Przejdź do głównej zawartości

Szczęście jest przereklamowane

Biadolił ktoś kiedyś, na blogu, który zaginął w głębinach internetu, jak bardzo do niczego są polskie blogi o minimalizmie, bo nikt nie pisze na nich, jak być minimalistą na co dzień. Jak żyć jako minimalista? Mówiąc w skrócie: jak żyć?

Pytanie to jest, w moim odczuciu, jednym z bardziej niemądrych, jakie kiedykolwiek słyszałam. Według mojej osobistej klasyfikacji należy do tej samej kategorii, co słynne w pewnych kręgach „pytanie o życie, wszechświat i całą resztę”. Odpowiedź, jak być może pamiętacie, brzmiała „42”. Reakcja na wspomniane powyżej zapytanie może być taka sama. Bo niby jaka ma być? 

Rzecz w tym, że żaden człowiek nie może i nie powinien tłumaczyć innym, jak mają żyć. Tak, wiem, od początku istnienia wszechświata niemało było różnych guru i kaznodziei, ciotek dobra rada i innych mądralińskich. Każdy z nas spotkał w ciągu swojego życia całe zastępy ludzi, którzy uważali, że wiedzą lepiej. Czuli się z różnych względów upoważnieni do wyrażania swojego zdania na temat tego, jakim człowiekiem jesteś, jak postępujesz, co powinienieś, a czego nie, i dokąd wszystkie te Twoje pomysły Cię zaprowadzą (do piekła, ruiny, bankructwa, śmierci w samotności, chorób wenerycznych, na skraj przepaści - niepotrzebne skreślić). Przyznaję, mi także zdarzało się uważać, że wiem lepiej niż inni, jak powinni przeżywać swoje dni. Och, głupia jak bukiecik szczawiu! 

Jednym z większych przywilejów wolnego człowieka jest prawo do popełniania błędów (lub ich niepopełniania) na własny rachunek.  Mój Tata zawsze mawiał: ja Ci radzę jak ojciec, a Ty rób jak uważasz. Co miało oznaczać: dzielę się z Tobą swoimi obserwacjami i życiowym doświadczeniem, przedstawiam Ci swój punkt widzenia, ale nie siedzę w Twojej głowie, nie znam Ciebie tak dobrze, jak Ty sama, nie mam całej wiedzy o sytuacji. Dlatego ostateczna decyzja jest Twoim wyborem. Nie mogę przeżyć za Ciebie życia. Nie mogę dać Ci gotowej instrukcji postępowania.

Krewny, kolega, psycholog, dziennikarz, autor książki, doradca zawodowy, kaznodzieja, czy jakakolwiek inna osoba, którą zapytasz o radę, opinię, wskazówkę, nie mogą i nie powinni uważać, że mogą decydować za Ciebie. Nie mogą podać Ci przepisu na życie. Najlepsze, co mogą zrobić dla Ciebie, to zadawać Ci pytania, tak, byś odpowiadając, sam znalazł najlepszą dla siebie odpowiedź. Żadna z tych osób nie ma przecież jakiejś jednej uniwersalnej instrukcji obsługi życia. Rozpoznawanie problemów i usuwanie usterek - zob. rozdział XI (a tam czytamy: w razie problemów proszę skontaktować się z autoryzowanym przedstawicielem producenta)

Narzędzia i wskazówki posługiwania się nimi. Tym możemy, jako ludzie, dzielić się między sobą. Patentami, sposobami. Warto pytać napotkane osoby, które wydają się być szczególnie zadowolone ze swojego życia, czemu to zawdzięczają. Jakie mają myki, mówiąc kolokwialnie. Może któryś z ich pomysłów przyda się akurat Tobie. Ale nie musi. Akurat dla Ciebie może być zupełnie do bani. 

Mogę opisywać z mniejszą lub większą ilością szczegółów swoje codzienne życie. Czasem zresztą to robię. Piszę o różnych swoich przeżyciach, doświadczeniach, refleksjach, dzielę się nimi, bo taką mam naturę, że lubię. Niemniej jednak, choćbym opisała każdy swój dzień w drobnych szczegółach, w niczym by to nikomu nie pomogło. Pisanie o tym, jak żyć jako minimalista czy ktokolwiek inny, nie ma większego sensu. Nie służy niczemu innemu, jak pieszczeniu rozbujałego ego piszącego. Przecież każdy z nas jest inny. Łączy nas człowieczeństwo, ale jego okoliczności bywają bardzo różne. 

Ludzie lubią wierzyć, że istnieją sprawdzone sposoby na szczęście. Jedni wierzą, że wystarczy do tego rodzina, zdrowie, stabilna praca, dom, samochód, oszczędności na koncie. Zawsze istnieli tacy, co mówili za nic to mam, to ułuda. I wybierali samotność, podróże, dzikie przygody. Albo poświęcali swoje życie dla dobra innych. A niektórzy wierzą, że to minimalizm jest tym sposobem. Gdy powiesz mi, jak żyć jako minimalista, będę wreszcie szczęśliwy(-a). 

Nie mogę podać nikomu sposobu na szczęście. Nie będę nikomu mówić, jak ma żyć. Nie mam do tego żadnego prawa. Ktokolwiek uważa, że je ma, powinien zapisać się na przyspieszony kurs pokory. Każdego, kto myśli, że posiadł wiedzę o uniwersalnym sposobie na szczęście, z zasady podejrzewam o bycie oszołomem.

Mogę natomiast opowiadać o tym, jak własne doświadczenia (także te związane z minimalizmem) pozwalają mi lepiej poznać siebie. Każdego dnia dowiedzieć się o sobie czegoś więcej. I jestem przekonana, że opis tego procesu może być przydatny dla innych. Nie same z niego wnioski, bo ta wiedza (kim jestem, jaka jestem, czego potrzebuję, czego pragnę, a czego nie) naprawdę przydatna jest tylko dla jednej osoby, czyli mnie samej. Dla innych może być całkiem nuuuuudna. Jednak przebieg procesu poznawania siebie, możliwe sposoby realizowania go, pytania, jakie trzeba sobie zadać, albo metody prowadzenia obserwacji, czyli owe narzędzia i sposoby ich obsługi, mogą posłużyć także innym. A z kolei sposoby sprawdzone przez innych mogą posłużyć mnie samej. 

Temu mogą służyć rozmowy, czytanie książek czy blogów. Ewentualnemu poznaniu lepszych narzędzi niż te, którymi do tej pory się posługiwałeś. Jednak nauczyć się ich używać musisz już Ty sam(-a). Musisz przełożyć ja na język swojego życia, swój charakter, swoje okoliczności życiowe. 

Poznanie siebie nie jest sposobem na osiągnięcie szczęścia. Sprzyja za to uzyskaniu spokoju ducha, który nie jest równoważny ze szczęściem, ale jest od niego znacznie ważniejszy. Dlaczego? Przecież wiecie. A jeśli nie, to pogadamy o tym następnym razem.

Komentarze

  1. ;) pytanie: "Jak żyć jako minimalista? Mówiąc w skrócie: jak żyć?" - jak najbardziej zasadne i na miejscu;) tak samo jak to dotyczące szczęścia;)

    Jeśli popatrzeć na oszałamiający rozwój i bogactwo tzw. literatury poradnikowej czy blogów: począwszy od motywacji i sukcesu, poprzez seks i równoczesny multiorgazm u obojga, a na minimalistycznym poradniku Leo Babauty skończywszy, wydaje się jak najbardziej uzasadnione. Jest popyt, jest podaż. Skoro pytanie bezzasadne, to dlaczego jedni ciągle o to pytają a inni ciągle piszą rady jak?

    Mówi się, że nie ma złych odpowiedzi, są tylko źle postawione pytania. sztuką jest zadawanie właściwych pytań: nie tylko samemu sobie, ale także innym. Złe pytania dają niewłaściwe odpowiedzi - dane fałszywe, na podstawie których podejmuje się życiowe decyzje: lekka, łatwa, prosta droga do tego by ostatecznie być nieszczęśliwym... na swoje własne życzenie. Potem już leci z górki: blog, księgarnia, porady i próba wtłoczenia swojego życia i samego siebie w jakiś schemat. Problem w tym, że życie schematami nie działa;)

    Właściwie pytanie wymaga namysłu, refleksji, wglądu dzięki któremu poznaje się samego siebie, swoją rzeczywistość, swoje preferencje... zgoła odmienne od paradygmatu poradnika i stada.

    Narzędzia;) to nie wina młotka, że nie można nim ukroić kromki chleba; to nie wina chleba, że nie można nim wbić gwoździa w ścianę;) Nożem można pokroić warzywa na sałatkę albo poderżnąć gardło staruszce by odebrać jej portfel z emeryturą. Ale to nie wina i problem noża jako narzędzia, tylko tego, który zdecydował się go użyć w taki czy inny sposób. I tak sobie myślę, że dokładnie tak samo jest z pytaniami i odpowiedziami;)

    Pozdrawiam;) ciekawy post i temat do dyskusji;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Robercie, właśnie o to mi chodziło - to pytanie należy do źle postawionych.
    O to samo chodziło zresztą w cytowanym pytaniu o życie, wszechświat i całą resztę :)

    Jak żyć? Zbyt ogólne. Jak żyć w konkretnej sytuacji, w danych okolicznościach, z takim a nie innym bagażem doświadczeń? Już ciut lepiej. Jak mam żyć ja, aby u schyłku życia nie mieć poczucia porażki, straconego czasu? Jeszcze lepiej.

    Zarówno w kwestii szczęścia, jak i sukcesów, a także wielokrotnych orgazmów, wszystkie odpowiedzi będą miały kilka punktów wspólnych: czas, wysiłek, poznanie siebie, komunikacja.

    Nie ma jednej recepty i raczej nie będzie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pytanie "jak żyć jako minimalista" ma mniej więcej tyle samo sensu, co pytania o to, jak żyć jako student/niepracująca pani domu/pani prezes dużej firmy/ojciec licznych dzieci, itp., itd. Oznacza, że jego autor pojmuje minimalizm jako rolę społeczną, z którą wiążą się pewne zachowania i atrybuty albo ich brak. Łatwiej to pytanie postawić, niż na nie odpowiedzieć, gdyż samo pojęcie minimalizmu jest dość nieostre i mieszczą się w nim rozmaite wzorce zachowań. Tutaj, rzeczywiście, początkujący minimalista (gdyż takie pytanie pojawia się najprawdopodobniej na początku drogi) musi i zadać sobie parę innych pytań, bardziej szczegółowych, i przetestować rozmaite sytuacje, żeby sprawdzić, czy mu odpowiadają (ja na przykład domowej biblioteki się nie pozbędę, a gdybym była przez to niegodna miana minimalistki, to proszę bardzo, wolę książki, niż przywiązanie do etykietki). :)
    A że takie pytanie w ogóle padło? Obfitość poradników typu jak być... jak żyć... sprawia, że i w przypadku "bycia minimalistą" pojawia się nadzieja na jakiś wypracowany już, sprawdzony wzorzec...

    OdpowiedzUsuń
  4. ;) stwierdzono, że istnieje ponad 650 sposobów zmywania naczyń. Pytanie jak zmywać naczynia jest w istocie pytaniem bezzasadnym, ponieważ zawsze znajdzie się ktoś, kto stwierdzi, że dany sposób mu nie odpowiada i będzie kłócił się z rzeczywistością;) Dla mnie w ogóle pytanie typu jak jest nie dość, że bezzasadne to na dodatek jeszcze komplikujące wszystko... i jest to w jakimś sensie próbą tworzenia jednej recepty, która ma być dobra dla wszystkich.

    z drugiej strony, jak na ironię losu taka właśnie jedna jedyna recepta istnieje... zarówno jeśli chodzi o sukces, szczęście, wielokrotne orgazmy czy bycie minimalistą lub jakąkolwiek inną sprawę.

    W buddyzmie mówi się: jeśli chcesz być szczęśliwy to po prostu stań się szczęśliwy. Jeśli chcesz być minimalistą to po prostu stań się minimalistą; jeśli chcesz być bogaty to po prostu stań się bogaty; jeśli chcesz czuć się spełniony w seksie to po prostu stań się spełnionym.

    Minimalizm i prostota znacznie lepiej rozumiane są przez Wschód ponieważ filozoficzno-duchową podstawą jest Tao pielęgnujące głęboki związek człowieka z Naturą i samym sobą; zaś Zen jest bardziej przełożeniem tego na codzienną praktykę. Tao znaczy tyle co droga. Zasadne pytanie brzmi więc: dlaczego wybrałem tę drogę? Dlaczego chcę wybrać inną drogę? Dlaczego wolno mi wybrać taką a nie inną drogę? Pytanie sięgające bardzo w głąb samego siebie. Skupiające własną energię (siłę i moc) na tym co najistotniejsze: wolności własnego wyboru, własnej niezależności, indywidualności, suwerenności, z drugiej zaś pragnienia własnego serca.

    Ta droga to jednak nie jakiś wytyczony i utarty szlak z drogowskazami. To proces stawania się: szczęśliwym, spełnionym, minimalistą itd... Sam minimalizm i prostota są produktem ubocznym takiego podejścia, ponieważ na tej drodze człowiek w naturalny sposób rezygnuje i odejmuje to z czym mu nie po drodze, co ogranicza jego stawanie się, co nie rezonuje pozytywnie z pragnieniem jego serca, duszy. Selektywne podejście do rzeczywistości jest naturalnym procesem ewolucji związanym z adaptacją. Dzięki temu zostaje wybrane to co najlepsze (pragnienie własnego serca), które w kolejnym etapie rozwoju przybiera konkretny wymiar. Dlatego właściwe pytania są tak istotne by dokonać właściwej selekcji.

    Cała reszta to proces stawania się, droga, którą wybiera się, droga poprzez którą człowiek staje się tym kim się staje... niekończący się proces zmian. Ujmując rzecz metaforycznie: z całego bogactwa dostępnych możliwości jakie reprezentuje życie wybieram to czego pragnę kierując się swoim własnym głosem (pragnieniem), przez co staję się tym, co wybrałem... czyli na przykład zmywającym naczynia według 649 sposobu;) bo taki mi odpowiada;)... innymi słowy mówiąc przysłowiowe minimalistyczne tu i teraz, kiedy doświadczam tego, co wybrałem jako swoje doświadczenie;)... ale dzięki właściwym pytaniom w każdej chwili mogę to zmienić;) I to jest właśnie ten niekończący się proces stawania się, świadomego życia a zarazem świadomości jego tworzenia;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rubia, cóż, pytanie padło nie raz, na pewno nie raz jeszcze padnie. Moim zdaniem błędem jest jednak traktowanie minimalizmu jako roli społecznej, oczekiwanie, że minimalista będzie zachowywał się według jakiś określonych wzorców. Stąd zresztą bierze się sposób prezentowania minimalistów przez media - które popełniają ten sam błąd. I skupiają się tylko na najbardziej wyrazistych przejawach owego minimalizmu, a całkowicie umyka im jego sedno. Czyli praca nad świadomym życiem, nad świadomością siebie.

      Bardzo trafne jest spostrzeżenie Roberta, że minimalizm i prostota są produktem ubocznym procesu stawania się, podążania określoną drogą.

      Pytanie "jak żyć" należy zadawać jedynie sobie. A raczej: jak chcę żyć, czego pragnę, czego potrzebuję, czemu nie udaje mi się tego osiągnąć?

      Usuń
  5. Pozwolę sobie na własne trzy grosze

    Minimalizm jako sposób życia wciąż wraca.
    Najpopularniejszym Europejczykiem minimalistą był św. Franciszek z Asyżu.
    Rozdał wszystko co miał, skupiając się na tym co go uszczęśliwiało (aktywna miłość do Boga, praca dla braci - większych i mniejszych).

    Dobrze jest zastanawiać się, co sprawia, że NIE czujemy się spełnieni, co nas rozprasza, blokuje - i to usuwać ze swojej przestrzeni życiowej.
    Wiąże się to z ciągłym wglądem w swoje wnętrze, a również z pracą nad sobą.
    Jeśli wybierzemy kierunek, to podążać w tę stronę - wyzbywając się tego, co zagraca naszą przestrzeń
    Ponieważ jesteśmy bardzo różni, trudno ujednolicić metodę.
    Każdy reaguje inaczej.

    Ciągle trzeba pytać siebie, co jest dla mnie dobre długofalowo, co mnie uszczęśliwi?

    Minimalizm to na pewno nie jest rzucanie pracy w młodości,wyzbywanie się rzeczy niezbędnych, oddawanie się przyjemnościom , aby na starość żyć na cudzy koszt- albo stać się kloszardem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś czuję, że nasza wymiana zdań, poniekąd stała się inspiracją do tego posta :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maćku, inspiracje są wszędzie :) Nasza rozmowa miała pewien wpływ, ale ten temat dojrzewał od dawna.

      Usuń
  7. Czytając książki Loreau (zwłaszcza pierwszą) można odnieść wrażenie, że pisze dla dość wąskiego targetu - samotne, wykształcone kobiety z dużych miast. A co z resztą ludzi? A jeśli ktoś mieszka na wsi, ma gromadę dzieci i zwierząt? Naprawdę będzie się koncentrował na wyborze torebki i kuferka na kosmetyki? Kąpał przy świecach? Hahahaha.
    Z drugiej strony to dość naturalne, że każdy (pisarz, bloger) pisze o swoim doświadczeniu, bo to doświadczenie jest mu najbliższe. Tyle, że intelekt podpowie mu, że inni żyją po swojemu, bo mają inne potrzeby. Jakie są wspólne potrzeby różnych ludzi? Pragnienie miłości, szczęścia, zabezpieczonego bytu, wiedzy? Może do tych uniwersalnych wartości powinny odnosić się różne poradniki. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tofalario, wydaje mi się, że wrzucanie wszystkich do jednego worka to dość powszechna przypadłość, podobnie jak próba lansowania rozwiązań uniwersalnych. Moim zdaniem poradniki powinny przede wszystkim stawiać nacisk na poszukiwanie indywidualnych rozwiązań dla osiągania tych potrzeb, które mamy wspólne jako ludzie, ale w sposób najlepszy dla danej osoby czy rodziny.

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…

Lepiej

Przed urlopem pisałam o bezdzietności z wyboru. Mam jeszcze parę refleksji, które nie dotyczą istoty sprawy (mienia/niemienia dzieci), ale są z nią powiązane. 
Ludzie często lubią formułować różne złote rady czy ogólne stwierdzenia, które wydają się im słuszne i cenne: lepiej mieszkać na wsi. Lepiej mieszkać w mieście. Lepiej mieć samochód/jeździć na rowerze/poruszać się piechotą. Lepiej jeść mięso/być wegetarianinem/weganinem. Lepiej jeść gluten/nie jeść glutenu. Mieć mieć wiele dzieci/mieć dwoje dzieci/jedno dziecko/nie mieć dzieci. Lepiej biegać/ chodzić na siłownię/ćwiczyć jogę/gimnastykować się w domu. Być minimalistą/tarzać się w konsumpcji. Można by tak wymieniać w nieskończoność, wymieniłam tylko kilka dziedzin, które akurat wydają mi się częstym przedmiotem tego rodzaju sądów.
Zazwyczaj uważa się, że „lepiej” jest robić tak, jak się samemu wybrało. Często dlatego, że jest się ze swojego wyboru zadowolonym i wydaje się, że skoro nam jest z tym dobrze, to innym też pewnie będz…