Przejdź do głównej zawartości

Przegapić koniec świata, śmierć pingwina oraz rozwolnienie księżnej Em

Temat diety informacyjnej od czasu do czasu przetacza się przez blogi związane z minimalizmem. I zwykle budzi sprzeczne reakcje, bo jedni zachwalają dobrodziejstwa odcięcia się od natłoku informacji, inni oburzają zaś, że nie można tak dobrowolnie skazywać się na niewiedzę.

Po moim ostatnim wpisie Strach przed przegapieniem, jak zawsze czujna Minimal plan podesłała mi łącze do artykułu na ten sam temat. Bardziej niż sam tekst spodobał mi się jeden z komentarzy pod nim, o radości z przegapienia: Jest też JOMO - joy of missing out - o którym autor nie wspomniał. Nie sprzyja politycznemu zaangażowaniu, ale uwalnia głowę od nadmiaru informacji. Dowiedzieć się o śmierci Whitney Houston po pół roku - bezcenne!


Czasem naprawdę warto poczuć radość z przegapienia. Chociażby ze względu na żenujący poziom większości informacji, jakie płyną do nas różnymi kanałami, przez internet, środki masowego przekazu, prasę drukowaną i elektroniczną. Jakim beznadziejnym chłamem i pomyjami próbuje się nas karmić! Jak wiele jest zupełnie nieistotnych, bzdurnych pseudoniusów, bez których można spokojnie żyć, nie mając poczucia, że coś bardzo ważnego nas ominęło! Co więcej, o ile możemy być szczęśliwsi, świadomie ich unikając! 

Jutro wpis o tym, czy i dlaczego warto przejść na dietę informacyjną. Jak to zrobić? I czy możemy sobie na to pozwolić na co dzień, czy tylko na wakacjach?

Tymczasem zaś cytat, tekst Janusza Onufrowicza do piosenki Głód sensacji zespołu Poluzjanci. Napisany w 2000 roku, ale jakoś nie stracił na aktualności, nieprawdaż? Gdyby ktoś chciał usłyszeć sam utwór, wersje koncertowe dostępne w serwisie YouTube. A propos informacji, które warto przegapić:

Bomba znów rozwaliła gdzieś pół miasta
Wiernych pułk innym wiernym strzela w kark
Z więźnia zbiegł bardzo groźny pederasta
Księżna Em... rozwolnienie ma

Roman Ce wczoraj w kiblu się powiesił
Wanda Pe może naraz konia zjeść
Stefan Jot wpadł pod pociąg, bo się śpieszył
Na wsi chłop.... żonie urżnął łeb

Zatrzymane w kadrze
Porcje życia smaczne
Niech się naród nażre
Głód sensacji wciąż w szarej masie...

Józef Ka ma przekazy od kosmitów
Znany pan ściągnął spodnie wypiął tył
W szkole ksiądz był handlarzem narkotyków
Zdrowy bądź... Świeże soki pij

W odległym kraju 
O dwóch głowach krowy rodzą się
Odkryto raju
Zakopane szczątki w delcie rzek

W mieście bawił cyrk
Foka czyta sny
A lew
Się wściekł i ze słoniem w miasto ruszył [...]

Matka Zet zadusiła nowe dziecko
Dobra wieść hemoroidy leczy seks
Tomuś Be przeżył w internacie piekło
Doktor Et... Kanibalem jest.

Głód sensacji
W beznamiętnej papce dni
Głód sensacji
Byle zająć myśli czymś...


Komentarze

  1. Gorze , jak nie zajmiesz czymś pożytecznym myśli...to dopiero drama:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Adelko, można myśli zająć i czymś niepożytecznym, a nawet niczym ich nie zajmować. Może ciszy posłuchać, na przykład :)?

    OdpowiedzUsuń
  3. Whitney umarła? To akurat szkoda.
    Moi Rodzice, uznając nas za kulawych nieposiadaczy TV, mieli zwyczaj dzwonić z różnymi newsami. Na szczęście po paru latach im przeszło. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że śmierć Whitney umknęła większej liczbie osób. Cóż, ja akurat wiedziałam, ale nie uważam, by była to wielce ważna dla mnie osobiście informacja. Mam pozytywne skojarzenia z niektórymi jej przebojami, w pewien sposób smuci mnie, że nie potrafiła się odnaleźć w życiu, ale cóż ja mogę na to poradzić, że niegdysiejsza gwiazda przedawkowała jakieś środki i utonęła w wannie... Jej życie, jej śmierć.

      Usuń
  4. Nawal informacji jest bardzo agresywny: telewizja w pubach, czy kafejkach, radio u fryzjera, darmowe gazetki w metrze... Czasem naprawdę trudno jest uciec przed tymi "istotnymi" informacjami, na które nie mamy żadnego wpływu i które w ogóle nas nie dotyczą?
    Dlatego tak lubię np spływy kajakowe, gdzie przez tydzień czuje się wolna i mam czas na obejrzenie motylka, pęcherza na dłoni, czy płonące ognisko.
    No ale tydzień to już luksus, dlatego na codzien próbuję "odciąć się" co jakiś czas choćby na godzinę czy dwie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Niko, czasem trudno jest uciec przed tym natłokiem niedotyczących nas informacji, lecz jak piszesz, trzeba umieć się od nich odcinać, nie tylko na wakacjach.

      Usuń
  5. Powiem od siebie: od prawie roku jestem na "etapie" kompletnego odcięcia się od TV, wszelkiego masowego zalewu informacji; sporadycznie włączę radio, np. Program Pierwszy:), korzystam z mega-umiarem z info. z Internetu.
    A dlaczego taką drogę wybrałam? Ano dlatego, że przez lata tak mocno przejmowałam się wszelkiemi nieszczęściami jakie serwuje nam m.in.telewizja i in.media (a nie da się ukryć iż media "pławią" się nieszczęściach), że.....hmmmm....pochorowałam się na nerwicę somatyczną..... Never again.
    Ciepło pozdrawiam Czytelników Blogu/-a
    Zuzia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuziu, wierzę, że przejmowanie się informacjami przekazywanymi przez media może doprowadzić do nerwicy. Gdy oglądam wiadomości, czuję stres, agresję, bardzo wiele niepotrzebnych emocji. Dlatego, jak i Ty, staram się unikać takich negatywnych bodźców. A przynajmniej bardzo mocno je selekcjonować. I pamiętać, że nie mogę nic poradzić na wszystkie nieszczęścia tego świata...

      Usuń
    2. Dokładnie tak jak mówisz, cyt.: "nie mogę nic poradzić na wszystkie nieszczęścia tego świata...".
      Ciepło pozdrawiam
      Zuzia:)

      Usuń
  6. Kiedyś bardzo mocno zastanowiłam się nad tym tematem. Jednak ciężko było znaleźć złoty środek. Zmęczony umysł mówił: odpuść,
    zaś rozsądek i chęć bycia ze wszystkim na czasie wygrywała. Z czasem jednak doszlam do wniosku, że warto filtrować ilość przyswajanych informacji-dla własnego komfortu psychicznego.
    Wiesz co Ajko? Niesamowicie Cię podziwiam i jednocześnie zazdroszczę (w pozytywnym sensie), że w tak wspaniały sposób potrafisz ubrać swoje mysli w słowa:) Ja nie zliczę ile razy chcę coś wyrazić, a nie potrafię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno jest możliwe znalezienie złotego środka, w przeciwnym razie można przypłacić to zdrowiem, a przynajmniej przemęczeniem i przesytem.

      Dziękuję za ciepłe słowa co do mojego pisania. Bardzo mnie cieszy, że tak je odbierasz. Nie bierz tego za fałszywą skromność, ale mam szczęście, że jestem uzdolniona pod tym względem (geny). Moja jedyna zasługa to praca nad sobą, ale bez talentu byłoby o wiele trudniej.
      Trzeba ćwiczyć :)

      Usuń
  7. "Może ciszy posłuchać, na przykład :)?"

    Ajko to będzie moja myśl przewodnia na najbliższy czas. Pięknie ujęte, może posłuchać ciszy, lecz czy potrafimy??

    Co do zalewu informacji, to sam nie oglądam od dłuższego czasu telewizji, tym bardziej programów takich jak wiadomości. Radia nie słucham, tylko sky.fm world i chili zet.
    Efekt jest tego taki, że poczułem to o czym napisałaś. Faktycznie Whitney Houston nie żyje? Dziwne uczucie...

    Poczułem radość z przegapienia:)

    Pozdrawiam Bartosz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bartoszu, na pewno potrafisz słuchać ciszy. Ty akurat tak. Nie chcą słuchać jej ludzie, którzy boją się własnych myśli, bycia sam na sam ze sobą.

      Usuń
  8. Mam dosyć mieszane odczucia odnośnie czegoś określanego mianem diety informacyjnej. Po pierwsze uważam, że to sztucznie wykreowany problem, po drugie strasznie trąci jakimś rodzajem demagogii a zarazem pewną formą zakłamania wobec samego siebie.

    To niewiele ma wspólnego z prostotą czy minimalizmem. Z jednej strony w jakimś sensie kwestionuje się media (takie choćby jak tv), propagując nieoglądanie telewizji, nieposiadanie telewizji, tabloidy, oraz płynący z tego natłok informacji, z drugiej strony nie przeszkadza na przykład posiadanie konta na fejsie czy NK i na bieżąco śledzenie informacji o tym co dzieje się u znajomków albo przeczesywanie hektarów sieci czy kilometrów kwadratowych stron książek i czasopism w poszukiwaniu informacji.

    W tym kontekście cykl artykułów o zachłanności i nienasyceniu jest właściwa wskazówką do rozwiązania problemu. Zachłanność i nienasycenie mają różne oblicza: mogą dotyczyć nie tylko doświadczeń życiowych, posiadania rzeczy, pieniędzy, działań, pracy, ale także informacji i wiedzy. Bowiem informacja to wiedza.

    Kluczem do zrozumienia jest uświadomienie sobie pewnego faktu: informacja to wiedza, więc dobrze jest zdać sobie sprawę nie tylko ze źródła własnej wiedzy ale przede wszystkim tego czy taka wiedza rzeczywiści dotyczy mnie i mojej rzeczywistości, mojej przestrzeni życiowej oraz tego jaki to ma wpływ na mnie, moje życie, przestrzeń, decyzje itd...

    Rozwolnienie księżnej Em jest w istocie doświadczeniem życiowym samej księżnej i dotyczy jej rzeczywistości; informacja i wiedza o tym, którą przyswoiły sobie miliony innych już nie... no chyba, że te miliony również cierpią na rozwolnienie... na przykład umysłowe lub informacyjne;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robercie, właśnie dlatego podjęłam ten temat, że też mam mieszane uczucia. Nigdy nie kwestionowałam mediów jako takich (sama z nich korzystam), nie widzę powodu, by całkowicie się od nich odcinać. Natomiast jestem zwolenniczką selekcji, zdobycia umiejętności odróżniania tego, co dla mnie ważne, ciekawe, pożyteczne, przydatne, od tego, co jest tylko zapychaczem (czasu, umysłu, przestrzeni).
      Jeśli ktoś lubi zapychacze, jego sprawa, ja wolę z nich zrezygnować.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. Posiadanie telewizora nie oznacza, że się ogląda wiadomości :] ja np. nie oglądam wiadomości akurat wcale, a telewizję i owszem, lubię programy rozrywkowe - lubię usiąść i może nawet odmóżdżająco ale się po prostu pośmiać :)
    Poza tym myślałem, że to nie chodzi o uciekanie przed informacjami (jak lecą sobie w radiu w sklepie, to niech sobie lecą, co to mi przeszkadza), a po prostu nie tracenie swojego czasu na nie - czyli np. oglądanie Wiadomości w tv zamiast obejrzenia czegoś innego czy posiedzenia w interncie czy spędzenia czasu z rodziną czy cokolwiek. Ja to przynajmniej tak rozumiem, a nie żeby się jakoś strasznie odgradzać - to jest mój złoty środek - swojego czasu nie tracę, ale w autobusie na ten przykład, to chętniej posłucham radia niżbym miał słuchać szumu mijanych samochodów ;)
    Poza tym to Robert ma rację, FB, internet, nawet książki - w istocie się wcale tak bardzo nie różnią.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Bezdzietna z wyboru

Noszę ten temat w sobie już od dawna, a zabieram się do wpisu od dobrych paru miesięcy. Wprawdzie w głowie jest gotowy, ale trudno mi się przełamać, by go napisać. Sami zobaczycie dlaczego. 
W pierwszej chwili może wydać się Wam, że sprawy, o których będę pisać w tym i kolejnych wpisach, niezbyt są związane z ogólną tematyką bloga, ale tak jest, moim zdaniem, tylko pozornie. Wszak i tutaj, i w swoich książkach dużo mówię o odwadze życia po swojemu oraz o świadomym podejmowaniu decyzji w każdej dziedzinie. 
Po raz pierwszy poproszono mnie o wypowiedź na temat bycia bezdzietną z wyboru kilka lat temu, do jakiegoś materiału prasowego. Nie czułam się jednak na siłach. Wydawało mi się to sprawą zbyt intymną. Nie chciałam też wciągać w to mojego partnera życiowego. Ma prawo do prywatności i nie musi chcieć dzielić się swoimi osobistymi decyzjami z połową internetu, jedynie dlatego, że jego żona jest blogerką i jak na blogerkę przystało, czasem psychicznie oraz emocjonalnie obnaża się w sie…

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Na rozstaju

Wróćmy do tematu niechcenia dzieci. Obiecałam wyjaśnić Wam, czym kierowałam się w procesie podejmowania ostatecznej decyzji w tej kwestii. Nie traktuję tego jako tłumaczenia się, nie widzę powodu, by się tłumaczyć. Uważam jednak, że za rzadko rozmawia się na ten temat, a Wasze pozytywne reakcje pod ostatnim wpisem potwierdzają, że jest taka potrzeba. Może gdybyśmy częściej mówili o tym, dlaczego jedne osoby pragną mieć dzieci, a inne nie, mniej emocji budziłby ten temat? Może łatwiej byłoby o tym mówić? 
Właściwie nie pamiętam, czy ktoś kiedyś pytał mnie CZY chcę mieć dzieci albo DLACZEGO nie chcę. Bywałam za to strofowana za to, że tak z tym zwlekam, nazywana egoistką, straszona starością w samotności (dzieci jako polisa na starość to mój ulubiony motyw). Pamiętam, jak kiedyś zbeształa mnie lekarka przy okazji badań okresowych, coś w tonie „najpierw czekają nie wiadomo na co, a potem mają pretensje, że nie mogą zajść w ciążę”. Dodam, że wypaliła z tym tekstem ni stąd, ni zowąd, niep…