Przejdź do głównej zawartości

Całkowity zakaz narzekania

Polacy są bardzo narzekalskim narodem. Narzekają na wszystko, o każdej porze dnia lub nocy, w dowolnych okolicznościach przyrody. Na pogodę, na polityków, na męża, na żonę, na dzieci, na szefa, na współpracowników, na stan dróg. Zawsze jest źle. Za sucho, za mokro, za ciepło, za zimno, za drogo, zupa za słona, woda za mokra... 

Wiecznie skwaszeni, nieustannie niezadowoleni. Zadowolonym być nie wypada, człowiek zadowolony to pewnikiem wariat, bo przecież normalny obywatel widzi sam, że nie ma się z czego cieszyć. Bo jak się tu cieszyć, panie, jak bezrobocie, jak deszcz pada, u władzy idioci, Putin knuje, Angela M. też knuje, szef to kretyn, a sprzątaczka leniwa. 

Jak sobie porządnie człowiek z rana ponarzeka, to zaraz mu gorzej. A przecież o to chodzi, żeby czuć się gorzej, żeby nie chciało się żyć, żeby pogrążyć się w beznadziei i smutku. Wszelkie objawy radości należy zwalczać w zarodku. Radość to zło. 


Gdybym miała taką władzę, wprowadziłabym całkowity zakaz narzekania. Nie zrozumcie mnie źle, nie wszystko mi się na świecie i w Polsce podoba, a nawet całkiem sporo jest spraw, rzeczy i zjawisk, które mnie drażnią, irytują i mi przeszkadzają. Chciałabym móc je zmienić. Ale na większość z nich nie mam wpływu.

Narzekanie natomiast jest bardzo szkodliwe. Jest bezproduktywne i stanowi marnotrawstwo życiowej energii. Najgorsze jest to, że mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że narzekając, programuje się na widzenie świata w czarnych barwach. Czasem, gdy poddam się ogólnej tendencji i też sobie trochę ponarzekam, od razu jest mi gorzej. Czuję się słaba, bezsilna, zniechęcona do życia i wszelkiej aktywności. Bo przecież to nie ma sensu, wszystko jest bez sensu...

Nie w tym rzecz, by na siłę doszukiwać się pozytywów w negatywach. Chociaż właściwie czemu nie, pamiętacie Pollyannę i jej „zabawę w radość”? Bardzo lubiłam tę historię... I „efekt Pollyanny” naprawdę działa.

Ale nawet gdyby nie próbować szukać pozytywnych cech i powodów do radości tam, gdzie z pozoru ich nie ma, to przecież nieustanne niezadowolenie nie jest jedyną opcją. Może zamiast marnować czas i energię na narzekanie lepiej byłoby czasem uśmiechnąć się bez powodu do kogoś nieznajomego? Może spożytkować wspomnianą energię na coś innego, wziąć się do roboty i zaprowadzić nieco porządku w swojej części rzeczywistości? Zadbać o to, by przynajmniej ta część świata, na którą mam wpływ, była bardziej sensowna, ładniejsza, bardziej przyjazna, pozbawiona bałaganu, prowizorki i bylejakości? Bezinteresownie komuś pomóc? Zrobić coś dobrego, ot, tak, żeby było miło? Tak po prostu?

Nie cierpię nie cierpieć, jak powiedziałby Smerf Maruda. Nie cierpię narzekać na narzekanie. Uśmiecham się więc do Was i nie narzekam już więcej.

Popularne posty z tego bloga

Generalne porządki metodą minimalistki

Chciałabym, żeby blog i kanał na YouTube przestały być odrębnymi bytami i zaczęły wzajemnie się uzupełniać. Będę starać się, by każdemu opublikowanemu materiałowi wideo towarzyszył tekst, który będzie jego dopełnieniem. 
Dzisiejszy wpis jest dodatkiem do materiału pod tym samym tytułem, który możecie obejrzeć tutaj:

Opowiadam w nim o moim pomyśle na uproszczenie generalnych porządków. Uważam, że raz na jakiś czas dobrze jest zrobić taki pełen przegląd domu lub mieszkania, zajrzeć w każdy zakamarek, sprawdzić stan posiadania. Jednak trudno byłoby mi wygospodarować cały weekend czy kilka dni, a przecież takie bardzo dokładne porządki wymagają sporo czasu. Są też dość wymagającym procesem pod względem psychicznym, emocjonalnym, bo porządkując, trzeba podejmować szereg mniejszych i większych decyzji. Czego się pozbyć, w jaki sposób, co zostawić, jak zorganizować i poukładać te rzeczy, które zdecydowaliśmy się zatrzymać. 
Pomyślałam więc, że najłatwiej będzie to duże zadanie podzielić na …

Metoda Konmari to nie minimalizm

Wpis jest uzupełnieniem materiału wideo zamieszczonego w serwisie YouTube, który można obejrzeć tutaj: 

Książkę Magia sprzątania Marie Kondo przeczytałam cztery lata temu, o moich wrażeniach możecie przeczytać we wpisie pod tym samym tytułem. Odebrałam ją pozytywnie, ale samej metody nigdy nie stosowałam, bo nie miałam takiej potrzeby, o czym zresztą pisałam w tamtej recenzji. Na dobre w głowie z tej lektury pozostała mi jej myśl przewodnia: poszukiwanie radości w rzeczach i eliminowanie zbędnych przedmiotów w oparciu o kryterium: co chcę zostawić, zamiast stosowanego zwykle przez minimalistów: czego nie potrzebuję i czego chcę się pozbyć. Książki szybko się pozbyłam i nie myślałam o niej więcej.
Dopiero niedawno, gdy coraz częściej docierały do mnie opinie na temat wyprodukowanego przez Netflix serialu Sprzątanie z Marie Kondo(dostępny z polskimi napisami), pomyślałam, że warto byłoby sobie wyrobić własne zdanie na temat tej serii programów, nawet jeśli sama metoda sprzątania Konmari…

Kolorowa szafa minimalistki - także na wakacjach

Ostatni wpis z połowy czerwca. Aż trudno uwierzyć. Jednak to prawda. Nie chcę Was zamęczać tłumaczeniami, dlaczego tak długo milczałam. Niedługo minie pół roku od śmierci Taty. Ostatnie miesiące wbrew pozorom były nie tylko czasem smutku, ale przede wszystkim czasem ważnych zmian w życiu naszej rodziny, częściowo wymuszonych przez odejście Taty, a częściowo przez nią sprowokowanych (?), a może tylko przyspieszonych. Kilka z tych zmian jest naprawdę pozytywnych, dotyczą głównie życia mojej Siostry. W skrócie napiszę tylko, dla tych z Was, którzy zawsze trzymali za nią kciuki (wiecie, że Ula jest osobą niesłyszącą), że Sister zmieniła pracę i na razie jest bardzo zadowolona. A my cieszymy się, że jest doceniana i że ma szanse na rozwój i lepszą jakość życia.
Bałam się, że nie będę umiała już pisać tutaj. Jednak z tym jest chyba jak z jazdą na rowerze. Wystarczy usiąść i zacząć, a reszta idzie już sama...
Oprócz tego, że dużo działo się różnych rzeczy, które wymagały mojej uwagi czy wsp…