Przejdź do głównej zawartości

Uwalnianie przestrzeni

Małe wyjaśnienie Wam się należy, dlaczego na razie nie widać nowych (a wyczekiwanych) wpisów z cyklu urodowego. Korzystając z wybuchu wiosny i nadejścia ładnej pogody, realizuję plany związane z przemeblowaniem i miniremontem, o których pisałam w marcu. Czyli też skupiam się na urodzie, tyle że tym razem nie swojej, lecz otoczenia.
Wywędrowało z mieszkania parę sporych mebli, przede wwszystkim legendarny już regał na książki (pamiętacie, to ten, który kiedyś mieścił całą naszą domową biblioteczkę). Dzięki temu odzyskaliśmy całkiem duży kawałek przestrzeni, gdzie teraz będzie można wypoczywać, czasem pracować, czasem przyjmować gości. 
Najpierw jednak trzeba całe wnętrze odświeżyć, ujednolicić kolorystykę, słowem, uporać się z malowaniem, zanim nadejdą znów jakieś opady. 
Podejrzewam jednak, że Wy także korzystacie z wiosny i nie macie czasu na czytanie i przesiadywanie w internecie.
Tak czy owak, remont nie będzie trwał wiecznie, wracam niedługo!

Komentarze

  1. Ale pozytywnie o remoncie :)
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nowe kolory na ścianach zawsze działają na mnie pozytywnie, w ogóle lubię zmiany, więc też się zastanawiam nad miniremontem... Powodzenia w wietrzeniu zapachu farby! : )

    OdpowiedzUsuń
  3. Remonty potrafią zaskakiwać - oby ten zaskoczył Was pozytywnie swoją krótkością i brakiem bałaganu. No ale prefiks "mini" brzmi bardzo obiecująco. ;)
    PS. Masz w szafie kategorię "ciuchy do malowania"? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tofalaria, oczywiście, to tzw. "must have" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Powodzenia w dalszych zmaganiach z domem :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Bezdzietna z wyboru

Noszę ten temat w sobie już od dawna, a zabieram się do wpisu od dobrych paru miesięcy. Wprawdzie w głowie jest gotowy, ale trudno mi się przełamać, by go napisać. Sami zobaczycie dlaczego. 
W pierwszej chwili może wydać się Wam, że sprawy, o których będę pisać w tym i kolejnych wpisach, niezbyt są związane z ogólną tematyką bloga, ale tak jest, moim zdaniem, tylko pozornie. Wszak i tutaj, i w swoich książkach dużo mówię o odwadze życia po swojemu oraz o świadomym podejmowaniu decyzji w każdej dziedzinie. 
Po raz pierwszy poproszono mnie o wypowiedź na temat bycia bezdzietną z wyboru kilka lat temu, do jakiegoś materiału prasowego. Nie czułam się jednak na siłach. Wydawało mi się to sprawą zbyt intymną. Nie chciałam też wciągać w to mojego partnera życiowego. Ma prawo do prywatności i nie musi chcieć dzielić się swoimi osobistymi decyzjami z połową internetu, jedynie dlatego, że jego żona jest blogerką i jak na blogerkę przystało, czasem psychicznie oraz emocjonalnie obnaża się w sie…

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Na rozstaju

Wróćmy do tematu niechcenia dzieci. Obiecałam wyjaśnić Wam, czym kierowałam się w procesie podejmowania ostatecznej decyzji w tej kwestii. Nie traktuję tego jako tłumaczenia się, nie widzę powodu, by się tłumaczyć. Uważam jednak, że za rzadko rozmawia się na ten temat, a Wasze pozytywne reakcje pod ostatnim wpisem potwierdzają, że jest taka potrzeba. Może gdybyśmy częściej mówili o tym, dlaczego jedne osoby pragną mieć dzieci, a inne nie, mniej emocji budziłby ten temat? Może łatwiej byłoby o tym mówić? 
Właściwie nie pamiętam, czy ktoś kiedyś pytał mnie CZY chcę mieć dzieci albo DLACZEGO nie chcę. Bywałam za to strofowana za to, że tak z tym zwlekam, nazywana egoistką, straszona starością w samotności (dzieci jako polisa na starość to mój ulubiony motyw). Pamiętam, jak kiedyś zbeształa mnie lekarka przy okazji badań okresowych, coś w tonie „najpierw czekają nie wiadomo na co, a potem mają pretensje, że nie mogą zajść w ciążę”. Dodam, że wypaliła z tym tekstem ni stąd, ni zowąd, niep…