Przejdź do głównej zawartości

***

Krótkie wyjaśnienie dla tych, którzy mogli poczuć się zaniepokojeni wczorajszym wpisem i pomyśleli, że zamierzam porzucić blog, a także w ramach refleksji po jednym z komentarzy (słusznym zresztą) pod jeszcze wcześniejszą notką mówiącym, że wpisy niezwiązane z głównym tematem na blogu tematycznym nie muszą odpowiadać stałym czytelnikom, którzy czytają dany blog ze względu na określoną, konkretną tematykę. 

Nie mam zamiaru porzucać blogowania, wręcz przeciwnie, gdy skończę pisać książkę, chcę wrócić do regularnych i częstszych wpisów. Zastanawiam się jedynie nad tematyką i formą. Do tej pory poruszałam bardzo różne tematy, od bardzo praktycznych do niemal filozoficznych, światopoglądowych. Były wpisy o modzie i ubraniach, o sprzątaniu, były przepisy kulinarne, były dywagacje o bardzo ogólnym charakterze. Były czasem ulubione wiersze, recenzje książek, były i zdjęcia wnętrz. Nie zawsze związane z prostotą i minimalizmem, czasem wręcz daleko od nich odchodzące.


Okres wakacyjny, chociaż dla mnie pracowity jak zwykle (z racji urlopu planowanego dopiero na koniec lata), nastraja mnie do zadawania sobie pytań co do tego, jak wyobrażam sobie przyszłe życie blogu, powiedzmy powakacyjne. Nie pierwszy raz się nad tym zastanawiam, blog jest ważną częścią mojego życia, więc często o nim myślę. W jakim kierunku go poprowadzić, o czym chciałabym tu pisać i dla kogo. Nie skończy się to żadną wielką rewolucją, ale zmianą na pewno tak. Od dawna kiełkują mi w głowie pewne pomysły, nie wiem jeszcze tylko, jaki kształt ostatecznie przybiorą. Zostanie prostota, zostanie minimalizm, ale sama formuła blogu może ewoluować. 

Jeśli macie jakieś pomysły, pragnienia, sugestie, możecie się nimi podzielić, z miłą chęcią je poznam. Zobaczymy, czy są zbieżne z moimi. Temu czytelnikowi, który pisał o blogu tematycznym, odpowiedziałam, że nie muszę pisać pod niczyje oczekiwania. To prawda. Jednak czasem poznanie oczekiwań innych - Was w tym wypadku - bywa bardzo przydatne, ciekawe, rozwijające. Nawet jeśli w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że nie jest się w stanie lub nie chce tym pragnieniom wychodzić na przeciw (bo i tak może się przecież stać). 

Komentarze

  1. Ja Cię, Aniu, zawsze podziwiałam za konsekwencję tematyczną. Sama tak nie umiem - nigdy nie wiem, o czym będzie kolejny wpis. Sam nie wiem, co lepsze - zaskakiwać czytelników czy nie? Myślę, że każdy blog i tak ma dość "płynny", zmienny target. Osobiście cenię wszystkich czytelników, zarówno tych, którzy zaglądają na 1-2 notki, jak i stałych bywalców, choć zdaję sobie sprawę, że przy dużym rozrzucie tematycznym niełatwo utrzymać zainteresowanie jakiejś osoby na dłużej. Tobie to na pewno idzie bardzo dobrze i podziwiam Twoją wytrwałość, częstotliwość pisania i pomysły. Tak trzymaj, a nawet jeśli przestaniesz pisać o minimalizmie, to chętnie będę zaglądać ze względu na styl. Tyle laurki. :) Alleluja i do przodu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie należę może do zbyt aktywnych "komentatorów" na blogu, natomiast jestem wierną jego czytelniczką od kilku miesięcy. Twój blog szalenie zainspirował mnie do działań w kierunku minimalizmu (przede wszystkim, gdyż z tego powodu trafiłam na Prosty Blog), ale też skłonił do refleksji nad życiem..., moim życiem, które mam zamiar nieco uspokoić i zwolnić. Już zauważam u siebie pozytywne zmiany. Dzięki blogowi trafiłam na szereg innych, również wartościowych blogów, choć ten jest mi najbliższy. W Twojej historii odnajduję wiele analogii z mojego życia. I jestem jeszcze na początku przemian, które Ty już dawno masz za sobą. Przywiązałam się bardzo do tego miejsca, dlatego cieszy mnie wiadomość, że blog będzie nadal trwał.
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi się podoba Twoje podejście do bloga - że przede wszystkim piszesz tak jak chcesz i o czym chcesz, a jeśli pytasz czytelników o zdanie to tylko by poznać luźne sugestie :) Osobiście właśnie to cenię najbardziej dziś, kiedy większość blogerów nie bardzo wie po co w ogóle pisze i o wszystko pytają czytelników - nie lubię takich blogów, bo mam poczucie, że czytam coś sztucznego, coś pod publiczkę. A ja z chęcią poczytam cokolwiek byle szczerze i od autora :)
    Wiem że trudno jest utrzymać czytelników na ogólnym blogu jeśli się zaczynało od tematycznego, ale tutaj znowu: ważniejszy jest moim zdaniem autor.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Bloga" nie "blogu" na litość boską!!!

    Maga

    OdpowiedzUsuń
  5. Mago, proszę, daruj sobie te wykrzykniki i "litość boską". Polecam lekturę poradni PWN, zobaczysz, że nie trzeba się aż tak ekscytować.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie poprzedni wpis nie zaniepokoił ale zaciekawił.
    Czytam tego bloga od dawna. Przeczytałam od końca do początku ;) teraz czytam na bieżąco i wracam do niektórych wpisów.
    Podoba mi się, że tematyka jest różnorodna, nawet jeśli temat jakiegoś wpisu mniej mnie interesuje to czytam z przyjemnością.

    Dzięki Twoim wpisom Ajko minimalizm nabrał dla mnie bardziej ludzkiego oblicza a przy tym kobiecego. Podoba mi się, że w Twoim wykonaniu jest bardziej użytkowy niż ideologiczny a przez to dla mnie łatwiej strawny ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ajko, proszę pisz i pisz. Tematy zawsze wybierałaś zgodnie z Twoimi aktualnymi przemyśleniami. Ciesze się Bardzo na zachodzące zmiany. Wiem także doskonale, że już wiele blogów umarło śmiercią naturalną, zgadzam się z Tobą, że czytelnikom należy się słowo wyjaśnienia co się stało. W temacie minimalizmu i prostoty jestem już od dłuższego czasu i w moim przekonaniu jesteś jedynym blogiem który udało się tak długo utrzymać. Wile z nich zaczynało świetnie, kolejne wpisy, raz za razem, różnego rodzaju wyzwania, opisy własnych doświadczeń. Jak już kiedyś pisałem mało który z tych blogów dotkną sfery umysłowej minimalistycznego, prostego życia. Większość z tych blogów po epizodzie z uporządkowywaniem szafy, ograniczaniem rzeczy umarło.

    Ty Droga Aniu piszesz na różne tematy, nie zawsze jak sama to powiedziałaś na tematy związane z prostotą, życia. Jednakże wiele osób w tym i Ja lubimy czytać Twoje przemyślenia. Wierzę także, że każdy temat kiedyś się wyczerpuje, dlatego czekam z niecierpliwością na książkę oraz metamorfozę (jeśli mogę tak nazwać) bloga.

    Pozdrawiam Bartosz

    OdpowiedzUsuń
  8. No to walcz tam dzielnie z książką, trzymam kciuki ;) (btw. tłumaczysz czy własną piszesz?) I jakiej formy byś nie wybrała, to na pewno będę podglądać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własną piszę, Anno, o minimalizmie właśnie. Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Bardzo dziękuję Wam za wypowiedzi, potwierdzają moje własne spostrzeżenia i przekonanie, że powinnam pisać zgodnie z własną intuicją, nawet gdyby miało to oznaczać czasem odejście od ścisłej tematyki. Ważne, byśmy - i ja, i Wy - dobrze się tu czuli, cała reszta to szczegóły.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ajko dziękuję za bloga i za co na nim piszesz.. czytam od dawna.. przeczytałam każdy post i czekam z niecierpliwością na kolejne, są wartościowe choć nie zawsze się ze wszystkim zgadzam (ale czy muszę?) warto poznać poglądy innych a nóż widelec staną się naszymi..lub nie..a tematy na blogu jak dla mnie nie muszą być stale o minimalizmie.. co za dużo nie zdrowo minimalizm w kuchni, minimalizm w pracy, minimalizm w głowie... właśnie ta różnorodność tematów przyciąga ..przynajmniej mnie.. bo wiadomo nie da się żyć jedną rzeczą stale i czy tego chcemy czy nie dotykamy czasem spraw nie związanych z "prostotą" i jakoś musimy to przełknąć.
    Nie rozumiem tez idei pytania do czytelników "O czym mam pisać?" w końcu to bloger chce coś przekazać innym.. i wychodzi na to ,że nie ma nic do przekazana.. nie oznacza to jednak, że nikt nie może napisać do autora o czym chciałby przeczytać a czy bloger się do tego zastosuje czy nie.. jego wybór tak jak i czytelnika który wchodzi na ten a nie inny blog ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. To może i ja, po dłuższym czasie od powstania tego tekstu, napiszę kilka słów.
    Twój blog, Ajko, czytam "od końca" i ciurkiem, bo odkryłam go zaledwie kilka tygodni temu. Zaczęło się od przeczytania książki Leo Babauty - w odpowiedzi na potrzebę zmian, jaka się we mnie pojawiła (głównie zmian psychiczno-egzystencjalnych, że tak je nazwę, ale zmiany te często współgrają ze zmianami we własnym otoczeniu), a obecnie jestem na etapie czytania Cię od deski do deski (właśnie dotarłam tu, gdzie teraz piszę), dzisiejszym oczyszczeniem szafy z nadmiaru ciuchów (jupi - do kontenera "nie PCK" odniosłam 5 ogromniastych worów ubrań!) i przygotowywaniem się do wprowadzania zmian w swoje życie. Życie z zaburzeniami lękowymi, życie trudne i wypełnione cierpieniem psychicznym, ale też nadzieją... nadzieją, że coś wreszcie się zmieni...

    O czym chciałabym czytać u Ciebie na blogu? O rozwoju wewnętrznym, o pokonywaniu demonów, o pracy nad sobą - te tematy są dla mnie najważniejsze, bo inspirują do zmian. Masz w sobie i w sposobie pisania, formułowania myśli, przekazu... jakąś niezwykłą harmonię, która działa na mnie uspokajająco i daje nadzieje.

    Ni chcę używać zbyt wielkich słów, ale cóż poradzę na to, że czytanie Twojego blogu daje mi niesamowitego pozytywnego kopa do wprowadzania pozytywnych zmian w swoim życiu?

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Jeszcze prościej

To, że ostatnio rzadko poruszam na blogu temat minimalizmu, nie znaczy, że przestał być dla mnie ważny. Jest nadal istotny, ale w inny sposób niż wtedy, gdy wprowadzałam największe zmiany w swoim życiu i przestrzeni osobistej. Pisałam o tym we wpisie Procesy w tle
Po ośmiu latach mówienia i pisania o nim czuję przesyt. Nie mam już ochoty czytać książek ani blogów związanych z tym tematem. Nie twierdzę, że nie warto, bo wiele mądrych treści wciąż powstaje, jedynie ja nie mam już potrzeby dalej drążyć tych kwestii.

Nadal bardzo istotna jest dla mnie prostota, coraz ważniejsza. To raczej już nie ulegnie zmianie, bo zawsze ją lubiłam, a z czasem stała się dla mnie myślą przewodnią. W każdej dziedzinie życia. Prostota wypowiedzi, przekazu, formy i treści. W estetyce i ubiorze. W wystroju mieszkania. Na talerzu - bardzo istotna. Prostota i skuteczność rozwiązań - w pracy, nauce, komunikacji. Nie zajmują mnie natomiast zbytnio sprawy ilości rzeczy i zajęć, które na pewnym etapie były tak …

Jak żyć?

Gdy wydawnictwo Otwarte zaproponowało mi przesłanie do zrecenzowania książki Matsa i Susan Billmarków „Naucz się żyć”, poczułam się zaintrygowana z kilku powodów. Po pierwsze: tytuł. Pomyślałam, że to odważne przedsięwzięcie, próba napisania poradnika odpowiadającego na słynne pytanie „Jak żyć?”. Po drugie: informacja o tym, że pozycja ta jest w Szwecji bestsellerem, sprzedała się w ponad 500 tys. egzemplarzy. A trzecim powodem, dla której chciałam ją przeczytać, była bardzo wesoła i kolorowa okładka. Wiadomo, nie ocenia się książki po okładce, ale ta bardzo zachęcała do lektury.

Obiecałam sobie, że nie przeczytam niczego na temat słynnego duńskiego hygge, wystarczył mi jeden artykuł w jakimś kolorowym magazynie przejrzany u fryzjera, ale poradnik „Naucz się żyć” wydawał się nie mieć na szczęście nic wspólnego ze wspomnianym zjawiskiem, oprócz skandynawskiej proweniencji. 
Lektura okazała się satysfakcjonująca. Książka objętościowo niewielka, ale skoncentrowana treściowo. Myślałam, ż…

Zanim nazwiesz prezesa idiotą...

Za sobą mam wielkie ufff. Westchnienie ulgi, bo we wtorek zakończyłam megazlecenie, o którym pisałam ostatnio. Ponad dwa miesiące bardzo intensywnej pracy umysłowej. Przyznaję, że teraz jestem nieco sflaczała intelektualnie i jeszcze niegotowa na większy wysiłek. Na razie wysypiam się, nadrabiam zaległości domowe i towarzyskie, odpoczywam. Leniuchuję bez wyrzutów sumienia. Wracam do równowagi.
Pomyślałam, że oprócz minicyklu o szczęściu równolegle poopowiadam Wam trochę o tym, jak wygląda życie osoby pracującej na własny rachunek, bo często o to pytacie. Dzięki internetowi i możliwościom pracy zdalnej coraz więcej osób może brać pod uwagę takie rozwiązanie. A jest ono na pewno bardzo kuszące. Obiecuje wolność, niezależność. Więcej czasu wolnego, mniej stresu. Brak szefa nad sobą, brak konieczności dzielenia miejsca pracy z ludźmi, których obecność nie zawsze jest nam miła. 
Temat to bardzo szeroki, więc na jednym wpisie się na pewno nie skończy. Mam wrażenie, że istnieje sporo fałszy…