Przejdź do głównej zawartości

Z lekkim bagażem

Dzisiaj chciałam Was zaprosić do podzielenia się ze mną i innymi Czytelnikami Waszymi sposobami na pakowanie się. Za trzy tygodnie wyjeżdżam na wakacje, z różnych względów będę musiała spakować się dość kompaktowo. Mam już ogólną koncepcję, jak to zrobić, myślę, że całkiem niezłą. Podzielę się nią w najbliższym wpisie, ale ciekawa jestem Waszych patentów.
W jaki sposób pakujecie bagaże na różnego rodzaju wyjazdy, dalekie i bliskie, służbowe i prywatne, długie i krótkie?
Jakimi zasadami kierujecie się podczas pakowania? Co sprawia Wam największe kłopoty? Jeździcie z małym, podręcznym bagażem czy też z wielkimi i ciężkimi walizami? Bez czego jesteście się w stanie obyć na wyjeździe, a bez czego nie wyobrażacie sobie życia?
Bardzo ciekawi mnie również, jak radzą sobie z pakowaniem rodzice małych dzieci, bo z tego co wiem, wyjazdy z dziećmi wymagają zupełnie odmiennego podejścia.
Słowem, piszcie proszę o wszystkich ciekawych i zabawnych aspektach pakowania się. A może jakieś szczególnie traumatyczne przeżycia z minionych podróży, związane z bagażem?

Komentarze

  1. W miarę możliwości dzielę się rzeczami z kimś,z kim wyjeżdżam . Po co nam 2 tubki pasty do zębów,2 mydła i 2 szampony do włosów?
    Ja jako szamponu od dawna używam żelu do higieny intymnej(używam też go wg przeznaczenia :) ) ,jest łagodniejszy dla włosów. Mój chłopak używa go do mycia buzi.
    Kosmetyki przelewam do mniejszych buteleczek. Jako balsamu po myciu używam oliwki,której używam również do opalania.
    Jeśli jest to weekendowy wyjazd,to staram się wymyć włosy przed wyjazdem i nie muszę zabierać wszystkich cudów do włosów.
    I robię tak,jak radzą we wszystkich gazetach. Pakuję ciuchy zestawami. Żebym mogła je mieszać. Bo trochę bez sensu jest brać bluzki,gdy oprócz nich bierzemy tylko sukienki.


    A ja mam pytanie z innej beczki. Ostatnio się zastanawiałam,jak minimalizm działa w kuchni?Każdy sztuciec się liczy do naszego dobytku?Każda przyprawa?Czy chodzi raczej o to,żeby nie mieć po 4 sztuki garnka każdej wielkości i 70 noży?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kuchni działa tak jak wszędzie - trzeba się zastanowić, co jest potrzebne i ....pozbyć się reszty. Jeśli dużo i chętnie gotujesz dla większej liczby osób - spory zestaw garnków i sztućców (przypraw i innych kuchennych rzeczy) jest po prostu potrzebny - przecież nie chodzi o to, żeby jeść palcami na gazetach w imię posiadania jednego noża. Jak obywasz się jedną patelnią a reszta porasta kurzem w szafce - mówimy rzeczom papa ;) Co do liczenia - ehem, dla mnie to kuglarstwo :)

      Usuń
    2. karootka ma rację, Gosiu. Nie warto zawracać sobie głowy liczeniem. Pozbywasz się rzeczy, których nie używasz, unikasz dubli. Jeśli często przyjmujesz gości lub masz sporą rodzinę, większa ilość naczyń czy sztućców ma sens. Jeśli gotujesz rzadko, i zwykle dla dwóch osób - wystarczy zaledwie podstawowe wyposażenie kuchni.

      Usuń
    3. ja lubię listy- ale nie mam "napinki" na liczenie.

      co do kuchni- np. oddałam thermomixa, ale po drodze kupiony został tylko blender, bo ma potrzebne nam funkcje i zajmuje mniej miejsca.

      z uwagi, że nie wiemy czy bardziej chcemy opiekacz do kanapek czy toster- nieprędko coś przybędzie :D

      Usuń
    4. Ja jestem typem chomika,chociaż ostatnio robiłam ogromne porządki pod wpływem wpisów ;) Pytałam z ciekawości :)

      Usuń
    5. zarowno tosty mozna zrobic w opiekaczu jak i opiekane kanapki w tosterze (wklada sie w taka 'kieszen' ale nie mam pojecia jak sie to naztwa, widzialam kiedys w uk) takze to w zasadzie wszystko jedno ;)

      Usuń
  2. Pakowanie to mój antytalent. ZAWSZE biorę za dużo, za dzieciaka wpojono mi: lepiej nosić niż się prosić. Na szczęście tą moją ułomność równoważy Mężczyzna:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, znam to. Mi też wpojono takie zasady, ale udało mi się ich na szczęście oduczyć.

      Usuń
  3. Ja osobiście nie znoszę się pakować i na ten moment biorę zawsze o wiele za dużo. Samo pakowanie zajmuje mi mnóstwo czasu, bo boję się zapomnieć o czymś ważnym, nieodzownym itp. Dalekie to od minimalizmu, myślę, że nadal jeszcze dalekie od optymalizmu. Ale chętnie poczytam, co piszą inni... :-)

    Mnie zaintrygował wpis na blogu zen habits o pakowaniu kobiecego plecaka na kilka tygodni wycieczki: http://zenhabits.net/evas-list/
    Dla mnie wydaje się nierealne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za podesłanie tego wpisu, ciekawy, przyznaję, że w niektórych punktach się zgadzam, chociaż inne wydają mi się zbyt ekstremalne. No i nie trafia do mnie idea używania wspólnej szczoteczki do zębów...

      Usuń
  4. Niezależnie od charakteru wyjazdu, zawsze mam wszystkiego za dużo. Nie umiem się pakować :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli muszę ograniczać bagaż to biorę tylko to co jest mi potrzebne. Zdarzyło mi się jechać na dwa dni na drugi koniec Polski spakowana w maleńką torebkę, która ledwo mieści format A4. Wystarczyły mi ubrania do spania i kosmetyczka. W góry zabieram tylko to co będzie mi niezbędne, czego będę na pewno używać (i rzeczy na wypadek niebezpieczeństwa). Nie mam uniwersalnego klucza pakowania się, bo moje poszczególne wyjazdy bardzo się od siebie różnią. Ostatnio jednak pakując się na prawie miesiąc w jeden plecak okazało się, że nie muszę się ograniczać do powiedzmy 10% z wszystkiego co mam (jak to było kiedyś), tylko wybieram 70% odrzucając tylko te rzeczy, których nie potrzebuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wszystko zależy od charakteru wyjazdu. Podobnie jak Ty, staram się dostosować do okoliczności, potrafię spakować się w niewielką torebkę na weekend, w góry biorę tylko to, co niezbędne, ale gdy możliwości pozwalają, nie ograniczam się aż tak bardzo.

      Usuń
  6. nasza córka ma około 2,3 razy większy bagaż niż my - ale skoro częściej zdarzają jej się "przebieranki", to zupełnie naturalne. najpierw robię listę. potem wyciągam rzeczy potrzebne do spakowania. potem chowam część rzeczy uznając, że jednak nie potrzebuję ich aż tyle. :) ograniczeniem jest wielkość plecaka i np. wizja podróży z dzieckiem i bagażem pociągiem. doszłam do niezłej wprawy w pakowaniu, choć wciąż uważam, że szczególnie dla córki - pakuję zbyt wiele ubrań. samą siebie nauczyłam się zgrabnie pakować dawno temu i bardzo się z tego cieszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie myślałam, dzieci częściej się brudzą, więc jednak zbytnie ograniczanie ilości ubrań zabieranych dla nich może być niewygodne. A z drugiej strony łatwo przesadzić i zabrać stanowczo za dużo.

      Usuń
  7. właśnie czeka mnie pakowanie , więc temat dla mnie jak najbardziej interesujący !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo ciekawych rad się już zebrało, myślę, że coś znajdziesz dla siebie?

      Usuń
  8. Ja się pakuję prawie tak minimalistycznie tak jak opisano na zenhabits. Czyli: biorę plecak, na dno wkładam śpiwór, do tego 3-4 zmiany bielizny i bluzek, szorty, długie spodnie, 2 ciepłe bluzy, kurtka od deszczu, kosmetyczka z minimalną ilością kosmetyków, niezbędne leki, ładowarka do telefonu, drugie buty. Na zewnątrz plecaka karimata, w rękę namiot jeśli trzeba. I starczy, a i tak jest ciężkie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję, to prawdziwa sztuka. Mi jeszcze trochę brakuje do tego etapu, ale uczę się.

      Usuń
  9. Dzień dobry, zgłaszam się pierwszy raz, gdyż podoba mi się Twój blog, a sam temat jest i ciekawy, i aktualny.
    Minęły już czasy, kiedy wyjeżdżałam z plecakiem i środkami lokomocji publicznej, więc bardzo musiałam się starać, żeby nie obciążać grzbietu. Teraz podróżujemy samochodem - ja, mąż, czasem też syn albo i dwóch synów. Żeby nie było problemów, od lat mamy osobne zestawy używane tylko w czasie wyjazdów. Kosmetyczki z podstawowym wyposażeniem (grzebieni i szczoteczek sobie nie pożyczamy); kosmetyki w małych opakowaniach(po powrocie zużywamy do końca, nie czekają do następnego roku); ręczniki - często nocujemy w schroniskach, gdzie trzeba mieć własne; zestaw plastikowych naczyń (dla każdego talerz, miseczka i kubek, nie jednorazowe, lecz z twardego, matowego plastiku); do nich sztućce - też nie jednorazówki, lecz zwykłe, w plastikowych oprawkach, żeby pasowały do reszty. I parę pojemników do przechowywania żywności plus parę drobiazgów typu scyzoryk wielofunkcyjny. W ten sposób jesteśmy uniezależnieni od gastronomii przydrożnej i przyautostradowej, co na długich trasach ma znaczenie. Taka samowystarczalność została mi z czasów, kiedy jeździliśmy z namiotem, ale i teraz, w schroniskach, które mają odpowiednie wyposażenie, typu stoły na świeżym powietrzu, można sobie kolacyjkę w plenerze urządzić. Te rzeczy kompletowałam zresztą w czasie wyjazdów, bo zawsze się okazywało, że bagaż niby spory, ale jednak czegoś brakuje. Od paru lat mam jednak spokój z dokupywaniem, widać osiągnęliśmy optimum. :D Ciuchów zabieramy bardzo mało, ale tak wyliczonych, żeby dało się przeżyć bez szukania najbliższego sklepu, kiedy lody wylądują na spodniach albo jakiś płyn na podkoszulku. Obowiązkowo kurtki przeciwdeszczowe i buty na zmianę. Klapki pod prysznic użyteczne są i na plaży.
    Atlas samochodowy, przewodniki, plany miast... W ubiegłym roku po raz pierwszy skorzystaliśmy z GPS i mieliśmy niezłą zabawę. Na co dzień nie używamy tego sprzętu, wiec też można zaliczyć go do zestawu urlopowego.
    I to właściwie tyle...
    Pozdrawiam

    Rubia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba z czasem można nabrać takiej wprawy w pakowaniu, że już się wie, jak nie wziąć ani za dużo, ani za mało.
      Z GPSem bywa sporo zabawy, przyznaję. Dlatego jednak dobrze wcześniej zapoznać się z mapą, na wypadek braku porozumienia ze sprzętem ;-)

      Usuń
  10. Wszystko zależne od tego gdzie, na jak długo i jaki transport, jak auto to można wziąć więcej a jak ,przesiadki, dworce, odprawy i te sprawy to lepiej wziąć mniej w końcu ubrania można prać, jak długi wyjazd to na pewno trzeba wziąć więcej ale tak rozplanować aby we wszystkim co się zabierze chodzić no bo niepotrzebne są trzy kurtki jak jedziemy w środku sezonu do ciepłego kraju, dobrze jest opracować sobie zestawy gotowe np spodnie i pasujące do nich kilka bluzek, co do kosmetyków najlepiej małe opakowania bo po co nam np na tydzień półlitrowy szampon, ubrania lepiej zwijać niż układać jedno na drugim, mniej miejsca zajmują i można więcej wziąć, ważną kwestią jest też dobór odpowiedniej walizki/torby aby obyło się bez incydentów jak podczas mojego ostatniego wyjazdu czyli rozwalenie się mechanizmu odpowiadającego za ciągnięcie jej a była nie mała ponad 25kg nie wiem co oni z nią robili w tym samolocie :/ dodam, że wszystko co miałam się przydało a tam gdzie byłam czyli w gorącej Hiszpanii były to letnie rzeczy ale i wyjazd krótki nie był, dobrym rozwiązaniem jest plecak bo ręce są wolne ale jak ktoś ma problem z kręgosłupem to już gorzej..zawsze dobrze zostawić sobie troszku luźnego miejsca co by ewentualnie jakieś pamiątki przywieźć a poza tym rzeczy lubią się "rozmnażać" i choć przeważnie na początku nam się wszystko ładnie mieści wracając z wyjazdu ledwo można je upchać ;) Bez czego się nie obejdzie na wyjeździe? oczywiście wygodne buty, bielizna na zmianę, żel do mycia ciała i mały do rąk żeby w każdej chwili móc go wyjąć jak z małymi dziećmi to bardzo się przyda bo nieraz coś jemy na mieście a nie zawsze jest dostęp do wody i mydełka co by rączki umyć, szczoteczka i pasta do zębów, chusteczki nawilżające, coś ciepłego np bluza, dobra książka, coś słodkiego na chwile słabości np podczas wędrówki w górach, aparat, coś na głowę na słońce, coś na deszcz. Co nie potrzebne? szlafrok, 5 par szpilek, tona biżuterii, 3 kosmetyczki wypełnione po brzegi niepotrzebnymi kosmetykami, długie i ciężkie ubrania jak kożuchy futra i płaszcze zimowe na tygodniowy wyjazd. Jak nie jedziemy do jakiegoś hotelu tylko na wyjazd śpiwór + karimata + nocujemy gdzie popadnie nawet pod gołym niebem dobrze zabrać jest poduszkę ;)no a jeśli jedziemy do hotelu to przeważnie są ręczniki, wiec jedna rzecz mniej ale nie każdy lubi ich używać.. Jeśli nastawiamy się na zwiedzanie to dobrze jest zabrać ze sobą małą torebeczkę, którą dobrze jest trzymać gdzieś z przodu (kradzieże)i przez ramie aby mieć wolne ręce, aby nic się nie stało z dokumentami lepiej zabezpieczyć je w foli lub jakimś etui to samo z portfelem i telefonem, zabierając gotówkę dobrze jest np oddzielić euro od złotówek zależy gdzie jedziemy, dobrym rozwiązaniem jest też zabrać ze sobą leki niż tam gdzie jedziemy biegać za apteką ale też nie brać zapasu wielkiego chyba, że wiemy, że go zużyjemy. Jeśli lecimy samolotem dobrze zabrać ze sobą worki w które można popakować wszystko co się chce zwłaszcza rzeczy które mogą pęknąć i się rozlać. Co do pakowania i co zabrać to chyba tyle nie wiem czy o coś takiego chodziło ale może coś się z tych moich bazgrołów przyda komuś.
    Btw. całkiem niedawno natrafiłam na ten blog ale tak mnie wciągnął, że przeczytałam cały od początku :) zdecydowanie minimalistką nie jestem ale i nadmiar mnie nie przerasta choć można by zmienić co poniektóre rzeczy a i podziwiam Twoje Ajko upraszczanie życia jestem pod wrażeniem tego jak ludzie potrafią się zmienić i to co ich otacza i że mogą z tego wniknąć pozytywne rzeczy, to na tyle bo się strasznie rozpisałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaszamanna, bardzo mi miło :) Cieszy mnie, że to, co piszę, może też sprawiać przyjemność osobom, które nie są minimalistami ani nie czują się przytłoczone nadmiarem. Fajnie!
      Bardzo rzeczowy komentarz, myślę, że sporo tych uwag może się innym przydać.

      Usuń
  11. Dla dzieci (5lat i 1.5 roku), oprócz większości ubrań (mało mają), ulubione pluszaki (po 1), kredki/długopis i zeszyt oraz gazetka. Małe autko (mogą być po 2). Jeśli chodzi o zabawki biorą tyle ile zmieści się do małego plecaka starszaka. Do tego ostatnio była piłka (w plecaku taty) i ulubione książeczki (zbór opowiadań i inna z obrazkami) Żaden Nicpoń nie marudził, że tęskni za tym co zostało w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się, jaka ilość zabawek na wyjazd może być optymalna. Z tego co piszesz, wynika, że nie dzieciakom wiele nie potrzeba :)

      Usuń
    2. co do dzieci- to jak jeżdżę z bratem i jego dzieciorami ;-) lat 7 i 10- to w ramach zabawek pakowana jest jakaś gra (najczęściej w wersji travel lub mini).
      i to nasze typu: uno, mini farmer, travel chińczyk.
      jak podrosną to pewnie zamienimy farmera na talię kart i będziemy ciąć w makao ;D

      Usuń
  12. Witam,
    O podróżowanie służbowo pisałam już jakiś czas temu i parę pomysłów z tego elementu można również zastosować do podróży prywatnych: http://mypresentsimple.blogspot.com/2011/03/prawie-minimalista-w-podrozy-suzbowej_5550.html
    Co bym mogła dodać z praktyk podróży nie-służbowych to:
    1. Jeśli musisz zabrać ręczniki - polecam mikrofibrę - lekkie, zajmują mało miejsca i schną ekspresowo
    2. Dla mnie cudowna jest bielizna tzw. bezszwowa. Jest lekka i również zajmuje mało miejsca, a do tego schnie tak szybko, że przeprana wieczorem, rano jest już sucha. Pozwala to zabrać ze sobą tylko 3-4 sztuki, nawet na dłuższy wyjazd. Do tego jeden stanik, który i tak żadko nosisz, bo częściej masz na sobie strój kąpielowy, i wystarczy. Skarpetki biorę tylko jak jadę w miejsca zimniejsze lub mam zamiar chodzić po górach lub pedałować - do sandałów raczej nie pasują, wbrew opinii wielu polskich tirystów ;-)
    4. Jedna letnia sukienka i szal wystarczą - zarówno na plażę, jak i bardziej eleganckie wyjście. I żadnych butów na obcasie - nie po to jadę na wakacje by męczyć stopy...
    5.Z kosmetyków używam tego samego zestawu co w podróżach służbowych i niektóre dzielę ze wspólnikami wyprawy. W domu zostawiam kosmetyki kolorowe, poza podkładem i tuszem do rzęs - reszty i tak nie potrzeba. A co do demakijażu, już wspomniany przez Gośkę płyn do higieny intymnej doskonale się do tego nadaje.
    6. Scyzoryk "szwajcarski" potrafi wystarczyć na wszystkie sztućce w warunkach niekepmingowych. A w warunkach kempingowych dobieram do niego jeden widelco-łyżkę, menażkę (robiącą za talerz i garnek) oraz kubek (robiący za rondelek i kubek).
    7. Co do samego pakowania - zwijanie ubrać nadaje się najlepiej. Jakiś czas temu zauważyłam też, że pakując się do plecaka lepiej stawiać rzeczy "na sztorc". W tej sposób zajmują jeszcze mniej miejsca i łatwiej je wyjmować bez wybebeszania całego plecaka. I jak dla mnie na podróże prywatne, których nigdy nie spędzam nad hotelowym basenem, lepiej zabierać plecak - nigdy nie wiesz czy nie trzeba będzie gdzieś w biegu przesiadać się z pociągu do autobusu albo przedefilawać przez pół miasta z jednej stacji na drugą.
    8. Jeśli nie planujesz leżeć plackiem nad wodą to nie łudź się, że przeczytasz wielką bibliotekę. Zabierz jedną książkę do czytania "na drogę". Zawsze na miejscu coś sobie znajdziesz (zwłaszcza po angielsku) a już przeczytaną książkę możesz zostawić kolejnym przyjezdnym.
    A taka na koniec - przygotuj sobie wszystko wcześciej na łóżku i potem eliminuj. Jedną rzecz po drugiej bez której możesz się obyć aż zostaniesz z tym co na prawdę potrzebujesz.
    Wtedy będzie lżej podróżować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aube, w większości punktów w pełni się zgadzam. Bielizna, kosmetyki - mam podobnie.
      Od paru lat używam ręczników z mikrofibry na wyjazdach, są niezastąpione. Zawsze podróżuję ze scyzorykiem.
      Natomiast czasem wolę małą walizkę od plecaka, nigdy za nimi nie szalałam. Ale w warunkach górskich czy dłuższych wędrówek nie ma lepszego rozwiązania od plecaka, to fakt.
      Muszę spróbować patentu ze zwijaniem.

      Usuń
  13. Jestem właśnie po kilku wyjazdach z dwójką małych dzieci i psem :) W zasadzie przy pakowaniu wszystko zależy od tego gdzie jedziemy, czy będzie można zrobić pranie itd. Kilka jednak zasad jest podstawowych. Zawsze cała nasza rodzinka (4 osoby) pakuje się w jedną dużą torbę. Owszem, jest do tego kilka dodatków, ale o tym za chwilę.
    Przede wszystkim zaczynam od zrobienia listy rzeczy, które trzeba zabrać. A właściwie list jest kilka, bo są podzielone kategoriami.
    Pierwsza to ta najobszerniejsza, czyli ciuchy. Zabieramy ich jak najmniej (zwłaszcza, jeśli można zrobić pranie). Staram się, by rzeczy były wielofunkcyjne, czyli np. kupiliśmy kurtki z odpinanym polarem. Dzięki temu mamy jednocześnie ciepłą kurtkę, nieco lżejszą no i oczywiście polar. Zawsze zabieram mój indyjski szal. Mogę się nim otulić w czasie nadmorskich spacerów, usiąść na nim, przykryć nim śpiące dziecko i jeszcze kilka innych kombinacji wykonać.
    Nie zabieramy ze sobą wózka. Kupiliśmy azjatyckie nosidło mei tai i jesteśmy z niego bardzo zadowoleni (wcześniej używaliśmy chusty).
    Jadąc w góry zabraliśmy dla synka krzesełko do karmienia. Mamy jednak takie bardzo proste z IKEI, które łatwo się rozkręca i nie zajmuje wiele miejsca w aucie.
    Jeśli chodzi o zabawki, to dla małego nie ma sensu nic zabierać, dużo bardziej cieszyły go drewniane łyżki w kuchni naszej gospodyni. Natomiast córka (5 lat) zabiera swoją małą torebkę, w której ma zeszyt, kredki i pluszaka. Reszta zabaw, to poznawania otaczającego świata, który jest dużo ciekawszy niż zakupione w sklepie przedmioty.
    Nie mieliśmy też problemu z pakowaniem tobołów z jedzeniem typu słoiczki dla małego itd, ponieważ karmiłam piersią a pozostałe jedzenie dla niego pochodziło "z naszego talerza".
    Obszerne miejsce zajmują także kosmetyki, ale nie u nas :) Tu także stawiamy na wielofunkcyjność. Kostka organicznego szamponu to kilka funkcji: mycie całego ciała, mycie włosów i pranie, jeden krem do twarzy, zamiast balsamu - mleczko, które nadaje się także dla dzieci, pasta do zębów i szczoteczki. Jeśli chodzi o malowidełka, to nad morze zabrałam puder i tusz do rzęs (no i bezbarwną pomadkę), natomiast w góry (byliśmy na agroturystyce) nie zabrałam niczego. Poza tym w zależności od miejsca, jeśli trzeba to też oczywiście ręczniki.
    Kolejny punkt to apteczka. Nie nastawiam się na kupno leków w miejscu, do którego jedziemy, ponieważ stosujemy homeopatię i większość aptek nie posiada pełnego asortymentu. Dlatego też kilka preparatów zabieram ze sobą. Ale tylko te najpotrzebniejsze. Oczywiście książeczki zdrowia dzieci, psa (wszystko w jednej małej teczce).
    I to chyba cała nasza torba. Dodatkowo zabieramy paczkę pieluch, małą torbę z miską i psią karmą, oraz aparat. Nie zabieramy laptopa, używanie komórki ograniczamy do minimum. Oczywiście w aucie mamy też koszyk z kanapkami i wodą (zależy jak daleko jedziemy).
    Książek i czasopism raczej nie wozimy. Zazwyczaj nasz czas zajmują dzieci. Poza tym nad morzem jest wiele wyprzedaży, z kolei w górach, w domu, w którym mieszkaliśmy była dość pokaźna domowa biblioteczka.

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Isadora, świetnie to opisałaś, bardzo praktyczne podejście, podoba mi się. Często spotykam osoby z małymi dziećmi, które uskarżają się na to, ile rzeczy trzeba wozić ze sobą właśnie ze względu na dzieci. Tymczasem z Twojej wypowiedzi wynika, że wcale tak być nie musi, można się całkiem dobrze zorganizować. Wielofunkcyjność i rozsądek :)

      Usuń
  14. Dodam jeszcze, że nie zabieram nigdy żadnych kocyków dla dzieci (pisałam o moim szalu). Nie przywozimy też pamiątek. Wymyśliłyśmy z córką, że pamiątką będzie duży zeszyt, do którego będziemy wklejać bilety wstępu do różnych miejsc, poza tym są przecież zdjęcia i wspomnienia, które można zanotować.

    OdpowiedzUsuń
  15. Dodać mogę jeszcze, że z pamiątkami warto zrobić jak Isadora napisała zatrzymać bilety, lub kupić jakieś drobiazgi żeby nie dźwigać niepotrzebnie, i jeśli ktoś wybiera się na dłużej z ciężkim bagażem to zadbać o taką walizkę(jeśli na nią się decydujemy) żeby łatwo się ją prowadziło czyli na 4 kółkach bo jak na dwóch to jednak cały ciężar nadal spoczywa na ręce i jest to bardzo uciążliwe.

    OdpowiedzUsuń
  16. ja zazwyczaj jeżdżę (zazwyczaj latam ;) ) na 3-5 dni, spię wtedy w hostelach w wieloosobowych pokojach i w przypadkowych miejscach typu lotnisko, plaża. szkoda tez nam często wydawać na bilety więc dużo chodzimy, czasem nawet z lotniska do miasta jeśli się da. czyli musimy mieć lekko. zazwyczaj biorę tyle majtek i bluzek ile dni ma wyjazd, dodatkowe spodnie gdybym się ubrudziła, coś ciepłego (sweter, kurtka) coś przeciwdeszczowego, cos do spania, skarpetki, ręcznik, dodatkowe buty (trampki zajmujące mało miejsca). z kosmetyków to puder, tusz, olejek i coś uniwersalnego do mycia, płyn do soczewek+pojemnik. szczoteczka do zębów, grzebień, aparat, czasem książka. ze wspólnych rzeczy mamy pastę do zębów i koc.
    zazwyczaj biorę te mniej ulubione rzeczy żeby nie bylo mi szkoda gdy coś się z nimi stanie albo gdybym cos zgubiła/musiała zostawić.
    na dłuższe wyjazdy ale w bardziej cywilizowanych warunkach np do rodziny biorę mniej majtek i bluzek (bo mam gdzie wyprac) ale za to kilka dodatkowych elementów które zazwyczaj noszę np koszule albo sukienki, no i wtedy raczej zabieram te ulubione ubrania ;)

    chyba mi się nie zdarzyło zabrać czegoś za dużo ani za mało. kiedyś spakowaliśmy się za to mało mądrze w torbę-worek i walizkę, które co prawda były pojemne ale niewygodne przy naszym sposobie podróżowania, torba majtała mi koło kolan i ciężko się szło więc musieliśmy ją wozić na walizce, z której to spadała na każdym krawężniku, i generalnie ciągnięcie walizki przez pół Madrytu tez było słabe :P wolę mały plecak lub torbe podróżną na ramię ale nie na długim pasku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zagubiony omułku, jak widać po Twoim przykładzie, podróże w trybie "ekonomicznym" wymuszają pewien minimalizm, bo gdy trzeba się sporo przemieszczać piechotą, nie ma mowy o wielkich walizach. My też sporo maszerujemy na wyjazdach, chociaż chyba nie tak wiele jak Wy.
      Ja wolę jednak małą walizkę na kółkach, jeśli nie jest ciężka, to całkiem wygodnie mi się z nią poruszać.

      Usuń
  17. Tak mi się przypomniało w związku z tym, co napisała Isadora o biletach: w niektórych krajach bilety wstępu są bardzo ładne, ze zdjęciami, na kredowym kartonie... Służą mi potem jako zakładki do książek. A ponieważ w wielu muzeach trzeba oddawać do szatni większe torby czy plecaczki, zawsze zabieram niedużą torebkę do noszenia przez ramię. Mam w niej dokumenty,portfelik, malutką kosmetyczkę, mały aparat, a i przewodnik, jeśli nieduży, też się zmieści. Unikam upychania takich rzeczy po kieszeniach.

    Rubia

    PS. Jestem tą samą Rubią, co napisała komentarz 9, chociaż mój adres teraz jest inny. Po prostu, przeniosłam swój blog, na który zresztą miło zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, z tymi biletami masz rację. W ostatni weekend byliśmy w kórnickim zamku i bilety były właśnie w formie zakładek, poza tym jeśli są nieco większego formatu można zanotować też kilka myśli, czy słów, które kołaczą nam się po głowie podczas zwiedzania :)

      Usuń
    2. Rubia, dołączam Twój blog do listy, dziękuję za informację.

      Usuń
    3. Bardzo mi miło. :) Na swoim blogu dopiero się urządzam, lecz również już umieściłam na liście link do Twojego bloga.

      Rubia

      Usuń
  18. u mnie to jest prosta sprawa.
    wszystko uzależnione od tego- gdzie jadę.
    jeśli wiem, że w hostelu jest dostęp do pralki/suszarki, to w ogóle lajt, bo wtedy wystarczy na tydzień czasu zabrać max 2-3 koszulki.

    generalnie najczęściej jest tak, że zazwyczaj jakiś dzień wypada mi w niedzielę,
    to latem pakuję jakąś prostą, zajmującą jak najmniej miejsca sukienkę, plus zgrabniejsze sandałki,
    bo na co dzień najczęściej biegam w klapeczkach.

    plus oczywiście wszystjko zależy od tego gdzie i po co jedziemy.
    jeśli to jest wyjazd typowo krajoznawczy - i zwiedzanie - wtedy w sumie pakuję na tygodniowy wyjazd: 1 spodenki, 1 kościołową kieckę, plus mam jakieś spodenki na sobie.
    zapobiegawcza rzecz z długim rękawem- musi być w miarę uniwersalna.
    ilość koszulek- zależy od miejsca gdzie nocujemy i pralki.

    kosmetyków nie używam, więc nie mam większych dylematów. ;-)
    szampon w wersji mini, lub po prostu 1 mniejsza butelka na całą grupę.

    ręczniki- tylko i wyłącznie z mikrofibry, bo zajmują minimalną ilość miejsca.
    tutaj porównanie: zwykły ręcznik vs.mikrofibra

    w tym roku- miałam nieco większy wyjazd, z uwagi na fakt, że w trakcie byłam zmuszona do pochylania się nad moją nieszczęsną pracą magisterską- stąd zapakowaniu uległ netbook, plus najmniejszy podręcznik, z tych które potrzebowałam do pisania.
    normalnie- nie zabieram ze sobą netbooka- tylko wyłącznie palmtop- do czytania książek, i ewentualnie do sprawdzenia poczty.

    oraz w tym roku- także w ramach wyjazdu wakacyjnego wypadł mi spływa kajakowy, stąd zapakowaniu uległy sztormiaki.
    ale w sumie tylko spodnie- vasco alpinusa- służą mi już od 10 lat, i po złożeniu i zapakowaniu w woreczek- mają wielkość jak ten ręcznik mikrofibrowy.

    i gdyby nie ta nieszczęsna praca mgr, i konieczność zabrania netbooka i podręcznika- cały mój bagaż na 5 dniowy wyjazd zmieściłby mi się w takim kuferku plus jakaś mała torebka na ramię na dokumenty i butelkę wody, czy kawałek kanapki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ręczniki z mikrofibry są boskie na wyjazdy, na co dzień bym ich nie używała, ale w podróży nie mają sobie równych.
      A fakt nieużywania kosmetyków na pewno pozwala oszczędzić miejsca w bagażu, u mnie to zwykle największy ciężar...

      Usuń
    2. mikrofibrowe ręczniki w ilości sztuk 2 posiadam na wyjazdy, oraz na basen.

      zdarza mi się miewać pomadkę ochronną ;-)
      ale można wybrać jakiś optymalny zapach, i kupić dla całej grupy 1 butelkę szamponu, i gra.
      dodam, że mam nawet składaną turystyczną szczoteczkę do zębów, i składaną szczotkę do włosów, żeby jak najmniej miejsca mi to zajmowało.

      Usuń
    3. My na wyjazdy zawsze zabieramy tzw gamsze czyli indyjskie ręczniki. Jest to po prostu przewiewny, duży kawałek cienkiego bawełnianego materiału. Osobiście wolę niż ręcznik z mikrofibry (na dalekich wakacjach jeden niestety zgnił :), a gamsza(gamsha?) dała radę). Zazwyczaj bierzemy po 2 na głowę. Mogą służyć jako ręcznik, ręcznik plażowy i pareo a zajmują bardzo mało miejsca!
      Po ostatnich wakacjach rodzinnych na Mazurach, Rodzina zażyczyła sobie takie w prezencie :). My swoje przywieźliśmy z wakacji, ale w internecie można je znaleźć.
      Kiedy jedziemy na 3-tygodniowe wakacje to zabieramy szampon i żel pod prysznic normalnej wielkości. Korzystamy z kosmetyków oboje, a i pranie można zrobić :)Czasami zabieram też kosmetyki w próbkach i po prostu pozbywam się kolejnych. To raczej na krótsze wyjazdy, bo na dłuższe biorę normalny krem. Jedynym kryterium jest jego objętość i brak szklanego opakowania :)

      Usuń
  19. a np. zeszłoroczny tygodniowy wyjazd do wilna
    - który mi przyniósł lekcję ze sprawdzaniem co oferuje hostel- bo tam właśnie były i pralka i suszarka wyglądał tak:

    2 pary spodenek
    1 spódnica
    1 sandałki
    1 trampki
    4 basicowe tshirty
    1 bluza z długim rękawem
    skarpetek nie stwierdzono
    2 ręczniki z mikrofibry
    palmtop
    aparat

    całość weszła w plecaczek ok. 20 litrowy

    plus jak wspomniałam- coś małego na ramię.

    trochę dziwnie się na mnię na dworcu "paczyli" ;-)
    i kierowca autokaru ( bo trasę warszawa-wilno-warszawa pokonywałam autokarem)
    był przekonany, że MUSZĘ przecież mieć jakąś walizkę :D

    - w tym roku- tak samo, jak wracałam z wakacji, też via pks-
    kierowca chciał mi otworzyć luk bagażowy ;-)
    bo wszyscy się pchali z walizkami, i był szczerze zdziwiony, że ja li i jedynie z plecaczkiem ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniało mi się, jak Orest opowiadał o swoich przygodach z kanadyjskim celnikiem, który nie mógł uwierzyć, że on podróżuje na lekkiego. Jak widać na Twoim i Jego przykładzie, to rzadkość budząca zdziwienie :)

      Usuń
  20. Nie mam problemu z pakowaniem się w plecak albo rowerowe sakwy, tak by być samowystarczalnym przez jakiś czas. Natomiast zupełnie nie wiedziałabym, jak spakować się do miasta albo na wakacje plażowe. Może dlatego, że nigdy na takie wyjazdy nie jeździłam. :) Udanego urlopu!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…

Lepiej

Przed urlopem pisałam o bezdzietności z wyboru. Mam jeszcze parę refleksji, które nie dotyczą istoty sprawy (mienia/niemienia dzieci), ale są z nią powiązane. 
Ludzie często lubią formułować różne złote rady czy ogólne stwierdzenia, które wydają się im słuszne i cenne: lepiej mieszkać na wsi. Lepiej mieszkać w mieście. Lepiej mieć samochód/jeździć na rowerze/poruszać się piechotą. Lepiej jeść mięso/być wegetarianinem/weganinem. Lepiej jeść gluten/nie jeść glutenu. Mieć mieć wiele dzieci/mieć dwoje dzieci/jedno dziecko/nie mieć dzieci. Lepiej biegać/ chodzić na siłownię/ćwiczyć jogę/gimnastykować się w domu. Być minimalistą/tarzać się w konsumpcji. Można by tak wymieniać w nieskończoność, wymieniłam tylko kilka dziedzin, które akurat wydają mi się częstym przedmiotem tego rodzaju sądów.
Zazwyczaj uważa się, że „lepiej” jest robić tak, jak się samemu wybrało. Często dlatego, że jest się ze swojego wyboru zadowolonym i wydaje się, że skoro nam jest z tym dobrze, to innym też pewnie będz…