Przejdź do głównej zawartości

Osobisty Bank Wspomnień

Wspomnienia o ślubie jednak nie znikły...
Słoik po konfiturach wypełniony piaskiem. Zasuszone róże ze ślubnego bukietu. Listy, widokówki. Rachunek z restauracji, dawno już wyblakły, na nim mały rysunek skreślony ręką znajomego. Kamyki, kamyczki, muszle. Sznureczki, tasiemki, koraliki. Plik dziecięcych rysunków. Kostka z literką Ł, z gry Scrabble. Szkolne świadectwa, od pierwszej klasy podstawówki. Także te z religii.
Kiedyś tak wyglądały moje skarby. Bezcenne artefakty. Godne przechowywania po wieczne czasy i jeszcze jeden dzień dłużej. Taka mała izba pamięci.  No, może nie izba, szuflada.
Jak to możliwe, że nie przechowuję już żadnej z tych pamiątek? Jak przestałam być tak bardzo sentymentalną osobą, jaką byłam niegdyś? Przecież przez lata nie byłam w stanie nawet pomyśleć o tym, by te przedmioty wyrzucić, nie wyobrażałam sobie rozstania z nimi.

Sentymentalizm. Przywiązanie do pamiątek, do przedmiotów związanych z wyjątkowymi chwilami naszego życia, ważnymi osobami, czasem odziedziczonych po osobach, które już nie żyją. Często jestem o to pytana, jak sobie z tym przywiązaniem radzić. Gdy ostatnio zapytałam na fejsbukowym profilu blogu o to, co sprawia Wam największe trudności w procesie porządkowania przestrzeni, odejmowania z niej tego, co zbędne, to właśnie sentymentalizm okazał się jednym z największych utrudnień.
Nie będę dzisiaj pisać o tym, czy pozbywać się pamiątek, a jeśli tak, to jakimi kryteriami się kierować się w ich selekcji. O tym porozmawiamy następnym razem. Zastanówmy się za to, co leży u podstaw tak silnego przywiązania do pamiątek. Jak to działa?

Materialne pamiątki mają nam służyć za namacalny dowód tego, co niegdyś przeżyliśmy. Są widocznym łącznikiem między teraźniejszością a przeszłością. Używamy ich do odświeżania wspomnień. Są ich częścią, a z kolei wspomnienia są częścią nas. Wydaje się więc, że pozbywając się pamiątki, pozbywamy się części samych siebie.
Obawiamy się, że wyrzucając przedmiot, nie będziemy potrafili już przywołać danej chwili, jej nastroju, emocji, które przeżywaliśmy. Jakbyśmy wyrzucali kluczyk do bankowej skrytki, w której ukryliśmy cenny naszyjnik z pereł.
Wyobraźmy sobie, że nasza pamięć to takie właśnie pomieszczenie w banku, w którym mieszczą się skrytki na wspomnienia. Czy naprawdę do otwierania tych szufladek potrzebne są przedmioty?
Popatrzmy: oto kaseta z przeżyciami związanymi z dniem mojego ślubu. Jak wiele kobiet, uważam ten dzień za szczególnie ważny w moim życiu. Jeden z najistotniejszych. Od czasu do czasu lubię go przywoływać: przypominać sobie tamto wzruszenie, serdeczność Rodziny i Przyjaciół, różne zabawne chwile, pozytywny stres. Także przygotowania do tej chwili. Przez parę lat przetrzymywałam w szufladzie zasuszone róże z bukietu. Był bardzo piękny, wykonany w małym studio florystycznym, przez pełną pasji i oryginalnych pomysłów zdolną kwiaciarkę. Tak piękny, że nie chciałam, by zwiądł, chciałam, by trwał wiecznie. Tak samo, jak tamto wzruszenie, moment przysięgi małżeńskiej, gdy obiecywaliśmy sobie, że będziemy razem na dobre i na złe.
Bałam się wyrzucić te zaschłe, wyblakłe kwiaty. Wydawało mi się, że wyrzucając je, zdradzę tamtą chwilę, wyrzeknę się jej.
Pewnego dnia jednak w końcu się odważyłam. Róże wylądowały w koszu na śmieci.

I co? Obrazy, zapachy, wrażenia z tamtego dnia nadal mam w pamięci. Nadal mogę otwierać tę skrytkę. Czasem do jej otwarcia wystarczy przypadkowe słowo albo pozornie z tamtym dniem niezwiązana sytuacja. Rozmowa, ktoś powie: a pamiętacie, jak wyłączyli prąd właśnie wtedy, gdy organista miał zaintonować pierwszą pieśń, a wy czekaliście przy drzwiach? (Zabawny szczegół: przez całe nabożeństwo nie było prądu. Co ciekawe, wszyscy myśleli, że to tak specjalnie było, dla większej oryginalności.)

Wyobraź sobie, że w wyniku wypadku całkowicie straciłeś(-aś) pamięć. I zaglądasz do swojego pudła czy szuflady z pamiątkami. Co tam zobaczysz? Zapewne mnóstwo dziwnych, a często zniszczonych przedmiotów. Bezużytecznych. Nie mając wspomnień, nie będziesz w stanie odgadnąć znaczenia tych drobiazgów. Powiedzmy, że pochodzenia suszonych róż można się domyślać, ale słoik po dżemie wypełniony piaskiem? Zestaw podróżny dla kota, czy co?
Podobna sytuacja miałaby miejsce, gdyby po Twojej śmierci ktoś obcy lub od dawna niemający z Tobą kontaktu musiałby uporządkować to, co po Tobie zostanie. Bez instrukcji obsługi Twoje bezcenne skarby są tylko stertą śmieci. Ta osoba nie ma przecież dostępu do Twojego pomieszczenia w banku wspomnień.

Klucze do skrytek pamięci same w sobie są całkowicie nieprzydatne.

Mój sentymentalizm skończył się wraz z chwilą, gdy zrozumiałam, że do przywoływania wspomnień, i tych dużych, i tych małych, nie są potrzebne zasuszone kwiaty, wstążki, kamyki. Zamki skrytek naszej pamięci otwierają się pod wpływem różnych bodźców, czasem nawet takich, jak smak czy zapach (pamiętacie proustowskie magdalenki?). Wszystkie klucze, jak i sam bank wspomnień, są w nas samych.

Popularne posty z tego bloga

Generalne porządki metodą minimalistki

Chciałabym, żeby blog i kanał na YouTube przestały być odrębnymi bytami i zaczęły wzajemnie się uzupełniać. Będę starać się, by każdemu opublikowanemu materiałowi wideo towarzyszył tekst, który będzie jego dopełnieniem. 
Dzisiejszy wpis jest dodatkiem do materiału pod tym samym tytułem, który możecie obejrzeć tutaj:

Opowiadam w nim o moim pomyśle na uproszczenie generalnych porządków. Uważam, że raz na jakiś czas dobrze jest zrobić taki pełen przegląd domu lub mieszkania, zajrzeć w każdy zakamarek, sprawdzić stan posiadania. Jednak trudno byłoby mi wygospodarować cały weekend czy kilka dni, a przecież takie bardzo dokładne porządki wymagają sporo czasu. Są też dość wymagającym procesem pod względem psychicznym, emocjonalnym, bo porządkując, trzeba podejmować szereg mniejszych i większych decyzji. Czego się pozbyć, w jaki sposób, co zostawić, jak zorganizować i poukładać te rzeczy, które zdecydowaliśmy się zatrzymać. 
Pomyślałam więc, że najłatwiej będzie to duże zadanie podzielić na …

Metoda Konmari to nie minimalizm

Wpis jest uzupełnieniem materiału wideo zamieszczonego w serwisie YouTube, który można obejrzeć tutaj: 

Książkę Magia sprzątania Marie Kondo przeczytałam cztery lata temu, o moich wrażeniach możecie przeczytać we wpisie pod tym samym tytułem. Odebrałam ją pozytywnie, ale samej metody nigdy nie stosowałam, bo nie miałam takiej potrzeby, o czym zresztą pisałam w tamtej recenzji. Na dobre w głowie z tej lektury pozostała mi jej myśl przewodnia: poszukiwanie radości w rzeczach i eliminowanie zbędnych przedmiotów w oparciu o kryterium: co chcę zostawić, zamiast stosowanego zwykle przez minimalistów: czego nie potrzebuję i czego chcę się pozbyć. Książki szybko się pozbyłam i nie myślałam o niej więcej.
Dopiero niedawno, gdy coraz częściej docierały do mnie opinie na temat wyprodukowanego przez Netflix serialu Sprzątanie z Marie Kondo(dostępny z polskimi napisami), pomyślałam, że warto byłoby sobie wyrobić własne zdanie na temat tej serii programów, nawet jeśli sama metoda sprzątania Konmari…

Kolorowa szafa minimalistki - także na wakacjach

Ostatni wpis z połowy czerwca. Aż trudno uwierzyć. Jednak to prawda. Nie chcę Was zamęczać tłumaczeniami, dlaczego tak długo milczałam. Niedługo minie pół roku od śmierci Taty. Ostatnie miesiące wbrew pozorom były nie tylko czasem smutku, ale przede wszystkim czasem ważnych zmian w życiu naszej rodziny, częściowo wymuszonych przez odejście Taty, a częściowo przez nią sprowokowanych (?), a może tylko przyspieszonych. Kilka z tych zmian jest naprawdę pozytywnych, dotyczą głównie życia mojej Siostry. W skrócie napiszę tylko, dla tych z Was, którzy zawsze trzymali za nią kciuki (wiecie, że Ula jest osobą niesłyszącą), że Sister zmieniła pracę i na razie jest bardzo zadowolona. A my cieszymy się, że jest doceniana i że ma szanse na rozwój i lepszą jakość życia.
Bałam się, że nie będę umiała już pisać tutaj. Jednak z tym jest chyba jak z jazdą na rowerze. Wystarczy usiąść i zacząć, a reszta idzie już sama...
Oprócz tego, że dużo działo się różnych rzeczy, które wymagały mojej uwagi czy wsp…