Przejdź do głównej zawartości

Ideał prostego życia

W tym tygodniu korzystam z uroków życia wolnego strzelca i odwiedzam bardzo kochaną Rodzinę na drugim końcu Polski, więc nowy pełnowymiarowy wpis napiszę dopiero po powrocie do domu.

Zadam więc Wam na poczekaniu pytanie, może znajdziecie chwilę na odpowiedź. Jak jest Wasz ideał prostego życia? Co dzieli Was na co dzień od tego ideału? A może ideał stał się rzeczywistością?

Pozdrawiam słonecznie!

Komentarze

  1. Eva: ja aktualnie dążę do uproszczenia życia :) zasada nr 1 - pozbyć się mnóstwa kosmetyków z łazienki - zużyć, rozdać. zostawić wielofunkcyjne minimum, np. mydło naturalne, którym można myć całe ciało. albo orzechy piorące, które służą też za szampon do włosów i płyn do mycia wanny :)Druga rzecz - ograniczenie pośredników obsługujących życie codzienne - jak najwięcej warzyw z własnej ziemi, jak najmniej ubrań z marketów, a więcej samodzielności w przerabianiu tych już obecnych w szafie. Od prostoty dzieli mnie przestrzeń i praca - z jednej strony jest cudowna, z drugiej - funkcjonowanie w centrum miasta powoduje ciągłą gorączke myśli i różnych "muszeń". Na wsi umysł się oczyszcza... Może kiedyś uda mi się połączyć życie zawodowe z warunkami, w których prostota jest taka naturalna.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Evo, ale życie na wsi tylko pozornie jest prostsze. Na pewno spokojniejsze, ale tam też jest wiele różnych muszeń, tylko innej natury niż w mieście. Miasto ułatwia, załatwia za nas wiele spraw, o które na wsi trzeba starać się samemu, co angażuje i czas, i pieniądze, i przestrzeń.

      Usuń
  2. Pracuję na dwie zmiany jako polerowacz metalu - praca w brudzie hałasie bez szans na awans czy choćby szacunek :( to minusy plus niczym ale to absolutnie niczym sie w pracy nie stresuje ponieważ mały mam wpływ na działanie firmy. Mogę za to w spokoju słuchać ksiażek muzyki szkoleń ( uczę się aktualnie języka hiszpanskiego) wydaję mi się że jest idealna praca dla mnie dobrze zarabiam nie uczesnicze w wyścigu szczurów nie mam z nią związanych ambicji czy to nie jest jeden z aspektów prostego życia ?Mam dużo czasu po pracy na swoje hobby - historia i spacerki z moim psem. Bardziej prosto chyba nie mógł bym żyć -Marcin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam trochę podobną pracę i wiem o czym mówisz :) (no ja może się trochę stresuję, bo ja się stresuję niepotrzebnie każdą pierdołą ;) ale też nie musiałbym). To jest właśnie super w takiej pracy, że wychodzisz z niej i jesteś wolny (a niektórzy pracę muszą jeszcze zabierać do domu), reszta życia dla Ciebie. Tylko ja wolałbym mieć trochę krótsze zmiany niż mam :P

      Usuń
    2. Marcinie, wendigo, to jedno z możliwych rozwiązań - praca, która jest tylko pracą, taka, którą zostawia się za sobą, gdy zamykają się za Tobą drzwi zakładu. A potem wolność i swoboda. Wiele osób o tym marzy, chociaż nie za cenę długich zmian i pracy w brudzie i hałasie.
      Ale prostota, spokój, czas dla siebie - bezcenne!

      Usuń
  3. Życie idealne- życie mądre, ze zrozumieniem siebie i świata, z otwartością na ludzi, uczucia, nowe smaki, miejsca, ze znajomością własnych potrzeb, wyznawanych wartości i słabości. Takim życiem chciałabym żyć ;).
    Troszkę więcej na ten temat tutaj:
    www.polubsiebie.wordpress.com
    Pozdrawiam :)
    S

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i zaproszenie :)

      Usuń
    2. Nie, to ja dziękuje za ten inspirujący, napisany pięknym językiem blog ;)). Trafiłam na niego przez przypadek,a konkretnie- przeczytawszy artykuł do "Twojego stylu" w którym była mowa o Tobie, Ajko!
      Czytam wiele blogów, ale ze smutkiem przyznaje, że poziom, w jakim są pisane jest o wiele niższy niż ten, który prezentujesz sobą, swoimi postami i spostrzeżeniami.
      Pozdrawiam ciepło
      Es

      Usuń
  4. Proste życie to dla mnie jak najmniej zobowiązań. Nie chodzi mi o pracę - lubię to, co robię. Chodzi o różne zobowiązania, na przykład skarbowe, prawne, ale i towarzyskie, a także o różne abonamenty, rachunki i subskrybcje. Wrzuciłam to jak widać - dość chaotycznie - w jeden worek, ale zasady są często te same - dajesz paluszek, ktoś ciągnie rękę. Proste życie to też mniej rzeczy (tu w znaczeniu: przedmiotów), którym trzeba poświęcać czas, na przykład ubrań kłopotliwych w praniu albo kurzołapów w domu. To jest akurat coś na co najłatwiej wywrzeć wpływ i cieszyć się szybkim efektem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tofalario, w pełni się zgadzam - dla mnie jak najmniejsza ilość zobowiązań jest o wiele ważniejsza niż ilość przedmiotów (chociaż obie wciąż maleją).

      Usuń
  5. „Ideał prostego życia”

    To bardziej Droga niż Cel.....to stała „podskórna” świadomość, że w życiu najważniejsze jest Zdrowie i Rodzina. I bez względu na inne dziedziny życia w ostatecznym rozrachunku naprawdę to jest najważniejsze. Ważność spraw, celów, osiągnięć można łatwo zweryfikować przez pryzmat poczucia straty i/lub konsekwencji tej straty. Pozbywając się nadmiaru rzeczy, spraw [czy też pseudo-znajomości] ze swojego otoczenia odzyskujemy czas na sprawy najważniejsze.

    Optymizm w życiu [nie chodzi tu o naiwność] pomaga dostrzegać nawet najdrobniejsze pozytywne cechy ludzi, spraw... pomaga cieszyć się światem w każdej chwili.... łatwiej być optymistą kiedy nasz dom i otoczenie są dla nas przyjazne a nie przytłaczają nadmiarem.

    Lubić siebie. Lubić swoją pracę. Lubić swoje otoczenie. Kochać. Delektować się potrawami. Nie żałować podjętych prób. Tworzyć....

    Jestem dopiero na tym etapie, w którym człowiek uświadamia sobie, że się pogubił, że większość z tego co robi jest wymuszona przez innych / otoczenie czy też przez błędne decyzje z przeszłości, że stracił kontrolę nad własnym życiem – że jego dom, praca i wszelkie działania to jeden wielki chaos. To taka świadomość, że nie ma się wpływu na własne życie...Tak więc przede mną droga......do Drogi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, bardzo pięknie to napisałaś.
      Dla mnie to taki spokój, który wynika ze środka, z harmonii ze sobą.

      Usuń
    2. Uświadomienie sobie faktu, że się pogubiło, jest już pierwszym wielkim krokiem na tej drodze. Życzę powodzenia!

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Jeszcze prościej

To, że ostatnio rzadko poruszam na blogu temat minimalizmu, nie znaczy, że przestał być dla mnie ważny. Jest nadal istotny, ale w inny sposób niż wtedy, gdy wprowadzałam największe zmiany w swoim życiu i przestrzeni osobistej. Pisałam o tym we wpisie Procesy w tle
Po ośmiu latach mówienia i pisania o nim czuję przesyt. Nie mam już ochoty czytać książek ani blogów związanych z tym tematem. Nie twierdzę, że nie warto, bo wiele mądrych treści wciąż powstaje, jedynie ja nie mam już potrzeby dalej drążyć tych kwestii.

Nadal bardzo istotna jest dla mnie prostota, coraz ważniejsza. To raczej już nie ulegnie zmianie, bo zawsze ją lubiłam, a z czasem stała się dla mnie myślą przewodnią. W każdej dziedzinie życia. Prostota wypowiedzi, przekazu, formy i treści. W estetyce i ubiorze. W wystroju mieszkania. Na talerzu - bardzo istotna. Prostota i skuteczność rozwiązań - w pracy, nauce, komunikacji. Nie zajmują mnie natomiast zbytnio sprawy ilości rzeczy i zajęć, które na pewnym etapie były tak …

Jak żyć?

Gdy wydawnictwo Otwarte zaproponowało mi przesłanie do zrecenzowania książki Matsa i Susan Billmarków „Naucz się żyć”, poczułam się zaintrygowana z kilku powodów. Po pierwsze: tytuł. Pomyślałam, że to odważne przedsięwzięcie, próba napisania poradnika odpowiadającego na słynne pytanie „Jak żyć?”. Po drugie: informacja o tym, że pozycja ta jest w Szwecji bestsellerem, sprzedała się w ponad 500 tys. egzemplarzy. A trzecim powodem, dla której chciałam ją przeczytać, była bardzo wesoła i kolorowa okładka. Wiadomo, nie ocenia się książki po okładce, ale ta bardzo zachęcała do lektury.

Obiecałam sobie, że nie przeczytam niczego na temat słynnego duńskiego hygge, wystarczył mi jeden artykuł w jakimś kolorowym magazynie przejrzany u fryzjera, ale poradnik „Naucz się żyć” wydawał się nie mieć na szczęście nic wspólnego ze wspomnianym zjawiskiem, oprócz skandynawskiej proweniencji. 
Lektura okazała się satysfakcjonująca. Książka objętościowo niewielka, ale skoncentrowana treściowo. Myślałam, ż…

Zanim nazwiesz prezesa idiotą...

Za sobą mam wielkie ufff. Westchnienie ulgi, bo we wtorek zakończyłam megazlecenie, o którym pisałam ostatnio. Ponad dwa miesiące bardzo intensywnej pracy umysłowej. Przyznaję, że teraz jestem nieco sflaczała intelektualnie i jeszcze niegotowa na większy wysiłek. Na razie wysypiam się, nadrabiam zaległości domowe i towarzyskie, odpoczywam. Leniuchuję bez wyrzutów sumienia. Wracam do równowagi.
Pomyślałam, że oprócz minicyklu o szczęściu równolegle poopowiadam Wam trochę o tym, jak wygląda życie osoby pracującej na własny rachunek, bo często o to pytacie. Dzięki internetowi i możliwościom pracy zdalnej coraz więcej osób może brać pod uwagę takie rozwiązanie. A jest ono na pewno bardzo kuszące. Obiecuje wolność, niezależność. Więcej czasu wolnego, mniej stresu. Brak szefa nad sobą, brak konieczności dzielenia miejsca pracy z ludźmi, których obecność nie zawsze jest nam miła. 
Temat to bardzo szeroki, więc na jednym wpisie się na pewno nie skończy. Mam wrażenie, że istnieje sporo fałszy…