Przejdź do głównej zawartości

Zacisznie

Nadejście Nowego Roku witam z coraz większym spokojem, bez wielkich podsumowań i list postanowień. Owszem, zastanawiam się nad tym, co spotkało mnie w mijającym roku, wyznaczam sobie pewne kierunki działania na przyszły, ale nie poświęcam temu zbyt wiele czasu i uwagi.

Wystarczająco dużo myślę nad swoim życiem na co dzień. Nie muszę przebudowywać go tylko dlatego, że zmienia się data. Staram się przeżywać świadomie każdy dzień. 

Dzisiaj wieczorem zjemy z bliskimi smaczną kolację, ciesząc się swoim towarzystwem, sącząc dobre wina. I pójdziemy spać być może nawet przed północą albo zaraz po niej. Kameralnie będzie. A jutro przywitamy Nowy Rok dziarskim spacerem.

Jeśli ktoś lubi huczne bale i wystawne bankiety, jego prawo. Ja wolę wariant domowo-zaciszny. 

Życzę Wam w Nowym Roku, byście zawsze wiedzieli, co dla Was najlepsze i tak wybierali, nie oglądając się na to, co mówią inni.

A 2 stycznia, jeśli ktoś będzie miał czas i okazję, może w pierwszym programie Polskiego Radia usłyszeć kilka moich krótkich wypowiedzi na temat minimalizmu, po godzinie 9:15. 

Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam wszelkiej pomyślności!


Komentarze

  1. Też jestem z tych zaciszno-domowych osób. Cisza i spokój- uwielbiam zawsze!

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie słucham audycji z Pani udziałem w Programie 1 Polskiego Radia:) Fajnie jest słyszeć Panią "na żywo", a innym razem zagłębić się w lekturę Pani blog-a:)
    Pozdrawiam serdecznie i życzę mnóstwa uśmiechu na cały Nowy Rok:):):)
    Zuzia

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

DDTVN, Dojrzewalnia Liderek i trudny powrót do codzienności

Trudno jest mi wrócić do normalnego rytmu pisania i nagrywania. Nie mogę się przemóc, by znów pisać o zwykłych, codziennych sprawach. 
Zawsze wydawało mi się, że w żałobie po stracie jednej z najbliższych osób będę przede wszystkim płakać. A tymczasem rzadko mam na to ochotę. Smutek dotyka mnie w zupełnie inny sposób. Siedzi gdzieś głęboko i nieszczególnie mam ochotę go uwalniać. Nastrój faluje, czasem więcej we mnie gniewu na to, że Taty już nie ma, czasem więcej czułości i wdzięczności za to, że był z nami tak długo, ile było to możliwe. 
Blog i kanał na YouTube chwilowo zeszły na dalszy plan, bo moje serce i myśli są teraz gdzie indziej. Są inne ważne sprawy do załatwienia i uporządkowania, część dotyczy przeszłości, część jest istotna dla przyszłości niektórych osób z naszej rodziny, skupiam się więc na tych formalnościach, spotkaniach i załatwianiach. 
Wiem, że z czasem będę czuła coraz silniejszą potrzebę komunikowania się z Wami, czytelnikami i widzami. Z czasem też łatwiej bę…

Kolorowa szafa minimalistki - także na wakacjach

Ostatni wpis z połowy czerwca. Aż trudno uwierzyć. Jednak to prawda. Nie chcę Was zamęczać tłumaczeniami, dlaczego tak długo milczałam. Niedługo minie pół roku od śmierci Taty. Ostatnie miesiące wbrew pozorom były nie tylko czasem smutku, ale przede wszystkim czasem ważnych zmian w życiu naszej rodziny, częściowo wymuszonych przez odejście Taty, a częściowo przez nią sprowokowanych (?), a może tylko przyspieszonych. Kilka z tych zmian jest naprawdę pozytywnych, dotyczą głównie życia mojej Siostry. W skrócie napiszę tylko, dla tych z Was, którzy zawsze trzymali za nią kciuki (wiecie, że Ula jest osobą niesłyszącą), że Sister zmieniła pracę i na razie jest bardzo zadowolona. A my cieszymy się, że jest doceniana i że ma szanse na rozwój i lepszą jakość życia.
Bałam się, że nie będę umiała już pisać tutaj. Jednak z tym jest chyba jak z jazdą na rowerze. Wystarczy usiąść i zacząć, a reszta idzie już sama...
Oprócz tego, że dużo działo się różnych rzeczy, które wymagały mojej uwagi czy wsp…

Bez Taty. Pocieszenie.

Minęło trzy tygodnie od śmierci Taty. Przez ten czas nie myślałam nawet o blogowaniu, oprócz krótkiego komunikatu opublikowanego tutaj, zamieściłam jedynie materiał na kanale YT, by również widzom wyjaśnić moje czasowe zniknięcie. 
Tata zmarł nagle i niespodziewanie, na rozległy zawał serca. Źle się poczuł i pogotowie zabrało go bardzo szybko do szpitala, ale nie udało się go odratować. Gdy nas do niego wpuszczono, żegnaliśmy się jedynie z ciałem, za które jeszcze oddychała maszyna, ale życia już w nim nie było. 
Te pierwsze dni były bardzo trudne, bo nie mogliśmy uwierzyć w to, co się stało. Tak to już jest ze śmiercią, nie da się na nią przygotować. Tata miał problemy z sercem od dawna, ale był pod stałą kontrolą kardiologa, wydawało się, że wszystko jest w porządku. Do ostatniej chwili był aktywny, pełen energii i humoru. Tym większym zaskoczeniem było jego odejście.
W kolejnych wpisach wrócę do zapowiadanych tematów, ale pozwólcie, że dzisiaj jeszcze podzielę się z Wami tym, co m…