Przejdź do głównej zawartości

No milk today

Dzisiaj ostatecznie dotarła do mojej świadomości myśl, że nie chcę i nie mogę już czytać żadnych książek, blogów ani poradników na temat minimalizmu ani prostoty. Ani Lea Babauty (I still love you Leo!), ani Dominique Loreau, ani  nikogo innego. Podziwiam, szanuję, wielbię. Jednak muszę, chcę, potrzebuję -  iść własną drogą. 

Komentarze

  1. Dokładnie rok temu wybrałam taką drogę, nie jest łatwa, ale efekty są bardziej zadowalające, bo są własne.

    OdpowiedzUsuń
  2. ;) czy aby na pewno starannie i z uwagą przemyślałaś to swoje życzenie: "Jednak muszę, chcę, potrzebuję - iść własną drogą."?

    Model życia współczesnego człowieka, to model skorumpowanego człowieka, który wewnętrzny wymiar swojej siły zaprzedał za iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa nie bycia samotnym poprzez niezliczoną liczbę wiążących go układów i zależności społecznych, ekonomicznych, politycznych, religijnych, towarzyskich, rodzinnych i tak dalej...

    własna droga zaczyna się od odzyskania wewnętrznej wolności wymiaru własnej siły... co nie jest ani łatwym ani szybkim procesem... i w zasadzie (dodam od siebie i z własnej autopsji) to ostateczne forma minimalizmu i prostoty, kiedy dochodzi się do tego miejsca i ma się tylko to... wystarczy by móc mieć wszystko czego się zapragnie;)... ale nie będę się wymądrzał w tym temacie;)

    Życzę powodzenia i pozdrawiam serdecznie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robercie, tak, z uwagą i starannie przemyślałam :) Świadomość swojej siły - mam ją od pewnego czasu, jednak właśnie wczoraj dotarło do mnie, gdy próbowałam przeczytać jedną z książek Lea Babauty, że niczego już nie mogę się od niego nauczyć. Skorzystałam z jego doświadczeń, na ile mogły one być dla mnie przydatne. Tak samo, jak z książek pani Loreau, których lektura dała mi sporo tematów do przemyśleń.
      Nie można jednak w nieskończoność szukać inspiracji u innych, bo można stracić zdolność samodzielnego myślenia i tworzenia. Jestem gotowa :)

      Usuń
    2. Ja bym się nie zgodziła z taką tezą, że "Nie można jednak w nieskończoność szukać inspiracji u innych, bo można stracić zdolność samodzielnego myślenia i tworzenia."
      Jedno drugiemu, moim zdaniem, nie przeszkadza. Inspiracja to tylko wstęp - resztę robimy sami:)
      Nie mówimy przecież o powielaniu.
      Rozumiem, że jesteś teraz na poziomie "uczeń przerósł mistrza" i stąd odejście od książek i blogów z tej tematyki, które już nic nie mogą wnieść w Twoje życie. Ale czy kończy się inspirowanie? Chyba zawsze coś nas inspiruje...
      Ciekawy temat, sama się nad tym teraz zastanawiam:)

      Usuń
    3. Nie powiedziałabym, że kogokolwiek przerosłam. Może raczej nie potrzebuję już mistrzów :) A na pewno nie mistrzów minimalizmu.
      Inspiracje zaś znajduję wciąż i wszędzie, na każdym kroku. Są nimi i spotkania z ludźmi, i zwierzęta, przyroda jako taka, muzyka, sztuka, i poranna mgła... Także lektury i filmy. O bardzo różnej tematyce.
      Ale inspiracja to dopiero początek. Znam osoby, które w nieskończoność gromadzą potencjalne źródła inspiracji, ale nic z tego nie wynika. Nadal stoją w miejscu, niezdolne do działania.

      Usuń
    4. A ja rozumiem taką decyzję. To tak jak dziecko, które do pewnego momentu jest prowadzone przez rodziców za rękę, ale stopniowo się usamodzielnia i wylatuje z gniazda...tak znienacka się odezwałam, bo dopiero dziś tutaj trafiłam, ale coś czuję,że zostanę na dłużej :-) Pozdrawiam.

      Usuń
  3. A ja trochę nie rozumiem: a do tej pory czyją drogą szłaś...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sowo - może nieprecyzyjnie się wyraziłam. Własną, ale niesamodzielnie. Zwłaszcza na początku "minimalistycznej przygody" szukałam inspiracji i wskazówek u innych. Teraz czuję się gotowa do samodzielności, do szukania odpowiedzi na swoje pytania tylko i wyłącznie we własnej głowie i otoczeniu, a nie w książkach czy na blogach innych ludzi.

      Usuń
    2. Ja to bardziej rozumiem tak, że książki już na tym etapie nie dostarczają Ci inspiracji.
      Natomiast nie mam wątpliwości, że cały czas szłaś i samodzielnie, i własną drogą;)
      Bo to, że szukamy inspiracji i wskazówek przecież nie znaczy, że powielamy cudzą drogę. One nam tylko otwierają oczy na inne możliwości, niż te, które znamy.

      Usuń
  4. Więc szerokiej drogi życzę.
    Tylko nie przestawaj pisać dla tych, którzy wciąż potrzebują przewodników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to nie musisz się obawiać, wiesz, jak lubię pisać :)

      Usuń
  5. Myśle, ze to jak z nauka chodzenia. Początkowo potrzebne są wskazówki i przykłady. Z czasem jednak zaczynamy chodzić sami i nikt więcej nie jest już potrzebny, a czasem nawet przeszkadza.
    Nika

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli chodzi o minimalizm, to chętnie zaglądam na blogi. Z książkami na ten temat jest tak, że jeśli przeczytało się dwie-trzy, to mamy 95% szans, że w następnych przeczytamy to samo. Blogi natomiast to trochę inna kategoria. Są to przecież nie poddane obróbce redakcyjnej, spontaniczne zapiski osób rozważających rozmaite problemy tu i teraz, nie zaś pouczenia pana Babauty czy pani Loreau, żyjących w rzeczywistości dość odległej od naszej. To daje pewne poczucie wspólnoty, zwłaszcza jeśli bliskie otoczenie w realu ma dystans do idei minimalistycznych :) Z tym, że ja nigdy nie miałam skłonności do szukania jakichś "wyroczni" czy "biblii" minimalizmu. To, co czytam, staje się raczej impulsem do własnych przemyśleń - czasem poważniejszych, czasem banalnych - nie jest natomiast zbiorem zasad czy reguł, według których miałabym żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie,
      poza tym, jak pisałam na blogu i przejawiło się to też w komentarzach, dochodzi do pewnego zakłamania: muszę pisać więcej o minimalizmie, żeby na tym zarobić...

      Usuń
  7. A ja tak sobie myślę, że już podjęcie decyzji o napisaniu własnej książki było punktem, w którym wkroczyłaś na (albo przynajmniej zaczęłaś zmierzać w kierunku) samodzielną ścieżkę. To fantastyczna sprawa znaleźć w sobie taką... hmm jak to określić... samoświadomość? Tu chyba dobre słowo. W ogóle myślę sobie, że sami jesteśmy dla siebie najlepszym źródłem inspiracji. Tylko czasem zwłaszcza na początku cudze inspiracje muszą nas nieco pokierować w stronę naszego wnętrza. Wzbudzić w nas uśpioną intuicję i otworzyć nasze zmysły.
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Marto, myślę, że samoświadomość to najlepsze słowo. I jej uzyskanie to dla mnie było i jest najważniejszym skutkiem przemierzania tej drogi.
      Cudze inspiracje na pewno się przydają. Dzisiaj wiem, że nie byłabym w stanie dojść do tego miejsca, w którym jestem w tej chwili, gdybym nie trafiła na dobre źródła inspiracji w odpowiednim czasie. Uczeń był gotowy, więc znalazł mistrza... Teraz jest gotowy, by pójść sam.

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Generalne porządki metodą minimalistki

Chciałabym, żeby blog i kanał na YouTube przestały być odrębnymi bytami i zaczęły wzajemnie się uzupełniać. Będę starać się, by każdemu opublikowanemu materiałowi wideo towarzyszył tekst, który będzie jego dopełnieniem. 
Dzisiejszy wpis jest dodatkiem do materiału pod tym samym tytułem, który możecie obejrzeć tutaj:

Opowiadam w nim o moim pomyśle na uproszczenie generalnych porządków. Uważam, że raz na jakiś czas dobrze jest zrobić taki pełen przegląd domu lub mieszkania, zajrzeć w każdy zakamarek, sprawdzić stan posiadania. Jednak trudno byłoby mi wygospodarować cały weekend czy kilka dni, a przecież takie bardzo dokładne porządki wymagają sporo czasu. Są też dość wymagającym procesem pod względem psychicznym, emocjonalnym, bo porządkując, trzeba podejmować szereg mniejszych i większych decyzji. Czego się pozbyć, w jaki sposób, co zostawić, jak zorganizować i poukładać te rzeczy, które zdecydowaliśmy się zatrzymać. 
Pomyślałam więc, że najłatwiej będzie to duże zadanie podzielić na …

Metoda Konmari to nie minimalizm

Wpis jest uzupełnieniem materiału wideo zamieszczonego w serwisie YouTube, który można obejrzeć tutaj: 

Książkę Magia sprzątania Marie Kondo przeczytałam cztery lata temu, o moich wrażeniach możecie przeczytać we wpisie pod tym samym tytułem. Odebrałam ją pozytywnie, ale samej metody nigdy nie stosowałam, bo nie miałam takiej potrzeby, o czym zresztą pisałam w tamtej recenzji. Na dobre w głowie z tej lektury pozostała mi jej myśl przewodnia: poszukiwanie radości w rzeczach i eliminowanie zbędnych przedmiotów w oparciu o kryterium: co chcę zostawić, zamiast stosowanego zwykle przez minimalistów: czego nie potrzebuję i czego chcę się pozbyć. Książki szybko się pozbyłam i nie myślałam o niej więcej.
Dopiero niedawno, gdy coraz częściej docierały do mnie opinie na temat wyprodukowanego przez Netflix serialu Sprzątanie z Marie Kondo(dostępny z polskimi napisami), pomyślałam, że warto byłoby sobie wyrobić własne zdanie na temat tej serii programów, nawet jeśli sama metoda sprzątania Konmari…

Kolorowa szafa minimalistki - także na wakacjach

Ostatni wpis z połowy czerwca. Aż trudno uwierzyć. Jednak to prawda. Nie chcę Was zamęczać tłumaczeniami, dlaczego tak długo milczałam. Niedługo minie pół roku od śmierci Taty. Ostatnie miesiące wbrew pozorom były nie tylko czasem smutku, ale przede wszystkim czasem ważnych zmian w życiu naszej rodziny, częściowo wymuszonych przez odejście Taty, a częściowo przez nią sprowokowanych (?), a może tylko przyspieszonych. Kilka z tych zmian jest naprawdę pozytywnych, dotyczą głównie życia mojej Siostry. W skrócie napiszę tylko, dla tych z Was, którzy zawsze trzymali za nią kciuki (wiecie, że Ula jest osobą niesłyszącą), że Sister zmieniła pracę i na razie jest bardzo zadowolona. A my cieszymy się, że jest doceniana i że ma szanse na rozwój i lepszą jakość życia.
Bałam się, że nie będę umiała już pisać tutaj. Jednak z tym jest chyba jak z jazdą na rowerze. Wystarczy usiąść i zacząć, a reszta idzie już sama...
Oprócz tego, że dużo działo się różnych rzeczy, które wymagały mojej uwagi czy wsp…