Przejdź do głównej zawartości

Przerywnik - pytania w związku z książką o minimalizmie

Obiecuję, że zbliżamy się do końca minicyklu szafowo-modowo-stylowego. Jeszcze tylko wpis o najlepszych źródłach inspiracji oraz oczywiście ogłoszenie wyników konkursu na stylizację. 

Dzisiaj jednak inna sprawa. Moja książka nabiera coraz wyraźniejszych kształtów i rysują się dla niej ciekawe perspektywy publikacji, chociaż na razie nie uprzedzajmy wydarzeń. Zadałam już to pytanie na profilu fejsbukowym, powtarzam go tutaj. O czym szczególnie chcielibyście poczytać w polskiej książce o minimalizmie, prostocie, spowalnianiu i świadomym życiu? Czego brakuje Wam w książkach pani Loreau, na polskich i anglojęzycznych blogach? Jakie kwestie są dla Was najtrudniejsze i najistotniejsze? Jakie pytania sobie stawiacie, na jakie nie potraficie znaleźć odpowiedzi?

Komentarze

  1. Ajka, nie wiem, czego w książkach Loreau brakuje, ale wiem, czego w nich za dużo. Uproszczeń i skrótów myślowych, przez które momentami wydają się płytkie.

    Nie wiedziałam, że planujesz wydać książkę! Powodzenia, trzymam kciuki i życzę dużego nakładu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planuję, zapowiadałam to już od pewnego czasu, a teraz projekt nabiera realnych kształtów.
      Masz rację, mnie także irytują te skróty myślowe u Loreau.

      Usuń
  2. Ciężko mi powiedzieć czego brakuje w książkach. Mogę powiedziec natomiast czego mi brak w blogach. Każdy kto już kilka przewertował wie czym jest minimalizm i co on daje. Najczęściej jednak wszystko jest pisane z perspektywy osoby, która już przeszła na właściwą drogę, a mało jest o samym procesie, który nie odbywa się z dnia na dzień i nie jest łatwy. Kompletne odwrócenie sposoby myślenia wymaga ciężkiej pracy nad samym sobą. Nie chcę czytać kolejnych informacji jak powinno być. Chcę czytać jak do tego dotrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maćku, to bardzo słuszna uwaga. Faktycznie sporo pisze się o tym, jak to już jest po dokonaniu się tego procesu, a niewiele o samym procesie.
      Na pewno nie raz opisywałam, jak to się u mnie odbywało, ale trzeba by się zagłębić w stare wpisy, na co nie każdemu może starczyć cierpliwości. W książce łatwiej będzie się na tym skupić, opisać w jednym miejscu. Na blogu te informacje są rozproszone we wpisach o bardzo różnej tematyce.
      Dziękuję Ci za tę sugestię, bardzo pomocna.

      Jedno pytanie na marginesie: czemu używasz określenia "właściwa droga"? A jaka jest niewłaściwa? Nie-minimalizm jest niewłaściwy?

      Usuń
    2. To bardzo osobiste określenie. Właściwa dla mnie, jeżeli tak wolisz. Nie oznacza to jednak, że standardową, nieminimalistyczną drogę potępiam. Nie potępiam nawet konsumpcjonizmu. Smuci mnie on jedynie i tyle.
      Osobiście jednak gardzę wszelaką poprawnością polityczną, która ogranicza moje swobodne wygłaszanie poglądów czy myśli. Nie sądzę, żeby moja wypowiedź w internecie, jakkolwiek by agresywna nie była, kogokolwiek uraziła. Urazić mogę jedynie kogoś, kto się liczy z moim zdaniem, kogoś kogo znam. Kogoś kto ma jakiekolwiek ze mną stosunki. Czy anonimowy człowiek w internecie może mnie obrazić? Nie. Jeżeli kogoś może, to powinien się zastanowić nad swoją wrażliwością i czy jest odpowiednio skierowana. Tak więc, dla przykładu, mogę nienawidzić gruzinów i życzyć im śmierci. Tak długo jak personalnie twarzą w twarz nie będę obrażał gruzina, to zachowuję zasady kultury. Natomiast nikt nie zabroni mi w przestrzeni niepersonalnej, publicznej czyt. internecie postulować nawet i mord na gruzinach.
      Jednak może zbytnio się zagłębiłem w ten temat.
      Jeżeli zależy Ci na moim personalnym zdaniu, to uważam, że droga minimalistyczna jest słuszną drogą dla mnie i mi ona otwiera wiele możliwości. Nie zamierzam natomiast nawoływać do zmiany poglądu siłą i radykalizować się w jakikolwiek sposób. Użyłem tego określenia, myśląc, że stoimy po tej samej stronie.
      Myliłem się? :)
      Chyba jestem trudnym człowiekiem :D

      Usuń
    3. Również stwierdzam deficyt powyższej tematyki w dostępnych książkach na ten temat. A przecież stanowi on integralną część drogi minimalisty.

      Usuń
  3. Ogólnie brakuje mi książek, więc chętnie przeczytam o wszystkim. Ale najbardziej uwielbiam aspekty praktyczne, logistyczne, poradnikowe. Rozważań ogólno-idealistycznych już się naczytałam i traktuję trochę jak powtarzanie truizmów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się dobrze składa, bo ja też wolę pisać o konkretach :)

      Usuń
  4. Jeśli chodzi o książki Pani Loreau , osobiście lekko mnie dziwił protektorski ton... :)Ale bardzo te książki mi pomogły ( ostatnią przeczytałam z mniejszym zainteresowaniem ) , brakuje właśnie pozycji w odniesieniu do Polskiej rzeczywistości. W tych książkach znajdujemy bardzo dużo odniesień do Japonii i ich kultury, natomiast chętnie przeczytałabym rady i historię kogoś kto mieszka w Polsce lub podobnym kraju. Pozdrawiam i życzę powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki Loreau bywają irytujące, ale mi także wiele dały, podobnie jak Tobie. Myślę, że jej protektorski ton wynika z tego, że czuje się szczęśliwa dzięki sposobowi, w jaki żyje i chciałaby, aby wszyscy mogli czuć się tak jak ona.
      Natomiast wiele osób zwraca uwagę na to, że dobrze byłoby spojrzeć na prezentowaną m.in. przez nią tematykę z naszej lokalnej perspektywy, bez odniesień do kultury japońskiej. W Japonii nie byłam, więc na pewno nie będę odnosić się do jej kultury, którą znam tylko z książek i innych przekazów.

      Usuń
  5. Maćku, nie stoję po żadnej stronie, nie oceniam też żadnych postaw. A przynajmniej staram się nie oceniać. I nie o żadną polityczną poprawność tu chodzi, lecz o przekonanie, że nikt i nic nie daje mi prawa do oceniania postaw innych ludzi.
    Mogę je obserwować, próbować zrozumieć (dojść do wniosku, że nie rozumiem), ale nie mogę twierdzić, że moje rozwiązania są w czymkolwiek lepsze od cudzych.
    Dlatego określenie "właściwa dla mnie" o wiele bardziej mi odpowiada. Masz rację, to narzędzie - minimalizm - daje wiele możliwości, cieszę się, że daje Ci ono radość i przynosi korzyści.
    Natomiast co do drugiej części Twojej wypowiedzi: owszem, popieram wolność słowa i swobodę wypowiedzi, ale w żadnym wypadku nie zgadzam się co prawa do nawoływania do mordu na kimkolwiek, w jakiejkolwiek przestrzeni, prywatnej czy publicznej. Nawet w prywatnej korespondencji, nawet w zaciszu domowego ogniska. Nawet wtedy, gdy nikt nie słyszy, nie widzi, nie czyta.
    Bo nawoływanie do mordu i szerzenie nienawiści zawsze nim pozostaje i nie jest już zwykłym wyrażeniem poglądów. Agresja pozostaje agresją, życzenie komuś śmierci nie jest żadnym "poglądem".
    Jednak faktycznie trochę się chyba zagalopowałeś, bo nie wiem, co mają Gruzini do minimalizmu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dałem nienawiść do gruzinów jako najbardziej abstrakcyjny przykład, żeby podkreślić, że nie mam nic wspólnego z takim myśleniem. Nie zgodzę się więc z Tobą. Przede wszystkim nie uważam, żeby agresja była zła. Agresja jedynie z pozoru niszczy. Często jest ona motywatorem do działania, a jeżeli to często nie znajdziemy silniejszego. Powinna być ona jednak odpowiednio skierowana. Bez agresji człowiek nie podjął by się żadnego ryzykownego działania, bo sama w sobie jest ona przeciwwagą dla strachu. Nawoływanie do mordu sam uważam za złe. Jednak większym złem dla mnie jest ograniczenie czyjejś wolności do nawoływania do mordu, wolności do wypowiedzi.

      Co do oceniania postaw ludzi. Niezależnie od tego czy chcesz, czy nie chcesz, naturalnie, jako istota ludzka, oceniasz ludzi i ich zachowanie. Masz do tego naturalne prawo, tacy już się rodzimy i tacy jesteśmy. Więc tak, możesz mnie oceniać, możesz nawet na mnie bluzgać bo masz do tego pełne niezbywalne prawo.

      Możesz twierdzić, że twoje rozwiązania są lepsze. Gdybyś nie twierdziła, że minimalizm jest lepszą drogą to prawdopodobnie byś tej drogi nie wybrała, a tym bardziej byś jej nie promowała.
      Ja uważam ją za lepszą drogę niż np. taki konsumpcjonizm i nikt przenigdy nie zabroni mi krytykować jego drogi, a już na pewno nikt nie będzie mi w stanie zabronić twierdzić, że moja "moja racja jest mojsza niż twojsza"

      Usuń
    2. Maćku, nie tak łatwo mnie wyprowadzić z równowagi ani skłonić do "bluzgania" na kogokolwiek. Na pewno nie z tego powodu, że masz inne zdanie niż ja.
      Bo mam inne zdanie, które już wyraziłam - zarówno w kwestii agresji, wolności słowa, oceniania ludzi czy uważania swojej drogi życiowej za lepszą niż droga innych ludzi.
      Promowanie minimalizmu, jak to określasz, nie wynika z przekonania o jego wyższości, wynika z tego, że akurat mi osobiście wiele dobrego to podejście dało. I wiem, że wśród osób, które tu trafiają, na pewno znajdą się takie, którym taki sposób myślenia będzie odpowiadał. One mogą na tym skorzystać.
      Jest też niezliczona liczba osób, która tego "nie kupi", mówiąc kolokwialnie. Bo to nie ich bajka, nie czują tego, nie widzą sensu. Co nie znaczy, że muszą zaraz być to osoby pogrążone w konsumpcjonizmie. Swoją drogą stawianie minimalizmu w opozycji do konsumpcjonizmu wydaje mi się znacznym uproszczeniem.
      Pozostaję przy swoim - każdy żyje, jak mu się żywnie podoba. Tak długo, jak swoimi decyzjami nie wyrządza krzywdy innym (świadomie), nie moja to sprawa.
      Wiesz, to jedna z irytujących cech polskiego społeczeństwa (nie tylko polskiego, ale akurat w naszym kraju dość rozpowszechniona), że każdy uważa, że ma monopol na prawdę, a jego racja jest "najmojsza". I zamiast rzeczowej dyskusji zwykle mamy tylko tak zachwalane przez Ciebie obrzucanie się agresją i korzystanie z tego "niezbywalnego prawa do bluzgania na innych". Szczególnie chętnie wykorzystywane w internecie.
      Akurat tutaj, na moim kawałku internetu, ktokolwiek zacznie korzystać z tego rzekomego prawa, natychmiastowo zostanie zbanowany. To mój kawałek podłogi, więc wyznaczam obowiązujące na nim zasady.
      Dyskusja - jak najbardziej. Bluzgi i agresja - nie u mnie. Nie będzie tu także najeżdżania na ludzi, którzy żyją inaczej. Nawet jeśli zostanie to uznane za ograniczenie wolności słowa. Na prywatnym blogu to autor decyduje o publikowanych treściach. Na szczęście. Szanuję Twoje prawo do własnego zdania, możesz go tutaj prezentować, przy założeniu, że nie posuniesz się do agresji ani złośliwości.

      Usuń
    3. "Wolność twojej pięści jest ograniczona jedynie bliskością mojego nosa" - jak sama powiedziałaś. Wolność do nawoływania do przekonań niesłusznych z moimi, jakkolwiek by obrzydliwe czy absurdalne one nie były powinna istnieć moim zdaniem.

      W niektórych miejscach na świecie, jak wejdziesz na czyjąś ziemie nieupoważniony do tego, to właściciel ma prawo do Ciebie strzelać. Twój blog jest Twoją ziemią. Możesz usunąć każdy komentarz, każdy post, bo to Twoja "własność" i panują tu Twoje zasady.

      Nie mówię, że konsumpcjonizm jest opozycją minimalizmu.

      Moja droga jest najlepsza. Gdyby taka nie była, to bym wybrał inną. Jeżeli jest inaczej, to tylko ze względu na moje słabości. Nie mam jednak prawa jak mówiłaś jej narzucać, ale nie widzę powodu, aby uważać, że cudza droga jest lepsza. Gdyby była, to by się stała i moją drogą.

      Nie zachwalam obrzucanie się agresją. Jednak uważam, że agresja jest potrzebna. Nadmiar jej szkodzi, ale tak jak ze wszystkim.

      Bluzgi są wynikiem braku kultury i często "dobrego smaku", jednak nie mogę nikomu zabronić braku kultury, czyż nie? Mogę jedynie potępiać takie zachowanie. Uważam, że droga kultury jest lepsza od drogi grubiaństwa. Oczywiście. Znajdą się osoby które tego "nie kupią", bo to nie ich bajka, nie czują tego i nie widza w tym sensu. Jednak widzisz... ja potępiam tę drogę. Myślę, że ty także czyż nie?

      Usuń
    4. Czyż nie. Nie potępiam. Człowiekiem jestem, nic co ludzkie nie jest mi obce.
      Zamiast potępiać, krytykować, czuć się lepszą od innych, wolę konsekwentnie robić swoje.
      Zawsze coś jest dobre lub najlepsze dla kogoś, a dla kogoś innego niekoniecznie.
      Cóż, zapewne przemawia przez Ciebie rozentuzjazmowanie neofity, całkiem zrozumiałe.

      Usuń
  6. Bardzo się cieszę, że powstaje książka o minimalizmie pisana z polskiej perspektywy. Mam bowiem nieodparte wrażenie, że w społeczeństwie „na dorobku” bycie minimalistą ma swoją specyfikę.
    A tak generalnie – to w pisaniu o minimalizmie najczęściej brakuje mi wątku o relacjach z innymi ludźmi. Wiele tych tekstów wydaje się pisanych przez nieuleczalnych singli, którzy, nawet jeśli pozostają w jakimś związku, to jest on dla nich sprawą marginalną. Tak, jakby nie trzeba było rozważać różnych racji, zawierać kompromisów, dogadywać się w sprawach mniej i bardziej poważnych.

    Przyjemnego pisania i szybkiego wydania książki!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja bym chętnie poczytała o relacjach chomik-minimalista, konsumpcjonista-minimalista: jak tu zgodnie egzystować nie rezygnując z własnych priorytetów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ktoś już tu chyba pisał, że najbardziej brakuje takich codziennych przykładów z perspektywy "dochodzenia" do minimalizmu. Na co zwrócić uwagę.. Brakuje mi konkretnych trików i sposobów. To w temacie rzeczy i przestrzeni.
    A brakuje mi również tego życiowego minimalizmu, nie dotyczącego rzeczy. Zbyt mało jest o tym, za mało konkretów. Bo wskazówka "upraszczaj życie" na prawdę nic nie wnosi, bo "jak" to zrobić?

    Teo

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…

Lepiej

Przed urlopem pisałam o bezdzietności z wyboru. Mam jeszcze parę refleksji, które nie dotyczą istoty sprawy (mienia/niemienia dzieci), ale są z nią powiązane. 
Ludzie często lubią formułować różne złote rady czy ogólne stwierdzenia, które wydają się im słuszne i cenne: lepiej mieszkać na wsi. Lepiej mieszkać w mieście. Lepiej mieć samochód/jeździć na rowerze/poruszać się piechotą. Lepiej jeść mięso/być wegetarianinem/weganinem. Lepiej jeść gluten/nie jeść glutenu. Mieć mieć wiele dzieci/mieć dwoje dzieci/jedno dziecko/nie mieć dzieci. Lepiej biegać/ chodzić na siłownię/ćwiczyć jogę/gimnastykować się w domu. Być minimalistą/tarzać się w konsumpcji. Można by tak wymieniać w nieskończoność, wymieniłam tylko kilka dziedzin, które akurat wydają mi się częstym przedmiotem tego rodzaju sądów.
Zazwyczaj uważa się, że „lepiej” jest robić tak, jak się samemu wybrało. Często dlatego, że jest się ze swojego wyboru zadowolonym i wydaje się, że skoro nam jest z tym dobrze, to innym też pewnie będz…