Przejdź do głównej zawartości

Odnowa na przednówku

fot. Maciej Mularczyk
Z wielu powodów uważam zwyczaj podejmowania noworocznych postanowień za bezsensowny. Na podstawie własnych doświadczeń, ale też obserwacji bliźnich. 

Tak się składa, że w naszej strefie klimatycznej pierwszy dzień nowego roku wypada w samym środku zimy. I na dodatek w okresie, gdy dni są bardzo krótkie i wszystkim brakuje światła. Nawet osoby z natury pogodne i optymistycznie nastawione do życia (np. ja) oraz lubiące zimę nie tryskają wtedy nadmiarem energii i chęci do działania. Trudno się wstaje rano, do wszelkiego wysiłku trzeba się mocno przekonywać. Próby wprowadzania zmian w takich okolicznościach w większości przypadków spełzają na niczym. Pozostaje tylko niesmak, że znowu nie dało się rady.


Cała ta bzdurna gadka, że to symboliczny nowy początek, zmiana daty itd., zupełnie do mnie nie przemawia. Kalendarz jest tworem sztucznym, od dawna niewiele ma wspólnego z naturalnym rytmem przyrody. Otóż właśnie, naturalny rytm. Czy ktoś jeszcze o nim pamięta? Lubimy udawać, że pory roku nie mają znaczenia. Mieszkamy i przebywamy w pomieszczeniach zależnie od potrzeb ogrzewanych lub klimatyzowanych, możemy opalać się w samym środku zimy, podobnie jak jeść wtedy truskawki, pomidory i sałatę (swoją drogą, gdy mówię, że nie jem pomidorów w zimie, bo mi nie smakują, niektórzy patrzą na mnie jak na nawiedzoną). Narzekamy na zimno w styczniu i na upały w sierpniu, tak, jakby nie dało się ich zaakceptować bez nieustannego kwękania. 

A przecież cykl pór roku można nie tylko polubić, ale i nauczyć się wykorzystywać go na swoją korzyść. Uczynić z niego naszego sprzymierzeńca. Przestać z nim walczyć i spróbować mu się poddać. Miesiące cieplejsze, z większą ilością światła słonecznego, wykorzystywać na inne rodzaje aktywności niż jesienne  i zimowe, ciemniejsze, chłodniejsze. Naprawdę ważne zmiany wprowadzać wtedy, gdy najłatwiej odnaleźć w sobie energię i siłę. Na przedwiośniu  i wiosną. Gdy przyroda znów się budzi, gdy koło życia zatacza kolejny obrót. Powraca radość i nadzieja, oczekiwanie odnowy. 

Chrześcijanie przeżywają teraz okres postu. Czas zadumy, refleksji, wolności od... Także czas postanowień, wyrzeczeń. Cała wielkanocna symbolika przemiany i odrodzenia dobrze wpisuje się we wspomniany rytm przyrody. 

Niezależnie od wyznania, każdy może wykorzystać wiosenny przypływ optymizmu i energii na swoją korzyść. Nie tylko na gruntowne porządki, ale także na przewietrzenie głowy i myśli. Może zmianę nawyków, pozbycie się takiego, który Ci przeszkadza i blokuje Twój rozwój, ale wypracowanie nowego, który przyniesie Ci korzyści, radość, nowe możliwości?

I jeszcze jedno: ani kalendarz, ani przyroda nie pomogą Ci w przemianie, która nie wynika z prawdziwej wewnętrznej potrzeby, przekonania, że jest ona istotna, sensowna i nieunikniona. Podejmowanie prób zmiany, gdy nie jest się do niej stuprocentowo przekonanym, jest z góry skazane na porażkę. To tylko marnowanie czasu i energii. Lepiej sobie daruj, bo to działania pozorne. 

Zmiana nie zawsze musi być efektem postanowienia, samodyscypliny, silnej woli. Gdy się do niej dojrzeje, wtedy staje się niejako sama, bez zauważalnego wysiłku. Niezależnie od daty w kalendarzu.

Dla mnie ta wiosna też jest czasem ważnej zmiany, takiej, do której wprowadzenia od dawna już dojrzewałam. Gdy już byłam gotowa, rozwiązanie znalazło się samo, niby przypadkiem, jak to zwykle bywa. Może za jakiś czas podzielę się doświadczeniami, na razie życzę Wam mnóstwa radości na przedwiośniu!

Popularne posty z tego bloga

Uniform minimalistki

Temat osobistego uniformu obracam w głowie już od kilku lat, co najmniej. Jednak jeszcze do niedawna nie czułam się gotowa na to, by ostatecznie zdefiniować go dla siebie. Owszem, wiedziałam, że ciągnie mnie w tym kierunku i że coraz bardziej zbliżam się do wprowadzenia go w życie na co dzień. Jednak jeśli obserwowaliście, być może, moje materiały o kolorowej szafie minimalistki na YouTube, w cyklu, w ramach którego zaprezentowałam całą swoją kapsułową garderobę na wszystkie pory roku, mogliście zauważyć, że wprawdzie mój styl i zestawy ubraniowe były już dość wyraziste i powtarzalne, trudno było by nazwać je uniformem. 
Tak jednak się złożyło, że w międzyczasie zmieniłam tryb życia poprzez powrót do oprowadzania po Krakowie (już nie tylko po Wawelu, jak było parę lat temu), więc o wiele częściej wychodzę pracować poza dom. Oczywiście wymusiło to dostosowanie zawartości szafy i pewne jej uzupełnienia. A jednocześnie kilka ubrań z niej wywędrowało. Z powodu zużycia, ale też zmian w mo…

Minimalizm na Nowy Rok - postanowienia

Nie podejmuję noworocznych postanowień, mówiłam już o tym wielokrotnie. Wolę wprowadzać zmiany wtedy, gdy czuję się do nich gotowa, w dowolnym momencie roku. Nie czekam ze swoimi osobistymi zobowiązaniami do poniedziałku czy pierwszego dnia miesiąca. Od dawna uważam, że początek stycznia jest nienajlepszym momentem na takie działania, bo to czas zimowej ciemnicy, często depresyjnej aury i innych nieprzyjemnych okoliczności. Nie znaczy to jednak, że nie kibicuję osobom, które podejmują noworoczne próby zmiany nawyków. Zawsze warto pracować nad sobą i ulepszaniem swojej codzienności. 
Oto więc kilka moich propozycji na plan zmian/postanowienia noworoczne. Oczywiście można je wykorzystać także w innym czasie, ale można też wdrożyć je, czyniąc użytek z energii, jaką daje ten symboliczny nowy początek, jakim jest pierwszy dzień roku. 
Ważna uwaga na początek: moim zdaniem lepiej jest nie stawiać sobie zbyt ambitnych celów i wprowadzać jednocześnie ostrych restrykcji w wielu dziedzinach ży…

Dziesięć lat z minimalizmem

Za długo mnie tutaj, na blogu, nie było. Powodów ku temu było wiele, nie będę po raz kolejny się tłumaczyć. Jeśli czytasz te słowa, prawdopodobnie chociaż trochę mnie lubisz, więc po prostu przepraszam cię za tę ciszę. Trudno wrócić po tak długiej przerwie, ale jest tylko jeden sposób, by tę trudność przełamać. Usiąść i napisać. 
Mija 10 lat od mojego pierwszego zetknięcia się z koncepcją minimalizmu. Nie sądziłam wtedy, że dekadę później będę go nadal stosować. Co więcej, nawet nie wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek poczuję się minimalistką. Od tamtego czasu bardzo wiele w moim życiu się zmieniło. Właściwie pod każdym względem na lepsze. Jeśli śledzisz mojego bloga lub kanał, znasz już dobrze historię tych zmian, nie będę więc tym razem opowiadać tej historii po raz kolejny. 
Nie zastanawiam się, co będzie za kolejne 10 lat. Jaka będę, gdzie i jak będę żyć? Tego nie wie nikt. Być może nie będzie mnie już wśród żywych. Tego też nie wiadomo. Nie ma to zresztą żadnego znaczenia dla teg…