Przejdź do głównej zawartości

Zminimalizowani online

Artykuł o minimalistach w Wysokich Obcasach jest już dostępny online. Łącze do tekstu tutaj. Miłego czytania!

Komentarze

  1. Artykuł nadmiernie koncentruje się na kwestii pozbywania się rzeczy, ale fajnie że temat się przebija ;) dzierzba

    OdpowiedzUsuń
  2. Piszę tutaj bo pewnie najwięcej osób tu zajrzy. Mam pytanie - znacie jakieś miejsce w sieci gdzie można sprzedać używane książki bez prowizji? Akurat mam kilka książek kucharskich (wegetarianizm)i pozycji z dziedziny psychologii i ezoteryki. Dotychczas sprzedawałam je na pewnym forum ale ostatnio tego typu wątki zostały zablokowane.
    Z góry dziękuję za odpowiedź :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mogłabym się dowiedzieć jakie książki kucharskie wegetariańskie masz do zaproponowania? Najlepiej, żeby przepisy w nich były proste:)

      Usuń
  3. 1.Kuchnia wegetariańska. Najlepsze przepisy z całego świata.
    2.Carolyn Humphies, 1000 klasycznych potraw. Kuchnia wegetariańska
    3.Kuchnia wegetariańska. Książka pełna pomysłów
    4.Shehzad Husain, Z kuchennej półeczki. Kuchnia indyjska
    (Ta ostatnia książka nie tylko dla wegetarian.)
    Książki są w stanie idealnym i bardzo dobrym (poza jedną – nr 3- która ma obgryzione rogi przez kota lub królika ;)), sprzedaję za połowę ceny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawiodłam się.Temat został opisany bardzo powierzchownie.Obawiam się ,że po przeczytaniu wiele osób pomyśli o minimalistach,jak o ludziach,których największym zmartwieniem jest zejście poniżej setki posiadanych przedmiotów(Czy para skarpetek ,to jedna,czy dwie rzeczy? --...).
    Orest Tabaka natomiast w ogóle nie kojarzy mi się z minimalizmem...tym wewnętrznym.Ale chyba skrajności dobrze się sprzedają w dzisiejszym świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się wydaje, że temat został opisany raczej powierzchownie i za mało skupiał się na tym, dlaczego ludzie w ogóle wybierają taki sposób na życie, dlaczego kolejne zakupy nie przynoszą szczęścia, a zagracone mieszkanie stresuje.

      Usuń
  5. Przeczytałam i co? Jedyna sensowna osoba w tym artykule to Ty Ajko. Reszta wypowiedzi to jakaś pomyłka. Wiesz Ajko, że mam pozytywne podejście do minimalizmu i pozbywania się tego, co zbędne ale to, co wyczytałam w artykule to antyreklama minimalizmu. Orest - brak słów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Lenko, ja myślę, że to kwestia obróbki artykułu. Nie wiem czy był on autoryzowany, ale czasami jest tak, że wypowiedzi są prawdziwe, ale wyrwane z pełnego kontekstu tracą to, co autor rzeczywiście miał na myśli. Założę się, że żaden z przedstawionych minimalistów nie uważa za główny cel swojego życia wyrzucania rzeczy. I jeszcze to słowo: "wyrzucanie". Po przeczytaniu artykułu ma się wrażenie, że minimalista to ktoś, kto swój majątek wynosi na śmietnik, tymczasem większość "wyrzuconych" rzeczy zapewne została sprzedana lub oddana.

      Usuń
  6. Witam! Temat minimalizmu w życiu zainteresował mnie po artykule w”Wysokie obcasy” i już widzę efekty u siebie. Przejrzane ubrania, szafki, kosmetyki, aplikacje w smartfonie i komputerze (założenie dropbox)... Im mniej ich tym lepiej. Dla mnie to zbyt dużo rzeczy,które zabierają czas i uwagę. Każda ponad minutę w miesiącu. Jest ich sporo i myślimy o nich nawet jak się nimi nie zajmujemy. Należy je minimalizować! Nie tylko wyrzucać zbędne, gromadzone na zapas, ale głównie eliminować te przez które musimy „przechodzić” na co dzień . Nie ma moim zdanie to nic wspólnego z oszczędnością (chyba że czasu), ascezą, wyrzeczeniami itp. Chcę żyć intensywnie i ambitnie, wyciskać do maksimum możliwości dobrodziejstw rzeczy, ale nie tracić uwagi i energii na mało użyteczne.

    OdpowiedzUsuń
  7. dla mnie najgorsze w tym artykule było stwierdzenie "najtrudniej było się rozstać/wyrzucić...", tak jakby "stanie się" minimalistą miało byś poświęceniem, wyrzeczeniem; a przecież jest zupełnie na odwrót-to oczyszczenie i odzyskanie radości. Przecież nie chodzi o to by wyrzucić wszystko i zamieszkać na plaży, tylko o to by wyrzucić nie potrzebne.iwona

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Jeszcze prościej

To, że ostatnio rzadko poruszam na blogu temat minimalizmu, nie znaczy, że przestał być dla mnie ważny. Jest nadal istotny, ale w inny sposób niż wtedy, gdy wprowadzałam największe zmiany w swoim życiu i przestrzeni osobistej. Pisałam o tym we wpisie Procesy w tle
Po ośmiu latach mówienia i pisania o nim czuję przesyt. Nie mam już ochoty czytać książek ani blogów związanych z tym tematem. Nie twierdzę, że nie warto, bo wiele mądrych treści wciąż powstaje, jedynie ja nie mam już potrzeby dalej drążyć tych kwestii.

Nadal bardzo istotna jest dla mnie prostota, coraz ważniejsza. To raczej już nie ulegnie zmianie, bo zawsze ją lubiłam, a z czasem stała się dla mnie myślą przewodnią. W każdej dziedzinie życia. Prostota wypowiedzi, przekazu, formy i treści. W estetyce i ubiorze. W wystroju mieszkania. Na talerzu - bardzo istotna. Prostota i skuteczność rozwiązań - w pracy, nauce, komunikacji. Nie zajmują mnie natomiast zbytnio sprawy ilości rzeczy i zajęć, które na pewnym etapie były tak …

Jak żyć?

Gdy wydawnictwo Otwarte zaproponowało mi przesłanie do zrecenzowania książki Matsa i Susan Billmarków „Naucz się żyć”, poczułam się zaintrygowana z kilku powodów. Po pierwsze: tytuł. Pomyślałam, że to odważne przedsięwzięcie, próba napisania poradnika odpowiadającego na słynne pytanie „Jak żyć?”. Po drugie: informacja o tym, że pozycja ta jest w Szwecji bestsellerem, sprzedała się w ponad 500 tys. egzemplarzy. A trzecim powodem, dla której chciałam ją przeczytać, była bardzo wesoła i kolorowa okładka. Wiadomo, nie ocenia się książki po okładce, ale ta bardzo zachęcała do lektury.

Obiecałam sobie, że nie przeczytam niczego na temat słynnego duńskiego hygge, wystarczył mi jeden artykuł w jakimś kolorowym magazynie przejrzany u fryzjera, ale poradnik „Naucz się żyć” wydawał się nie mieć na szczęście nic wspólnego ze wspomnianym zjawiskiem, oprócz skandynawskiej proweniencji. 
Lektura okazała się satysfakcjonująca. Książka objętościowo niewielka, ale skoncentrowana treściowo. Myślałam, ż…

Zanim nazwiesz prezesa idiotą...

Za sobą mam wielkie ufff. Westchnienie ulgi, bo we wtorek zakończyłam megazlecenie, o którym pisałam ostatnio. Ponad dwa miesiące bardzo intensywnej pracy umysłowej. Przyznaję, że teraz jestem nieco sflaczała intelektualnie i jeszcze niegotowa na większy wysiłek. Na razie wysypiam się, nadrabiam zaległości domowe i towarzyskie, odpoczywam. Leniuchuję bez wyrzutów sumienia. Wracam do równowagi.
Pomyślałam, że oprócz minicyklu o szczęściu równolegle poopowiadam Wam trochę o tym, jak wygląda życie osoby pracującej na własny rachunek, bo często o to pytacie. Dzięki internetowi i możliwościom pracy zdalnej coraz więcej osób może brać pod uwagę takie rozwiązanie. A jest ono na pewno bardzo kuszące. Obiecuje wolność, niezależność. Więcej czasu wolnego, mniej stresu. Brak szefa nad sobą, brak konieczności dzielenia miejsca pracy z ludźmi, których obecność nie zawsze jest nam miła. 
Temat to bardzo szeroki, więc na jednym wpisie się na pewno nie skończy. Mam wrażenie, że istnieje sporo fałszy…