Przejdź do głównej zawartości

Minikonkurs - wyniki

Nie spodziewałam się, że dokonanie wyboru spośród Waszych komentarzy w odpowiedzi na pytanie w minikonkursie na wypowiedź o niematerialnych wymiarach minimalizmu będzie aż tak trudnym zadaniem. 

Zamieściliście ich całkiem sporo i każdy jest wart uwagi. Pokazują, że każda osoba zwraca uwagę na nieco inne aspekty prostoty w życiu, ale łączy je wspólny duch: radość życia, spokój, przekonanie, że nie warto tracić czasu i sił na głupstwa.

Czasem próbuje się pokazać zwolenników minimalizmu i prostoty jako bandę nawiedzeńców i oszołomów (wybaczcie to określenie, ale tak przecież jest). A Wasze wypowiedzi są tak wspaniale wyważone i mądre, że po ich przeczytaniu nikt nie powinien mieć wątpliwości co do tego, jak dalekie od prawdy są takie twierdzenia.

Nie chciałabym, by te komentarze zaginęły gdzieś w czeluściach blogu, zastanawiam się, czy nie skopiować ich do odrębnego wpisu, oczywiście z nickami autorów i autorek.

Przejdźmy do konkretów. Niestety nie mogę nagrodzić wszystkich wypowiadających się osób, chociaż bardzo bym chciała.

Nie było łatwo, ale po naradzie między me, myself and I wybrałam komentarze Kamy i Elżbiety Pietluch. I dodatkowo Krzysztofa, który rozsądnie zaproponował, że po przeczytaniu prześle książkę dalej, a Jego wypowiedź jest również bardzo ciekawa. Trójkę wybrańców proszę o kontakt mailowy (ajka@prostyblog.com). 

Jeszcze raz dziękuję Wam wszystkim, nie tylko wybranym osobom, za tak piękne wypowiedzi!

I na koniec cytuję nagrodzone komentarze:

Kama, która otrzymuje Sztukę umiaru (gdy przeczyta ją Krzysztof):
To pytanie zaowocowało u mnie dość rozległymi spostrzeżeniami, ale mam nadzieję, że uda mi się je streścić :)
Minimalizm jest dla mnie, w największym ogóle, szacunkiem wobec samej siebie. Zaczyna się faktycznie od rzeczy, ale namysł nad rzeczami prowadzi do czegoś więcej; rzeczy są tylko emanacją tego, co zachodzi w głowie. 
Po pierwsze - mówienie. Koncentracja na doborze słów, szukanie nowych sposobów wyrażenia swoich myśli - wbrew pośpiesznemu wypowiadaniu słów-śmieci, przerywników, wulgaryzmów, "spoko-loków". Dbałość języka, która jest przejawem szacunku - do rozmówcy i do samej siebie. Prostota i piękno wypowiedzi.
Po drugie - mój czas. Czas, który jest tylko słuchaniem muzyki, tylko głaskaniem kota, tylko zatopieniem się w lekturze, spowolnieniem, rozmową. Czas, który jest pracą, czas nietrwoniony na pozorny relaks. Celebrowanie posiłków - ich przygotowywania (które uwielbiam!) i spożywania (które także uwielbiam, szczególnie w dobrym towarzystwie :)).
To prowadzi do trzeciej kwestii - relacji. Rezygnacja z relacji, które nie są pozytywne, które frustrują, nie rozwijają, niszczą pozytywne myśli na rzecz tych nielicznych - pozytywnych, pełnych energii i inspiracji. Znów - z ilości w jakość :)
Ostatnia kwestia, dla mnie chyba najtrudniejsza, ale też najważniejsza, nad którą wciąż pracuję. Zdecydowałam się na szacunek wobec siebie - przejawia się on w tym, że nie dobieram przypadkowych ubrań lub innych rzeczy, którymi się otaczam. Wybieram przedmioty, bo mają być wyjątkowe dla mnie. Celebruję swój czas, bo jest ważny. Zwracam uwagę na to, jak mówię - bo szanuję rozmówców i siebie samą. Dbam o to, by moje relacje z ludźmi były dobre - nie muszą być liczne, ale dobre jakościowo: znów z szacunku dla przyjaciół i dla siebie. Dbam o to, czym odżywiam swój organizm. Jestem pełna uwagi dla siebie i tego, kim jestem. 
Dla osoby, która walczy z wieloma kompleksami to niesamowite i wspaniałe odkrycie - nagle okazuje się, że człowiek, o którym nie myślało się najlepiej, czyli ja sama, jest dla siebie pełen szacunku. Musi więc coś być we mnie dobrego, skoro tak o siebie dbam i tak szanuję. 
Umiar i prostota, który rozpoczął się od tego, że otworzyłam szafę i powiedziałam "dość tego", był początkiem poznawania siebie na nowo jako osoby. Tego nie można przecenić :) 
Elżbieta Pietluch, która otrzymuje Sztukę planowania:

Zaprowadzanie porządku w kontaktach towarzyskich było zadaniem niewdzięcznym, bo wymagało sporych nakładów delikatności i uprzejmości w obyciu z ludźmi, ale i odwagi. Z łatwością przyszło mi wykonanie czystek personalnych na portalach społecznościowych, gdzie gromadziłam tłumnie znajomych, a raczej osoby znane z imienia i nazwiska. Wiele mówi się w dzisiejszych czasach o potrzebie „wyrabiania sobie kontaktów” i uzyskiwaniu korzyści na płaszczyźnie zawodowej (a co za tym idzie – finansowej) dzięki znajomościom, więc musiałam przemyśleć swój samobójczy krok, żeby przypadkiem nie zamknąć sobie wszystkich furtek na przyszłość, dlatego przemianowałam swój profil na ściśle prywatny, gdzie kontaktuję się wyłącznie z zaprzyjaźnionymi osobami, dzieląc się fragmentami książek, drobnymi przemyśleniami i muzyką. Od tej pory wizyty u dziecka Zuckerberga stały się przyjemniejsze, a moja klawiatura odzyskała swobodę ekspresji. Więcej trudności przysporzyło mi wyjaśnianie rodzinie, dlaczego nie chcę uczestniczyć w spotkaniach z dalszym kuzynostwem i wujostwem, z którymi nie utrzymuję nawet kontaktu korespondencyjnego i telefonicznego, co jest kluczowym dowodem zaniku, a konkretniej – braku więzi. Pozbyłam się ponad setki wirtualnych figurantów na wirtualnych liście kontaktów, wolny czas staram się spędzać z ludźmi, których towarzystwo mnie cieszy i inspiruje. Przełożyłam punkt ciężkości z ilości na jakość i jest mi z tym lżej na sercu. Odkryłam, że potrzebuję niewielu ludzi, żeby odczuwać radość ze spotkania z nimi. 
Wypowiedzi Krzysztofa nie będę cytować, bo jest baaaardzo długa, jak sam stwierdził, musi popracować nad zwięzłością... Ale znajdzie się we wspomnianym wpisie zbiorczym.

Komentarze

  1. Gratuluję Zwycięzcom:-)
    Kurcze:-)jeżeli Pani Ela byłaby gotowa po przeczytaniu Sztuki planowania pożyczyć książkę tej co miała mniej szcześcia:-) czyli takiej mnie-za koszta przesyłki oczywiście-to byłoby super-obiecuje ze bedę traktowa jak swoją i niezwłocznie po przeczytaniu odeslę pod wskazany adres w nienaruszonym stanie:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również gratuluję! Pod tekstem Kamy mogłabym się podpisać rękami i nogami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do słów Pani Elżbiety, to szczerze podziwiam, bo sama jeszcze nie potrafię wprost zerwać kontaktu z toksycznymi członkami rodziny, która rodziną jest czysto biologicznie. Ale pewnie kiedyś mi się uda.

      @etna22 -jeśli chcesz, to ja mogę Ci pożyczyć tę pozycję, bo stoi u mnie od ponad roku:)

      Usuń
  3. Dziękuję! To ogromne wyróżnienie i zaskoczenie dla kogoś, kto ostatnimi czasy miewa problemy z precyzyjnym nazywaniem rzeczy po imieniu :) Jeśli chodzi o ewentualne udostępnienie nagrody książkowej, to przyznam, że idea bookcrossingu nie jest mi obca i tym sposobem nie dorobiłam się gigantycznego księgozbioru, bo niemalże każda przeczytana książka zyskuje drugie życie, trafiając w inne ręce :) Łączę pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aipmilo-super bardzo Ci dziekuję-proszę napisz do mnie na maila: etna22@wp.pl to dogadamy szczegóły:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rety, rety! Co ja widzę! Stokrotnie dziękuję za tak wspaniałe wyróżnienie - podobnie jak pani Elżbieta jestem bardzo mile zaskoczona :) I również chętnie podzielę się książką :) Przesyłam serdeczne pozdrowienia! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kamo, proszę o kontakt mailowy :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Jeszcze prościej

To, że ostatnio rzadko poruszam na blogu temat minimalizmu, nie znaczy, że przestał być dla mnie ważny. Jest nadal istotny, ale w inny sposób niż wtedy, gdy wprowadzałam największe zmiany w swoim życiu i przestrzeni osobistej. Pisałam o tym we wpisie Procesy w tle
Po ośmiu latach mówienia i pisania o nim czuję przesyt. Nie mam już ochoty czytać książek ani blogów związanych z tym tematem. Nie twierdzę, że nie warto, bo wiele mądrych treści wciąż powstaje, jedynie ja nie mam już potrzeby dalej drążyć tych kwestii.

Nadal bardzo istotna jest dla mnie prostota, coraz ważniejsza. To raczej już nie ulegnie zmianie, bo zawsze ją lubiłam, a z czasem stała się dla mnie myślą przewodnią. W każdej dziedzinie życia. Prostota wypowiedzi, przekazu, formy i treści. W estetyce i ubiorze. W wystroju mieszkania. Na talerzu - bardzo istotna. Prostota i skuteczność rozwiązań - w pracy, nauce, komunikacji. Nie zajmują mnie natomiast zbytnio sprawy ilości rzeczy i zajęć, które na pewnym etapie były tak …

Jak żyć?

Gdy wydawnictwo Otwarte zaproponowało mi przesłanie do zrecenzowania książki Matsa i Susan Billmarków „Naucz się żyć”, poczułam się zaintrygowana z kilku powodów. Po pierwsze: tytuł. Pomyślałam, że to odważne przedsięwzięcie, próba napisania poradnika odpowiadającego na słynne pytanie „Jak żyć?”. Po drugie: informacja o tym, że pozycja ta jest w Szwecji bestsellerem, sprzedała się w ponad 500 tys. egzemplarzy. A trzecim powodem, dla której chciałam ją przeczytać, była bardzo wesoła i kolorowa okładka. Wiadomo, nie ocenia się książki po okładce, ale ta bardzo zachęcała do lektury.

Obiecałam sobie, że nie przeczytam niczego na temat słynnego duńskiego hygge, wystarczył mi jeden artykuł w jakimś kolorowym magazynie przejrzany u fryzjera, ale poradnik „Naucz się żyć” wydawał się nie mieć na szczęście nic wspólnego ze wspomnianym zjawiskiem, oprócz skandynawskiej proweniencji. 
Lektura okazała się satysfakcjonująca. Książka objętościowo niewielka, ale skoncentrowana treściowo. Myślałam, ż…

Zanim nazwiesz prezesa idiotą...

Za sobą mam wielkie ufff. Westchnienie ulgi, bo we wtorek zakończyłam megazlecenie, o którym pisałam ostatnio. Ponad dwa miesiące bardzo intensywnej pracy umysłowej. Przyznaję, że teraz jestem nieco sflaczała intelektualnie i jeszcze niegotowa na większy wysiłek. Na razie wysypiam się, nadrabiam zaległości domowe i towarzyskie, odpoczywam. Leniuchuję bez wyrzutów sumienia. Wracam do równowagi.
Pomyślałam, że oprócz minicyklu o szczęściu równolegle poopowiadam Wam trochę o tym, jak wygląda życie osoby pracującej na własny rachunek, bo często o to pytacie. Dzięki internetowi i możliwościom pracy zdalnej coraz więcej osób może brać pod uwagę takie rozwiązanie. A jest ono na pewno bardzo kuszące. Obiecuje wolność, niezależność. Więcej czasu wolnego, mniej stresu. Brak szefa nad sobą, brak konieczności dzielenia miejsca pracy z ludźmi, których obecność nie zawsze jest nam miła. 
Temat to bardzo szeroki, więc na jednym wpisie się na pewno nie skończy. Mam wrażenie, że istnieje sporo fałszy…