Przejdź do głównej zawartości

Praktyczne zajęcia ze spowalniania


Dwusetny wpis. Bardzo się cieszę, że mogę go dla Was napisać w miejscu szczególnym i bardzo mi bliskim. Gdzie proste i powolne życie jest zupełnie naturalnym trybem funkcjonowania, gdzie nikt nie wyobraża sobie, że można by inaczej, a pośpiech jest objawem braku dobrego wychowania. Nietaktem, który wybacza się turystom, ale u innych przyjmuje ze zdziwieniem. Czemu tak się spieszysz? Wyluzuj...
Atmosfera momentami wręcz hippisowska. Komun hippisów było tu zresztą sporo. A za nimi przybywali artyści, tacy jak Bob Dylan, Janice Joplin, Cat Stevens, Jonie Mitchell. Do dzisiaj można spotkać outsiderów z rozmarzonym wzrokiem, a na murach odczytać graffiti: life is today, tomorrow never comes.
Prócz tego na każdym kroku życzliwość.
Akceptacja innych takimi, jacy są. Otwarte serca. Chęć dzielenia się z innymi, nawet gdy samemu ma się niewiele. Przechodząca kobieta częstuje nas bułeczkami z cynamonem. Nie mówimy tym samym językiem, ale i tak doskonale się rozumiemy. Cieszymy się ze spotkania.
Lubię być w miejscu, gdzie nic się nie dzieje. Jestem. Bycie jest moim głównym zajęciem. Skupienie na odbiorze otaczającego świata. Na surowym krajobrazie, zawodzeniu porwistego wiatru, muzyce, smaku domowej kuchni. Na twarzach znajomych, pełnych uśmiechów.
Irlandczyk, Bułgarzy, Litwinka, kilkoro Niemców, paru miejscowych. Wiele nas różni, wiek, język,  pochodzenie, kultura. To, co łączy, to sympatia do tego miejsca i radość z przebywania razem, dzielenia się historiami i żartami.
Pozdrawiam Was serdecznie i życzę radości z bycia.
Wybaczcie, że jeszcze przez pewien czas nie będę odpowiadać na maile i komentarze. Ograniczony dostęp do internetu bywa utrudnieniem, ale pozwala lepiej wypocząć.

Popularne posty z tego bloga

Generalne porządki metodą minimalistki

Chciałabym, żeby blog i kanał na YouTube przestały być odrębnymi bytami i zaczęły wzajemnie się uzupełniać. Będę starać się, by każdemu opublikowanemu materiałowi wideo towarzyszył tekst, który będzie jego dopełnieniem. 
Dzisiejszy wpis jest dodatkiem do materiału pod tym samym tytułem, który możecie obejrzeć tutaj:

Opowiadam w nim o moim pomyśle na uproszczenie generalnych porządków. Uważam, że raz na jakiś czas dobrze jest zrobić taki pełen przegląd domu lub mieszkania, zajrzeć w każdy zakamarek, sprawdzić stan posiadania. Jednak trudno byłoby mi wygospodarować cały weekend czy kilka dni, a przecież takie bardzo dokładne porządki wymagają sporo czasu. Są też dość wymagającym procesem pod względem psychicznym, emocjonalnym, bo porządkując, trzeba podejmować szereg mniejszych i większych decyzji. Czego się pozbyć, w jaki sposób, co zostawić, jak zorganizować i poukładać te rzeczy, które zdecydowaliśmy się zatrzymać. 
Pomyślałam więc, że najłatwiej będzie to duże zadanie podzielić na …

Metoda Konmari to nie minimalizm

Wpis jest uzupełnieniem materiału wideo zamieszczonego w serwisie YouTube, który można obejrzeć tutaj: 

Książkę Magia sprzątania Marie Kondo przeczytałam cztery lata temu, o moich wrażeniach możecie przeczytać we wpisie pod tym samym tytułem. Odebrałam ją pozytywnie, ale samej metody nigdy nie stosowałam, bo nie miałam takiej potrzeby, o czym zresztą pisałam w tamtej recenzji. Na dobre w głowie z tej lektury pozostała mi jej myśl przewodnia: poszukiwanie radości w rzeczach i eliminowanie zbędnych przedmiotów w oparciu o kryterium: co chcę zostawić, zamiast stosowanego zwykle przez minimalistów: czego nie potrzebuję i czego chcę się pozbyć. Książki szybko się pozbyłam i nie myślałam o niej więcej.
Dopiero niedawno, gdy coraz częściej docierały do mnie opinie na temat wyprodukowanego przez Netflix serialu Sprzątanie z Marie Kondo(dostępny z polskimi napisami), pomyślałam, że warto byłoby sobie wyrobić własne zdanie na temat tej serii programów, nawet jeśli sama metoda sprzątania Konmari…

Trudna sztuka pakowania

Bardzo lubię podróże. Był taki czas, że nie potrafiłam sensownie się pakować, przez sporą część życia jeździłam z wielkimi bagażami i nawet na etapie, gdy już stosowałam minimalizm, nie zawsze umiałam korzystać z jego dobrodziejstw w tej dziedzinie. Jednak metodą prób i błędów wypracowałam sobie własne podejście do pakowania. Nadal zdarzają mi się bagażowe wpadki, jednak metody, które stosuję, zazwyczaj sprawdzają się dobrze. Zwykle mój bagaż, niezależnie od długości wyjazdu, nie przekracza wagi 10 kg, ale zdarzało mi się podróżować nawet z 5 kilogramami rzeczy. Oczywiście wszystko zależy od pory roku i charakteru wyjazdu. 
Minimalizm w podróży to trudna sztuka: szukanie kompromisu między wygodą posiadania pod ręką ulubionych przedmiotów i pragnieniem bycia przygotowanym na różne sytuacje a niechęcią do niepotrzebnego obciążania się. Najłatwiej jest się tego nauczyć, wyciągając wnioski z każdej podróży. Zapisuję sobie, co się na danym wyjeździe nie sprawdziło, co było zbędnym balaste…