Przejdź do głównej zawartości

Miss żółtego czyli rzecz o reklamie na blogu

Złapałam dobry pisarski wiatr w żagle, więc nie chcę tego zmarnować i piszę, by nie stracić rozpędu. Nie chcę jednak, byście pomyśleli, że o Was i o blogu nie myślę. Myślę, myślę, i to ciepło. Jednak póki nie zamknę tej części książki, nad którą obecnie pracuję, nie mogę się zbytnio rozpraszać. 

Dodatkowo w (tak zwanym) międzyczasie pracowałam nad projektem, o którym więcej będę mogła Wam napisać już w przyszłym tygodniu. Ma on formę współpracy z pewną polską firmą, ale jest dość nietypowy i interesujący. Nie będziecie oglądać jego owoców na blogu, bo według mojej koncepcji Prosty blog nie jest miejscem na jakiekolwiek działania komercyjne. Nie dlatego, że mam cokolwiek przeciwko. 

Niedawno na dwóch blogach o minimalizmie i prostocie (Droga do prostego życia i Realny minimalizm) toczyła się minidyskusja na temat reklam na blogach, nie włączałam się do niej z powodu ograniczeń czasowych, co nie oznacza, że nie mam własnego zdania. 

Nie przeszkadza mi komercja na blogach ani współpraca blogerów z firmami czy wynajmowanie powierzchni reklamowej. Przeszkadza mi jedynie, gdy brakuje przejrzystości co do istnienia takich związków czy też ewentualnego sponsorowania wpisów. Bo w moim odczuciu reklama oraz informacja handlowa, recenzje produktów czy usług są i będą potrzebne, grunt, by były uczciwe, szczere, rzetelne. A o to niestety dość trudno. 

Osobiście nie lubię blogów ani stron, które aż kipią od reklam i linków sponsorowanych. Przestają być czytelne i przejrzyste, wydają się bazarem różności. 
Wolę, by bloger rzetelnie napisał o swoich doświadczeniach związanych z jakimś produktem czy usługą, szczerze, bez koloryzowania. Niech podzieli się swoją jak najbardziej subiektywną opinią na temat kremu czy aparatu fotograficznego. Może pisać o sprawach z pozoru zupełnie mnie nie interesujących. Niech pisze, że zapach kosmetyku kojarzy mu się z zapachem skóry jego pierwszej sympatii albo wymiocinami, nie musi silić się na obiektywizm ani polityczną poprawność, blog nie jest przecież z założenia medium obiektywnym. Niech nie pisze tylko, że zupełnie przypadkiem ten krem wpadł mu sam do koszyka w drogerii, bo coraz trudniej w to uwierzyć. Przejrzystość to podstawa. Jeśli dostał go do przetestowania od producenta, chcę o tym wiedzieć. Tak samo, jak chcę wiedzieć o tym, że dany wpis jest sponsorowany. Albo że szafiarka fotografuje się w ubraniach, które dostała w prezencie od firmy odzieżowej. 

Jeśli w tekście wpisu umieszczono linki afiliacyjne, wystarczy czytelna informacja, że za zakup produktu, który nastąpi w wyniku kliknięcia takiego łącza, autor blogu dostanie parę groszy. Jeśli na blogu pojawia się baner reklamowy, niech dotyczy produktu, który został przez autora wypróbowany, tak, by mógł o nim coś więcej powiedzieć niż tylko to, że poleca, bo mu płacą. 

Gdy mój blog zaczął cieszyć się większą popularnością, zaczęły napływać propozycje reklam, wpisów sponsorowanych, banerów, konkursów i zachęcania do kupna różnych produktów. Musiałam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcę tego u siebie. Odpowiedź była prosta: nie. Cenię sobie czysty wygląd blogu, to, że nie jest przeładowany. W przyszłości będę dążyć do jeszcze większej przejrzystości. To kwestie estetyczne. A jeszcze bardziej cenię sobie to, że to ja sama decyduję o tym, co i w jaki sposób piszę. Zdarzało mi się pisać o produktach czy usługach, które lubię, ale robiłam to z przekonania i bezinteresownie. Nawet wtedy, gdy mogłam skorzystać z jakiegoś programu poleceń czy uzyskać za to zniżki czy jakieś tam punkciki. 

Postanowiłam wtedy, że jeśli nawet będę zarabiać w jakikolwiek sposób związany z blogowaniem, będzie się to odbywać poza przestrzenią blogu. Dlatego przyjmuję propozycje współpracy jako ekspert (proszę się nie śmiać, tak, Ajka została ekspertem...) czy pisania na zamówienie, ale poza blogiem. Zakładam bowiem, że Czytelnik, który tu zagląda, chce przeczytać wpis napisany od serca przez Ajkę, a nie oglądać reklamę np. ekoparówek niezawierających papieru toaletowego. 

A tak pomijając wszystko, lubię niektóre reklamy, zwłaszcza te zabawne. Ale traktuję je jako pewną formę sztuki użytkowej lub rozrywki (na przykład ostatnio bardzo śmieszyła mnie „miss żółtego” - nie będę wyjaśniać, kto widział, ten wie), nie zaś zachętę do kupna czegokolwiek. Bo kupowanie pod wpływem reklam, to, z całym szacunkiem do PT Klientów, straszliwa głupota. Z której na szczęście już się wyleczyłam, ale kiedyś zdarzało się uwierzyć w cudowne zalety produktu na podstawie zdjęcia ślicznej modelki, i owszem. Teraz to o wiele, wiele za mało. 

Komentarze

  1. Nic dodać, nic ująć...
    Niedawno zacząłem czytać blogi w interesującym mnie temacie minimalizmu (także okołotematowych, m.in. o oszczędzaniu) i rzeczywiście przeładowanie reklamami mocno zniechęciło mnie do zaglądania na, wydawało się, warte poświecenia kilku chwil strony.
    Jest kilka blogerek minimalistek, których proste graficznie blogi czyta wyśmienicie na każdym urządzeniu. Ten jest jednym z tych blogów.
    Tak trzymaj i taką postawę propaguj!

    Pozdrawiam, Mariusz XS

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam o Tobie w "Twoim Stylu" i obiema rękami podpisuję się pod powyższym komentarzem - tak trzymaj! Twój blog przynosi ulgę po wszechobecnym oczopląsie.

    Pozdrawiam
    Kaja

    OdpowiedzUsuń
  3. Ajko twój blog jest wspaniały i bardzo często tu zaglądam.Przegapiłam niestety wyżej wspomniany artykuł w "Twoim Stylu". Na stronie pisma są niektóre stare artykuły ale tego nie znalazłam.Może się jeszcze pojawi.

    Wracając do tematu ostatniego wpisu. Nie potępiałabym tak bardzo ludzi, którzy mają na swoich blogach reklamy. Nie robią nic złego, a może nawet niejeden bezrobotny może sobie tak dorobić ( ciekawa jestem czy z reklam blogowych można by się utrzymać.

    pozdrawiam
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  4. hej, dzięki za odniesienie się do dyskusji (to jeszcze nie koniec, cyklu o reklamie!)

    sam pracuję u siebie nad większą przejrzystością reklamy i transparentnością blogów, mimo ewidentnej sympatii do stylu minimalistycznego na pewnym etapie uległem czarowi bloggera, tych wszystkich gadżetów, dingsów, reklam

    definiuję to jednak na nowo, a moje blogi zmieniają się (np. projekt oszczedzanie.info.pl)

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny blog, bardzo przyjemnie się go czyta.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Bezdzietna z wyboru

Noszę ten temat w sobie już od dawna, a zabieram się do wpisu od dobrych paru miesięcy. Wprawdzie w głowie jest gotowy, ale trudno mi się przełamać, by go napisać. Sami zobaczycie dlaczego. 
W pierwszej chwili może wydać się Wam, że sprawy, o których będę pisać w tym i kolejnych wpisach, niezbyt są związane z ogólną tematyką bloga, ale tak jest, moim zdaniem, tylko pozornie. Wszak i tutaj, i w swoich książkach dużo mówię o odwadze życia po swojemu oraz o świadomym podejmowaniu decyzji w każdej dziedzinie. 
Po raz pierwszy poproszono mnie o wypowiedź na temat bycia bezdzietną z wyboru kilka lat temu, do jakiegoś materiału prasowego. Nie czułam się jednak na siłach. Wydawało mi się to sprawą zbyt intymną. Nie chciałam też wciągać w to mojego partnera życiowego. Ma prawo do prywatności i nie musi chcieć dzielić się swoimi osobistymi decyzjami z połową internetu, jedynie dlatego, że jego żona jest blogerką i jak na blogerkę przystało, czasem psychicznie oraz emocjonalnie obnaża się w sie…

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Na rozstaju

Wróćmy do tematu niechcenia dzieci. Obiecałam wyjaśnić Wam, czym kierowałam się w procesie podejmowania ostatecznej decyzji w tej kwestii. Nie traktuję tego jako tłumaczenia się, nie widzę powodu, by się tłumaczyć. Uważam jednak, że za rzadko rozmawia się na ten temat, a Wasze pozytywne reakcje pod ostatnim wpisem potwierdzają, że jest taka potrzeba. Może gdybyśmy częściej mówili o tym, dlaczego jedne osoby pragną mieć dzieci, a inne nie, mniej emocji budziłby ten temat? Może łatwiej byłoby o tym mówić? 
Właściwie nie pamiętam, czy ktoś kiedyś pytał mnie CZY chcę mieć dzieci albo DLACZEGO nie chcę. Bywałam za to strofowana za to, że tak z tym zwlekam, nazywana egoistką, straszona starością w samotności (dzieci jako polisa na starość to mój ulubiony motyw). Pamiętam, jak kiedyś zbeształa mnie lekarka przy okazji badań okresowych, coś w tonie „najpierw czekają nie wiadomo na co, a potem mają pretensje, że nie mogą zajść w ciążę”. Dodam, że wypaliła z tym tekstem ni stąd, ni zowąd, niep…