jedynie z ciałem, za które jeszcze oddychała maszyna, ale życia już w nim nie było. 
Te pierwsze dni były bardzo trudne, bo nie mogliśmy uwierzyć w to, co się stało. Tak to już jest ze śmiercią, nie da się na nią przygotować. Tata miał problemy z sercem od dawna, ale był pod stałą kontrolą kardiologa, wydawało się, że wszystko jest w porządku. Do ostatniej chwili był aktywny, pełen energii i humoru. Tym większym zaskoczeniem było jego odejście.
W kolejnych wpisach wrócę do zapowiadanych tematów, ale pozwólcie, że dzisiaj jeszcze podzielę się z Wami tym, co m…

Kolorowa szafa minimalistki - także na wakacjach

Ostatni wpis z połowy czerwca. Aż trudno uwierzyć. Jednak to prawda. Nie chcę Was zamęczać tłumaczeniami, dlaczego tak długo milczałam. Niedługo minie pół roku od śmierci Taty. Ostatnie miesiące wbrew pozorom były nie tylko czasem smutku, ale przede wszystkim czasem ważnych zmian w życiu naszej rodziny, częściowo wymuszonych przez odejście Taty, a częściowo przez nią sprowokowanych (?), a może tylko przyspieszonych. Kilka z tych zmian jest naprawdę pozytywnych, dotyczą głównie życia mojej Siostry. W skrócie napiszę tylko, dla tych z Was, którzy zawsze trzymali za nią kciuki (wiecie, że Ula jest osobą niesłyszącą), że Sister zmieniła pracę i na razie jest bardzo zadowolona. A my cieszymy się, że jest doceniana i że ma szanse na rozwój i lepszą jakość życia.
Bałam się, że nie będę umiała już pisać tutaj. Jednak z tym jest chyba jak z jazdą na rowerze. Wystarczy usiąść i zacząć, a reszta idzie już sama...
Oprócz tego, że dużo działo się różnych rzeczy, które wymagały mojej uwagi czy wsp…