Przejdź do głównej zawartości

Ciotka drypka na wybiegu

Zdjęcie beretu pożyczyłam ze strony Trendz.pl
Z punktu widzenia osoby, która nie chce mieć zbyt pękatej szafy, moda jest prawdziwym przekleństwem. A właściwie mogłaby nim być, przy założeniu, że ta osoba lubi podążać za trendami i chce zawsze wyglądać jak z najnowszego żurnala. 
Wprawdzie co pewien czas różne fasony i kolory powracają, co oznacza, że można by nie pozbywać się ubrań, które już straciły na modowej świeżości, wystarczyłoby poczekać, czasem parę lat, czasem nieco dłużej, by dany ciuszek doczekał się znów swojego czasu. 

Jednak jeśli chciałoby się co sezon uaktualniać całą garderobę, wiązałoby się to z ciągłymi wydatkami oraz z powiększającą się ilością ubrań i dodatków. Oczywiście nie zawsze trzeba wydawać dużo, by podążać za nowymi tendencjami - jest przecież sporo sklepów oferujących modne ubrania także na mniej zasobną kieszeń. Niestety rzadko z niską ceną wiąże się przyzwoita jakość. Tani ciuszek szybko traci urodę, spiera się, deformuje, pruje. Niewielka więc szansa, że będzie można zachować go w szafie do czasu, gdy znów będzie obiektem odzieżowego pożądania. Natomiast jeśli kogoś stać na ściganie się z modą za pomocą towarów z wyższej półki, jego (częściej jej) szafa będzie wciąż i wciąż coraz szczelniej się zapełniać. Okresowe czystki, rozdawanie czy próby sprzedawania szmatek na allegro prawdopodobnie nie wystarczą do opanowania tego szaleństwa.


Z drugiej strony trudno jest całkowicie lekceważyć modę. Można, owszem można. Niemało jest przecież osób, które zupełnie nie śledzą trendów, noszą od lat ulubione fasony w wybranej gamie kolorystycznej i stylu, za nic mają sobie pomysły stylistów. Nie wiedzą, co to fashion. Nie przyszłoby im nawet do głowy zaglądać na blog jakiejś szafiarki (a nawet zapytałyby: przepraszam, kogo? Czy szafiarka to osoba, które projektuje czy składa szafy?) I jest im z tym dobrze.

Pewna grupa osób decyduje, jakie stroje będą pożądane w określonym czasie w sporej części świata. Stoi za tym cała potężna branża przemysłu. Olbrzymie pieniądze. Dzięki zmieniającym się tendencjom mnóstwo ludzi na całym świecie ciągle kupuje nowe ubrania i dodatki, pomimo tego, że ich szafy są pełne. Czy mam się poddawać temu przymusowi?

Czym jest dla mnie moda? Nie ekscytuję się nowymi kolekcjami i trendami. Nie zawsze jestem na bieżąco z tym, co się nosi. Nie dlatego, bym miała cokolwiek przeciwko modzie. Raczej nie mam na nią czasu. Inne sprawy mnie zaprzątają, inne mam rozterki. Blogi szafiarskie w przeważającej większości mnie nudzą. Żurnale i większość prasy kobiecej podobnie. Ograniczam się do przeglądania działów modowych w tych dwóch damskich magazynach, które jeszcze czytuję. 
Najczęściej jednak dociera do mnie, że akurat zapanował szał na pewien fason czy kolor, gdy zauważam, że połowa dziewcząt na ulicy i w tramwajach jakoś dziwnie podobnie do siebie wygląda (Acha! A więc teraz nosi się kolorowe koronki!...)

Od dłuższego już czasu trzymam swoją garderobę w ścisłych ryzach. Jakość się liczy, nie ilość. Gdy akurat nie mam środków finansowych na nowe zakupy odzieżowe, zadowalam się tym, co mam już w szafie. Drobiazgowe śledzenie trendów nie wchodzi w grę. 
Wciąż jeszcze uzupełniam bazę - wiosenno-letnią już właściwie mam, teraz jeszcze dopracowuję jesienno-zimową. A skoro ustanowiłam sobie dożywotni szlaban na kupowanie badziewia, więc to uzupełnianie zasobów odzieżowych idzie raczej niespiesznie. 

Lubię, mało powiedziane, kocham klasykę. Od zawsze. Proste fasony, gładkie tkaniny, ewentualnie drobne delikatne wzory. Sukienki, marynarki, żakiety. Buty na szpilkach. Ostatnio także płaskie pantofelki, balerinki.

Zbliżam się do czterdziestki, wyglądam dość smarkato, jak na razie, lecz to przecież nie będzie trwało wiecznie. Niedawno uświadomiłam sobie, że jeśli będę ubierać się zbyt klasycznie, lada moment zacznę wyglądać jak tzw. ciotka drypka. Czytaj: osoba mocno nie na czasie. Jeszcze sprawię sobie moherowy berecik i zacznę słuchać radyjka... 

I pomyślałam, że warto by jednak czasem trochę pobawić się modą. Nie traktować swojego stroju aż tak śmiertelnie poważnie. Pograć zestawieniami, złagodzić klasykę ciekawymi detalami. Zainteresować się, co w danym sezonie się nosi. Popodpatrywać modowe blogi, tyle jest przecież inspirujących miejsc w sieci. Od dawna mam je w zakładkach i w czytniku blogów, rzadko jednak zaglądam na dłużej. Może by poświęcić im ciut więcej uwagi? 

Doszłam do wniosku, że można przecież mieć solidnie skonstruowaną garderobę - dobre jakościowo i starannie wybrane stroje, a jednocześnie ożywiać ją modnymi dodatkami czy też od czasu do czasu wprowadzić do niej jakiś przebój jednego sezonu. Tak radzą mądre głowy. I dobrze prawią. Nie trzeba co sezon wymieniać całej zawartości szafy, nie trzeba niewolniczo śledzić trendów, można jednak wprowadzić odrobinę życia i świeżości między obwieszone klasyką wieszaki. Przefiltrować modę przez swój gust, figurę, urodę, portfel, styl i przyzwyczajenia. I na pewno żadnej szkody to nie przyniesie. 

Nie chcę poddawać się temu szaleństwu, jakim jest ciągłe staranie nadążania za modą, bo moim zdaniem niczemu to nie służy. Myślę jednak, że jak w wielu innych dziedzinach życia, dobrze jest mieć pewną orientację w najnowszych tendencjach, wiedzieć, co w modowej trawie piszczy, chociażby po to, by nie zostać żywą skamieliną.

Komentarze

  1. Czy samo wymienianie zużytych rzeczy na nowo nie wystarczy do trzymania się w trendach? Mi, pomimo odmiennej płci, myślę, że by całkowicie wystarczyło. Co ja jednak wiem. Jestem początkujący w blogosferze minimalistycznej :D
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się na tym i masz trochę racji, ale jednocześnie moda męska zmienia się znacznie mniej niż kobieca (co Ajka niżej napisała :) )
      Ostatnio oglądałam, nie tak stary przezcież, serial "Kasia i Tomek" i w pewnym momencie uderzyło mnie, że Tomka można by ubrac dokładnie w to samo dziś w 2012 roku i byłoby ok, natomiast strój Kasi w br byłby już mocno nie na czasie.

      Usuń
  2. Maćku, być może mężczyźnie by to wystarczyło, by być na czasie - nie znam się na modzie męskiej, ale na pewno nie zmienia się tak dynamicznie jak damska. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy uleganie modzie nie jest jednak przejawem konsumpcjonizmu? Nie chodzi mi tutaj o pewne uniwersalne zasady dobrania ubioru do sytuacji (no nie pójdę w dresie na wesele nie?). Po co w ogóle dostosowywać się do mody? Czy nie lepiej stworzyć jest własny styl niepodyktowany działaniem projektantów z ciepłych krajów? Co więcej zuniwersalizować swój ubiór, co by jak najbardziej pasował do reszty garderoby i do jak największej ilości okazji?
      Moda przemija, wraca, przemija, wraca i nic z tego nie wynika nie licząc zakupów. Uważaj, żeby nie przejść na ciemną stronę mocy :D

      Usuń
    2. Zauważ proszę, że nie pisałam o dostosowaniu się do mody, tylko o odświeżaniu garderoby za pomocą modnych dodatków czy też pojedynczych elementów ubioru. Czyli mówimy na przykład o torebce, butach lub dajmy na to jakiejś "bardziej na czasie" bluzeczce. Własny styl, tak. Uniwersalna garderoba, tak. Ale z aktualnymi akcentami.

      Uważaj, by nie popaść w minimalistyczny fanatyzm ;-)

      Usuń
    3. Spokojnie, daleko mi do tego, a wiem, że skrajności nie są dobre. Pisałaś jednak, że chcesz zainteresować co w danym sezonie się nosi. Po co, skoro za 3 miesiące, co najczęściej jest tak sprytnie pomyślane, będzie się nosić coś kompletnie innego, co wymaga kolejnych zakupów. Są uniwersalne ciuchy, które zawsze będą na czasie. Pytanie też czemu się ubieramy w ogóle ładnie i modnie? Żeby się dobrze czuć? Jeżeli by tak było to byśmy wszyscy siedzieli w dresie. Ubieramy się modnie ze względu na presje otoczenia, albo żeby przyciągnąć płeć przeciwną. Presji otoczenia nie powinno się ulegać, o czym mam nadzieje dobrze wiesz. Jezeli zaś chodzi o płeć przeciwną, to możesz mi wierzyć. Mężczyźnie wszystko jedno czy masz bluzeczkę w kolorze burgundu czy w wiśni. Nie odróżni tego i tak :D

      Usuń
  3. a ja lubię oglądać żurnale.
    to taki mały #wspomnień-czar z dzieciństwa, jak się przeglądało grubaśne katalogi niemieckie, pełne zabawek, ładnych ubrań i innych gadżetów.

    kilka blogów szafiarskich odwiedzam głównie dla ich autorek,
    rzadko dla ciuchów jako takich ;-)

    co do reszty: ja się najlepiej rzeczach również prostych.
    ale dodałabym: prostych inaczej ;-)
    bo jak wiadomo uwielbiam rzeczy kopertowe, wiązane czy dwurzędowe.
    ale może być prosto, a jednak z tym słynnym "czymś" ;-)

    a zobaczywszy np. ostatnią słynną i super mega dizanjerską kolekcję mmm for h&m, jeszcze bardziej ucieszyło mnie, że nie jestem faszyn ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest z tymi żurnalami... Też lubiłam te katalogi, fajne były.
      Ale jednak żurnale nudne są strasznie.
      Chyba zupełnie nie jestem faszyn, bo nie wiem, co to za kolekcją dla h&m. O co cho?

      Usuń
    2. prosz. mmm dla h&m.
      brak mi słów, żeby opisać tę kolekcję.
      a były zdjęcia: jak ludzie dosłownie bili się o te cudnej urody rzeczy.... :D

      Usuń
    3. No, cudności. Faktycznie, brak słów.

      Usuń
  4. Nie wiem, o co chodzi z tą modą. Może to kwestia osobowości. Oczywiście raz na jakiś czas moda, zataczając wielkie łuki, zaproponuje coś, co mi się podoba, np. szarość albo frędzle. W tym momencie powinnam lecieć do sklepu i obkupić się na kolejne 10 lat. ;) A z klasyką - jest klasyczna klasyka i mniej klasyczna klasyka. Dżinsy, koszula w kratę, traperki i wojskowa kurtka to też klasyka mody, czy tego chcemy czy nie. Proste rzeczy dłużej są na czasie. Czy powodują, że wygląda się staroświecko, retro lub jak stara ciotka? Nie wydaje mi się. Dziewczyna w dżinsach i czarnym T-shircie zawsze wygląda dobrze, jest "poza modą". Oczywiście można tu dorzucić jakiś szalik, kolczyki, torebkę - dodatki łatwiej zmienić niż bazę. A styl - jak myślicie - jest w modzie czy poza nią?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tofalario, właśnie o to mi chodziło. Nie widzę powodu, by zmieniać bazę. Dodatki tak - tym bardziej, że i buty, i torebki zużywają się szybko. Biżuteria czy apaszki nie muszą być kosztowne, nie muszą zajmować dużo miejsca.
      Co powoduje, że się wygląda jak stara ciotka? Moim zdaniem właśnie dodatki - fason obuwia, torebki, biżuteria. Te same dżinsy i prosta koszulka zupełnie inaczej wyglądają w zależności od butów, które się do nich założy.

      Usuń
    2. Niektóre "modne" buty są paskudnie brzydkie. ;)

      Usuń
  5. Myślę, że moda jako taka jest z lekka oderwana od rzeczywistości. Większość ubrań wymyślonych przez kreatorów nie nadaje się na nasze realia pogodowe. Nigdy nie kupię włoskich butów na zimę bo co oni wiedzą o czternastostostopniowym mrozie? Dla mnie praktyczność stroju zwycięża jego modową przydatność. Czy chodzę niemodna? nie wiem. Pewnie tak. czy mi to przeszkadza? absolutnie nie :) moja szafa to dwie półki w wspólnej szafie z mężem. a i tak nie wszystko noszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, pracownia rozjaśniłaś mi w głowie!
      jak rzadko marznę, to od jakiegoś czasu zastanawiałam się,
      kto genialny projektuje kolekcje zimowe, takie, że nawet ja się musiałabym zastanowić ile swetrów pod spód np. kurtki ubrać. ;-)

      a to przecież ciuchy na dizajnerską pogodę ;-)
      i co najwyżej na wybieg - w ogrzewanym pomieszczeniu :D

      Usuń
    2. Całkowita racja. Przez większą część zimy noszę praktyczne, choć zapewne zupełnie niefaszyn obuwie sportowe, bo jest ciepłe i wygodne. Za nic mam sobie zdanie włoskich projektantów w tej materii :)

      Usuń
  6. Jeśli chodzi o sezonowe hity to jestem zdecydowanie na nie. Gdy widzę,żę wiekszość kobiet nosi jakąś daną rzecz ,to nawet gdyby mi się ta rzecz podobała ,to jej nie kupię-tak mam od zawsze.Burgundu(który okazało się nagle jest ulubionym kolorem bardzo wielu kobiet;) ) nie założe przez co najmniej rok, bo czuję taki przesyt.
    Moda ma być dla ludzi ,ale nie jest.Moda jest dla pieniedzy.To jest śmieszne,żę mając XXI wiek cofamy się w tak istotnej dziedzinie. Ubrania niewymiarowe szyte najczęściej na kobietę o ciele chłopca ,marnej jakości materiały a do tego ta powtarzalność- w większości sklepów to samo.
    Czy moda nie zabija kreatywności i wyjątkowości?Czy nie tworzy kompleksów? (nie każdemu dobrze w spodniach typu biodrówki,które pare lat temu były jedynymi dostępnymi)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dlatego właśnie wypowiadające się tu osoby nie czują zainteresowania modą. Jak piszesz, za bardzo cenimy sobie kreatywność i wyjątkowość.
      Maciek ostrzega przed modą, która może doprowadzić do przejścia na ciemną stronę mocy, Ty przed kompleksami i powtarzalnością. Myślę, że to właśnie jest kwintesencja problemu. Uniformizacja, napędzanie konsumpcji, masowa produkcja klonów.
      Co nie zmienia faktu, że moda może być źródłem inspiracji, jeśli ma się do niej dystans. Obejrzenie zdjęć z pokazu zdolnego projektanta nie musi przecież zaraz prowadzić do pójścia na zakupy, może za to pokazać inne podejście do już ogranych tematów.

      Usuń
    2. Moim zdaniem to nawet fajnie, kiedy kobiety w pewien sposob interesują się modą. A przytoczony to przykład tegorocznego burgundu jest bardzo dobry. Tylko jeszcze lepiej kiedy osoba interesująca się trendami w pewien sposób filtruje najnowsze krzyki mody w stosunku do swojej osobowości, typu urody czy figury. Bo jednak mimo wszystko najczęsciej widuję "fashion victims"-przebrane nie ubrane. Pozdrawiam

      Usuń
  7. w przeciwieństwie do wypowiadających się tutaj Osób, ja modę uwielbiam - jest moją kreatywną odskocznią od rzeczywistości.. :)
    osobiście, mam dość jasno sprecyzowany pogląd na tę sferę życia.. tzn., ubieram tylko to, co mi służy i jest w zgodzie z moim charakterem :D
    pojmuję jednak ludzi, którzy są w opozycji do niej.., bo przecież trochę różnorakiego spustoszenia czyni... jednak, dobrze pojęta i dostosowana do naszych potrzeb, może naprawdę cieszyć i satysfakcjonować, nie tylko finansowo..
    pozdrawiam
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja lubię "podglądać" modę. pokazy, kolekcje itp.
      ale daleko mi- od podglądania- do przejmowania się modą, do szukania tylko super hiper mega modnych ciuchów.

      gdyby nie pewien prezent, kolejną zimę przechodziłabym w tym samym płaszczu, bo jest na tyle zgrabny, i prosty, i ładnie wygląda, że mi zupełnie to nie przeszkadza, że miałabym go nosić kolejny sezon.

      Usuń
  8. całe szczęscie nie trzeba modnie się ubierać żeby interesować się modą :) z resztą można zauważyć, że krytycy modowi i sami projektanci, w odróżnieniu od blogerów modowych, trendsetterów, fashionistek (i innych obcych słów :D) zazwyczaj noszą klasyczne i ponadczasowe stroje. albo mają na tyle charakterystyczny własny styl, że nie ma on nic wspólnego z pojęciem "modne, na czasie". interesuję się modą co nie znaczy że ją konsumuję. nie kupię bluzki w azteckie wzory, nawet jesli mi się podoba,bo wiem że za rok-dwa lata będzie wyglądać głupio i niemodnie (no chyba że ktoś ma właśnie taki indiańsko-hipisowski styl).

    a co do wyżej wspominanej kolekcji MMM (tu do obejrzenia http://harel.blox.pl/2012/11/23-kolekcje.html#ListaKomentarzy ), to bardzo mi się podoba, aczkolwiek nie do noszenia. no i nie jestem fanką kolaboracji sieciówek z projektantami bo to złudne poczucie, że ma się coś lepszego - byłam, macałam, szmaty jak cała reszta sklepu, tylko droższe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niektóre rzeczy z mmm ładnie wyglądają, ale nie wyobrażam sobie siebie, że je ubieram, i tak ubrana wychodzę na ulicę.
      co najwyżej- właśnie mogę ocenić, że o ciekawie wyglądałoby w żurnalu.

      myślę, że bycie modnym a zainteresowanie modą, to zdecydowanie dwie różne rzeczy.
      jak wspomniałam- lubię podglądać pokazy, i kolekcje.
      ale wystarczy mi czasem rzut oka na lookbook'a- nie tylko w odniesieniu do dziwności niektórych ubrań, ale przede wszystkim w odniesieniu do ILOŚCI.

      i już wtedy sobie najczęściej myślę, że jak mi teraz dobrze w tym minimalnym świecie, i z moim zen,
      że nie przejmuję się hitami, trendami, na tyle, żeby się nimi przejmować ;-)

      Usuń
  9. Jak dla mnie uleganie modzie tworzy błędne koło. Jeśli pamiętasz i w jakiś sposób uważasz za ważne że taki fason butów/ciuchów/czapek był modny trzy lata temu, to osobę w czymś takim będziesz postrzegać jako ciotkę. Jeśli Ci to zwisa kalafiorem, to po prostu nie zwracasz na to uwagi i 'ciotki' nie istnieją. Interesowanie się modą sprawia, że katalogujesz ludzi ubranych inaczej jako 'niemodnych', o ile fuksem nie załapią się na jakąś 'ponadczasową klasykę' albo 'awangardę'. Dla mnie cała machineria modowa to kwintesencja generowania sztucznych potrzeb i wduszania ludziom rzeczy, których nie potrzebują.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej :)
    Przyślę Ci e-maila z wycinkiem z prasy na temat tzw. bazy - artykuł ponadczasowy :)) Nie ma to jak klasyka!

    A tzw. radyjka można słuchać i bez bereciku. Słucham i nie wstydzę się. Kiedyś myślałam, że się nie da, ale zmieniłam zdanie, gdy poznałam w praktyce, a nie z opinii ludzi, którzy "wiedzą" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, zależy, co w tym radyjku leci. U nas na przykład - Dwójka. :) Tacy z nas ciotka i wujek.

      Usuń
    2. A pewnie, że wszystkiego się nie da. Ale niektóre audycje są znośne :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…

Jeszcze prościej

To, że ostatnio rzadko poruszam na blogu temat minimalizmu, nie znaczy, że przestał być dla mnie ważny. Jest nadal istotny, ale w inny sposób niż wtedy, gdy wprowadzałam największe zmiany w swoim życiu i przestrzeni osobistej. Pisałam o tym we wpisie Procesy w tle
Po ośmiu latach mówienia i pisania o nim czuję przesyt. Nie mam już ochoty czytać książek ani blogów związanych z tym tematem. Nie twierdzę, że nie warto, bo wiele mądrych treści wciąż powstaje, jedynie ja nie mam już potrzeby dalej drążyć tych kwestii.

Nadal bardzo istotna jest dla mnie prostota, coraz ważniejsza. To raczej już nie ulegnie zmianie, bo zawsze ją lubiłam, a z czasem stała się dla mnie myślą przewodnią. W każdej dziedzinie życia. Prostota wypowiedzi, przekazu, formy i treści. W estetyce i ubiorze. W wystroju mieszkania. Na talerzu - bardzo istotna. Prostota i skuteczność rozwiązań - w pracy, nauce, komunikacji. Nie zajmują mnie natomiast zbytnio sprawy ilości rzeczy i zajęć, które na pewnym etapie były tak …