Przejdź do głównej zawartości

Wróci wiosna, baronowo

Kolega Męża podsłuchał dzisiaj na ulicy rozmowę ośmiolatek: dołuje mnie już ta zima...
Pierwszy atak zimy tej jesieni zaskoczył prawie wszystkich, pomimo tego, że zapowiadano go w prognozach.
I zaraz zaczęło się ogólne kwękanie i narzekanie, skwaszone miny i ponuractwo. Smuta narodowa, deprecha, doły niderlandzkie aż do wiosny.
Polacy to dość narzekalski naród, niestety. Zimą i jesienią te tendencje jeszcze się pogłębiają. A gdyby tak je przełamać? Zamiast narzekać na chłód i szarugę spróbować je choć trochę polubić?

Klimat mamy dość urozmaicony. Od upałów po trzaskające mrozy, od suszy po ulewy. Lato niezbyt długie, a jesień i zima razem potrafią trwać prawie pół roku. Pod koniec tego okresu wszyscy tęsknią za wiosną, słońcem, ciepłem. Niemniej jednak spora grupa ludzi lubi zimę. W szczególności osoby, które uprawiają różne sporty zimowe, a zwłaszcza narciarstwo.

A co z pozostałymi? Co począć, jeśli się zimy nie lubi? Wyemigrować do ciepłych krajów, spędzać zimne miesiące w strefach o łagodniejszym klimacie? To rozwiązanie tylko dla nielicznych.

Niegdyś bardzo nie lubiłam zimy. Za jesienią też nie przepadałam. Teraz jednak znoszę je całkiem nieźle. Co skłoniło mnie do zmiany nastawienia? Przekonanie, że jeśli na jakąś kwestię nie ma się wpływu, należy ją przynajmniej zaakceptować, a jeszcze lepiej polubić. A przede wszystkim pogodzić się z rytmem natury, wczuć się w niego.
Każda pora roku ma swój naturalny sens. I każda ma swoje uroki. Przyjemne strony wiosny czy lata łatwo dostrzec, z jesienią i zimą bywa czasem trudniej.

Jakoś nie pamiętam, żebym jako dziecko szczególnie wyróżniała którąś z pór roku. Poszczególne sezony wiązały się po prostu z różnymi rodzajami zabaw oraz ze zmieniającą się ilością ubrań, które trzeba było na siebie włożyć przed wyjściem na podwórze.

Nielubienie zimy zaczęło się wraz z dorastaniem. Pojawiła się próżność, niechęć do noszenia ciepłej odzieży (bo przecież pogrubia...), czapki, szalika, rękawiczek. Nieustanne odchudzanie się, a co za tym idzie marznięcie. A skoro i do szkoły podstawowej, i do średniej, i na uczelnię musiałam dojeżdżać, zima oznaczała zimno. Zmarznięte stopy, dłonie, głowę przewianą wiatrem. Kurteczki i płaszczyki nosiłam wiatrem podszyte, czapką gardziłam, bo uważałam, że w żadnej mi nie do twarzy. I fryzurę niszczy, włosy się elektryzują itp. Szalik ewentualnie mógł być. Pod kolor do rękawiczek (cienkich).

Dopiero gdy zaczęłam spotykać się z moim obecnym Mężem, skończyło się to ciągłe zimowe wietrzenie się. Gdy zobaczył, jak drżę z zimna jak osika, westchnął, zaciągnął do sklepu, pomógł wybrać ciepłe i wygodne obuwie, namówił na zmianę kurtki na grubszą, a na koniec (cudotwórca) skłonił do wybrania czapki, nie zrażając się moimi histeriami przed lustrem typu wyglądam jak jakiś wypłosz! albo przecież nie jestem przedszkolakiem, nie mogę chodzić w czymś takim!!


Od tego czasu minęło sporo jesieni i zim. Gdy nadchodzą chłody, bez dyskusji wyjmuję ciepłą odzież, otulam się w szale i czapki. Wybierając zimowe buty, nie kieruję się modą, lecz wygodą i bezpieczeństwem na śliskiej nawierzchni. Kocham wysokie obcasy, ale żadna siła nie zmusi mnie do chodzenia w kozakach na obcasie po lodzie. Nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie...



Mam swoją listę ulubionych zimowo-jesiennych napojów i potraw. Korzenne herbaty, czasem z sokiem malinowym. Rano po przebudzeniu ciepła woda z sokiem z cytryny, odrobiną miodu i imbiru. Śniadania najczęściej na ciepło. Czasem to płatki, czasem potrawy z jajek. O tej porze roku unikam kanapek, zimnych sałatek, surowych warzyw. Najchętniej żywię się zupami (och, nasze polskie zupy!), kaszami, pieczonymi i gotowanymi warzywami. Trzeba się rozgrzewać, nie ochładzać. Nie pora na mizerię i sałatkę z pomidorów. Wolę kiszoną kapustę i ogórki kiszone...

Gdy przychodzi ochota na coś słodkiego i dobrego, miło sączyć grzane wino z korzeniami, miód pitny z goździkami lub gorącą czekoladę.

To prawda, że miesiące zimowe w naszym kraju sprzyjają depresji z powodu mniejszej ilości światła słonecznego. Dlatego też na przekór chęci zaszycia się pod kocem na kanapie podczas chłodniejszej pory roku staram się o jak największą ilość ruchu. Bo wyzwala endorfiny, hormony szczęścia. Bo pomaga nie dopuścić do narastania zimowego nadprogramowego tłuszczyku.

A gdy już przychodzi słoneczny dzień, czy jest coś przyjemniejszego niż dziarski spacer przez zimowy park, a potem powrót do ciepłego domu, by napić się gorącej herbaty?

Jesień i zima to także dla mnie świetny czas na zajmowanie się tym wszystkim, na co szkoda czasu wtedy, gdy piękna pogoda i ciepłe wieczory sprzyjają spotkaniom z przyjaciółmi czy różnym wyprawom w teren.
Czytanie książek, słuchanie muzyki, robótki ręczne - bardzo lubię dziergać na drutach. A gdy ręce zajęte są robótką, myśli podążają swoją drogą, można przemyśleć sobie wiele spraw, do których nie miało się głowy latem...

Pora skupienia, zastanowienia, zbierania sił na kolejny rok. Cała przyroda wydaje się zamierać na zimę, ale przecież to tylko pozory. Zwalnia tempo, oszczędza energię, by dotrzymać do wiosny, ale też przygotowuje się do nowego cyklu wegetacji. A potem znowu wybuchnie, z nadejściem ciepłych dni, słońca i wiosennych deszczów.

Może zamiast przesypiać zimę, zamiast uważać ją za zło konieczne, warto potraktować ją jako czas regeneracji? Odpoczynku, skupienia, zastanowienia, zatrzymania na chwilę. A gdy znów nadejdzie wiosna, rozwinąć jeszcze piękniejsze płatki?

Popularne posty z tego bloga

Uniform minimalistki

Temat osobistego uniformu obracam w głowie już od kilku lat, co najmniej. Jednak jeszcze do niedawna nie czułam się gotowa na to, by ostatecznie zdefiniować go dla siebie. Owszem, wiedziałam, że ciągnie mnie w tym kierunku i że coraz bardziej zbliżam się do wprowadzenia go w życie na co dzień. Jednak jeśli obserwowaliście, być może, moje materiały o kolorowej szafie minimalistki na YouTube, w cyklu, w ramach którego zaprezentowałam całą swoją kapsułową garderobę na wszystkie pory roku, mogliście zauważyć, że wprawdzie mój styl i zestawy ubraniowe były już dość wyraziste i powtarzalne, trudno było by nazwać je uniformem. 
Tak jednak się złożyło, że w międzyczasie zmieniłam tryb życia poprzez powrót do oprowadzania po Krakowie (już nie tylko po Wawelu, jak było parę lat temu), więc o wiele częściej wychodzę pracować poza dom. Oczywiście wymusiło to dostosowanie zawartości szafy i pewne jej uzupełnienia. A jednocześnie kilka ubrań z niej wywędrowało. Z powodu zużycia, ale też zmian w mo…

Minimalizm na Nowy Rok - postanowienia

Nie podejmuję noworocznych postanowień, mówiłam już o tym wielokrotnie. Wolę wprowadzać zmiany wtedy, gdy czuję się do nich gotowa, w dowolnym momencie roku. Nie czekam ze swoimi osobistymi zobowiązaniami do poniedziałku czy pierwszego dnia miesiąca. Od dawna uważam, że początek stycznia jest nienajlepszym momentem na takie działania, bo to czas zimowej ciemnicy, często depresyjnej aury i innych nieprzyjemnych okoliczności. Nie znaczy to jednak, że nie kibicuję osobom, które podejmują noworoczne próby zmiany nawyków. Zawsze warto pracować nad sobą i ulepszaniem swojej codzienności. 
Oto więc kilka moich propozycji na plan zmian/postanowienia noworoczne. Oczywiście można je wykorzystać także w innym czasie, ale można też wdrożyć je, czyniąc użytek z energii, jaką daje ten symboliczny nowy początek, jakim jest pierwszy dzień roku. 
Ważna uwaga na początek: moim zdaniem lepiej jest nie stawiać sobie zbyt ambitnych celów i wprowadzać jednocześnie ostrych restrykcji w wielu dziedzinach ży…

Metoda Konmari to nie minimalizm

Wpis jest uzupełnieniem materiału wideo zamieszczonego w serwisie YouTube, który można obejrzeć tutaj: 

Książkę Magia sprzątania Marie Kondo przeczytałam cztery lata temu, o moich wrażeniach możecie przeczytać we wpisie pod tym samym tytułem. Odebrałam ją pozytywnie, ale samej metody nigdy nie stosowałam, bo nie miałam takiej potrzeby, o czym zresztą pisałam w tamtej recenzji. Na dobre w głowie z tej lektury pozostała mi jej myśl przewodnia: poszukiwanie radości w rzeczach i eliminowanie zbędnych przedmiotów w oparciu o kryterium: co chcę zostawić, zamiast stosowanego zwykle przez minimalistów: czego nie potrzebuję i czego chcę się pozbyć. Książki szybko się pozbyłam i nie myślałam o niej więcej.
Dopiero niedawno, gdy coraz częściej docierały do mnie opinie na temat wyprodukowanego przez Netflix serialu Sprzątanie z Marie Kondo(dostępny z polskimi napisami), pomyślałam, że warto byłoby sobie wyrobić własne zdanie na temat tej serii programów, nawet jeśli sama metoda sprzątania Konmari…