Przejdź do głównej zawartości

Z wirtualu do realu

Minął tydzień od chorzowskiego Slow Festivalu i spotkania w Rosarium Parku Śląskiego. Bardzo miło wspominam ten dzień, o ile mi wiadomo, także inni uczestnicy tego wydarzenia pełni są pozytywnych wrażeń.

Spodobała mi się sama formuła festiwalu. Niezobowiązująca, otwarta. Rodzinny piknik w parku, wśród drzew i różanych krzewów. W tle muzyka, dobra zabawa. Niespiesznie, jak przystało na święto powolności. Całe szczęście, że pogoda dopisała.

Bardzo byłam ciekawa, jaką formę przybierze spotkanie z minimalistami”. Odbyło się jako swobodna rozmowa, poprzedzona prelekcją pani dr Anny Gomóły. Właściwie stało się luźnym nawiązaniem do wypowiedzi prelegentki. Pani Gomóła mówiła (z werwą i humorem) o tzw. współczesnych oświeconych, o dochodzeniu do zmiany świadomości, o momencie oświecenia, przebudzenia, rozwoju duchowości. Temat ten był dla mnie bardzo interesujący, bo chociaż za osobę oświeconą na pewno się nie uważam, ale dzięki minimalizmowi czuję się „przebudzona”, bardziej świadoma samej siebie, nabrałam dystansu do wielu spraw.


Sama rozmowa, w której uczestniczyłam wraz z Arkiem Recławem i Orestem Tabaką, potoczyła się w sposób dość typowy. Istnieje pewna pula stałych pytań, które padają zawsze w rozmowach o minimalizmie. Wynika to zapewne z faktu, że z zewnątrz minimalizm wydaje się czymś osobliwym, ascezą, wyrzeczeniem.

Dlatego najwięcej mówi się w takich sytuacjach o rzeczach, pomimo tego, że minimaliści dążą przecież do jak największego uwolnienia się od nich, starają się nabrać dystansu do spraw materialnych.

Padały więc pytania o to, ile mamy rzeczy, czy je liczymy, co mamy, a czego nie? Jak się żyje, będąc minimalistą? Czy można pogodzić minimalizm z życiem rodzinnym? Czy pozbyliśmy się nadmiaru stopniowo czy jednorazowo? Czy to pozbywanie się było trudne? Jakieś zabawne sytuacje związane z minimalizmem?

To prawda, mówiliśmy głównie o rzeczach. Lecz dla mnie najważniejsi tego dnia byli ludzie. Przede wszystkim to, że mogłam poznać osobiście kilka osób znanych wcześniej tylko z korespondencji mailowej czy komentarzy na blogu. Uścisnąć paru wspaniałych Czytelników i Czytelniczek. Zobaczyć wśród słuchaczy naszej rozmowy inteligentne, uśmiechnięte twarze. 
Kolejne spotkanie w chłopakami, Arkiem i Orestem, także dało mi mnóstwo radości i tematów do przemyśleń. Wiele nas łączy, ale mamy nieco inne podejścia. Właśnie dzięki tym różnicom wymiana myśli jest owocna, gdybyśmy zgadzali się we wszystkim, nie byłoby chyba o czym rozmawiać. 


Cieszę się, że miałam okazję uczestniczyć w tym wydarzeniu. Dziękuję wszystkim, którzy przyszli do parku, mam nadzieję, że to nie ostatnia taka okazja do rozmów na żywo. Zastanawiam się, czy nie zorganizować spotkania w Krakowie, na fejsbukowym profilu pojawiły się głosy aprobaty, warto więc o tym pomyśleć.

Popularne posty z tego bloga

DDTVN, Dojrzewalnia Liderek i trudny powrót do codzienności

Trudno jest mi wrócić do normalnego rytmu pisania i nagrywania. Nie mogę się przemóc, by znów pisać o zwykłych, codziennych sprawach. 
Zawsze wydawało mi się, że w żałobie po stracie jednej z najbliższych osób będę przede wszystkim płakać. A tymczasem rzadko mam na to ochotę. Smutek dotyka mnie w zupełnie inny sposób. Siedzi gdzieś głęboko i nieszczególnie mam ochotę go uwalniać. Nastrój faluje, czasem więcej we mnie gniewu na to, że Taty już nie ma, czasem więcej czułości i wdzięczności za to, że był z nami tak długo, ile było to możliwe. 
Blog i kanał na YouTube chwilowo zeszły na dalszy plan, bo moje serce i myśli są teraz gdzie indziej. Są inne ważne sprawy do załatwienia i uporządkowania, część dotyczy przeszłości, część jest istotna dla przyszłości niektórych osób z naszej rodziny, skupiam się więc na tych formalnościach, spotkaniach i załatwianiach. 
Wiem, że z czasem będę czuła coraz silniejszą potrzebę komunikowania się z Wami, czytelnikami i widzami. Z czasem też łatwiej bę…

Kolorowa szafa minimalistki - także na wakacjach

Ostatni wpis z połowy czerwca. Aż trudno uwierzyć. Jednak to prawda. Nie chcę Was zamęczać tłumaczeniami, dlaczego tak długo milczałam. Niedługo minie pół roku od śmierci Taty. Ostatnie miesiące wbrew pozorom były nie tylko czasem smutku, ale przede wszystkim czasem ważnych zmian w życiu naszej rodziny, częściowo wymuszonych przez odejście Taty, a częściowo przez nią sprowokowanych (?), a może tylko przyspieszonych. Kilka z tych zmian jest naprawdę pozytywnych, dotyczą głównie życia mojej Siostry. W skrócie napiszę tylko, dla tych z Was, którzy zawsze trzymali za nią kciuki (wiecie, że Ula jest osobą niesłyszącą), że Sister zmieniła pracę i na razie jest bardzo zadowolona. A my cieszymy się, że jest doceniana i że ma szanse na rozwój i lepszą jakość życia.
Bałam się, że nie będę umiała już pisać tutaj. Jednak z tym jest chyba jak z jazdą na rowerze. Wystarczy usiąść i zacząć, a reszta idzie już sama...
Oprócz tego, że dużo działo się różnych rzeczy, które wymagały mojej uwagi czy wsp…

Bez Taty. Pocieszenie.

Minęło trzy tygodnie od śmierci Taty. Przez ten czas nie myślałam nawet o blogowaniu, oprócz krótkiego komunikatu opublikowanego tutaj, zamieściłam jedynie materiał na kanale YT, by również widzom wyjaśnić moje czasowe zniknięcie. 
Tata zmarł nagle i niespodziewanie, na rozległy zawał serca. Źle się poczuł i pogotowie zabrało go bardzo szybko do szpitala, ale nie udało się go odratować. Gdy nas do niego wpuszczono, żegnaliśmy się jedynie z ciałem, za które jeszcze oddychała maszyna, ale życia już w nim nie było. 
Te pierwsze dni były bardzo trudne, bo nie mogliśmy uwierzyć w to, co się stało. Tak to już jest ze śmiercią, nie da się na nią przygotować. Tata miał problemy z sercem od dawna, ale był pod stałą kontrolą kardiologa, wydawało się, że wszystko jest w porządku. Do ostatniej chwili był aktywny, pełen energii i humoru. Tym większym zaskoczeniem było jego odejście.
W kolejnych wpisach wrócę do zapowiadanych tematów, ale pozwólcie, że dzisiaj jeszcze podzielę się z Wami tym, co m…