Przejdź do głównej zawartości

Zachłanność na życie

Chciałabym.

Zrobić jak najwięcej. Przeżyć jak najwięcej. Zwiedzić cały świat, każdy najdalszy zakątek. Ciągle się bawić. Ale też i pracować jak najwięcej, lubię swoją pracę. Spać, dużo spać. Wylegiwać się godzinami w kąpieli. Kochać się często i długo. 

Poznać jak najwięcej fajnych ludzi i spędzać z nimi dużo czasu. Rozmawiać z nimi na każdy temat.

Przeczytać wszystkie ciekawe i zabawne książki świata. Zobaczyć wszystkie obrazy warte zobaczenia. Wysłuchać wszystkich pięknych utworów, jakie kiedykolwiek skomponowano. Spróbować wszystkich smaków świata. Każdego wspaniałego wina. Obejrzeć każdy mądry film. Te niemądre także. 

Ale przecież nie dam rady. Nawet niewielki ułamek z tego ogromu to już dużo.

Minimalizm jest dla mnie między innymi sztuką panowania nad zachłannością na życie i świat. Bo bardzo jestem na nie zachłanna. Ta chciwość mi szkodzi, gdybym pozwoliła się jej rozwijać, szybko bym się wypaliła, zniszczyła, wytarła. Zostałby po mnie tylko cień. 

Nauka dawkowania sobie tego, czego pragnę, co lubię, co daje mi radość. Po trochu, bez zadyszki.

Komentarze

  1. Pełna zgoda.... :-) dobrego dnia :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak! Doświadczałam i doświadczam. Jest wiele możliwości, inspiracji i dróg. Jest ich świadomość. I jest konieczność/chęć/potrzeba dokonywania wyboru.

    OdpowiedzUsuń
  3. Temat mi bliski (z resztą wiesz po komentarzu o niematerialnym minimalizmie :) ), też się właśnie tego uczę.
    Fajnie by było jakbyś więcej o tym napisała, może masz jakieś sztuszki ;) albo cokolwiek na temat tego jak nad tym pracujesz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja zmieniłbym tylko trochę ten tekst:
    Zrobić, przeżyć. Zwiedzać świat, bawić się. Ale też pracować, lubię swoją pracę. Spać, Wylegiwać się w kąpieli. Kochać się...

    Poznać fajnych ludzi i spędzać z nimi czas. Rozmawiać z nimi na różne tematy.

    Przeczytać ciekawe i zabawne książki. Zobaczyć obrazy warte zobaczenia. Wysłuchać pięknych utworów. Spróbować smaków świata i wspaniałego wina. Obejrzeć mądre filmy. Te niemądre także.

    I pod tym się podpisuję :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję Wam za komentarze. @Wendigo, będzie o tym wpis, wiem, że temat jest Ci bliski, ale na pozbycie się tej zachłanności nie ma sztuczek, bo to raczej cały proces zrozumienia jej przyczyn, zmiany kierunku myślenia, przestawienia się. Zmiana podejścia, nauka samoograniczania. Między innymi. Napiszę o tym w najbliższych dniach więcej.

    @Tomasz, sprytny zabieg - masz rację, właśnie do tego się to sprowadza, do pozbycia się pragnienia "wszystkiego". Z tym, że na ekranie komputera da się to zrobić paroma ruchami kursora, w rzeczywistości oduczenie się tej chciwości na doznania i bodźce nie jest tak automatyczne. Ale wykonalne na pewno.
    I jeszcze jedno pytanie: skoro nie chcę i nie potrzebuję wszystkiego (przeżyć, zrobić), to jak wiele? Jak duża jest ta część, której chcę?

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, że udało się Pani trafnie zwerbalizować i rozwinąć myśl, którą przemyciłam w ostatnim liście na temat nieposkromionego apetytu na produkty i odpadki kultury. Jestem dopiero adeptem sztuki samoograniczania się, pozostałym czytelnikom blogu (prof. Bańko zasugerował tę odmianę dopełniaczową) życzę również przemyślanej selekcji w doborze pożywki dla umysłu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja też wolę formę "blogu" niż "bloga". Jak pisałam w liście, łatwiej mi jest, gdy Czytelnicy zwracają się do mnie "Ajka" niż "Pani". Czuję się wtedy mniej zgrzybiała ;-)

      Usuń
    2. Niestety, uzus coraz częściej oddziałuje na normę językową. Jeszcze raz chciałabym podkreślić, że uwielbiam Twoje wpisy nie tylko ze względu na wiodący temat, ale z uwagi na wysokie walory estetyczne polszczyzny i spełnianie kryteriów poprawnościowych :)Od razu widać, że ręka filologa maczała w tym palce ;)

      Usuń
  7. @Ajka "I jeszcze jedno pytanie: skoro nie chcę i nie potrzebuję wszystkiego (przeżyć, zrobić), to jak wiele? Jak duża jest ta część, której chcę?".

    Chodzi o to, żeby cieszyć się tym co się ma, a nie tym czego się jeszcze nie ma. Cieszyć się widokiem pięknego obrazu, a nie martwić tym, że jeszcze jakiegoś nie widziałam. Cieszyć się podróżą, miejscem, które odwiedzamy, a nie martwić, że nie wszędzie dotrzemy.

    Chciwość na doznanie WSZYSTKIEGO zakończy się porażką. Ja sam mam z tym problem. Tak mam zwłaszcza z czytaniem. Uwielbiam czytać: książki, gazety, blogi - WSZYSTKO. I jestem skazany na frustrację, bo niestety nie udaje mi się przeczytać WSZYSTKICH zadrukowanych kartek papieru i zapełnionych treścią stron www. Zaczynam czytać świąteczną Wyborczą, a jeszcze nie przeczytałem Polityki i jeszcze najnowszy NG i rozpoczętych 6 książek, a tu już wieczorem dostępny będzie najnowszy Newsweek i na urodziny kolejne dwie nowe książki, a właśnie wyszły nowe opwiadania Murakamiego... I tak w kółko. Muszę z tym walczyć. Mam już świadomość tego, że NIGDY nie przeczytam WSZYSTKIEGO. Że warto przeczytać jedną książkę, a potem dopiero szukać, kupować, czy wypożyczać kolejną. Mój głód (chciwość) czytania nie jest czymś dobrym. Zamiast cieszyć się słowem, to moje myśli zaprzątane są tym, czego nie przeczytam...

    OdpowiedzUsuń
  8. Tomku, to było pytanie retoryczne ;-) Ale dziękuję za odpowiedź. Właśnie o to chodzi. O nauczenie się tego, co opisałeś w ostatnich zdaniach. Teorię już znasz, teraz przejdź do praktyki...
    Jeśli masz już tę świadomość, właściwie z resztą nie powinno być trudności, bo od tej świadomości się zaczyna. Jeszcze tylko pozostaje zatrzymać ten ciągły napływ nowych pożywek dla umysłu.
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  9. Twoje odpowiedzi są po prostu inspiracją. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj, tak, tak bardzo bliskie mi to, co napisałaś. Czasem chciałabym wycisnąć życie jak cytrynkę - jest tyle fascynujących możliwości! Wtedy przypominam sobie, że mówienie "tak" jednemu działaniu/projektowi/czynności to mówienie "nie" innej; że kumulując pozycje na liście "do przeżycia, do zobaczenia" narzucam sobie presję, której jednak nie udźwignę. Selekcja jest niezbędna - dzięki temu będę doświadczać tego, co ważne, bardziej w pełni, obecna tu i teraz, w swoim rytmie. Choć proces podejmowania wyboru jest niełatwy i w moim przypadku też czasem pojawiają się potknięcia. Ale mimo to próbuję dalej. Doświadczać świata bez zadyszki właśnie. Widzę, jak wiele z takiej zmiany czerpię.
    Ciekawa jestem tych dalszych wpisów poświęconych samoograniczaniu :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam.
    Zainspirowani wraz z żoną twoim blogiem. Postanowiliśmy odmienić nasze życie. Wspólnie założyliśmy bloga, gdyż również uwielbiamy pisać, jak i chcielibyśmy wreszcie mieć więcej pieniędzy i czasu dla nas.

    Pozdrawiam Iza i Bartek

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak, to prawda, że w obecnych czasach zachłanność jest wszechobecna. Ludzie pędzą w zupełnie różnych, czasem wręcz przeciwnych sobie, kierunkach, nie zastanawiając się przy tym, gdzie one prowadzą. Nie myślą. Chcą jedynie zrobić wszystko, być wszędzie, wszystko wiedzieć i widzieć. Jednak przy obecnej, niespotykanej dotąd, szybkości świata jest to niewykonalne. Era cyfryzacji zdążyła wytworzyć już w człowieku coś takiego jak FOMO (Fear of Missing Out), czyli strach przed przegapieniem. Niemal wszyscy, mając dostęp do najnowszych technologii, chcą być na bieżąco ze wszystkim. Sposób używania smartphone'ów przez niektórych najlepiej to chyba obrazuje. A muszę się przyznać, że piszę o tym wplatając, niestety, nutę własnego doświadczenia. Trzeba pogodzić się z faktem, że nie możemy wszystkiego zrobić, wszędzie być, wszystkiego wiedzieć i widzieć. Trzeba nauczyć się po prostu odpuszczać. I to jest piękne, że o tym piszesz, uświadamiając innych! :))

    Pozdrawiam Marcin

    OdpowiedzUsuń
  13. Zawsze miałem duże oczekiwania, pęd żeby zrobić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. I przez to nie mogłem cieszyć się tym co robię w danej chwili. Zawsze było to uczucie niedosytu. Od pewnego czasu staram się trochę inaczej do życia podchodzić i kurcze ... to działa :)

    Pozwolę sobie zacytować proste, ale ważne dla mnie słowa Lamy Olego:

    "Kto ma mało oczekiwań przeżywa wszystko jako podarunek, bogactwo i nadmiar."

    OdpowiedzUsuń
  14. Doskonały wpis. Zdałem sobie sprawę, że od zawsze jestem minimalistą, nawet o tym nie wiedząc. Tak się zacząłem zastanawiać, czy istnieją dziewczyny, które wyznają tego typu filozofię. Wydaje mi się być to niemożliwym, ale może jednak. Czy znacie takie dziewczyny? Ja nie spotkałem. Mało tego, często nie rozumieją one naszego podejścia. Pozdrowienia dla wszystkich minimalistów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na blogu prowadzonym przez osobę płci żeńskiej pytasz się czy są takie dziewczyny? ;D tego typu myślenie chyba jest związane z pewnym stanem świadomości a nie z płcią.

      Usuń
  15. Z jednej strony takie podejście jest całkiem sensowne, ale nie można też popadać w skrajności. Wiadomo, że większość działań, pragnień i marzeń wymaga pieniędzy, ale niekoniecznie.

    Prawda jest taka, że trzeba zaakceptować fakt, że nie uda nam się wszystkiego kupić, zwiedzić, nauczyć. Trzeba zaakceptować fakt, że mamy ograniczone możliwości poznawcze i cieszyć się tym co mamy. Jednak nie wolno zapominać nam o tym, że warunkiem naszego rozwoju są nowe bodźce, nowi ludzie czy podróże.. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Witam, również chciałabym to życie jakoś przeżyć, tak by nie żałować i cieszyć się nim na wszelkie możliwe sposoby. Jednak życie jest tak krótkie aby wszystko zobaczyć, poczuć... jest to wręcz przykre.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Generalne porządki metodą minimalistki

Chciałabym, żeby blog i kanał na YouTube przestały być odrębnymi bytami i zaczęły wzajemnie się uzupełniać. Będę starać się, by każdemu opublikowanemu materiałowi wideo towarzyszył tekst, który będzie jego dopełnieniem. 
Dzisiejszy wpis jest dodatkiem do materiału pod tym samym tytułem, który możecie obejrzeć tutaj:

Opowiadam w nim o moim pomyśle na uproszczenie generalnych porządków. Uważam, że raz na jakiś czas dobrze jest zrobić taki pełen przegląd domu lub mieszkania, zajrzeć w każdy zakamarek, sprawdzić stan posiadania. Jednak trudno byłoby mi wygospodarować cały weekend czy kilka dni, a przecież takie bardzo dokładne porządki wymagają sporo czasu. Są też dość wymagającym procesem pod względem psychicznym, emocjonalnym, bo porządkując, trzeba podejmować szereg mniejszych i większych decyzji. Czego się pozbyć, w jaki sposób, co zostawić, jak zorganizować i poukładać te rzeczy, które zdecydowaliśmy się zatrzymać. 
Pomyślałam więc, że najłatwiej będzie to duże zadanie podzielić na …

Metoda Konmari to nie minimalizm

Wpis jest uzupełnieniem materiału wideo zamieszczonego w serwisie YouTube, który można obejrzeć tutaj: 

Książkę Magia sprzątania Marie Kondo przeczytałam cztery lata temu, o moich wrażeniach możecie przeczytać we wpisie pod tym samym tytułem. Odebrałam ją pozytywnie, ale samej metody nigdy nie stosowałam, bo nie miałam takiej potrzeby, o czym zresztą pisałam w tamtej recenzji. Na dobre w głowie z tej lektury pozostała mi jej myśl przewodnia: poszukiwanie radości w rzeczach i eliminowanie zbędnych przedmiotów w oparciu o kryterium: co chcę zostawić, zamiast stosowanego zwykle przez minimalistów: czego nie potrzebuję i czego chcę się pozbyć. Książki szybko się pozbyłam i nie myślałam o niej więcej.
Dopiero niedawno, gdy coraz częściej docierały do mnie opinie na temat wyprodukowanego przez Netflix serialu Sprzątanie z Marie Kondo(dostępny z polskimi napisami), pomyślałam, że warto byłoby sobie wyrobić własne zdanie na temat tej serii programów, nawet jeśli sama metoda sprzątania Konmari…

Kolorowa szafa minimalistki - także na wakacjach

Ostatni wpis z połowy czerwca. Aż trudno uwierzyć. Jednak to prawda. Nie chcę Was zamęczać tłumaczeniami, dlaczego tak długo milczałam. Niedługo minie pół roku od śmierci Taty. Ostatnie miesiące wbrew pozorom były nie tylko czasem smutku, ale przede wszystkim czasem ważnych zmian w życiu naszej rodziny, częściowo wymuszonych przez odejście Taty, a częściowo przez nią sprowokowanych (?), a może tylko przyspieszonych. Kilka z tych zmian jest naprawdę pozytywnych, dotyczą głównie życia mojej Siostry. W skrócie napiszę tylko, dla tych z Was, którzy zawsze trzymali za nią kciuki (wiecie, że Ula jest osobą niesłyszącą), że Sister zmieniła pracę i na razie jest bardzo zadowolona. A my cieszymy się, że jest doceniana i że ma szanse na rozwój i lepszą jakość życia.
Bałam się, że nie będę umiała już pisać tutaj. Jednak z tym jest chyba jak z jazdą na rowerze. Wystarczy usiąść i zacząć, a reszta idzie już sama...
Oprócz tego, że dużo działo się różnych rzeczy, które wymagały mojej uwagi czy wsp…